17 lipca 2014

(W)Spin na Kruczych Skałach w Karpaczu



Karpacz to nie tylko Śnieżka czy górski kurort w stylu Zakopanego umieszczony w warunkach sudeckich. Karpacz to także Krucze Skały, które obok słynnych Sokolików czy pozostałych skałkach w Rudawach Janowickich mają najwięcej obitych dróg wspinaczkowych na Dolnym Śląsku. Jak do tej pory wspinaliśmy się w piaskowcu, teraz przyszedł czas na granitognejs. Cieszyliśmy się tym faktem wyjeżdżając już z pod domu ze względu na przybliżenie się choć trochę do warunków tatrzańskich w niecałe 1,5 godziny. Nawet takie beztalencie wspinaczkowe jak ja znalazło dla siebie odpowiednią obitą! drogę, oczywiście z odpowiednią nazwą. Poza tym nieważne w jakim stylu się wspinasz, dla turystów, którzy przechodzą szlakiem poniżej traktują Cię jak bohatera i nie raz doświadczyłam błysków fleszy skierowanych w  moją stronę. Chwilami czułam się jak taki walczący gladiator na arenie. Brakowało tylko odpowiednich okrzyków dobiegających z dołu :)




Krucze Skały znajdują się 15min od centrum Karpacza.

W Karpaczu zjawiliśmy się stosunkowo późno, bo kilka minut po 17-tej. Podeszliśmy pod Krucze Skały z wydrukowanym topo pierwszej ściany, którą chcieliśmy skonfrontować z rzeczywistością. Damian zaczął analizować propozycje obitych dróg (jest ich aż 40!), odnajdując je na zdjęciach..., moją uwagę jednak zwrócił drugi wspinający się zespół, który zwijał już zabawki i zaczął powoli schodzić w naszą stronę. To chyba Artur z Kasią z zaprzyjaźnionego bloga Góry ponad chmurami - pomyślałam. Jak dobrze wiedzieć, że wzrok jeszcze nie szwankuje, bo faktycznie to byli oni :) Zbierali się na autobus, bo w planach mieli jeszcze Sokoliki, a na Kruczych Skałach działali cały dzień. Ostatecznie zostali z nami, a w drodze powrotnej do domu podwieźliśmy ich na Karpnicką Przełęcz.

Mała Ściana z bliska. Dużo łatwych IV i V dróg.

Fajnie się rozmawiało, ale trzeba było w końcu ruszyć tyłek i zrobić dla przyzwoitości chociaż jedną drogę :P Wzięłam topo do ręki. Tak jak pisałam wcześniej, to championów wspinaczkowych nie należę i nie wybijam się ponad IV. Poza tym zauważyłam, że mam tendencję do unikania trudności, a raczej szukania prostych rozwiązań byleby tylko jakoś doczłapać się na górę. Oczywiście mam tu na myśli drogi o łatwej wycenie, bo wiadomo że te trudniejsze nie mają aż tylu możliwości i pokonując takie, liczy się technika, kombinacja ruchów czy siła. 

Kur i Sowa IV to droga, którą zdecydowaliśmy się przejść jako pierwszą, by zobaczyć z czym się te Krucze Skały właściwie je.  Oboje z Damianem stwierdziliśmy, że piaskowce są dla nas subiektywnie bardziej wymagające, mając na uwadze identyczne wyceny dróg. 

Na drodze Kur i Sowa IV - Skadi kombinuje...

...i kombinuje :)

Damian szybko obskoczył jeszcze sąsiednią drogę Kursowa light IV.  Artur polecił nam drogę na Głównej Ścianie i długą drogę Filar IV. Przenieśliśmy zabawki i ponownie wyciągnęliśmy topo z plecaka. Damian był zachwycony, ja natomiast lekko skonsternowana. Przewieszka za IV. Jaaasne...

Ściana Główna - Filar IV z 7 ringami i stanowiskiem zjazdowym. Jedna z najciekawszych dróg na Kruczych Skałach.

Damian już zaczął przebierać nóżkami. Gdy powiedziałam, że może się wspinać, szybko zniknął mi z pola widzenia. Artur pośredniczył w wymianie informacji, bo nie zawsze byłam w stanie dosłyszeć, czy mam dać luz czy blok czy co. 

Pierwszy ring na drodze Filar IV

Gdy ewidentnie wiadomość obiegła cały rejon Kruczych Skał, że Damian ma auto, skwitowałam tylko, że ja też i się nie chwalę po czym wypięłam swoje verso, sprawdziłam zawiązaną przez siebie ósemkę i ruszyłam. To miała być taka imitacja tatrzańskich warunków. Damian asekurował mnie z góry, nie wiedząc co się ze mną dzieje. Brakowało tylko świstu wiatru w uszach i obserwującego nas na sąsiedniej skałce Kóza Tomasza.

Buuu. Żeby się nawet od ziemi nie odbić?


Na kolanach. Na łokciach. Wymęczyłam ten Filar. 

Nagrodą za wejście był fajny widok na Śnieżkę oraz długi zjazd :) No dobra, i mała pochwała od Damiana. 


Widok na Śnieżkę z górnych partii Kruczych Skał.

Artur z Kasią zdecydowali się na jeszcze jedną drogę, która umknęła im podczas całego dnia. Przenieśliśmy się ponownie pod Małą Ścianę. W między czasie Damian dalej wertował kartki z topo. Znalazł dla mnie drogę-marzenie. Po akcji wspinaczkowej Artura i Kasi, ostatni raz już tego dnia przenieśliśmy zabawki, ale tym razem pod Główną Ścianę.

Wspinaczkowe przygotowania Kasi i Artura .

Artur na Kursowej IV

Droga dla orłów III z ringami i stanowiskiem zjazdowym to rzadkość w skałkach. Tym bardziej, ten fakt bardzo mnie ucieszył. Ostatni raz zmusiłam się do założenia butów wspinaczkowych, w których po zbyt długim użytkowaniu cierpię ból, ale co tam - warto było :)


Na drodze Tylko dla orłów III z dolną asekuracją :D

Wspinaczkowy orzeł w końcu mógł rozprostować skrzydła. Z uśmiechem na twarzy zjechałam z powrotem na dół. Wszyscy  usytasy ze wspinu na Kruczych Skałach zapakowaliśmy się do auta, krętymi dróżkami Karpacza obraliśmy azymut na Sokoliki. Na Przełęczy Karpnickiej pożegnaliśmy się z Kasią i Arturem, a my wróciliśmy do Legnicy. Dużo w samochodzie dyskutowaliśmy o tej miejscówce. Spodobało nam się tak bardzo, że kilka dni później ponownie zjawiliśmy się w Karpaczu. Zachmurzenie na niebie, nie przekonywało raczej turystów do przechadzek po szlakach, a Krucze Skały dzieliliśmy tylko z jednym zespołem wspinaczkowym. Generalnie był to dzień Damiana, ja spełniałam się w roli asekurującego i fotografa. Przez pół dnia okupowaliśmy Małą Ścianę.

Zaczęliśmy od prawej strony Małej Ściany i drogi Na Zdrowie IV

Zarządzam przerwę na Randlerka :)

Po nocnych deszczach, w niektórych kluczowych miejscach, skała nie zdążyła jeszcze wyschnąć.

Postanowiliśmy w połowie ściany zakończyć naszą okupację. Zawsze będzie powód by tu jeszcze wrócić. A wrócimy na pewno :)

Nasze drogi urobione na Kruczych Skałach podczas dwóch wizyt:

Skadi:
*Tylko dla orłów III
*Na zdrowie IV
*Kur i Sowa IV
*Filar IV
*Karkonoska Rysa III+ (TRAD)

Damian:
*Tylko dla orłów III
*Kur i Sowa IV
*Filar IV
*Na zdrowie IV
*Na kaca V
*Karkonoska Rysa III+ (TRAD)
*Filozofia Kanta V+
*Nauka Kanta V
*Karkonoska Boska V
*Szczytowanie 2 V
*Kursowa IV


9 komentarzy :

  1. Miło było się spotkać :-)
    Widzę, że Krucze się spodobały, bo niedługo czekały na kolejną wizytę. Ja kiedyś je też na pewno odwiedzę jeszcze, bo trochę dróg mi tam zostało.

    Gratuluję oczywiście tych pokonanych dróg :-)

    Na tym trzecim zdjęciu nawet żywcujesz :-P

    PS. Nie wiem czy obserwujesz mojego bloga, ale miałem awarię domeny związaną ze zmianą dostawcy i teraz powiadomienia Google/RSS o nowych wpisach na blogu przestały działać.

    Ponowne zaobserwowanie powinno pomóc :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dobra. Ty się już tak nie nabijaj z tym żywcowaniem :P

      Usuń
  2. Widzę, że masz podobne podejście wspinaczkowe jak ja - trudności może i są fajne, ale... do pewnego (IV- maaks. V) stopnia :P Skały wyglądają bardzo interesująco. Zazdroszczę Wam takich terenów wspinaczkowych, jak już kiedyś pisałam u Artura właśnie, jakość wspinania na pewno dużo lepsza niż na naszych mydlanych skałach podkrakowskich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie na Dolnym Śląsku, czyli tam gdzie mieszkamy to moim zdaniem najlepszy rejon wspinaczkowy to Krucze Skały w Karpaczu i wszystkie skałki z Rudaw Janowickich. Podobno na tych drugich to można czasem spotkać niejednego naszego znanego, oczywiście żyjącego himalaistę.

      Usuń
  3. No to fajnie. Ciekawe fotki. Wspinanie ma sprawiać przyjemność, a to jakie trudności się robi, to każdy na miarę swoich możliwości. Robienie niższych cyfr nie jest żadną ujmą ani wstydem. A każda droga zrobiona uczciwie tzn. bez azerownia (które strasznie mnie irytuje) zawsze jest sukcesem i powodem do dumy!!!! :) :D Gratuluję prowadzenia! :) I życzę wielu sukcesów w skałkach! :)
    Choć proponuję Ci abyś stopniowo oczywiście w ramach swoich możliwości spróbowała sobie czegoś trudniejszego i nie bała się tego. W końcu nie jest powiedziane, że każdą drogę trzeba zrobić do końca. W skałkach, na jednowyciągówkach zawsze możesz bez żadnych konsekwencji odpuścić... :) My tak często robimy.... Np. w ramach ćwiczeń prowadzimy sobie drogę wycenioną na VI.1+ dokąd nie obciążymy przelotu np. przez odpadnięcie. Gdy tak się stanie odpuszczamy i opuszczamy się na dół :) :) :)
    serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak się cieszę, że natrafiłam na kolejny ciekawy blog turystyczny. :) Polecam jeszcze skałki na Jurze krakowsko-częstochowskiej. Daję do obserwowanych i miłych wycieczek życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam o Jurze, że jest bardzo wyślizgana, ale może kiedyś się tam wybierzemy. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Pamiętam jak przez przypadek trafiłam w te skały - ale mnie to zaskoczyło! Praktycznie rzut oscypkiem od miasta i na prawdę fajny wspin i pomysł na weekend.

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne miejsce, polecam zobaczyć również film, może zachęci to tych, co jeszcze się wahają http://www.karpacz.net/#video-krucze-skaly

    OdpowiedzUsuń