24 marca 2015

Łasiczki na Sukiennicach - 16.03.2015



"Jam łasica!" - z bananem na twarzy krzyknęłam w kierunku wyłaniającego zza głazu Damiana, którego na wierzchołku Sukiennic w Sokolikach asekurowałam z góry. Polubiłam poniedziałki... Naprawdę! Statystycznie w pierwszy dzień tygodnia udaje się nam zgrać najczęściej czasowo i wybyć w góry od początku tego roku. 

Zajeżdżamy naszym Rekinem do Trzcińska. Pod kościołem parkujemy, a z bagażnika wyciągamy cały nasz nowy dobytek zabawkowy, który zaczęliśmy intensywnie kolekcjonować już od późnej jesieni. W końcu go użyjemy, a gdzie najlepiej jak nie w Sokolikach?!

Przy herbatkowych wieczorkach, dużo dyskutowaliśmy o tym,  czego każde z nas poszukuje w górach, w jakim kierunku chciałoby się rozwijać. Co sprawia mu największą frajdę? Jak pogodzić te dwie niespokojne górskie dusze, by każda była zadowolona?  Przy ulatniających się oparach z niejednego gorącego kubka, nasze skrzynie marzeń, które gdzieś głęboko ukryte w głowach zaczęły się z początkiem roku powoli otwierać. To ten moment, to ten krok, by iść dalej. By uwierzyć w siebie. Tylko powoli. Po kolei. Tak, by nie zrobić jakiegoś głupstwa. Sama wizja tego, co udało nam się skomponować z tych naszych skrzyń marzeń już zaczyna mnie niesamowicie napędzać! 

W Trzcińsku przechodzimy mostkiem na drugi brzeg rzeki i podążając szlakiem niebieskim znikamy mieszkańcom wioski z pola widzenia. Podchodzimy najpierw na słynny Tabor pod Krzywą, by sprawdzić jak się miewa przed zbliżającym się wielkimi krokami otwarciem sezonu. Wiemy, że jak tylko możliwości pozwolą także i my będziemy jego gośćmi. Kilkanaście minut później, dotykamy już skał. W tym momencie znowu zaczyna mi się uaktywniać nieopuszczająca mnie od pewnego czasu fascynacja lokalnym górskim patriotyzmem. "Patrz, masz nawet grań"- Damian żartobliwie wskazał na jedną ze skał - "Szafę".

Mamy poniedziałek, w sumie to jeszcze zimę, więc w okolicy jesteśmy sami. Wsycko nasze...Cudownie. Można się wygłupiać czy nawet tańczyć do woli i kręcić biodrami z toną wspinaczkowego żelastwa. Na kamiennym stole opróżniliśmy całą zawartość naszych plecaków. Dzwoniąc niczym owieczki na wypasie, wybraliśmy w końcu naszą pierwszą drogę.

Orientacja w terenie to podstawa! :)

No to zaczynamy zabawę!

Stodoła to granitowa skała mierząca 10 metrów, mająca fajne walory do zakładania własnej asekuracji. Zanim ruszyliśmy w górę, przećwiczyliśmy sobie zakładanie stanowiska "angielskiego", które utworzyliśmy z trzech punktów, nie używając do tego taśm. Jest to ciekawa opcja, jeżeli mamy ich niewiele lub po prostu mogą się bardziej przydać w dalszej części drogi. Filar Stodoły przez przełączkę (III) poprowadził Damian, na dwa wyciągi. Było to świadome posunięcie w celach szkoleniowych.

Ćwiczymy robienie stanowiska "angielskiego".

Myślę, że drogi do wyceny III można śmiało pokonywać w normalnych butach górskich mających jedynie porządny vibram. Kwestią jest obdarowanie ich zaufaniem, a naprawdę świetnie się spiszą i nie będzie nerwowych ruchów nienawiści przy ich ściąganiu (nie przepadam za wspinaczkowymi baletkami :D). Idąc jako druga, moim zadaniem był demontaż tego żelastwa, które Damian powtykał w różnorakie szczeliny. Niektóre tak mocno siedziały, że nawet jebadełko niewiele mi pomagało.

No i jesteśmy na "szczycie"!

Przenieśliśmy się pod Sukiennice, które były naszym głównym celem tego dnia. Poza tym, 30 metrów to już konkretniejsza wysokość. Z racji tego, że lubię ciekawe nazwy dróg, bardzo zainteresowała mnie jedna, którą można  przejść w stylu tradowym. Łasiczki (III) - to było wyzwanie dla mnie :) 

Że tędy te Łasiczki?


Trochem siem bojem, ale spróbujem :P

Damian przekazał mi wszystkie zabawki, przeobrażając mnie w dzwoniącą, wspinaczkową owieczkę :) Lekki stresik trochę szargał moim wewnętrznym spokojem. W końcu to miał być mój debiut w tradzie. "Oj po co ta cała ceremonia jak i tak nie oderwę się nawet od ziemi?" - zaczęłam pomrukiwać po nosem...

.......

Skadi jako prowadząca na własnej asekuracji. Kto by pomyślał?! Fajne uczucie, fajne doświadczenie. Pewnych rzeczy nie da się wyuczyć w domu. Po pokonaniu kluczowej trudności, zaczęłam budować stanowisko.   

 To kluczowa trudność na drodze. Trzeba prześlizgnąć się jak łasiczka. Stąd ta nazwa drogi :)

Dotarł do mnie Damian. Przejął moje stanowisko, a ja ponownie ruszyłam w górę. Momentami nie czułam potrzeby osadzania jakiś przelotów. Robiłam to w ramach ćwiczeń. Na wierzchołku w towarzystwie pięknie prezentującej się po sąsiedzku Krzywej Turni, przy wykorzystaniu wielkiego głazu zrobiłam drugie stanowisko. We dwójkę posiedzieliśmy jedynie chwilkę, gdyż wiatr nagminnie nas z Sukiennic wypraszał. Karkonosze na horyzoncie jeszcze w białej szacie wyglądały jak odległe, wielkie Himalaje. W Sokolikach czuć już było początki wiosny.

Krzywa Turnia po sąsiedzku. Mamy tam już wybraną jedną drogę, ale to na następny raz!


Groźny Damian zarządził ewakuację z Sukiennic :)

Tam też jakaś skała wystaje!

Zeszliśmy do pseudoprzełączki, z której przy wykorzystaniu stałego stanowiska, zjechaliśmy Kominkiem z brzózką.  Tym przyjemny akcentem zakończyliśmy nasz pierwszy tradowy wspin w Sokolikach, lecz na pewno nie ostatni!

Jastrzębia Turnia.


Zjazd Kominkiem z brzózką.



Sukiennice. 


Wieczór deptał nam po piętach, więc zwinęliśmy zabawki i wróciliśmy do Trzcińska.

16 komentarzy :

  1. Ależ zazdroszczę bliskości Sokolików! Już nie mogę się doczekać pierwszej drogi Anno Domini 2015 w moim ulubionym rejonie.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano! Trzeba czerpać jak najwięcej z tego co się ma pod nosem ;) A rejon naprawdę jest bardzo ciekawy. Istny raj dla wspinaczy!
      Pozdrawiam i życzę szybkiego rozpoczęcia swojego sezonu!

      Usuń
    2. Sezon rozpoczęty 8 marca, jurajsko ;)
      Wyczekuję natomiast z nieukrywanym utęsknieniem granitowej inauguracji w Sokolikach, kilka projektów jeszcze zostało z zeszłego sezonu ;)

      Usuń
  2. Gratuluję udanego otwarcia sezonu wspinaczkowego. My pewnie niebawem wystartujemy ale na Jurze. Sokoliki też nas kuszą od jakiegoś czasu, a jak patrzę na Twoje zdjęcia to już bym tam pohasała :) Może kiedyś się uda pojechać i spróbować.
    Fajnie napisane :)
    P.S. Podobnie ja Wy ostatnio lubimy poniedziałki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcielibyśmy kiedyś zobaczyć Jurę, ale mamy do niej "trochę" kilometrów, a jadąc w tamtym kierunku na razie zawsze wybieramy Tatry :)

      Usuń
  3. Super ... fajnie... ślicznie !!!
    Pozdrawiam serdecznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na blogu będzie więcej relacji z tego rejonu, obiecuję ;)

      Usuń
  4. Świetne początki. Widząc Wasz zapał pewnie ta pasja na długo z Wami zostanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha musi!, przynajmniej na jakiś czas. Władowana kasa w sprzęt nie jest mała ;) Mi osobiście bardziej podoba się wspinanie tradowe niż sportowe (czyli ze stałymi punktami asekuracyjnymi).

      Usuń
    2. Witam. Kompletuję właśnie sprzęt na swoje początki, i warto by było się dowiedzieć co wchodzi w skład Waszego wyposażenia ? Taki niezbędnik, bo wiadomo w "praniu" i tak wyjdzie co jeszcze by było potrzebne. Pozdrawiam

      Usuń
    3. Na większość dróg ze stałą asekuracją w naszej okolicy wystarczała nam zawsze 30 metrowa lina i 8 ekspresów.
      Jeśli chodzi o trady to aktualnie mamy dodatkowo 2 ekspresy "górskie" na taśmach 60 cm, parę taśm 60 cm, parę 120cm i dwie stanowiskowe pętle 240 cm. Asekuracja: Set kości Kong Chocks (11 szt), set Heksów Black Diamonda (numery 5-10) i zestaw kości mimośrodowych Kouba Abalak (6 sztuk).
      Te ostatnie to czeska wariacja na temat tricamów. O firmie w polskim internecie naczytaliśmy się dużo złego, że kości siadać nie chcą, że nie warto itp.
      Tymczasem Abalaki okazały się bardzo użytecznym zestawem asekuracji za śmieszne pieniądze (159 zł za zestaw mimośrodów to naprawdę mało).
      W poziomych szczelinach są o niebo lepsze niż heksy, poza tym zapewniają minimum bezpieczeństwa w terenie z rysami o równoległych ścianach gdzie nic innego nie siądzie (poza drogimi friendami i oryginalnymi tricamami). W skały taki zestaw póki co nam zupełnie wystarcza chociaż na trudniejsze drogi pewnie przydadzą się mechaniki. Docelowo (i pod kątem gór) zestaw chcemy rozszerzyć o set kości offsetowych (DMM lub Kouba), set 4 heksów DMM Torque i ze 3 mechaniki. Z naszymi aspiracjami długi czas nic więcej nie będzie nam potrzebne. No i takie spostrzeżenie: karabinków nigdy za wiele - ale kupować od razu możliwie jak najlżejsze, bo ciągle będzie ich mało i ciągle będziemy kupować kolejne - przy ciężkich trochę się tej wagi uzbiera. Ostatnio kupiliśmy zestaw 6 szt. Ocun Kestrel za 106 PLN. Fajne, małe, lekkie.
      Jak masz jeszcze jakieś pytania, to śmiało :)

      Pozdrawiam

      Usuń
  5. ale fajnie!! a jak pusto ;) sama już mocno tęsknie za skałami... pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy już kalendarzową wiosnę, więc warunki na wspinaczkę w skałach będą się tylko polepszać! :)

      Usuń
  6. Gratuluję debiutu tradowego :-) Też zamierzam głównie tym się zająć w Sokołach w tym roku, ale to się zobaczy jak wyjdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie się spotkamy jak kiedyś na Kruczych Skałach w Karpaczu. Zatem do zobaczenia! :D

      Usuń