21 kwietnia 2015

Huncowski Szczyt 2352 m n.p.m



Grzmot spadającej lawiny rozniósł się echem w Dolinie Huncowskiej. Na pewno chcemy iść dalej?! Całe wschodnie stoki zaczynają wyjeżdżać! Kiedy runął jeden ze żlebów poniżej Wyżniej Kieżmarskiej Przełęczy, nasza trójka znajdowała się poniżej wierzchołka Huncowskiego Szczytu, trawersując do Huncowskiej Przełęczy. Spróbujemy podejść jak najbliżej ostrza grani, może puści po skale - stwierdziłem.



Czujnie, pojedynczo, trawersujemy żleb spadający do Doliny Huncowskiej. Wyrywam kawałek do przodu, szybko zdając sobie sprawę że droga do góry musi niestety zahaczać o strome poletka niestabilnych, rozmiękłych od prażącego słońca śniegów. Nie ma szans, śniegu nie unikniemy. Za duże ryzyko. Wracamy. Do diabła z tą górą. Dopiero co słyszeliśmy taki spektakl na ścianach Łomnicy, teraz zaczyna się tutaj. Jak śnieg wyjeżdża samoistnie to tym bardziej wyjedzie gdyby mu trochę pomóc. Kieżmarski kolejny raz tryumfuje. Rano nic nie wskazywałoby na taki obrót spraw.


czwartek, 16 kwietnia 2015

Kiedy pokonywaliśmy pod górę nartostradę spod Łomnicy, szliśmy po zlodowaciałym, twardym, wiosennym firnie, grzejące się wysiłkiem podejścia organizmy skutecznie chłodziło mroźne jeszcze powietrze, a napływające z północnej strony kłęby chmur nie zapowiadały mającej przyjść później lampy. Rozpierał mnie optymizm. Odchudzony do minimum plecak nie przyginał do ziemi, co ostatnimi czasy zdarzało się niesamowicie rzadko. Świadomie zrezygnowaliśmy z jakiejkolwiek, iluzorycznej choćby asekuracji - na rzecz lekkości. Z resztą i tak szliśmy na drogę bez trudności. Jakże sprawniej pracował mój organizm w porównaniu z niedawną klęską pod Kościelcem. Tym razem musiało się udać... przynajmniej na to wyglądało.

Fanki X-light'a na szlaku! :)

Dochodzimy do górnej stacji kolejki przy której rozpoczyna się nartostrada.

Po prawej nasz cel - Kieżmarski Szczyt 2588m n.p.m


Oczu nie można oderwać od Grani Wideł.


Pod schroniskiem Łomnickim czas się "obraczyć". Gonitwa myśli. Którą drogą iść? Zakładałem drogę normalną, przez Świstówkę Huncowską, korci mnie jednak żleb spadający z Huncowskiej Przełęczy do Lejkowego Kotła. Ta piękna, wysokogórska sceneria... ostatecznie jednak wygrywa wariant przez Świstówkę. W międzyczasie wychodzi słońce. Ruszamy. Czerwony szlak. Śnieg mięknie pod nogami. Nie konsultując decyzji z resztą składu, zmieniam trasę i prowadzę do góry w miejscu kiedy szlak odbija w prawo, trawersując Jaszczerzycę. Trawers robimy wyżej. Wszystko wydaje się sielanką, tempo spada, bawimy sie tym podejściem robiąc zdjęcia napotkanej kozicy i tropom niedźwiedzia, szukamy też na siłę trudności, bawiąc się w scrambling na napotkanych trudniejszych fragmentach skalnych grzęd, spadajacych z Huncowskiego, którymi idziemy, unikając grzebania się w śniegach.

I jest Kieżmarski Kóz Tomasz!


To co, idziemy dalej? Samo się przecież nie wejdzie!


No już już, jeszcze tylko fota z Łomnicą!


Utrudniam sobie drogę ;)

No photo please!


W końcu mamy jakąś konkretną wysokość!


Idziemy na Huncowski Szczyt 2352m n.p.m

Na Huncowskim robimy przerwę. Zwracam uwagę na kanonadę spadajacych kamieni i małych lawinek, słyszaną od strony wschodniej ściany Łomnicy. Pod spadającymi z Łomnicy żlebami widać konkretnych rozmiarów lawiniska. Ciekawe kiedy to wszystko wyjechało.

Czekam cierpliwie na Skadi i Iwonę...

Bardzo aktywna lawinowo Łomnica.


Ten Kieżmarski to się z nami naprawdę bawi w wilka i zająca.

Sławkowski Szczyt 2452m n.p.m


Iwona na Huncowskim Szczycie.


Wiosna w Tatrach coraz bardziej się rozpłaszcza :)

Po 20 minutach schodzimy, aby poniżej wierzchołka przetrawersować do przełęczy. I wtedy huk. Kamienisto-trawiastą grzędą prowadzę nas w dół, na dno doliny Huncowskiej. W oddali, przy wylocie doliny do czerwonego szlaku niczym jęzor pokaźnego lodowca, zaznacza swój kształt masywne, stare już raczej lawinisko. Jako że śniegi na północnych stokach Huncowskiego są stabilniejsze, w dolnych partiach zbocza decyduję się na dupozjazd, docierając w ten sposób na dno niższej partii doliny, na widziane wcześniej lawinisko. Na oko masy śniegu zajmują teren równy boisku piłkarskiemu. Stoki wokół mnie są już właściwie niemal bezśnieżne. Mogę bezpiecznie ulokować się na kamieniu i wykorzystać ugrany na zjeździe czas na gapienie się na zaczynające się chmurzyć niebo. Po piętnastu minutach docierają dziewczyny. Chwila przerwy, przeciągamy tak, aby słońce zdążyło zmienić cel na stoki zachodnie. W międzyczasie grzmot, z Kieżmarskiego schodzi kolejna lawinka. W międzyczasie ćwiczenia z hamowania czekanem, robienie zdjęć...

Iwona zrobiła sobie bubu na łokciu. Szybko zatamowano krwawienie ;)


Lawiniska.


Wycof....


Po usłyszeniu i zobaczeniu lawinowych spektakli, schodzimy bardzo czujnie.


Skadi! Kieżmar, nie zając. Nie ucieknie ;)

W końcu ruszamy dalej. Odnajdujemy czerwony szlak i trawersujemy Jaszczerzycę. Czujnie tym razem, każdy żleb trawersując pojedynczo, mijając w połowie drogi kolejne świeże, konkretnych rozmiarów lawinisko. W tym momencie zdaję sobie sprawę, że gdybyśmy szli przez Świstówkę, pierwsza "niespodzianka" mogłaby trafić akurat na nas... Przy Schronisku Łomnickim napięcie opada. Nartostrada rozmiękła więc można nią bezpiecznie zbiegać. Zejście idzie mi ekspresowo. Właściwie mieszanina dupozjazdów, zbiegania i... zaczynam ogarniać zjazdy na butach. W tym momencie jest mi szkoda że nie ma takiej szklanki jak rano - butozjazd okazuje się nie taki trudny ale w tych warunkach możliwy, nawet odpychając się kijkami, tylko na stromszych odcinkach. W połowie drogi zatrzymujemy się w oczekiwaniu na Iwonę. Czekamy, czekamy i... nic. Jak się okazało, poszła innym wariantem. Ostatecznie wszyscy spotykamy się przy samochodzie i z lekkim uczuciem niedosytu ruszamy do Zakopanego. Celu nie osiągnęliśmy ale tym razem mamy stuprocentową pewność mądrego wycofu. Na Kieżmara przyjdzie czas.

Z tatrzańskiej krainy żegna nas tęcza :)

Zrelacjonował: Damian
Zdjęcia wykonały: Skadi & Iwona
Pierwsza próba wejścia na Kieżmarski szczyt - tutaj

13 komentarzy :

  1. Uparty ten Kieżmarski! Ale w końcu się Wam uda. No i nam też mam nadzieję :)
    P.S. Pierwsze foto boskie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zastanawiałam się jakie dać pierwsze zdjęcie i stwierdziłam, że ten zasypany misiek będzie bardzo wymowny odnośnie tych spadających lawin(ek). A Kieżmarski? No faktycznie uparty, ale jak to się mówi nic na siłę, ale wycof zawsze tak jakoś morale obniża. Jak się wkurzę to wejdę na tego dziada Granią Wideł o! (marzenia..)
      Pozdrowienia dla Was! :)

      Usuń
  2. Kolejna ciekawa relacja :) Kieżmar, faktycznie - nie zając. Pozostaje mi życzyć, aby za trzecim razem już puścił ;) A z takich typowo babskich spraw... Skadi - boska chusta! Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy czy z tym Kieżmarem na razie sobie odpuścimy czy przy najbliższej okazji znowu spróbujemy się z nim zmierzyć. Ja osobiście bardzo lubię nosić różnego rodzaju chusty pod szyją ;) Cieszę się, że relacja się podoba! :)

      Usuń
  3. Kieżmar Was nie lubi ;-) Ale przyjedziecie kiedyś na niego latem, to wejdziecie od tak :P Ja wczesnej wiosny w Tatrach nie lubię. wolę pełną zimę, albo późną już wiosnę.

    Śniegu jak widzę jeszcze dużo jest. Oby teraz szybko znikał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaa, wejdziemy od tak, pod warunkiem że pogoda nas znowu nie zrobi w bambuko! :D Zobaczymy jak się sytuacja rozwinie :)

      Usuń
    2. Hehe, fakt. Pogoda to podstawa :)

      Usuń
  4. Ale widoki. na takich wysokościach to mnie jeszcze nie było... jak dobrze, ze chociaż na zdjecia mogę sobie tu popatrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbliża się lato, śniegi topnieją.. czas najwyższy te wysokości zmienić! :)

      Usuń
  5. Cześć, jestem tutaj pierwszy raz i z pewnością zostanę na dłużej! Fajna relacja, cudowne zdjęcia, piękna w swojej prostocie strona. Życzę samych sukcesów :)

    Olga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam zalajkowanie blogowego fanpage'a na fb by być na bieżąco. Cieszę się, że forma tekstowa jak i graficzna bloga się podoba. Taki komentarz dodaje tylko powera do jeszcze lepszego jego prowadzenia. Dziękuję :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. "Jak się wkurzę to wejdę na tego dziada Granią Wideł o! (marzenia..)"
    Marzenia są po to by je realizować i marzyć na nowo ;)

    Do trzech razy sztuka - dacie radę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że marzenia są by je spełnia, ale na chwilę obecną jeszcze nie czuję się na siłach do realizowania tego pomysłu :)

      Usuń