4 października 2017

Mała Fatra wizyty warta :)


Jeżeli chodzi o Słowację w aspekcie górskim, zazwyczaj automatycznie nasuwa się na myśl o leżących w tym kraju Tatrach, zachwalanych często za mniejszy tłok na szlakach w porównaniu z tym co dzieje po ich polskiej stronie. Odkąd naoglądałam się zdjęć na blogach czy stronach internetowych prezentujących inne pasma górskie Słowacji, od razu stwierdziłam – moja stopa musi się tam znaleźć, a oczy na żywo zobaczyć. Udało się swego czasu (bez wcześniejszych planów) liznąć Niżnych Tatr w wersji skiturowej czy Słowackiego Raju, jednak tak naprawdę najbardziej chciałam zobaczyć Fatrę... obojętnie którą, Małą czy Wielką – obie wydawały się być intrygujące i w  pełni zasługujące na spędzenie tam weekendu czy nawet krótkiego urlopu. Jednak przez tyle czasu ciągle coś stawało na przeszkodzie. Brzydka pogoda, brak wolnego, inne górskie priorytety (zazwyczaj związane z Tatrami) czy najważniejszy – brak posiadania mapy w wersji papierowej! Tak to! Ja nie potrafię planować wyjazdu nie mając mapy w domu. Ten element muszę mieć i już! Ja wiem, że są wersje online map, które ułatwiają obliczanie czasu przejść, pięknie pokazują profile wysokościowe itd., ale idąc w góry ze świadomością, że nie mam papierowej mapy w plecaku, po prostu źle się czuję! #retroturystka ☺

29 września 2017

Beisteinmauer 632 m n.p.m - via ferrata Hetschi + Karin


Beisteinmauer to niewielkich rozmiarów górka, nieopodal miejscowość Ternberg (ok 60 km od austriackiego Linz), obfitująca w sporą ilość żelaznych dróg jak i cały wachlarz trudności (od wyceny A do E). Można tu spędzić miło popołudnie, jak i cały dzień. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, i rodzina z dziećmi się tu spokojnie odnajdzie jak i fani via ferrat ze sportowym zacięciem. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu do dyspozycji, ponieważ właśnie kończył się weekend czerwcowy i raczej pozostał nam już tylko powrót do Polski. By nie spisać całego dnia na siedzeniu w samochodzie, nadrobiliśmy te kilkadziesiąt kilometrów więcej, by w fajny sposób rozprostować trochę kości.   

20 września 2017

Berchtesgadener Hochthron 1973 m n.p.m


Już tradycyjnie, po przyjeździe z via ferratowych zmagań (dzień 1, dzień 2), przy odpalonym grillu na campingu, po raz kolejny zasiedliśmy w zadumie nad wydrukowanymi topo. Prognozy pogody nie zapowiadały może idealnej pogody, ale najważniejsze że nie było w nich ani milimetra deszczu, co dla przechodzenia jakichkolwiek via ferrat miało dość duże znaczenie. Z kilkudziesięciu propozycji „metalowych dróg”, wynurzyła się ścisła trójka i w ostatecznej decyzji pomogła kwestia szybkiego dojazdu. Tak właśnie padło na rejon Alp Berchtesgadeńskich, usytuowanych na granicy Austrii i Niemiec. Berchtesgadeny miałam okazję poznać podczas wejścia na Watzmann. Rejon tak mi się wtedy spodobał, że gdy cała grupa przytaknęła na decyzję wyjazdu w tamtym kierunku, moje serducho od razu mocniej zabiło.

31 sierpnia 2017

Via ferrata Postalmklamm


Na campingu Gries-Plomberg przy zapachu grillujących się kiełbasek i powoli studzących się emocjach po przejściu ferraty Drachenwand, zasiedliśmy nad kilkoma topo via ferrat jakie były w okolicy. Na drugi dzień naszego pobytu w Austrii, prognozy pogody zapowiadały ryzyko pojawienia się przelotnego deszczu. Zapadła decyzja, że naszą kolejną ferratą będzie Postalmklamm, która poprowadzona jest w wąwozie, gdzie bez względu na to czy ten deszcz nas złapie czy nie, to i tak nie zastaniemy suchych warunków.

21 sierpnia 2017

Drachenstein 1060 m n.p.m - via ferrata Drachenwand


Z Magdą i Marcinem, twórcami bloga Pomysł na wycieczkę miałam okazję już raz połączyć siły. Wtedy wspólnie przewędrowaliśmy skrawek Tatr Zachodnich w piękny kwietniowy weekend. Po dość długiej przerwie, w końcu nadarzyła się okazja by ponownie wybrać się gdzieś w jakieś fajne pagórki. Z racji, że udało się zgrać na tak zwany przedłużony weekend czerwcowy, który w tym roku bardzo korzystnie się skonfigurował (czwartek-niedziela), zdecydowaliśmy że wybierzemy się gdzieś dalej. W wyższych partiach Alp jednak wciąż zalegały dość spore ilości śniegu i bez typowego sprzętu zimowego nie było nawet sensu się tam pojawiać, a nam po prostu nie chciało się tachać dodatkowego ciężaru na plecach. Jakoś tak chcieliśmy odpocząć od uroków zimy. Po wspólnej analizie różnych wariantów, stanęło na via ferratach nie znajdujących się w wysokich partiach gór. 

12 sierpnia 2017

Kozie Grzbiety w Karkonoszach


Z okazji Dnia Dziecka, postanowiłam, że sprawię sobie prezent – wybiorę się na wycieczkę w góry! Tym razem bez towarzyszy, bo świętowanie wypadło w tym roku w dniu roboczym, ja natomiast dysponowałam wolnym dniem :D Szybko spakowałam plecak i poza standardowymi rzeczami jakie ze sobą zabrałam, dodatkowo pojawił się jeszcze statyw.

29 lipca 2017

Wiosnak na Śnieżniku



Od pamiętnego zimaku na Śnieżniku minęło już trochę czasu i mimo że wtedy wydawało mi się, że już pięć razy zdążyłam umrzeć z zimna, to zaraz po przyjeździe do ciepłego domu, miałam ochotę na powtórkę. Tak to jest, że będąc na miejscu klnie się w duchu za te wszystkie niedogodności do których przecież nikt nas nie zmuszał, by później będąc już w strefie komfortu uśmiechnąć się ukradkiem na samą myśl o tym jakie emocje i wspomnienia przywieźliśmy z powrotem na niziny. Krąży w necie takie fajne powiedzenie: ”Collect moments, not things” (Kolekcjonuj chwile, nie rzeczy), a tych chwil w górach można zebrać naprawdę sporo. I jedną z nich na pewno jest biwak w górach i oglądanie spektaklu jakim jest wschód słońca.

18 lipca 2017

Karkonoska Diagonala


Shame on you, Skadi! Kolejny już górski rok mija, a Ty nadal nie znasz czeskich Karkonoszy, bo jak już nadarzy się jakaś okazja by pojechać w tamte strony, to wciąż wałkujesz tylko ich polski wariant. Mniej więcej takie oto zarzuty są mi stawiane przez myśli kłębiące się w mojej głowie. Tak, wstyd! Paradoksalnie to co najbliższe okazuje się być dalekie. Krótki wypad w Rychory spowodował jednak w ostatnim czasie większą mobilizację do tego by w końcu wybrać się na czeską stronę mocy w pełni, a nie tylko w celu co najwyżej wędrowania grzbietem Karkonoszy, gdzie jedną nogą jest się w Polsce, a drugą w Czechach. 

2 lipca 2017

Jurajski Szlak Rowerowy "Orlich Gniazd"


Jest taka kraina w Polsce, która rozciągnięta pomiędzy Częstochową a Krakowem stanowi jeden z najpiękniejszych zakątków naszego kraju. Zbudowana ze skalistych wzgórz, wapiennych ostańców, wąwozów, jaskiń. Unikalna pod względem krajoznawczym, historycznym i przyrodniczym. Idealna na spędzenie fantastycznego weekendu. Raj dla turystów, rowerzystów, wspinaczy. O czym mowa? Oczywiście o Jurze!

12 czerwca 2017

Skiturowe Alpy - odcinek 1 (Rekonesans w Dolinie Sellraintal)


Gdy zaczęliśmy się wypinać z wiązań tuż po zakończonym zjeździe z Kasprowego Wierchu, trochę zrobiło się nam smutno, że właśnie w tym momencie kończymy swój sezon skiturowy. Raczej w najbliższych tygodniach nie było już szans na podobny wyjazd. Nasze rozmowy też raczej kręciły się wokół tego co już było, wymienialiśmy między sobą refleksje o odbytych wycieczkach skiturowych. Generalnie temat mieliśmy już zamknąć w szafie i powoli zacząć myśleć o aktywności w górach nie związanej stricte ze śniegiem.