19 listopada 2017

W pogoni za Mont Blanc


Wspominałam kiedyś o pewnej sytuacji jaka miała miejsce w jednej z poznańskich kawiarni (link tutaj). Był to czas kiedy już wiedziałam, że góry staną się jedynym i słusznym wypełniaczem mojego życia, będą jak taki dobry przyjaciel. Byłam wtedy na etapie zdobywania Korony Sudetów czy Korony Gór Polski. Za mną natomiast były już lata szkolne, które poza nudnym siedzeniem w ławie, będę pamiętać głównie z uczestnictwa w rajdach bądź wycieczkach organizowanych przez PTTK. Teraz z perspektywy czasu wiem, że było to budowanie solidnego fundamentu pod to wszystko co zaczęło się dziać później i trwa do teraz. Ale rozmowy, ba! nawet samo myślenie o wysokich górach, było jak z kategorii lotu w kosmos. Ja osobiście w ogóle nie lubiłam na takie tematy rozmawiać, bo uważałam że to jest nierealne, nie warto temu poświęcać czasu, nawet jeżeli miał to być czas na luźne gdybanie... Miałam swoje góry, dostępne w wolny weekend, nie wymagające tachania dziwnego sprzętu i bania się o to że mogę nie wrócić do domu...

11 listopada 2017

Gran Paradiso 4061 m n.p.m


Gran Paradiso 4061 m n.p.m, jest najwyższym szczytem w całości leżącym na terenie Włoch i należy również do grona tak zwanych Wielkich Smoczych Szczytów (określa to tak w swoim przewodniku Richard Goedeke „Alpejskie Czterotysięczniki”). W tej wąskiej grupie znalazł się dlatego, iż „Obok trzech najwyższych łańcuchów górskich, obejmujących większość szczytów wznoszących się ponad 4000 m, w Alpach znajdują się trzy niższe masywy, w których jedynie najwyższe wzniesienia osiągają taką wysokość”. Gran Paradiso ma swoje wady i zalety. Do tych pierwszych zalicza się głównie dość spora ludzka frekwencja ze względu na to iż jest dobrym celem aklimatyzacyjnym przed Mont Blanc, jednak to wszystko zostaje wybaczone, gdy stoimy na wierzchołku tej góry. Szczyt oferuje fantastyczny widok na wielkie alpejskie gwiazdy, w tym tą najwyższą - Mont Blanc!

29 października 2017

Masyw Śnieżnika w wersji MTB


Odkąd spodobała mi się jazda rowerem po górach, wieczorami, zwłaszcza kiedy sezon w pełni, biorę sobie czasem mapę konkretnego pasma i analizuję je pod kątem dwóch kółek. Masyw Śnieżnika plasuje się w tym temacie w czołówce, dysponując dość dobrą siecią ścieżek rowerowych. Już od dłuższego czasu chciałam tam w końcu pojawić się ze swoim Skajkiem. Tamtejsze szlaki czy ścieżki przemierzyłam pieszo już parokrotnie, natomiast aspekt rowerowy był jak Tabula rasa. Wielokrotnie pisałam, o tym że jeżdżąc na rowerze nawet po znanych okolicach, wszystko odbiera się zupełnie inaczej.

21 października 2017

Izerskie letniaki


Z Górami Izerskimi mam podobnie jak z Karkonoszami. Już całkiem dobrze mam poznaną ich polską część, natomiast czeską jedynie symbolicznie liźniętą. W paru miejscach byłam, ale nigdy żeby zostać na dłużej i powędrować po najciekawszych zakątkach, tak na spokojnie.

Trzy słoneczne dni. Chcieliśmy je spędzić nie musząc jechać gdzieś daleko, jednakże by okolice były dla nas całkiem nowe. W założeniu również miał to być emerycki wypad. Mało chodzenia, dużo przebywania w górach z dodatkiem licznych atrakcji. Od razu nasunęły mi się na myśl czeskie Izery, które po wcześniejszym szukaniu o nich informacji, zapowiadały się z zupełnym innym charakterem niż z jakim dotychczas kojarzyłam te góry.

4 października 2017

Mała Fatra wizyty warta :)


Jeżeli chodzi o Słowację w aspekcie górskim, zazwyczaj automatycznie nasuwa się na myśl o leżących w tym kraju Tatrach, zachwalanych często za mniejszy tłok na szlakach w porównaniu z tym co dzieje po ich polskiej stronie. Odkąd naoglądałam się zdjęć na blogach czy stronach internetowych prezentujących inne pasma górskie Słowacji, od razu stwierdziłam – moja stopa musi się tam znaleźć, a oczy na żywo zobaczyć. Udało się swego czasu (bez wcześniejszych planów) liznąć Niżnych Tatr w wersji skiturowej czy Słowackiego Raju, jednak tak naprawdę najbardziej chciałam zobaczyć Fatrę... obojętnie którą, Małą czy Wielką – obie wydawały się być intrygujące i w  pełni zasługujące na spędzenie tam weekendu czy nawet krótkiego urlopu. Jednak przez tyle czasu ciągle coś stawało na przeszkodzie. Brzydka pogoda, brak wolnego, inne górskie priorytety (zazwyczaj związane z Tatrami) czy najważniejszy – brak posiadania mapy w wersji papierowej! Tak to! Ja nie potrafię planować wyjazdu nie mając mapy w domu. Ten element muszę mieć i już! Ja wiem, że są wersje online map, które ułatwiają obliczanie czasu przejść, pięknie pokazują profile wysokościowe itd., ale idąc w góry ze świadomością, że nie mam papierowej mapy w plecaku, po prostu źle się czuję! #retroturystka ☺

29 września 2017

Beisteinmauer 632 m n.p.m - via ferrata Hetschi + Karin


Beisteinmauer to niewielkich rozmiarów górka, nieopodal miejscowość Ternberg (ok 60 km od austriackiego Linz), obfitująca w sporą ilość żelaznych dróg jak i cały wachlarz trudności (od wyceny A do E). Można tu spędzić miło popołudnie, jak i cały dzień. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, i rodzina z dziećmi się tu spokojnie odnajdzie jak i fani via ferrat ze sportowym zacięciem. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu do dyspozycji, ponieważ właśnie kończył się weekend czerwcowy i raczej pozostał nam już tylko powrót do Polski. By nie spisać całego dnia na siedzeniu w samochodzie, nadrobiliśmy te kilkadziesiąt kilometrów więcej, by w fajny sposób rozprostować trochę kości.   

20 września 2017

Berchtesgadener Hochthron 1973 m n.p.m


Już tradycyjnie, po przyjeździe z via ferratowych zmagań (dzień 1, dzień 2), przy odpalonym grillu na campingu, po raz kolejny zasiedliśmy w zadumie nad wydrukowanymi topo. Prognozy pogody nie zapowiadały może idealnej pogody, ale najważniejsze że nie było w nich ani milimetra deszczu, co dla przechodzenia jakichkolwiek via ferrat miało dość duże znaczenie. Z kilkudziesięciu propozycji „metalowych dróg”, wynurzyła się ścisła trójka i w ostatecznej decyzji pomogła kwestia szybkiego dojazdu. Tak właśnie padło na rejon Alp Berchtesgadeńskich, usytuowanych na granicy Austrii i Niemiec. Berchtesgadeny miałam okazję poznać podczas wejścia na Watzmann. Rejon tak mi się wtedy spodobał, że gdy cała grupa przytaknęła na decyzję wyjazdu w tamtym kierunku, moje serducho od razu mocniej zabiło.

31 sierpnia 2017

Via ferrata Postalmklamm


Na campingu Gries-Plomberg przy zapachu grillujących się kiełbasek i powoli studzących się emocjach po przejściu ferraty Drachenwand, zasiedliśmy nad kilkoma topo via ferrat jakie były w okolicy. Na drugi dzień naszego pobytu w Austrii, prognozy pogody zapowiadały ryzyko pojawienia się przelotnego deszczu. Zapadła decyzja, że naszą kolejną ferratą będzie Postalmklamm, która poprowadzona jest w wąwozie, gdzie bez względu na to czy ten deszcz nas złapie czy nie, to i tak nie zastaniemy suchych warunków.

21 sierpnia 2017

Drachenstein 1060 m n.p.m - via ferrata Drachenwand


Z Magdą i Marcinem, twórcami bloga Pomysł na wycieczkę miałam okazję już raz połączyć siły. Wtedy wspólnie przewędrowaliśmy skrawek Tatr Zachodnich w piękny kwietniowy weekend. Po dość długiej przerwie, w końcu nadarzyła się okazja by ponownie wybrać się gdzieś w jakieś fajne pagórki. Z racji, że udało się zgrać na tak zwany przedłużony weekend czerwcowy, który w tym roku bardzo korzystnie się skonfigurował (czwartek-niedziela), zdecydowaliśmy że wybierzemy się gdzieś dalej. W wyższych partiach Alp jednak wciąż zalegały dość spore ilości śniegu i bez typowego sprzętu zimowego nie było nawet sensu się tam pojawiać, a nam po prostu nie chciało się tachać dodatkowego ciężaru na plecach. Jakoś tak chcieliśmy odpocząć od uroków zimy. Po wspólnej analizie różnych wariantów, stanęło na via ferratach nie znajdujących się w wysokich partiach gór. 

12 sierpnia 2017

Kozie Grzbiety w Karkonoszach


Z okazji Dnia Dziecka, postanowiłam, że sprawię sobie prezent – wybiorę się na wycieczkę w góry! Tym razem bez towarzyszy, bo świętowanie wypadło w tym roku w dniu roboczym, ja natomiast dysponowałam wolnym dniem :D Szybko spakowałam plecak i poza standardowymi rzeczami jakie ze sobą zabrałam, dodatkowo pojawił się jeszcze statyw.