6 października 2019

STONEMAN MIRIQUIDI - solidne MTB w Rudawach


Rudawy są pasmem górskim leżącym w północnych Czechach i południowo-wschodnich Niemczech (Saksonia). Zajmują dość spory obszar (ok 150 km długości i ok 40 km szerokości). Erzgebirge (niem.), Krušné hory (cz.), Ore Mountains (ang.) - pod takimi nazwami kryją się Rudawy w innych językach. U nas są Rudawy, które mogą mylić się z innymi – Rudawami Janowickimi. Nazwa pasma odnosi się do bogatych pokładów rud i kruszców srebra, cyny, żelaza i miedzi. Cały obszar związany jest z długoletnią historią górnictwa. Najwyższym szczytem Rudaw jest czeski Klínovec (niem. Keilberg) 1244 m n.p.m., miano najwyższego po stronie niemieckiej dzierży Fichtelberg 1215 m n.p.m. W Rudawach jest silnie zakorzeniona sztuka ludowa w postaci bożonarodzeniowego rękodzieła. Takie symbole jak dziadek do orzechów czy kadzidełka w formie drewnianego ludzika powstały właśnie w saksońskich Rudawach!

26 sierpnia 2019

ADLERWEG: Wilder Kaiser (etap 1-3)


Jeszcze dobrze nie opuszczając granic Słowacji w jadącym do domu autobusie, razem z Karoliną obiecałyśmy sobie eksplorację w formie trekkingu długodystansowego kolejnych pasm górskich tego kraju. Właśnie oddalałyśmy się od miejscowości Donovaly, która zakończyła nasze przejście Grani Niżnych Tatr. Bez zgłębiania się w temat, padły od razu nazwy „Wielka” oraz „Mała Fatra”. To właśnie te góry były następne w planach, a szczegóły ewentualnego trekkingu miały zostać dopięte jak już pojawi się kapka wolnego oraz dobrej pogody.

Nadeszła późna jesień podczas której szukałam inspiracji bądź pomysłów na przyszły rok, tym bardziej, że zbliżał się koniec listopada, oznaczający zazwyczaj planowanie urlopów. Chociaż miałyśmy przy najbliżej okazji po raz kolejny wybrać się na Słowację, ja podczas jednego z posiedzeń u wujka Google'a, natrafiłam na oficjalną stronę internetową Tyrolu, na której znalazłam informacje o szlaku Adlerweg. To, w jaki sposób został ten szlak opisany (poszczególne etapy), cała otoczka – lubiana przeze mnie Austria (Tyrol) jak i wędrówka po kilku różnych alpejskich pasmach górskich oferująca sporą różnorodność - spowodowała, że Adlerweg nie dał mi żyć i nie pozwolił się zamknąć głęboko w górskiej szufladzie. W moich myślach ciągle dopominał się o uwagę. Początkowo broniłam się przed nim, bo stwierdziłam, że to spory projekt, później jednak sama się puknęłam w czoło – jak nie teraz to niby kiedy?

Karolinie podesłałam informacje o Adlerwegu. Szybko odpisała tak jak lubię najbardziej – krótko, ale konkretnie – „jedziemy!”. Takim oto sposobem góry Słowacji zamieniłyśmy na Alpy w Austrii.

7 sierpnia 2019

ADLERWEG - informacje praktyczne



ADLERWEG - WSTĘP


Adlerweg (PL - Szlak Orła, ENG - Eagle Walk) to długodystansowy szlak znajdujący się w Austrii, określany często królową wszystkich szlaków wędrownych w Tyrolu. Tyrol to region geograficzny, historyczny i etnograficzny w zachodniej Austrii i północnych Włoszech. Nazwa pochodzi od średniowiecznego zamku Tirol, położonego w południowej części regionu.

Do przemierzenia jest ok 420 km w samym sercu Alp! Pokonując cały dystans, na mapie odznaczy się sylwetkę dwóch lecących orłów. W Tyrolu Północnym jest to „Duży Orzeł” a w Tyrolu Wschodnim „Mały Orzeł”. Całe wyzwanie jest podzielone na 33 etapy (24 oraz 9). Suma przewyższeń w pionie to 31000 m.

14 czerwca 2019

KAZBEK 5047 m n.p.m


Po udanym wejściu na Mont Blanc i powoli gasnących emocjach związanych z całą otoczką, która kłębiła się w mojej głowie odnośnie tego szczytu przez blisko 10 lat, znalazłam się nagle w górskiej próżni. Złapałam swojego króliczka, a ja nie byłam przygotowana na to, co zrobić, gdy już go w końcu złapię. W relacji z MB napisałam takie słowa: „[…] i złożone wszystkie siły na pokład dla jednego celu: wleźć i uwolnić się z objęć Białej Damy, by móc spokojnie ruszyć dalej w górski świat”. Siedząc już od jakiegoś czasu na nizinach, kompletnie nie wiedziałam w którym kierunku ruszyć. To, że chciałam żyć jakimś kolejnym górskim wyzwaniem było dla mnie oczywiste, nie była jednak dla mnie oczywista jego konkretna nazwa. Podczas jednego z jesiennych wieczorów rzuciłam hasło „Kazbek”. Damian o gruzińskim 5-tysięczniku myślał wiele lat wcześniej, zanim jeszcze kaukaskie „pagóry” zaczęły być dla Polaków interesujące. Ja natomiast nie chciałam tam stawiać swojej nogi, dopóki nie wlezę na najwyższy szczyt Alp. Traktowałam to jako przepustkę. Teraz tę przepustkę trzymałam „mentalnie” w rękach i mogłam oficjalnie ruszyć w ten szeroko pojęty górski świat. Pierwszy krok okazał się być oddalony około 3 tys km od domu...

5 maja 2019

Weißseespitze do poprawki


Jeszcze wieczorem biliśmy się z myślami, czy nie idziemy na totalną łatwiznę. Przejechaliśmy kawał drogi do Austrii w ramach weekendu i zanosiło się, że podjedziemy sobie autem na ponad 2700 m n.p.m, a na wybrany przez nas szczyt nie pokonamy nawet 1000 m przewyższenia. Takim niskim kosztem energetycznym wpadnie do kolekcji kolejny 3-tysięcznik i zrelaksowani wrócimy do Polski. Więcej czasu spędzonego w samochodzie niż w górach. Przecież to się nie kalkuluje – zapewne powie niejeden. Statystycznie pewnie tak, bo akcja górska była rozplanowana na 6 godzin, gdzie czas spędzony na autostradzie był 3-krotnie dłuższy. Matematyka nie kłamie, ale matematyka to nie wszystko!

25 kwietnia 2019

Czerwone Wierchy po babsku


Czerwone Wierchy w Tatrach Zachodnich to miejsce "must see" na przełomie końca lata i początku jesieni. W tym bowiem czasie rosnąca tam na stokach roślina Sit skucina przybarwia je na czerwono-brunatny kolor. Przy dodatkowo słonecznej pogodzie, z wierzchołków można podziwiać niesamowity kontrast w krajobrazie. W skład Czerwonych Wierchów wchodzą cztery szczyty - Ciemniak, Krzesanica, Małołączniak oraz Kondracka Kopa. Wszystkie oficjalnie mogące pochwalić się mianem dwutysięcznika. Wędrówka przez Czerwone Wierchy to gwarancja pięknych panoram rozpościerających się na Tatry Zachodnie jak i Wysokie. Wycieczka nie jest technicznie trudna, ale warto mieć na uwadze pogodę jaka nas może zastać. Czerwone Wierchy potrafią być bardzo niebezpieczne podczas słabej widoczności, zarówno latem jak i zimą. Łatwo można zgubić właściwy azymut i zejść w paskudny teren.

24 marca 2019

Karkonoski Mix weekendowy


Karkonosze już od kilku dobrych lat dzierżą szczególne miejsce w moim górskim serduchu. Wszystko za sprawą różnorodności jakie oferują przez cały rok. Dodatkowo jeszcze są jedynie 1,5h drogi autem od domu. Łapię się często na tym, że przy dysponowanym wolnym weekendzie zamiast Tatr, które w tym przedziale czasu mogę w miarę ogarnąć, chętniej pakuję ostatecznie do plecaka mapę Karkonoszy. 

1 marca 2019

Wieża widokowa na Trójgarbie


W ostatnim czasie zaczęły do mnie docierać informacje o nowo wybudowanych wieżach widokowych w Sudetach na nowo rozbudzając zainteresowanie miejscami, które wcześniej przez sporą część turystów nie były nigdy brane pod uwagę jako główny cel wycieczki. Zalesione szczyty dostały "nowe życie", otrzymując z automatu etykietkę "punkt widokowy". Nie ma się co oszukiwać - lubimy gdy po hektolitrach wylanego potu, góra obdarowuje nas widokami.

5 lutego 2019

Skiturowe Karkonosze - odcinek 9


Wyobraź sobie sytuację jak osoba bliska twojemu sercu oddaje do lombardu cały twój górski sprzęt zbierany skrupulatnie przez wiele lat, argumentując, że to z troski o twoje życie i zdrowie. Dodając jeszcze, że jest tak psychicznie zmęczona twoją pasją (martwieniem się o ciebie), że dalej nie jest w stanie funkcjonować w związku. 

Siedzimy z Damianem w małym hoteliku w Jagniątkowie u podnóża Karkonoszy. Ta wspomniana sytuacja rozgrywa się na szczęście w telewizji. Program w stylu „Trudnych Spraw” z górskim wątkiem tak nas wciągnął, że z niecierpliwością czekaliśmy na finał. Główny bohater przygotowuje się na wymarzoną wspinaczkę w Dolomitach. Wyjazd już niedaleko, ekscytacja już buzuje w sercu, gdzie w tym czasie żona głównego bohatera cierpi katusze, martwiąc się o męża, że wybiera się na pewną śmierć. Wpada więc na pomysł, że jedyną opcją zatrzymania męża przed wyjazdem jest pozbycie się sprzętu. Kolejne sceny to kłótnie i przepychanki, żona nie rozumie męża, mąż nie rozumie żony. Góry to wielkie zło! Oglądamy ten paradokument mając co chwilę prześmiewki. Jak zakończy się ten konflikt, który już ociera się o rozwód? Finał był taki, że małżeństwo ocalało, ale pasja do gór po wymarzonym wyjeździe wspinaczkowym miała się ograniczyć już tylko do lokalnych skałek. Spojrzeliśmy na siebie z Damianem i z ulgą odetchnęliśmy, że akuratnie z takim problemem to my się nigdy nie zmierzymy. Oboje nie możemy się doczekać jutrzejszego dnia i żadne z nas nie myśli by drugiemu sprzedać bądź oddać jakikolwiek górski sprzęt.  

15 stycznia 2019

KALENDARZ GÓROMANIAKA


Na wstępie od razu wyjaśnię, że nie jest to propozycja kalendarza ściennego ze zdjęciami mojego autorstwa. Będzie to raczej rozpiska jak można zapełnić górami cały rok i może uda mi się przekonać niektórych do aktywności o takich porach roku za którymi raczej nie przepadają. Przy najgorszym warunie życiowym staram się być w górach chociaż raz w miesiącu, bo wtedy jakoś ogarniam chorobę nizinną. Powyżej miesiąca nieobecności w górach zaczyna być ze mną źle. Raz miałam dość spory okres niedyspozycji (przepuklina krążka międzykręgowego) – byłam wtedy u progu depresji. I oceniając z perspektywy czasu, dalej nie wiem co bardziej mnie dobijało: ból czy brak gór. Po epizodzie choroby zaczęły się pojawiać nowości. Od momentu „poskładania się” moja aktywność w górach bardzo się rozszerzyła i to doprawdy w różnych wariantach. Dzięki temu jestem teraz w stanie chłonąć góry częściej i dawkować emocje, których na dany moment najbardziej potrzebuję. Przez caluśki rok!