Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Grossglockner 3798 m n.p.m

Obraz
„Bycie bohaterem swojego życia to akt odwagi”. Bądźcie odważni, bądźcie bohaterami swojego ja. To wspaniałe, bezcenne uczucie. Emocje, które towarzyszą w takich chwilach nadają naszemu życiu wartości. Serce rośnie w siłę, czujemy się wolni. Niedawno doświadczyłam tego wszystkiego właśnie na Grossglocknerze, górze która jeszcze z 5 lat temu była dla mnie tematem kompletnie abstrakcyjnym. Nie ukrywam, że zakurzona leżała w szkatułce z marzeniami, ale raczej na zasadzie może za miliard lat jak na Ziemi znowu pojawią się dinozaury. 

Grań Czarnych Ścian

Obraz
Pamiętam jak wpadłam kiedyś przez przypadek na hasło "Grań Czarnych Ścian". Już od pierwszej chwili spodobała mi się ta nazwa i od razu zaczęły mi się nasuwać skojarzenia, że zapewne jest mroczna, niedostępna i przede wszystkim czarna. Na początku nie do końca potrafiłam się odnaleźć w tatrzańskiej topografii. Gdzie tak właściwie się znajduje i co obejmuje. Jakie ma trudności, jak bardzo jest długa. Gdy zaczęłam wynajdywać coraz więcej informacji na jej temat mój uśmiech na twarzy tylko się rozszerzał. Dlaczego? Idealnie trafiła w mojej graniowe wymagania. Coś w sam raz na początek. Podejście pod nią nie trwa zabójczo długo i przede wszystkim w każdej chwili można się z niej wycofać, ponieważ tuż pod nią biegnie szlak turystyczny. Do przejścia tej grani bardzo zachęcił mnie także Mariusz Zaruski, który poświęcił jej nawet wpis w swojej książce pt. "Na bezdrożach tatrzańskich".

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 5 na bis

Obraz
Kiedy dotarłam do Paczkowa, oficjalnie zakończyłam pieszy wątek Orłowicza. Wracając do domu zaczęłam zastanawiać się czy pociągnąć temat dalej. Miałam już wcześniej informacje o odcinku Paczków - Prudnik, z pierwszej ręki (ludzi spotkanych na szlaku) czy to po analizie map. Wiedziałam, że na pewno nie dam się namówić na asfaltową męczarnię o długości ponad 40 kilometrów, w dodatku z dala od gór. Naprawdę nie sztuką jest przedłużenie szlaku, kosztem jego jakości. Stwierdziłam, że pokonam ten odcinek na rowerze. To będzie najlepszy konsensus, a dzięki temu zobaczę osobiście jak ten szlak wygląda w rzeczywistości i z czystym sumieniem będę mogła określić, w którym miejscu według mnie kończy się Główny Szlak Sudecki.

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 4

Obraz
Zjawiam się w Dusznikach Zdrój po miesiącu przerwy. Podczas mojej nieobecności na Orłowiczu, zmagałam się wraz z moimi kompanami z pogodą w Tatrach. Powracam z lekką niechęcią. Dlaczego? Asfalting mnie nie pociąga, a kilkanaście kilometrów szlak prowadzi właśnie takim rodzajem nawierzchni. No cóż, trzeba zacisnąć zęby, tym bardziej że zbliżam się do Masywu Śnieżnika, który jest najwyższym pasmem górskim w polskiej części Sudetów Wschodnich.

Strefa MTB Sudety - rejon Głuszyca

Obraz
Na ten wyjazd oczekiwałam z wielką niecierpliwością. Strefa Sudety MTB to system 20 tras przygotowanych pod rower górski, o łącznej długości prawie 500 km. Obejmuje kilka sudeckich pasm górskich. Dobrze oznakowane, z zapleczem noclegowym. Jest to największy i pierwszy tego typu projekt w Polsce. Po więcej informacji zapraszam na stronę www.strefamtbsudety.pl Łańcuchy nasmarowane, koła napompowane. Załadowaliśmy nasze rowery do bagażnika i ruszyliśmy w kierunku Głuszycy. Jest to jedna z główniejszych miejscowości strefy. 

Szlak Brzeżny na Pogórzu Kaczawskim

Obraz
Kiedy wróciliśmy z wypadu w Górach Izerskich pod szyldem MTB, wiedziałam od razu, że swojego osobistego roweru chcę! Takiego wymarzonego, którego będę nienawidzić na podjazdach i kochać na zjazdach. Po krótkich poszukiwaniach wpadł w moje ręce błękitny rumak na wielkich kołach. Nadałam mu imię "Skajek" od fabrycznej nazwy "Skye". Zaczęłam przeszukiwać mapy w celu wybrania jakiejś trasy na pierwsze testy w terenie za domem. Pogórze Kaczawskie znam głównie z wycieczek szkolnych lub pieszych rajdów organizowanych przez PTTK. Te "góry za domem" jednak bardzo zaniedbałam, głównie dlatego, że zaczęły się pojawiać inne i przede wszystkim wyższe.

Triglav 2864 m n.p.m

Obraz
Prisojnik z Alp Julijskich dał się poznać z jak najlepszej strony. To góra, która przed wyjazdem w ogóle nie była brana pod uwagę. Pojawiła się w bardzo spontanicznych okolicznościach. Jak dla mnie przyćmiła nawet Triglav, który był głównym celem wyjazdu. Mieć okazję i nie spróbować wejść na najwyższy szczyt Słowenii? Toż to zbrodnia. Trzeba było się szybko zregenerować i uspokoić emocje.


Prisojnik 2547 m n.p.m

Obraz
O Alpach Julijskich wiedziałam jedynie tyle, że leżą na terenie Słowenii, a ich najwyższym szczytem jest Triglav. Nie planowałam ich również w tym roku. Klub Wysokogórski z Lubina wyszedł z propozycją krótkiego wypadu w ten rejon pod koniec lipca (nie ujęty wcześniej w programie wypraw na 2015 rok). Zdecydowałam, że zawalczę o wolne w tym terminie, a nuż się uda. To, czy przekroczę granicę Słowenii nie wiedziałam praktycznie do ostatniego dnia przed wyjazdem. Wszystko udało się na szczęście zgrać i załatwić, więc późnym popołudniem wyruszyłam wraz z pozostałymi członkami KW na pierwszą w życiu wizytację w Alpy Julijskie. Po ostatnich pogodowych niepowodzeniach w Tatrach, uparłam się że nie będę w ogóle sprawdzać prognoz. Będzie co będzie. A jak było? Pięknie!

Pierwsze izerskie MTB

Obraz
Od pewnego czasu zaczęłam szukać kolejnej, dodatkowej alternatywy na spędzanie czasu w górach tych dla mnie odległościowo od domu najbliższych. Sudety które mam na myśli, starałam się sobie ciągle urozmaicać. Zwykłe wędrówki szlakami przestały mi już sprawiać taką radochę jak kiedyś. Może dlatego, że większość miejsc już znałam i za każdym razem atrakcyjniejszy był dla mnie wyjazd np w Tatry? Zaczął się wkradać brak motywacji ruszenia tyłka z domu. Sudety na jakiś czas poszły u mnie w odstawkę, ale wróciły do łask. Czemu? Analizując moje pobyty w górach od początku tego roku coś się w mojej głowie zmieniło. Przyznam, że wcześniej byłam otumaniona Tatrami. Uważałam, że tam uzyskam to wszystko czego szukam w górach, że tam płynie najsilniejsza energia. Poczuję na własnej skórze te wszystkie niesamowite stany. Strach, przygodę, piękne krajobrazy, niedostępność, tajemniczość...

Rekonesans na Mylnej Przełęczy

Obraz
Po trzech dniach spędzonych na Słowacji (Burza na Baraniej Przełęczy & Co słychać w Dolince Rumanowej?), postanowiliśmy poszukać szczęścia po polskiej stronie Tatr. Odwieźliśmy przy okazji Wojtka na dworzec autobusowy w Zakopanem. Niestety musiał opuścić nasze szeregi z powodu zaległego egzaminu na uczelni.

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 3

Obraz
Tydzień rozłąki z Orłowiczem. Przyznam, że trochę się stęskniłam, a w pracy przebierałam nóżkami :) Te kilka dni na szczęście szybko minęły i ponownie zjawiam się w miejscu, w którym zakończyłam swój poprzedni etap. Trasa zaplanowana na cztery dni. Przede mną znane i nieznane rejony, a także powrót do przeszłości i powspominanie dzieciństwa. W tamtym okresie chodzenie po górach, bez dostania w nagrodę jakiegoś loda czy innego słodycza było nie do przyjęcia. Dramat w trzech aktach, gdy okazywało się, że obiecanego łakocia za włożony wysiłek i brak marudzenia na szlaku po prostu nie będzie. Zazwyczaj z niezależnych powodów. Trochę lat minęło i obecnie w góry chodzę bez przymuszonej woli i generalnie ciągle jest mi ich mało. Tak to się wszystko porobiło :)

Co słychać w Dolince Rumanowej?

Obraz
Ciąg dalszy naszych poszukiwań dobrej pogody w Tatrach. Po ucieczce z Baraniej Przełęczy, następnego dnia zrobiliśmy sobie przebieżkę do Zielonego Stawu Kieżmarskiego. Ostatecznie robiąc pętlę przez Tatry Bielskie. Puszczaliśmy oko w kierunku Kieżmarskiego Szczytu, z którym mamy porachunki. Dziad jednak ukrywał się przez cały dzień w chmurach.
Nastał trzeci dzień naszej posiadówy na Słowacji. No może środa będzie szczęśliwa? Zapowiadano jakieś przejaśnienia, brak deszczu. Na tapetę wzięliśmy Ganek. Tak w sumie ze względu na niezbyt długawe podejście.

Burza na Baraniej Przełęczy

Obraz
Coś w tym sezonie, nie po drodze nam z dobrą pogodą w Tatrach. Podczas naszej drugiej, dłuższej wizyty warunki stawiała po raz kolejny właśnie ona, z dołączonymi epitetami takimi jak: burzowa, deszczowa, mglista, wietrzna. Ciężko mi było przełknąć fakt, że szanse odwrócenie aury maleją z godziny na godzinę, tym bardziej, że po cichu liczyłam, że zła passa musi w końcu minąć. 

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 2

Obraz
Po tygodniu przerwy melduję się ponownie. Z nowością obuwniczą, o której pisałam w etapie 1 Orłowicza. Mam dobre przeczucia. Nastawienie bojowe i wrażenie jakby siła w nogach była większa, a umysł niepokonany! Zapraszam na etap 2 Głównego Szlaku Sudeckiego wg Skadi :)

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 1

Obraz
Tak oto ruszyła machina. Po kilku tygodniach niepotrzebnych rozważań. Robić GSS'a czy nie robić? W etapach czy jednym ciągiem? Gdzieś podświadomie już decyzja zapadła w jakiej formie przejście tego długodystansowego szlaku uskutecznię. Pozostał tylko skradający się zza pleców co jakiś czas niepokój związany, no właśnie z czym? Sama nie wiem. Ktoś kiedyś powiedział, że najgorzej to zrobić pierwszy krok, a ten pierwszy krok rozpoczyna się od ruszenia tyłka i przekroczenia progu drzwi w domu. Potem już samo się wszystko dzieje. I to jest prawda.

Vodní Brána - via ferrata

Obraz
Od pewnego czasu zaczęły pojawiać się nowe via ferraty u naszych czeskich sąsiadów. Niedaleko granicy z Polską, w miejscowości Semily, u podnóża rzeki Jizera poprowadzono dwie, krótkie via ferraty. Ich długość nie jest powalająca, ale jest to mimo wszystko ciekawa opcja na niezbyt wymagający wypad.

Żubr występuje w Rudawach

Obraz
Z radosnej twórczości Damiana: "Takiej Skadi charakterek, raz Łasiczki raz Żuberek"...
A tak na poważnie. W ramach wprowadzonego na ten rok programu doskonalenia "tradowego", w ostatnich tygodniach często pojawiamy się w Rudawach Janowickich. Po przejściu drogi "Łasiczki" na Sukiennicach, nasze apetyty wzrosły na kolejne skałki w rudawskim lesie. Obiecaliśmy sobie, że podczas kolejnej wizyty spróbujemy się zmierzyć z naprawdę spektakularnie wyglądającą Krzywą Turnią. Są na niej dwie drogi o wycenie III, czyli takie których głównie szukamy od początku wiosny. Droga przez Żubra, to tuż obok Łasiczek jest jak dla mnie punktem obowiązkowym każdego początkującego fana wspinaczki tradowej.




Zimowe "przedszkole" na Głogowskim

Obraz
SKADI:

Stoję obok Damiana na peronie autobusowym we Wrocławiu. Myślę, co mnie podkusiło z tym Polskim Busem. Tak to jest jak stały skład choruje, a ja na samą myśl jazdy za kółkiem przez te cholernie drogie bramki na autostradzie w środku nocy zaczynam mieć mdłości. Trzy miesiące odwyku od Tatr. To była nasza jedyna szansa. Zamysł brzmiał nieźle: wsiądziemy, prześpimy, wysiądziemy w polskiej stolicy Tatr - bezboleśnie. Jednak z minuty na minutę zaczynają w mojej głowie kłębić się myśl o przemijaniu. Bosz, ja to chyba już za stara jestem na takie numery. Damian też wygląda na takiego, co już odwykł od takich akcji. Kątem oka spoglądam na niego. Nerwowo unosi brew wyciągając z kieszeni telefon w celu sprawdzenia godziny. Mamy 30 minut spóźnienia. Zaczynam coraz bardziej żałować. Jak nic, po powrocie będzie z tego tytułu jatka. Całodniowe narzekania, że mało miejsca na nogi, fotele deformujące tyłek, grupa Hiszpanów rechocząca na cały autobus w środku nocy, to jakaś  nagrana baba  puszcz…

Na izerskim tropie cietrzewia

Obraz
Kilka lat temu wytyczono w Górach Izerskich nową trasę biegową nazwaną na cześć zamieszkującego tam cietrzewia, który obecnie jest zagrożony wyginięciem. Ptaki są bardzo płochliwe, więc trzeba mieć wiele szczęścia by je zobaczyć. Zimą często przesiadują w jamkach wygrzebanych w śniegu. Chociaż wiedziałam, że szanse na spotkanie  tego skrzydlatego osobnika są bliskie zeru, (tym bardziej o takiej porze roku) wpakowałam narty do bagażnika Rekina i ruszyłam w kierunku Jakuszyc. Pomysł zrobienia "cietrzewia" dojrzewał prawie 1,5 roku, ze względu na niski poziom pokrywy śnieżnej w ostatnich sezonach. Mój narciarski niedosyt bardzo mi doskwierał, więc na poszukiwanie jego tropu wybrałam się w pojedynkę. 

Na ślizgach wokół doliny Lwi Dół

Obraz
Z początkiem 2015 roku upodobaliśmy sobie na nowo nasze lokalne góry. Odkryliśmy jak wiele możliwości mają w sobie Karkonosze, w których ostatnio "biegaliśmy" z czekanami (relacja ze Żlebu Wężowego oraz Rynny Skrzatów). Kolejna wizyta w tym bardzo ciekawym i bliskim dla nas paśmie górskim uskuteczniliśmy jeszcze w innej (także nowej) formie, bowiem na nartach. To był taki mój cel już zeszłej zimy - zdobyć Śnieżkę na ślizgach. Niestety jak dobrze wiemy sezon zimowy 2013/2014 na takie atrakcje nie za bardzo pozwalał. Teraz śniegu mamy z dużym naddatkiem. Wskazywał chociażby na to bardzo długo utrzymujący się 3 stopień zagrożenia lawinowego. Kilka dni po naszych narciarskich zmaganiach zeszły dwie, bardzo pokaźne lawiny. 

Kocioł Małego Stawu w Karkonoszach, Żleb Wężowy

Obraz
Wiatry niczym z Patagonii. Subpolarny klimat jak na Alasce. Warunki surowsze niż w Tatrach (analogicznie co do wysokości). Taką  mieszankę w miniaturze można zastać zimą tylko w Karkonoszach, które na nowo podbijają moje górskie serducho! W życiu bym nie pomyślała, że będę po nich ganiać w rakach, wymachując przy tym jeszcze czekanem. A jednak! Krótkie wspinaczkowe drogi, bliskość cywilizacji  oraz często niekomfortowa aura to idealne warunki do ćwiczeń w ramach przygotowań przed większymi górami. Poza tym możliwość przeżywania takiej radości, nie pokonując jakiś astronomicznych odległości dojazdowych - po prostu jak tu nie kochać Sudetów, które ma się pod nosem? :) Genialna sprawa!

Lodospady nad Zmarzłym Stawem w rejonie Hali Gąsienicowej

Obraz
Jadąc naszą standardową, znaną wręcz na pamięć trasą w kierunku Tatr, nie wiedzieliśmy gdzie nas dokładnie poniesie. Za cel mieliśmy obrany jedynie rejon - Hala Gąsienicowa. Miejsce, w którym zawsze można coś porobić. Mnóstwo pomysłów na różne warunki pogodowe, kondycyjne, sprzętowe... Można tak wymieniać i wymieniać, ale nikt z naszej wyjazdowej czwórki nie obstawiał tego dnia lodospadów. :)