21 listopada 2015

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 5 na bis


Kiedy dotarłam do Paczkowa, oficjalnie zakończyłam pieszy wątek Orłowicza. Wracając do domu zaczęłam zastanawiać się czy pociągnąć temat dalej. Miałam już wcześniej informacje o odcinku Paczków - Prudnik, z pierwszej ręki (ludzi spotkanych na szlaku) czy to po analizie map. Wiedziałam, że na pewno nie dam się namówić na asfaltową męczarnię o długości ponad 40 kilometrów, w dodatku z dala od gór. Naprawdę nie sztuką jest przedłużenie szlaku, kosztem jego jakości. Stwierdziłam, że pokonam ten odcinek na rowerze. To będzie najlepszy konsensus, a dzięki temu zobaczę osobiście jak ten szlak wygląda w rzeczywistości i z czystym sumieniem będę mogła określić, w którym miejscu według mnie kończy się Główny Szlak Sudecki.


czwartek, 1 października 2015

Pierwszy raz miałam towarzysza na Orłowiczu. Dojazd z rowerem do Paczkowa wymagał małej kombinacji. Przy pomocy Kolei Dolnośląskich melduję się w Kamieńcu Ząbkowickim - w miejscowości, z której mam najbliżej do punktu startu. 15 kilometrów po płaskim, to żaden dystans na dwóch kółkach, dlatego w Paczkowie jestem już po niecałej godzinie. Mogę zatem rozpocząć Orłowicza w wersji MTB.  


Pałac Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim. Bardzo charakterystyczny i naprawdę piękny. Wciąż remontowany, ale udostępniony do zwiedzania.

W samym Paczkowie trochę gubią mnie znaki i ostatecznie zamiast jechać już na trasie w stronę Głuchołaz, zajeżdżam pod niszczejący dworzec kolejowy (dawny początek/koniec GSS). Wita mnie czarny kot, widzę nawet czerwoną kropkę na drzewie, ale po analizie napisów na tabliczkach nie jest ona związana z Orłowiczem. Generalnie jestem skazana na zaufanie znakom, które spotykam na swojej drodze, ponieważ nie mam mapy terenu.

Skajek pod dworcem kolejowym w Paczkowie. Kropka na drzewie jest fałszywa ;)

Trochę podirytowana, wracam z powrotem na paczkowski rynek i szukam właściwej uliczki wyprowadzającej na przedłużoną część Orłowicza. Odcinek 45 kilometrów do Głuchołaz to jazda po asfalcie bądź drogach szutrowych. Przejeżdżam kolejno wioski województwa opolskiego. O górach mogę zapomnieć. Są widoczne daleko na horyzoncie. Nie do końca potrafię odnieść się do czasów widniejących na tabliczkach. Z Paczkowa do Głuchołaz jedyne 12 godzin. Ile mi to zajmie na rowerze? Czuję ulgę - pewne jest, że na pewno mniej :D

W końcu znalazłam dobry kierunek. 

Pokonanie tego odcinka jest dużo przyjemniejsze z nad rowerowej kierownicy. Idąc z buta byłaby to ogromna męczarnia. Zaczepiam koty po drodze, robię sobie dłuższe przerwy w terenie. Mam psychiczny komfort, że średnia prędkość przemieszczania się ma korzystny wpływ na porę pojawienia się w Głuchołazach. 

Na trasie niektórzy bacznie mi się przyglądają.


Kocia hipnoza.


A do gór daleko.


Na trasie Paczków - Głuchołazy.



Fota z towarzyszem i ruszam dalej.

Gdy jestem na miejscu, szukam jakiejś kwatery z możliwością bezpiecznego przechowania roweru. Nie zajmuje mi to na szczęście długo. Ta którą miałam upatrzoną, zaoferowała bardzo dobre miejsce dla Skajka. Na przeciwko mam knajpkę. Zachodzę do niej na zasłużony późny obiad. Zanim uzupełnię kalorie, przeglądam mapę Gór Opawskich, która kiedyś służyła mi jedynie podczas zdobywania Korony Gór Polski.  Analizuję każdy centymetr, każdą poziomicę pod kątem możliwości poruszania się na dwóch kółkach. Nie zapowiada się źle, chociaż nie obejdzie się bez podchodzenia z buta. 


Pasmo górskie: Przedgórze Paczkowskie
Trasa: Paczków - Trzebieszowice - Kałków - Sławniowice - Głuchołazy
Dystans dzienny: 45,3 km, w tym ↑431  m, ↓374  m     
Dystans ogółem: 385,8 km, w tym ↑11506 m , ↓12315 m


piątek, 2 października 2015

Koniec laby. Po lajtowym dniu, przede mną dużo ambitniejszy plan. Pod względem różnicy wzniesień, ale także czasowym - nie mogę spóźnić się z dotarciem do mety z powodu bardzo ograniczonej możliwości powrotu do domu.  Startuję najpierw w kierunku najbliższego wzniesienia Głuchołaz - Przedniej Kopy. Od razu czuję w nogach stromy podjazd, a serducho zaczyna bić jak szalone. W sumie to nie wiedziałam co zastanę na szczycie. Dopiero po powrocie do domu nadrobiłam zaległości informacyjne.  

Przednia Kopa 495 m n.p.m

Przednia Kopa (495 m n.p.m) to stojący w cieniu Biskupiej Kopy szczyt z bogatą historią. Góra z powodu swojej lokalizacji jest ściśle związana z miastem. Chociaż rozpościerają się z niej jedynie prześwitujące widoki między konarami drzew, jest bardzo ciekawym punktem krajoznawczym. Jedną z atrakcji jest neogotycka kaplica św Anny z 1908 roku. Powyżej znajdują się częściowo odbudowane ruiny domu wycieczkowego z kamienną wieżą widokową z 1898 roku, wyglądem przypominającą latarnię morską. Na chwilę obecną niestety nie widać, aby były prowadzone prace remontowe obiektu. Na murku obok czerwonej strzałki dostrzegam napis. Zazwyczaj  takie nielegalne wynurzenia pseudopoetów można spotkać raczej o wulgarnym charakterze. Na Przedniej Kopie jest inaczej :)

Myśl przewodnia na zakończenie Orłowicza :)


Między konarami drzew prześwituje Biskupia Kopa.

Jadę dalej i zaczynają się robić problemy z oznakowaniem. Wbijam się w jakiś gąszcz drzew, muszę się cofać. Decyduję się zjeżdżać na czuja wybierając budzące zaufanie leśne drogi. Na tej motaninie tracę sporo czasu. W końcu wyjeżdżam na asfalt i wracam z powrotem na prawidłowy przebieg szlaku.

Biskupia Kopa z wieżą widokową.

Zjawiam się w Jarnołtówku. Przede mną największe wyzwanie dnia - dostanie się na najwyższy szczyt Gór Opawskich. Na początku daję radę jechać, niestety później stan szlaku uniemożliwia jakikolwiek podjazd. Jestem zmuszona wciągnąć rower na szczyt. Prawie 500 metrów przewyższenia - jest z czym walczyć :)

Uff, teraz powinno być już lżej.


Koniec coraz bliżej...

Kiedy ścieżka znowu umożliwia wsiąść na rower, zjeżdżam do schroniska. Spotykam dwóch siedzących na tarasie rowerzystów. Niestety oni szykują się do zjazdu, ja natomiast uderzam w stronę wieży widokowej na Biskupiej Kopie. Po 20 minutach w końcu jestem! Cieszę się, że najtrudniejszy etap mam już za sobą. Teraz powinno być już raczej z górki. Odpoczywam chwilę na szczycie. Dla odstresowania się, głaszczę czeskiego kota, który u podnóża wieży wyleguje się w słońcu.

Kot z Biskupiej Kopy.


Wieża widokowa z 1898 roku.

Schodzę, prowadząc rower wąską ścieżką wzdłuż granicy. Gdy zjawiam się po stronie polskiej, wita mnie szeroka szutrowa droga. O tak! I do tego jeszcze w dół! Zanim przyklepię kropę z Prudnika, gubię jeszcze ze dwa razy szlak ;)

Ziuuuuu, prosto do Prudnika!


Oficjalna meta w Prudniku.

Na cieszenie się kropką w Prudniku mam dosłownie minutę, bo gromadzący się ludzie na dworcu sugerują o przyjeździe pociągu. Wpadam na peron i akuratnie podjeżdża szynobus do Brzegu. Ładuję się ze Skajkiem do środka. Przede mną dwie przesiadki, zanim zjawię się w domu.

Wracamy do domu.


Pasmo górskie: Góry Opawskie
Trasa: Głuchołazy - Przednia Kopa - Konradów - Strażnica - Jarnołtówek - Górski Dom Turysty pod Biskupią Kopą - Przełęcz pod Kopą - Przełęcz pod Zamkową Górą - Wieszczyna - Polana Kucharskiego - Prudnik PKP
Dystans dzienny: 38,1 km, w tym ↑1251  m, ↓1273  m     
Dystans ogółem: 423,9 km, w tym ↑12757 m , ↓13588 m


Moja refleksja na temat przedłużonego odcinka Głównego Szlaku Sudeckiego Paczków - Prudnik:
Chociaż zabrzmi to brutalnie, Góry Opawskie nie są warte Orłowicza. PTTK poszło na totalną łatwiznę wytyczając ponad 40 kilometrowy szlak prowadzący asfaltami czy polnymi drogami, z dala od gór. Jest to dla mnie nieporozumienie. Uważam, że połączenie dodatkowego pasma górskiego kosztem jakości szlaku mija się z celem. Góry Opawskie naprawdę potrafią obronić się same i nie muszą specjalnie zabiegać o górołazów.

13 komentarzy :

  1. Czterdzieści kilometrów asfaltem to faktycznie jest porażka. W ogóle nie rozumiem idei prowadzenia szlaków np. wzdłuż ruchliwych dróg. Nie mówię, czasami trzeba,a nawet warto zejść do jakiejś wioski, coś zobaczyć, etc., ale tak deptać i deptać. Nieee. I tak, jak piszesz Góry Opawskie i okolica mogą obronić się same, nie potrzebując podpinania pod GSS.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GSS fragmentarycznie ma dość archaiczny przebieg i może warto byłoby go zmodyfikować. Mam świadomość, że to jest praktycznie niemożliwe ze względów finansowych - PTTK raczej się tego nie podejmie - a być może nawet nie widzi potrzeby zmian.

      Usuń
  2. Źle oznakowane trasy mogą skutecznie zniechęcić do wędrówek po takim terenie. Ale cieszę się, że mimo wszystko etap ten masz za sobą. Widoki średnie, za to koty dały radę ;) Serdeczności ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podczas wszystkich etapów, na tym spotkałam najwięcej kotów :D A jak Twoje przygotowania do Orłowicza? :P

      Usuń
    2. Mój Orłowicz chyba jednak leży i kwiczy ;) Poczekam na lepszy czas dla niego, tymczasem wędruję sobie wirtualnie dzięki Tobie :) Pozdrawiam.

      Usuń
  3. Moje rodzinne górki, podziwiam Cię, że rowerem dotarłaś aż na szczyt Kopy Biskupiej. Szlak może faktycznie na siłę wydłużono, ale z drugiej strony szlak sudecki bez Gór Opawskich byłby jakiś niepełny.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tutaj się nie zgodzę, bo idąc tokiem myślenia, że GSS byłby niepełny bez Gór Opawskich, to co zatem z pozostałymi pasmami górskimi, które zostały pominięte, a wcale gorsze nie są :) Ale rozumiem Twój górski lokalny patriotyzm :)

      Usuń
  4. Twoje zdanie o tym przedłużeniu GSS'u pokrywa się z moim. Szkoda jest iść dalej tym płaskim odcinkiem szlaku, lepiej zakończyć wędrówkę w Paczkowie, a do Prudnika i Gór Opawskich przyjechać przy innej okazji.
    Ale rower na ten odcinek, to chyba dobry pomysł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na odcinek Paczków- Głuchołazy rower nadaje się idealnie. Niestety takie rozwiązanie nie wchodzi w grę dla tych co chcą zrobić GSS jednym ciągiem.

      Usuń
  5. Nie wiem po co coś takiego jak 40 km asfaltowy odcinek tworzyć, jak miał bym to deptać to bym się chyba zapłakał :) Z drugiej strony jako trasa rowerowa wygląda na fajną propozycję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trasa pod rower naprawdę bardzo przyjemna. Nie ma praktycznie żadnych podjazdów czy trudnych zjazdów, więc nawet i zwykły rower da radę :)

      Usuń
  6. Moje okolice! :) Co do przedłużonego szlaku zgadzam się z Tobą - ten asfalt to masakra. Odnośnie wieży widokowej na Przedniej Kopie, niestety jest w stanie opłakanym, sama wieża należy do prywatnego inwestora, który jakiś czas temu próbował ją remontować (zaczął prace). Niestety jak widać mu się nie udało. Wieża i schronisko w takim stanie stoją już kilka lat. Na szczęście władze samorządowe Głuchołaz mają w planach wykupienie schroniska z wieżą i wyremontowanie obiektu oraz udostępnienie turystom. Jeśli by się udało to myślę, że pojawił by się kolejny ciekawy punkt wycieczek w Góry Opawskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że ten obiekt niszczeje, bo jest naprawdę ciekawy. Może dostanie drugie życie, skoro plany jakieś są.

      Usuń