DRABINA WAŁBRZYSKA - kondycyjny wycisk w Sudetach!

Góry Wałbrzyskie i Kamienne - kto ich nie poznał na własnej skórze, ten będąc pierwszy raz na szlaku, może się mocno zdziwić. Góry te bywają bardzo wymagające, przede wszystkim kondycyjnie. Mimo, że nie przedstawiają dużych wysokości - nie przekraczają bowiem 1000 m n.p.m - to z niejednego piechura są w stanie wycisnąć siódme poty! A to za sprawą występujących w tej części Sudetów bardzo stromych podejść i zejść. Wałbrzych, stanowiący "lokalną stolicę" tych dwóch pasm górskich jest przepięknie położony i otoczony licznymi szczytami, przez które prowadzi zaproponowana przez mieszkańca tego miasta, ambitnie obmyślona trasa - DRABINA WAŁBRZYSKA. Na dystansie ok 80 km, do pokonania jest prawie 4 tys. m przewyższenia, a do zdobycia ponad 30 szczytów! Dla dodania trudności, niejednokrotnie na trasie spotkamy tzw "ściany płaczu", których w tych niepozornych górkach jest całkiem sporo! 


DRABINA WAŁBRZYSKA - INFORMACJE PODSTAWOWE

DYSTANS: 78 km
W GÓRĘ: 3910 m
W DÓŁ: 3910 m
START/META: Z każdego punktu na trasie
NAJWYŻSZY PUNKT NA TRASIE: Waligóra 935 m n.p.m
FORMA: Trasa tworzy pętlę
PASMA SUDECKIE NA TRASIE: Góry Kamienne, Góry Wałbrzyskie, Pogórze Wałbrzyskie
PUNKTY DO ODZNAKI GOT: 117 pkt
MIEJSCA NA NOCLEGI: Tak - schronisko, kwatery prywatne, hotele, pensjonaty
ILOŚĆ SZCZYTÓW DO ZDOBYCIA: co najmniej 30 
PORA ROKU: Trasa dostępna całorocznie, choć w okresie jesieni i zimy mogą występować oblodzenia, stanowiące spore wyzwanie, zwłaszcza na najstromszych odcinkach trasy
WSPARCIE: Na Facebooku została utworzona grupa "Drabina Wałbrzyska", na której na bieżąco są publikowane informacje na temat tego projektu
NAGRODA: Za przejście trasy "Drabiny Wałbrzyskiej" można otrzymać przypinkę. Po więcej informacji należy zgłosić się do administratora grupy na Facebooku

LP.

SZCZYT

 M N.P.M

1

WĘGIELNIK

621

2

MODRZEWIEC

602

3

TRÓJGARB

778

4

MNISZEK

704

5

CHEŁMIEC

851

6

ŁYSE DRZEWO

757

7

DZIKOWIEC WIELKI

836

8

SOKÓŁKA

800

9

WYSOKA

808

10

STACHOŃ

808

11

LESISTA WIELKA

854

12

STOŻEK WIELKI

841

13

WŁOSTOWA

903

14

KOSTRZYNA

906

15

SUCHAWA

928

16

WALIGÓRA

936

17

TURZYNA

895

18

JELENIEC

902

19

ROGOWIEC

870

20

JAŁOWIEC

751

21

JAŁOWIEC MAŁY

743

22

BOROWA

853

23

KOZIOŁ

774

24

WOŁOWIEC

776

25

MAŁY WOŁOWIEC

718

26

DŁUŻYNA

685

27

LISI KAMIEŃ

600

28

PTASIA KOPA

590

29

WZGÓRZE GEDYMINA/PARKOWA GÓRA

532

30

STRÓŻEK

517

31

LESISTA MAŁA (nieoznaczona)

780

32

JEDLINIEC (nieoznaczony)

735


DLACZEGO WARTO PRZEJŚĆ DRABINĘ WAŁBRZYSKĄ?

  • Dla osób nie znających Gór Wałbrzyskich i Kamiennych to doskonała i bardzo kompleksowa propozycja na zapoznanie się z walorami krajobrazowymi i przyrodniczymi tej części Sudetów.
  • Trasa przedstawia bardzo ambitny charakter. Naprawdę nie trzeba wyjeżdżać w wysokie Alpy, aby solidnie zmęczyć się w górach (o czym sama się przekonałam).
  • Drabina Wałbrzyska świetnie może posłużyć jako mocne otwarcie do zdobycia odznaki, ustanowionej przez PTTK Wałbrzych - "Korona Ziemi Wałbrzyskiej". Wiele szczytów z tabeli pokrywa się z tymi, które występują na trasie.
  • Trasa stanowi świetny gotowiec na bardzo aktywny, przedłużony weekend. Drabinę optymalnie można przejść w 3 dni, w formule namiotowej jak i kwaterowej.
  • Rewelacyjnie sprawdza stan własnej kondycji. Jest też dobrym treningiem przed grubszym wyjazdem!
  • Jest bardzo widokowa!


Gdy usłyszałam o tym projekcie i pokrótce zaznajomiłam się z jego zamysłem - praktycznie od razu wpisałam go na moją listę "tegoroczne górskie must do", z dopiskiem: "na cito"! Mimo, że wielokrotnie bywałam już w Górach Wałbrzyskich i Kamiennych pod różną postacią -  bo i pieszą, rowerową czy nawet narciarską, to zazwyczaj pobyty w tym pasmach sudeckich miewałam jednodniowe. Drabina Wałbrzyska wydała mi się od razu projektem skazanym na sukces. Długa trasa, wiele szczytów, kondycyjne wyzwanie - taka oprawa i reklama zawsze do mnie przemówi. 🤪 Wiedziałam, że po Drabinie na pewno wrócę zmęczona, ale i szczęśliwa! Uwielbiam doświadczać stanu satysfakcji i spełnienia ze świetnie spędzonego czasu w górach, szczególnie na moich pobliskich terenach. Wiele radochy sprawia mi odkrywanie na nowo potencjału "lokalnych" i znanych mi już miejsc. 

Swoje przejście Drabiny Wałbrzyskiej rozplanowałam na trzy dni w formule "kwaterowej". Drabiniarką stałam się dosłownie dobę po przejściu żółtego szlaku Jelenia Góra - Słonecznik.  Grunt to dobra rozgrzewka przed startem i nieodpuszczanie, gdy nadchodzi górska passa! 😆 

Ważny komunikat!
>>> Zdjęcia oczywiście nie oddają stromizn, jakie są na trasie! Trasę przeszłam solo, zdjęcia robiłam ze statywu.
 

poniedziałek, 12 lipca 2021


Na Drabinę Wałbrzyską można wystartować w dowolnym punkcie na trasie. Najwygodniej jest rozpocząć w Wałbrzychu lub w Boguszowie - Gorcach, gdyż miasta mają połączenie kolejowe. Ja decyduję się na Boguszów, gdyż chcę wyruszyć na trasę na razie po ścieżkach, które niegdyś już poznałam. Pierwsze kilometry niczym mnie nie zaskoczą dzięki przejściu zielonego szlaku Szklarska - Wałbrzych w 2020 roku. 

Wysiadam z pociągu na stacji kolejowej w Boguszowie - Gorcach. Na razie brakuje trochę słońca, ale nie ma niskich chmur, więc pierwsze dwa szczeble Drabiny są bardzo dobrze widoczne. Włączam trening w zegarku i odnajduję pierwszy zielony znak, który dalej pokieruje mnie w rejon Masywu Dzikowca.

1. Początek na razie bez "ścian płaczu". 2. Boguszów - Gorce: czas start! 3. Masyw Dzikowca czyli pierwsze szczeble przede mną!

Opuszczam ostatnie zabudowania miasta i wchodzę na obszar Parku Krajobrazowego Sudetów Wałbrzyskich. W lesie jest mokro, poprzedniej nocy intensywnie padał deszcz. Temperatura powietrza z każdą godziną jednak rośnie, więc jest duża szansa, że nie przemoczę butów.

Gdy zdobywam pierwszy szczebel Drabiny Wałbrzyskiej - Łyse Drzewo, z którego na jedną stronę rozpościera się dość szeroki widok, dostaję zapewnienie, że aura nad głową będzie się tylko polepszać. Zaczyna świecić słońce, a otaczająca zieleń nabiera blasku.  Dzisiaj nie muszę zamartwiać się o pogodę.

Podczas podejścia na Łyse Drzewo. Za plecami takie powitalne widoczki.

Widok na Góry Wałbrzyskie ze szczytu Łyse Drzewo.

Łyse Drzewo - mój pierwszy szczebel na Drabinie Wałbrzyskiej. No to już teraz z górki!

Z Łysego Drzewa idę w stronę Dzikowca Wielkiego, na którym znajduje się drewniana wieża widokowa oraz stok i wyciąg narciarski. Po drodze mijam platformę startową dla rowerzystów downhill'owych, którzy mają tutaj swoją trasę zjazdową. Jednego bikera nawet spotykam, ale szybko znika mi w leśnych odmętach.

1. Drewniana wieża widokowa na Dzikowcu Wielkim. 2. Widoki na Góry Wałbrzyskie z wieży widokowej. 3. Stok narciarski oraz wyciąg (czynny tylko w okresie zimowym.)

1 & 2. Tabliczka umiejscowiona jest przed wieżą widokową, przy platformie zjazdowej dla rowerzystów downhillowych. 3. Widoczki cały czas smakowite!

I to by było na tyle ze znajomości trasy. Od teraz wchodzę na nieznany grunt. Z Dzikowca Wielkiego, Drabina nakazuje mi zmienić szlak na niebieski, którym podejdę na kolejny szczebel. Sokółka, choć może wydawać się z nazwy sympatyczna, rozgrzewa mnie do potliwej czerwoności. Wiem, że podejście to tylko przedsmak tego, co mnie czeka dalej. Za takim nachyleniem jak na Sokółce, jeszcze nie raz zatęsknię. 

Sokółka odsłania mi kolejne widoki na okolicę. Na wierzchołku postanawiam sobie zrobić przerwę. Co jakiś czas przeleci jaki owad, za chmurą schowa się słońce. Moje myśli kieruje w stronę zachwytu nad Dolnym Śląskiem, w którym mieszkam. Sudety mają niesamowity potencjał, historię i piękno. Choć jestem na trasie dopiero 4 godziny, już wiem, że ta wędrówka znajdzie w moim górskim serduchu szczególne miejsce.

1. Widoczek z Sokółki. 2. Grunt to pozytywne nastawienie! 3. A jednak wysokie trawy jeszcze nie zdążyły przeschnąć po nocnych opadach deszczu. 4. Lato w Górach Wałbrzyskich.

Widok z Sokółki.

Zgodnie z profilem trasy, przede mną teraz znacząca utrata wysokości. Momentami na szlaku jest wąsko i oczywiście stromo, ale udaje mi się bez telemarków bezpiecznie dotrzeć na Przełęcz Polanka (683m n.p.m). Trzymam się dalej szlaku niebieskiego, którym przez Wysoką, Stachoń, dotrę na Lesistą Wielką, na której byłam dobrych parę lat temu w ramach przejścia Głównego Szlaku Sudeckiego. Ciekawe, czy na szczycie wiele się zmieniło od tego czasu?

1. Stachoń - bardzo fajnie mnie ugościł! 2. Widok na Karkonosze. Dzisiaj Śnieżka w dobrym humorze. 3. Widoki na trasie.

Okazuje się, że na Lesistej Wielkiej zniknęła drewniana tabliczka z orzełkiem. Szczyt otrzymał za to porządny słup ze szlakowskazami, a wiata turystyczna jeszcze jako tako się trzyma lub została trochę podreperowana. Widoków z Lesistej - można by rzec - brak. Wysokie trawy oraz drzewa przysłaniają okolice, dlatego po wzięciu łyka wody, ruszam dalej. Rozpoczynam zejście szlakiem żółtym, niepostrzeżenie zdobywając również Lesistą Małą (brak tabliczki szczytowej). Po raz kolejny zmagam się ze stromizną terenu. Nachylenie jest spore i z nadzieją wypatruję widoku drogi szutrowej, która da trochę wytchnienia moim kolanom. Zanim zaznam stabilniejszego gruntu pod stopami, do pokonania mam jeszcze drewnianą drabinkę!

1. Lesista Wielka - wiele możliwości szlakowych: pieszych i rowerowych. 2. Niespodzianka na żółtym szlaku.

Do mety dnia mam coraz bliżej. Już powoli rozmyślam o zasłużonym relaksie na kwaterze w Sokołowsku. Drabina jednak przyszykowała dla mnie jeszcze coś specjalnego. Idąc szutrem w stronę Unisławia Śląskiego, ukazuje mi się leśna ściana - w tej pięknej zieleni pyszni się Stożek Wielki i oczekuje mojego przybycia.

Ten uczuć, kiedy wiesz, że na kwaterę już blisko, ale wyrasta przed tobą jeszcze taki mur.

Wejście na Stożek Wielki żółtym szlakiem od strony Unisławia Śląskiego jest strome, z dodatkowymi przeszkodami w postaci powalanych drzew czy luźnych kamieni tworzących ścieżkę. Nie wierzę co się tutaj wyrabia! 😅 

1. Oryginalna drewniana tabliczka w kształcie książki. 2. Przeszkody na szlaku. 3. Ćwiartka widoków jaka jest dostępna ze Stożka Wielkiego.

Na wierzchołku muszę trochę odsapnąć. Przede mną bowiem mało wygodne zejście do Sokołowska, które również jest strome i wymaga wiele uwagi. Trud wejścia na Stożka wynagradzają mi rewelacyjne widoki na Góry Kamienne, po których będę jutro wędrować.

Podczas zejścia ze Stożka Wielkiego w stronę Sokołowska - widok na Góry Kamienne.

Lato w Górach Kamiennych.

Cień kładzie się na okoliczne górki... Dzień powoli kończy swoją wartę.

Docieram do zabudowań Sokołowska. Gdzieś "w centrum" mam zarezerwowany nocleg. Odnajduję charakterystyczny malunek na ścianie budynku - to Pawi Ogon, który udzieli mi dzisiaj schronienia. Chwilę ucinam sobie pogawędkę z właścicielką, która jak się okazuje, jest emerytowaną koleżanką po fachu! Rozmawiamy jednak nie o pracy, a głównie o Sokołowsku i zmianach, które na przestrzeni lat nastąpiły. Wieś ma przeogromny potencjał, tylko jak zawsze, brakuje pieniędzy na rozwój.

Przed snem, analizuję przebieg trasy na jutro - a ta zapowiada, że nudy na pewno nie będzie! Szybkie jeszcze spojrzenie na optymistycznie wyglądające prognozy pogody i przy włączonym audiobooku zapadam w sen...



wtorek, 13 lipca 2021



Dzisiaj mam spory kawał trasy do przejścia. Staram się jednak ją mentalnie ugryźć metodą małych kroków i spoglądać w stronę najbliższego, a nie końcowego horyzontu. Siły i głowę ustawiam więc na razie na schronisko "Andrzejówka", w którym na pewno odbędę zasłużoną przerwę w towarzystwie zimnego trunku.

Cerkiew św. Michała Archanioła w Sokołowsku.

Mimo, że jest krótsza droga pomiędzy Sokołowskiem a "Andrzejówką", to Drabina oczywiście prowadzi wariantem możliwie jak najdłuższym i najtrudniejszym. Po opuszczeniu ostatnich zabudowań wioski, rozpoczynam mozolne podejście na Włostową, a później już falowo "góra-dół, góra-dół", zdobywam kolejne szczeble z listy: Kostrzynę, Suchawę oraz Waligórę. Nie brakuje widoków, więc wysiłek jest na bieżąco wynagradzany.

1. Włostowa z ciekawą czcionką. 2. Kostrzyna.

Widok z Kostrzyny.

1. Suchawa - niestety zalesiona. 2. Waligóra - najwyższy szczyt Gór Kamiennych. 3. Towarzyszące widoki na trasie.

Do "Andrzejówki" przybywam trochę za wcześnie w stosunku do dostępności dań, na które miałabym ochotę. Zadawalam się lokalnym piwem smakowym i kawałkiem chlebka bananowego. Ponownie jem w tym miejscu jakieś dziwne combo. Przy poprzedniej mojej wizycie tutaj, zajadałam się bigosem z szarlotką!

Jest poza weekendem, więc na Przełęczy Trzech Dolin, gdzie znajduje się "Andrzejówka" panuje spokój, a w powietrzu unosi się leniwa atmosfera. Bardzo kusi zrobienie tutaj dłuższej przerwy, ale niestety nie mogę jej zrobić. Przede mną jeszcze sporo szczebli do zdobycia! Pulę zasilam kolejno: Turzyną, Jeleńcem oraz Rogowcem.

W okolicach Turzyny napotykam na trudności w terenie. Ścieżka jest bardzo zarośnięta, w kilku miejscach mam wątpliwości co do kierunku. Przedzieram się niejednokrotnie przez powalone drzewa i gałęzie. Szlak niebieski na Turzynę jest ewidentnie rzadko chodzony przez turystów. Jeleniec i Rogowiec, które są następne w kolejce nie przysparzają już żadnych trudności.

1. Z charakterystycznym drzewem na Jeleńcu. 2. Sympatyczna tabliczka szczytowa. 3. Tabliczka z Rogowca.

Schodzę do drogi asfaltowej łączącą dwie wsie: Rybnicę Małą i Grzmiącą. Po przejściu około kilometra, wskakuję z powrotem do lasu, na czerwony szlak prowadzący na Przełęcz pod Wawrzyniakiem. Następnie zmieniam kolor znaków na niebieski, który prowadzi mnie teraz po grzbiecie Gór Czarnych. Wierzchołek Jałowca otrzymał jakiś czas temu drewnianą platformę, z której można podziwiać Rybnicki Grzbiet. W jego skład wchodzi m.in najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich - Borowa 853 m n.p.m.

1. Tablica o Jałowcu. 2. Platforma widokowa na Jałowcu. 3. Warunki na trasie Drabiny Wałbrzyskiej.

Z Jałowca kieruję się w stronę Ptasiego Rozdroża, tracąc przy tym mozolnie zdobyte jeszcze nie tak dawno przewyższenie. Wszystko po to, by ostatecznie z Rozdroża pod Borową wystartować w kolejną "ścianę płaczu". Na szlaku czerwonym rozpoczynam walkę o utrzymanie umiarkowanego tętna. Po 20 minutach moim oczom ukazuje się kolejna wieża widokowa dostępna na terenie Gór Wałbrzyskich.

Początek szlaku czerwonego na Borową. Zdjęcie oczywiście przekłamuje! Jest stromo!

Borowa zyskała zainteresowanie turystów dzięki wygryzieniu z zestawienia Chełmca w rankingu na najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich. Dodatkowo posiada wabik w postaci metalowej wieży widokowej. Konstrukcja została wzniesiona w 2017 roku. Od kilku już lat szczyt utrzymuje swoją popularność.

1. Wieża widokowa na Borowej. 2. "Ścieżka przez mękę" - czyli szlak czarny na Borową. 3. Tablice informacyjne o wieży widokowej na Borowej.

Z Borowej schodzę szlakiem czarnym, którego fragment pomiędzy szczytem a Przełęczą Kozią nosi nazwę "Ścieżka przez mękę". Kroczę tym fragmentem bardzo ostrożnie i rozważnie. Czuję już trochę zmęczenie, a przede mną jeszcze kawał trasy, naszpikowany kolejnymi "zębami piły".

Dopiero co zameldowałam się na Przełęczy Koziej, a już muszę zakasać rękawy i ponownie zmagać się z palącym łydki, bardzo stromym podejściem na Kozła. Ta "ściana płaczu" jak dla mnie okazuje się być najwredniejsza ze wszystkich z jakimi do tej pory miałam przyjemność się zapoznać. A może ten osąd jest podyktowany dodatkowym zmęczeniem i strachem, że do mety dnia wciąż daleko, a do pocałunku słońca z horyzontem zostało coraz mniej czasu?

Z Kozła sprawnie przemieszczam się na Wołowca. Szlak w końcu zaczyna jakoś normalnie wyglądać. Występują na nim umiarkowane spady i wzniesienia. Wykorzystuję to na podkręcenie trochę tempa marszu.

Kozioł i Wołowiec otrzymały podobne w stylistyce tabliczki.

Docieram do Dłużyny, z której pierwotnie miałam zamiar zejść do znajdującej się na jej zboczach platformy widokowej. Daruję sobie jednak ten pomysł. Kontynuuję wędrówkę bez zbaczania z trasy.

Kolejne szczeble Drabiny Wałbrzyskiej zdobyte!

Osiągam ostatni szczyt w tym masywie - Mały Kozioł, z którego pozostaje mi zejść w stronę cywilizacji. Przede mną teraz mix chodników i dróg asfaltowo-szutrowych, po płaskim. Nie narzekam na ten stan rzeczy. 😉 Jednak to co "dobre" nad wyraz szybko się kończy. Po przejściu dwóch wsi: Rusinowej i Kozic, chowam się w "szarówkowym" lesie, by podejść na ostatnie dwa szczeble dzisiejszego etapu.

Niestety na początku podejścia, przychodzi poważny kryzys.  Myślałam, że ostatnie kilometry trasy przelezę, choćby na włączonym "autopilocie". Niestety jestem zmuszona zrobić przerwę i to natychmiast! Ledwo zrzucam z siebie plecak i zasiadam na kawałku ściętego drzewa. Nie przeszkadzają mi nawet przemykające wokół mnie mrówki. Gdy rozmawiam przez telefon, by dać znać bliskim o tym, że wszystko jest w porządku, ledwie sklecam zdania! Dawno nie zaznałam takiego wycieńczenia i gwałtownego spadku mocy! Choć nie czuję głodu, zmuszam się do zjedzenia czegokolwiek, by odzyskać siły, piję jedynie kilka łyków wody. Po kilku minutach niesamowicie szybko poprawia mi się nastrój i motywacja. 

Żegnam kryzys i w przyzwoitym tempie zdobywam Lisi Kamień i Ptasią Kopę górujące nad Wałbrzychem. Nigdy nie sądziłam, że kiedykolwiek zachwycę się  widokiem zaniedbanych ulic tego miasta!

1. Lisa nie spotkałam. 2. A na Ptasiej chyba jakieś skrzydlate nawet ćwierkały.

W Wałbrzychu nocuję w bardzo bliskim sąsiedztwie przebiegu Drabiny - Noclegi "Poza Szlakiem" dzisiaj dadzą mi schronienie i dobra cywilizacyjne w postaci klimatyzacji, wygodnego łóżka i prysznica z ciepłą wodą!  Jestem tak padnięta, że nie mam siły jeszcze kombinować jakiejś obiado- kolacji, którą naprawdę wypadałoby zjeść. Wsparcie szybko przychodzi od Mojego Człowieka, który na odległość zamawia mi jedzenie z dowozem pod wskazany adres. Moim zadaniem jest tylko odebrać zawartość reklamówki od kierowcy. Ten niesamowicie miły gest fantastycznie spina klamrą kończący się dzień!



środa, 14 lipca 2021


W środku lata ciężko o wielodniową stabilność w pogodzie. Po dwóch dniach słonecznej i bezdeszczowej aury, przyszedł moment na zmiany. Od samego już rana krążą gwałtowne burze, które mają nawiedzać rejon Gór Wałbrzyskich aż do wieczora. Praktycznie od wstania z łóżka, zastanawiam się co w tej sytuacji zrobić. Prognozy pogody są bezlitosne i złowrogo prezentują wysokie wskaźniki intensywności deszczu. Teoretycznie dzisiaj mam w planach ukończenie Drabiny Wałbrzyskiej i powrót do domu. Jednak gdy podchodzę na Parkową Górę/Wzgórze Gedymina w totalnej zlewie, uznaję, że nie mam ochoty w takich warunkach zdobywać kolejnych szczebli, tym bardziej, że mam na uwadze opinię innych Drabiniarzy z facebookowej grupy, którzy ostrzegali przed bardzo zarośniętymi fragmentami dzisiejszego etapu. Poza tym, dysponuję zapasowym dniem wolnym, więc ostatecznie tłumaczę sobie, że Drabina po prostu nie chce mnie tak łatwo wypuścić ze swych objęć.

Niestety brak możliwości noclegowych, które by chociaż przepołowiły ostatni zaplanowany odcinek, nie pozostawia mi wyboru - muszę szukać schronienia w Szczawnie Zdroju, które od Wałbrzycha jest praktycznie rzut beretem. 

Spontaniczna decyzja o zostaniu na trasie Drabiny Wałbrzyskiej jeden dzień dłużej. Dzisiaj tylko skromne dwa szczeble: Parkowa Góra/Wzgórze Gedymina oraz Stróżek.

Na booking.com znajduję nocleg w Szczawnie Zdroju, nieopodal Parku Zdrojowego. Dzisiaj na poczet pokonanego dystansu mogę zapisać skromne 4 km. Przynajmniej poucinam sobie w ciągu dnia drzemki regeneracyjne i na ostatni etap wyruszę ze zdwojoną siłą!


czwartek, 15 lipca 2021



Front burzowy postraszył tylko dobę i dzisiaj znowu na niebie wita mnie słońce. Ostatni etap zapowiada się bardzo atrakcyjnie. Dodatkowo przy okazji poznam nowe szlaki i miejsca, w których nigdy jeszcze nie byłam.

Opuszczam Szczawno Zdrój i udaję się w stronę wsi Struga. Droga jest szutrowa i płaska, dlatego też szybko docieram na miejsce. Wskakuję na niebieski szlak, którego początek jest trochę problematyczny. Tuż za ostatnimi zabudowaniami, prowadzi on na krótkim odcinku przez pole. Ścieżka, którą został poprowadzony szlak jest praktycznie niewidoczna. Od punktu, którego rozpościera się widok na Chełmiec, warunki terenowe na szczęście polepszają się.

Do puli zdobytych szczebli zapisuję Węgielnik oraz Modrzewiec. 

Rewelacyjny widok na Chełmiec ze wsi Struga (niebieski szlak).

1. Węgielnik. 2. Modrzewiec

Idę teraz w stronę Trójgarbu, który otrzymał moim zdaniem jeden z fajniejszych projektów zagospodarowania obszaru turystycznego. Wieża widokowa imponuje i pomimo metalowej konstrukcji, zbiera pozytywne opinie wśród odwiedzających. 

Na szczycie dopada mnie spory wnerw. Po pięknej tabliczce szczytowej zastaję jedynie metalową blaszkę. Niestety Trójgarb stał się ofiarą sukcesu i ugaszcza także złodziei. Aż dziw, że pod wiatą ostała się jeszcze ogólnodostępna pieczątka, ale myślę że za długo tam nie pobędzie. Smutne to jest bardzo! Nie wiem co się musi wydarzyć, co można ewentualnie zrobić, by zmieniło się w końcu podejście i mentalność niektórych rodaków.

1. Trójgarb ogołocony z tabliczki. 2. Wieża widokowa oraz wiata turystyczna na Trójgarbie.

1. & 2. & 3. Widoki z wieży na Trójgarbie. 4. Chełmiec w letnim wydaniu.

Opuszczam Masyw Trójgarbu. trzymając się teraz czarnych znaków. Po wyjściu z lasu, otwierają się szerokie widoki na okolicę. W panoramie prezentują się moje ostatnie szczeble z listy. Już z daleka, swoim wyglądem komunikują, że należą do grupy szczytów z pod szyldu: "mały, ale wariat". Najpierw rozprawiam się z Mniszkiem. Pojedynek do łatwych nie należy. Szlak na górę znowu miejscami bywa zarośnięty i po prostu upierdliwy. Mniszka na dodatek strzeże połać wysokiej pokrzywy. 

Zejście szlakiem czarnym w stronę Boguszowa - Gorc z widokiem na Boreczną i Mniszka.

Podczas zejścia z Mniszka, spotykam Joannę. Wymieniamy się przebiegiem naszych dzisiejszych tras oraz dzielimy się pomysłami i doświadczeniami z innych wycieczek górskich odbytych w naszym regionie. Żegnamy się na kilka godzin, bo jak się później okaże, spotkamy się w tym samym pociągu jadąc już do domu.

Z Mniszka standardowo czeka mnie ostre zejście, potem chwila "normalnego" terenu i melduję się przed ostatnią "ścianą płaczu". Tutaj jednak nie daje się zaskoczyć. Mam świadomość co mnie czeka. Nieocenione doświadczenie zebrane podczas przejścia zielonego Szklarska-Wałbrzych teraz bardzo się przydaje. Wiem, że za jakiś kwadrans powinnam być już po wszystkim! Dla dobrego tempa, na starcie zakładam słuchawki i z playlisty wybieram mocną nutę - pada na Rammstein - Deutschland - i ruszam na Chełmiec!

Z wąskiej, zalesionej ścieżynki wytaczam się na wierzchołek. Koniec! Więcej szczebli nie ma! Pozostaje mi już tylko zejść do Boguszowa- Gorc i oficjalne zamknąć pętlę Drabiny Wałbrzyskiej. 

1. Mniszek w pokrzywach. 2. Chełmiec - ostatni szczebel!!!

W świńskim truchcie obieram azymut na Boguszów-Gorce, by zdążyć na pociąg. Gdy czekam na peronie, mam chwilę na zebranie wszystkich wrażeń i wysnucie osobistej opinii na temat przebytej trasy. Jaka ona jest?

Chcesz poddać się górskim torturom? - na Drabinie Wałbrzyskiej powędruj se! 😵



■■■■■■

Moje noclegi* na trasie Drabiny Wałbrzyskiej:

START I META: Boguszów Gorce - gdyby ktoś musiał zanocować w dniu przyjazdu i wyjazdu, polecam Dom Gościnny "Rodar", ul. plac Odrodzenia 9 - Boguszów Gorce. Spałam tam w ramach przejścia zielonego szlaku Szklarska - Wałbrzych

Pierwszy nocleg: Pawi Ogon, ul. Szkolna 2, Sokołowsko
Drugi nocleg: Poza Szlakiem, ul. 11 listopada 19A, Wałbrzych
Trzeci nocleg (nieplanowany): Willa Luna, ul. Boczna 8, Szczawno Zdrój



* wszystkie noclegi dostępne na platformie booking.com




Komentarze

  1. Gratuluję przejścia, bo było co podchodzić. Pogoda dała Ci pretekst na pobycie na szlaku o jeden dzień dłużej ;)

    Drabina Wałbrzyska to ciekawy pomysł na trasę. Zapisałem na swojej liście, ale nie na już. Musi swoje odczekać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam przejście jednym ciągiem, wtedy odczuwa się moc drzemiącą w tych górach! :D

      Usuń
    2. Zapamiętam ;) Zapisane na pomysły na wiosnę przyszłego roku.

      Usuń
  2. W 90 % trasa znana, ale nie "na raz". Gratulacje za zmagania z podejściami i przejściem "na raz". Dobrze, że zapodałaś relację. Kiedyś ruszę ten temat i z pewnością będę się posiłkować Twoim opisem. Jeszcze raz, graty za trud!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, robienie tego jeszcze z wielkim i ciężkim plecakiem na pewno dostarczy dodatkowych wrażeń! :D

      Usuń
  3. Jak ktoś się by mi spytał, czy kiedyś nie znienawidzę, gór, to po właśnie takiej trasie ;)
    Dlatego miło mi się o niej czytało, ja podziękuje :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam! Ból jest tymczasowy, duma trwa wiecznie! :P

      Usuń
  4. Nieustannie mnie zaskakuje, jak Ty wynajdujesz takie świetne wyzwania, odznaki i szlaki :) Przeczytałam z ogromną ciekawością, a zdjęcia w tym wpisie chyba będę pokazywać wszystkim, którym będę chciała udowodnić piękno Gór Wałbrzyskich i Kamiennych :) Jak Dolina Muminków! Cudo! (Nawet jeśli okupione hektolitrami potu :) )

    OdpowiedzUsuń
  5. Justynka gratulacje za przejście tego szlaku, daje popalić i to nieźle. Szkoda, że nie dałaś znać o bytności w Wałbrzychu, my teraz tu mieszkamy i to nawet blisko szlaku. Z okien widzimy Niedźwiadki. Pamiętam jak szliśmy z Wałbrzycha do Andrzejówki to było wtedy coś mocnego i radość jak zobaczyliśmy schronisko :). Pozdrawiamy gorąco.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wielkie gratulacje za następne twoje wyzwanie górskie zakończone sukcesem. Dzięki, że mogłem przejść z tobą tą trasę, choćby w takim wydaniu, wirtualnie. Szczegółowe opisy tras, okraszone pięknymi fotografiami, przybliżyły mi bardzo ten piękny region górski. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

SCHRANKOGEL - trzytysięcznik dla początkujących

Grossglockner 3798 m n.p.m

GRAŃ NIŻNYCH TATR