Szlak zielony SZKLARSKA PORĘBA - WAŁBRZYCH (111 km)

 
Szlak zielony rozciągnięty pomiędzy Szklarską Porębą a Wałbrzychem jest długodystansowym szlakiem łączącym kilka sudeckich pasm. Zapewne osoby, które mają na uwadze przejście tego szlaku stają przed pytaniem jaką strategię i logistykę przyjąć na pokonanie tych 111 kilometrów, a może w ogóle zastanawiają się czy warto sobie zaprzątać nim głowę? Ano warto! 

Na wstępie garść faktów i informacji dla osób, które o tym szlaku słyszą pierwszy raz:



Przebieg na mapie szlaku zielonego Szklarska Poręba - Wałbrzych, kilometraż, czas oraz suma podejść i zejść:



O zielonym szlaku Szklarska Poręba - Wałbrzych:

  • Jest dobrze oznakowany w terenie.
  • Idealnie nadaje się na pierwszą przygodę z kilkudniowym trekkingiem.
  • Przejście szlaku można oprzeć tylko na tzw. cywilizowanych noclegach.
  • To ponad100 km wędrówki, więc lipy nie ma!
  • Przy założeniu średniego dystansu dziennego 25 km - potrzeba 5 dni na przejście.
  • Nie wymaga zaopatrzenia w prowiant na kilka dni do przodu, gdyż na każdym etapie jest dostęp do sklepów/barów/schronisk/restauracji.
  • To dobry test na sprawdzenie się przed większymi projektami trekkingowymi.
  • Szlak nie jest trudny technicznie. Poza dosłownie trzema miejscami, prezentuje przyjemne nachylenia, więc jest dobrą opcją dla osób nie mających dobrej kondycji bądź chcących ją odbudować.
  • Szlak przebiega przez następujące pasma górskie: Karkonosze (symbolicznie), Rudawy Janowickie, Góry Wałbrzyskie, Góry Kamienne.
  • Bardzo dobra komunikacja transportem publicznym, by bez większego cudowania dostać się na start i opuścić metę. Szklarska Poręba oraz Wałbrzych mają częste połączenia kolejowe - szczególnie ten rodzaj transportu polecam! Głównym miastem operacyjnym dla osób z poza Dolnego Śląska jest Wrocław.
  • Szlak według mnie dostępny całorocznie (przy mało śnieżnych zimach w Sudetach).
  • Stosunek ilości kilometrów poprowadzonych asfaltem a terenem w skali całego dystansu wypada całkiem dobrze!
Najciekawsze miejscówki na szlaku bądź w jego bardzo bliskim otoczeniu:
  • Wodospad Podgórnej
  • Świątynia Wang w Karpaczu
  • Wieża widokowa na Dzikowcu Wielkim
  • Wieża widokowa na Trójgarbie
  • Schronisko PTTK "Andrzejówka"
  • Ostra Mała (świetny punkt widokowy)
  • Zamek Chojnik
  • Kolorowe Jeziorka w Rudawskim Parku Krajobrazowym
  • Skalnik - najwyższy szczyt Rudaw Janowickich
  • Wodospad Szklarki (wymaga wejścia na teren Karkonoskiego Parku Narodowego i zakupu biletu wstępu)

Wariantów i pomysłów na przejście tego szlaku jest wiele i pewnie w sporej mierze zależne są od naszego doświadczenia, budżetu czy po prostu kaprysu. Szlak spokojnie nadaje się do trybu namiotowego jak i "kwaterowego". Ja na przejście tego szlaku przeznaczyłam 5 dni (wliczając w to czas na dotarcie na start i powrót do domu), gdyż przyszło mi nim wędrować solo na początku października co oznacza, że miałam już znacznie skrócony dostęp do dziennego światła w porównaniu z typowo wiosenno-letnim czasem. Na kilka dni przed planowanym rozpoczęciem przejścia tego szlaku, zarezerwowałam wszystkie noclegi przy pomocy platformy rezerwacyjnej na booking.com. 

Przejście zielonego szlaku Szklarska Poręba - Wałbrzych wg Skadi 
(rozpiska-gotowiec na wariant 5-dniowy w trybie "kwaterowym")

Dzień 1: Przyjazd pociągiem do Szklarskiej Poręby i wyruszenie na trasę. Przejście etapu 1:
  • Początek: Szklarska Poręba
  • Koniec: Przesieka
  • Nocleg: Pensjonat Markus, ul. Dolina Czerwienia 14 Przesieka
  • Dystans etapu: 17 km
  • Czas etapu wg mapy turystycznej: ok 5 h
  • Suma podejść: 781 m

Dzień 2: Przejście etapu 2:
  • Start: Przesieka
  • Meta: Kowary
  • Nocleg: "Dworek Kowarski", ul Staszica 6B Kowary
  • Dystans etapu: 24 km
  • Czas etapu wg mapy turystycznej: 7 h
  • Suma podejść: 807 m
Dzień 3: Przejście etapu 3:
  • Start: Kowary
  • Meta: Marciszów
  • Nocleg: Villa Martini, ul. Stroma 14 Marciszów
  • Dystans: 20 km
  • Czas etapu wg mapy turystycznej: 6.5 h
  • Suma podejść: 855 m
Dzień 4: Przejście etapu 4:
  • Start: Marciszów
  • Meta: Boguszów - Gorce
  • Nocleg: Dom Gościnny "RODAR"  pl. Odrodzenia 9, Boguszów-Gorce
  • Dystans: 26 km
  • Czas etapu wg mapy turystycznej: 8 h
  • Suma podejść: 1148 m

Dzień 5: Przejście etapu 5 oraz powrót do domu pociągiem z Wałbrzycha:
  • Start: Boguszów - Gorce
  • Meta: Wałbrzych
  • Nocleg: bez noclegu
  • Dystans: 24 km
  • Czas etapu wg mapy turystycznej: 7.5 h
  • Suma podejść:803 m 

    Ja, audiobooki i zielony szlak. Zapraszam na relację z mojego przejścia:


    DZIEŃ #1
    wtorek, 6 października 2020

    RELACJA Z ETAPU: Jestem bliska rezygnacji z przejścia tego szlaku. Wszystko przez autobus, który miał prawo nie przyjechać, gdyż nie widniał tego dnia w rozkładzie jazdy. Nie wiem jak to się stało, ale dzień wcześniej sprawdzałam w wyszukiwarkach wszelkie możliwości transportu publicznego, którymi dostanę się do Szklarskiej Poręby i ów autobus-widmo wyskoczył mi w propozycjach. Albo nie sprawdziłam dokładnie daty albo portal internetowy e-podróżnik miał nieaktualne informacje. Brak tego autobusu mocno komplikuje mi sytuację i  muszę szybko zebrać myśli co robić dalej. Pierwsza jaka mi się nasuwa, to danie sobie spokoju z tym szlakiem i powrót do domu. Już nawet idę w jego kierunku! Jednak po chwili uzmysławiam sobie, że wszystkie noclegi mam już opłacone i nawet jeśli przyjadę do Szklarskiej dużo później, to nic takiego strasznego się nie stanie. Po prostu od raz nadam sobie mocne tempo i będę próbować łamać barierę czasówek na szlakowskazach, a nawet jak już dopadnie mnie ta straszna noc na szlaku, to po prostu odpalę czołówkę, podgłośnię muzykę w słuchawkach i przelezę ten etap choćby nie wiem co! Grunt to trzymać myśli w ryzach! Z takimi postanowieniami, odwracam się z powrotem na pięcie i udaję się na dworzec kolejowy. Godzina czekana na ławeczce w holu nawet nie ciągnie się jakoś przesadnie długo. Wsiadam do pociągu jadącego przez Jaworzynę Śląską, w której mam przesiadkę na kolejny pociąg. W trakcie podróży dowiaduję się, że czeka mnie jeszcze dodatkowa przesiadka na komunikację zastępczą w Jeleniej Górze. Po stanowczo za długiej podróży w stosunku do dystansu jaki dzieli Szklarską Porębę od mojego rodzinnego miasta, zjawiam się w końcu na starcie.  Jestem w plecy ponad 3 godziny od pierwotnych założeń.

    Niestety zielonej kropki początkowej nie zastaję. Po prostu idąc przez "centrum" miasta nagle pojawia się szlak o kolorze zielonym. Na jego widok tylko się lekko uśmiecham, bo będzie mi on od teraz towarzyszyć przez kilka najbliższych dni.

    Szlak dość szybko i sprawnie wyprowadza mnie na tereny zielone, choć nie objęte jeszcze ochroną parku narodowego. Przebiega wzdłuż rzeki górskiej Kamienna, która jest dopływem Bobru. Na tym fragmencie szlaku mijam dwie, typowo prezentujące się dla rejonu Karkonoszy, skałki: Głazisko oraz Dziobatą.

    Na zielonym szlaku w okolicach Szklarskiej Poręby. Szlak nie przebiega po terenie Karkonoskiego Parku Narodowego, więc nie ma potrzeby kupować biletów wstępu.

    Dla osób nie mających okazji częstego odwiedzania Karkonoszy, warto pokusić się o chwilowe opuszczenie szlaku zielonego na rzecz niebieskiego, który doprowadza do jednej z ważniejszy  atrakcji tego regionu - wodospadu Szklarki. Ja dzisiaj sobie odpuszczam, gdyż miałam okazję tam bywać wielokrotnie. Spoglądam tylko kontrolnie na zegarek i podkręcam tempo marszu. Wzięłam sobie za honor, że na mecie dzisiejszego etapu zamelduję się jeszcze przed zachodem słońca. Tym bardziej do tego motywuje mnie wiadomość, że recepcjonista specjalnie będzie czekać na moje przybycie. 

    W otulinie karkonoskiej.

    Szlak prowadzi teraz w stronę Michałowic, a następnie Jagniątkowa - wiosek znajdujących się wciąż u podnóży Karkonoszy. Przede mną długie, typowo leśnie przejście. Decyduję się załączyć w telefonie audiobooka i założyć słuchawki. Jednym kliknięciem przenoszę się do fikcyjnego świata prawników z Warszawy. Umysł zajęty historią opowiadaną przez maestro Krzysztofa Gosztyłę powoduje, że moje nogi nie potrzebują świadomej obsługi, jakby same pokonują kolejne kilometry szlaku. 

    Za Jagniątkowem trochę zaskakuje mnie intensywniejsze podejście. Dość szybko przyzwyczaiłam się do mało wymagającego terenu. Pod Zamkiem Chojnik, serducho zmuszone jest mocniej popracować. Ten punkt szlaku, to kolejna ewentualna okazja do małego skoku w bok, dla tych co najważniejsze karty z atrakcjami Dolnego Śląska wciąż mają do odkrycia. Na Zamku Chojnik byłam bardzo dawno temu i chętnie bym odświeżyła wspomnienia, ale temat odkładam na nieokreśloną przyszłość - dalej twardo trzymam się przebiegu szlaku.

    Szlak zielony przebiegający w okolicach Zamku Chojnik.

    Czas mam wciąż dobry, ale praktycznie idę od samego startu bez robienia ani jednej przerwy. Poza zmniejszającym trochę  moje tempo podejściem w okolicach zamku, szlak dalej jest bardzo przystępny dla łydek i kolan. Jest wiele odcinków, gdzie można wykręcić znacznie lepszy czas, niż ten sugerowany na szlakowskazach. Wykorzystuje to szczególnie na mało atrakcyjnych odcinkach szlaku.

    W pensjonacie Markus, gdzie mam zarezerwowany na dzisiaj pokój, jestem zgodnie z zapowiadaną godziną. Szybko ogarniam się do przyjęcia trybu pidżamkowego. Zanim zapadnę w sen, wysłuchuję jeszcze pod kołderką ostatnie minuty audiobooka (kto czytał Mroza ten wie jak potrafi dawkować emocje i zapodawać szybkie zwroty akcji!). Zanim zgaszę lampkę nocną, analizuję jeszcze przebieg trasy na jutro. Zasypiam z myślą, że fajnie mi na tym szlaku w trybie solo. 

    1. Świeże szlakowskazy. 2. Szczegółowe oznakowanie. 3. Widoczki ze szlaku. 4. Pensjonat Markus w Przesiece.

    TRASA ETAPU:


    AUDIOBOOK ETAPU: "Precedens", Tom XII Cyklu Joanna Chyłka, aut. Remigiusz Mróz
    NOCLEG: Pensjonat Markus, ul. Dolina Czerwienia 14 Przesieka


    DZIEŃ #2
    środa, 7 października 2020

    RELACJA Z ETAPU: Zanim opuszczę pensjonat i wyruszę na drugi etap, schodzę jeszcze na śniadanie. Tak wypasionego stołu szwedzkiego w polskich warunkach, to ja jeszcze nie widziałam! Na sporych rozmiarów stołówce, dzielę przestrzeń raptem z kilkoma osobami i grupą kilkudziesięciu dzieci, prawdopodobnie spędzających tutaj szkolną kolonię lub wycieczkę. Ciężko mi aż wybrać co nałożyć na talerzyk, jest tak duży wybór!

    To wypasione śniadanie od razu robi mi dzień i nawet zapowiadany deszcz przed południem nie popsuje mi miłego nastroju i nastawienia. Po wczorajszej analizie trasy, ustalam sobie przerwę obiadową w Karpaczu. Do drugiego - po Szklarskiej Porębie - najpopularniejszego miasta usytuowanego u podnóża Karkonoszy, dzieli mnie około 10 kilometrów. Powinnam do tego czasu spokojnie zgłodnieć. 😋

    Etap drugi dość szybko odsłania przede mną najciekawsze karty, a mianowicie wodospad Podgórnej, którego nigdy na własne oczy nie widziałam. (Shame on you, Skadi!).

    Kaskada wodna wygląda bardzo urokliwie. Spędzam w jej otoczeniu dłuższy czas, głównie bawiąc się czasem migawki w aparacie oraz zastanawianiem się nad historią dużego, pluszowego misia śpiącego (?) w skalnej nyży.

    1. Wodospad Podgórnej. 2. Na zielonym szlaku. 3. Co tu się wydarzyło!?

    Człapię sobie dalej, tempem dużo wolniejszym niż wczoraj. Mam spokojnie cały dzień do dyspozycji i niewielką jak na 25 km odcinek, sumę przewyższenia. Widok jedynej w swoim rodzaju Świątyni Wang, dostarcza mi informacji, że jestem już w Karpaczu. Ten drewniany kościółek za każdym razem wzbudza we mnie zachwyt! Cała konstrukcja jest zbudowana bez użycia ani jednego gwoździa. Dla niebywalców - bardzo polecam zwiedzenie tego obiektu!

    Schodzę do centrum Karpacza i włączam radary na jakiś lokal gastronomiczny. Niestety w bliskim przebiegu szlaku zielonego, część potencjalnych jadłodajni jest nieczynna bądź za droga. Na potrzeby natury gastrycznej,  decyduję się zapuścić "w głąb" Karpacza idąc główną arterią miasta i na moment opuszczam zielony szlak. Wybór pada na domową kuchnię "U Musa" i nie żałuję decyzji. Warto było dołożyć ten kilometr w dwie strony. 

    1. Karpacz wita. 2. Widoczki ze szlaku. 3. Tęcza nad Kowarami.


    Odcinek pomiędzy Karpaczem a Kowarami nie przynosi jakichś wrażeń. W głównej mierze, wędruję leśnymi szutrówkami. Fajny moment wpada, kiedy zbliżam się do mety i nad Kowarami pojawia się tęcza. Przed meldunkiem na kwaterze, zachodzę jeszcze do sklepu, żeby zaopatrzyć się w jakąś kolację i jutrzejsze śniadanie. Kupuję tylko "wodne zalewajki" oraz jogurty. Dworek Kowarski, który udziela mi dzisiaj schronienia, jest tak naprawdę domem, oferującym pokoje. Wieczór mija mi na pałaszowaniu jogurtów i oglądaniu na telefonie zaległych odcinków ulubionych seriali. Przed zapadnięciem w sen, wspominam w myślach swój pierwszy wybryk solo w trybie wielodniowej wędrówki. Był to Główny Szlak Sudecki w 2015 roku. 

    TRASA ETAPU:



    AUDIOBOOK ETAPU: "Powrót z Bambuko", aut. Katarzyna Nosowska
    NOCLEG: "Dworek Kowarski", ul Staszica 6B Kowary


    DZIEŃ #3
    czwartek, 8 października 2020

    RELACJA Z ETAPU: Dzisiaj przede mną kilka nowych bądź mocno przykurzonych w moich wspomnieniach miejsc. Choć na trasie jest kilka mocnych punktów, to tym najważniejszym jest jednak miejsce noclegu. A to za sprawą gospodarza, który jest Włochem, nie mówiącym po polsku! 

    Opuszczam ostatnie zabudowania Kowar i żegnam się z Karkonoszami. Dzisiaj dzień spędzę w Rudawach Janowickich, które słyną przede wszystkim z dużej różnorodności sektorów wspinaczkowych.  Rozpoczynam podejście na pierwszy mocny punkt etapu 3 - Ostrą Małą 936 m n.p.m.

    Podejście na Ostrą Małą to dosłownie 5 minutowe opuszczenie szlaku zielonego - a naprawdę warto!

    Sudeckie widoki ze skalnej platformy widokowej na Ostrej Małej 936 m n.p.m

    Trzeci dzień w trybie wędrowca.

    Z Ostrej Małej schodzę do Czarnowa. Przy sprawiającej wrażenie opuszczonej agroturystyce "Czartak", robię sobie przerwę. Wracają wspomnienia. Byłam tu kiedyś w celu wejścia na najwyższy szczyt Rudaw Janowickich - Skalnik 945 m n.p.m - w ramach mojego prężnego zdobywania Korony Gór Polski. Miejsce straciło trochę blask. Nie wiem czy przez pandemię czy nastąpiło to już dużo wcześniej. Natomiast z tego jakie doszły do mnie słuchy, sam Skalnik otrzymał lepsze oznakowanie, a nawet dysponuje pieczątką! 10 lat temu, widniała tam jedynie przyklejona do drzewa kartka z nazwą szczytu.

    Jestem w 1/3 trasy na dzisiaj. Umiarkowanym tempem schodzę do Rędzin, z których następnie rozpoczynam podejście na kolejną górę - Wielką Kopę 871 m n.p.m (najwyższy szczyt wschodniej części Rudaw Janowickich). Tych okolic kompletnie nie znam. Nigdy nie miałam okazji się tutaj szwendać. Jak widać, w Sudetach mam jeszcze wiele ścieżek i miejsc do odkrycia. 😯

    Z Wielkiej Kopy udaję się w stronę chyba najbardziej znanego miejsca w Rudawskim Parku Krajobrazowym - Kolorowych Jeziorek, które przyciągają turystów nawet w tygodniu. Cztery jeziorka prezentują różne kolory: żółte, purpurowe, błękitne oraz czarne. Za zabarwienie wody odpowiada skład chemiczny znajdujący się w dnie wyrobisk oraz skalnych ścianach.

    1. Wielka Kopa 871 m n.p.m. 2. Na szczycie Wielkiej Kopy stała kiedyś wieża widokowa. 3. Trochę fauny na szlaku. 4. Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich.

    Zajrzeć w głąb Kolorowych Jeziorek. Ciekawe co tam się dzieje?

    Skalna ściana wyrobiska po eksploatacji łupków pirytonośnych.

    To się nazywa zapuścić korzenie!

    Do mety dzisiejszego etapu mam już bardzo blisko. Opuszczam bramy Rudawskiego Parku Krajobrazowego i rozpoczynam asfaltowe przejście przez wieś Wieściszowice. W końcu po kilku kilometrach mijam znak drogowy z napisem "Marciszów". Zanim jeszcze zapukam do drzwi włoskiego gospodarza, udaję się do Dino. Znowu kupuję jogurty oraz "wodne zalewajki".

    W Villi Martini dostaję pokój. Z gospodarzem komunikuję się tylko po angielsku, co sprawia wrażenie znalezienia się w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Ta przygoda z zielonym szlakiem coraz bardziej mi się podoba. Oprócz nabierania wprawy w trybie solo na wielodniowym trekkingu, dodatkowo otrzymuję szkołę życia i radzenia sobie w niecodziennych sytuacjach.


    TRASA ETAPU:


    AUDIOBOOK ETAPU: "W labiryncie", aut. Donato Carrissi
    NOCLEG: Villa Martini, ul. Stroma 14 Marciszów


    DZIEŃ #4
    piątek, 9 października 2020

    RELACJA Z ETAPU: Dzisiaj mam do zaliczenia dwie znane gwiazdy Gór Wałbrzyskich - Trójgarb 778 m n.p.m, który za sprawą świetnej wieży widokowej udostępnionej turystom pod koniec 2018 roku mocno wybił się w sudeckich rankingach popularności oraz Chełmiec 851 m n.p.m - jeszcze kilka lat temu uważany za najwyższy szczyt tego pasma.  Żegnam się z włoskim gospodarzem i wracam z powrotem na przebieg szlaku, który pokrywa się z główną drogą w Marciszowie. Zielone znaki wyprowadzają mnie na pole, a następnie zaciągają do lasu i od razu wyrasta przede mną stroma ściana. (Na tym fragmencie mam małe problemy z odnalezieniem znaków, więc korzystam z lokalizacji GPS oraz mapy turystycznej w telefonie).

    Podejście na Krąglak 692 m n.p.m jest rozgrzewką i zapowiedzią, że stromizna terenu może być na tym szlaku jeszcze większa, o czym przekonam się za kilka kilometrów...

    Na Krąglaku nic ciekawego się nie dzieje, więc tylko biorę kilka łyków wody i ruszam dalej. Po około godzinnej wędrówce, w końcu wyłania się na horyzoncie charakterystyczne wzniesienie o trzech wierzchołkach, a na najwyższym z nich, wyrasta ponad linię drzew, sporych rozmiarów wieża widokowa.

    Masyw Trójgarbu.


    Trójgarb wita mnie chłodno i pochmurnie, ale na wieżę widokową oczywiście wchodzę mimo iż byłam na niej kilkakrotnie.

    Tutejsze zasoby przyrodnicze zostały objęte kilka lat temu projektem "Ekomuzeum Wokół Trójgarbu", który miał za zadanie rozbudować infrastrukturę turystyczną i jednocześnie służyć zmniejszaniu presji na obszary cenne przyrodniczo. Okolica jest uporządkowana i estetycznie wygląda. Podoba mi się! 🤩 Trójgarb, zwłaszcza dla osób niebędących z okolic, jest mocnym punktem na trasie zielonego szlaku.

    1. Wieża na Trójgarbie. 2. Infrastruktura turystyczna. 3. Widoczki z okolic Masywu Trójgarbu.

    Po Trójgarbie przychodzi mi odwiedzić jeszcze sąsiada - Chełmca. Niegdysiejszy król Gór Wałbrzyskich, choć przeze mnie znany, zaskakuje mnie! A to dzięki stromiźnie jaką się pokonuje na zielonym szlaku! Wszystkie poprzednie moje wizyty na tej górce były realizowane przy pomocy innych kolorów szlaków! Po ostatnim metrze podejścia, dosłownie wytaczam się na wierzchołek. Czuję się wypompowana tak bardzo, że nawet nie chce mi się wyciągać aparatu z plecaka. Wycieram tylko pot z czoła i od razu żegnam się z "obalonym królem", co najmniej jakby miało mi to pomóc w zapomnieniu ostatnich 30 minut.

    Na zejściu odzyskuję sensowne tempo, tym bardziej, że do mety mam już naprawdę niedaleko. W Boguszowie-Gorcach mam dzisiaj zarezerwowany nocleg. Dom gościnny "Rodar" znajduje się w samym rynku miasta. Jest tu sennie i nachodzą mnie obawy, że oprócz Żabki, będzie tu wszystko pozamykane. W pokoju zostawiam plecak, przeczesuję jedynie grzywę i udaję się na poszukwania jakiejś żarłodajni. Okazuje się, że nie muszę daleko szukać. Przechodzę na drugą stronę ulicy i wchodzę do Pizzerii/Restauracji "Baryt". Wieczór spędzam na dalszym słuchaniu audiobooka, którego akcja coraz bardziej wciąga.

    TRASA ETAPU:

    AUDIOBOOK ETAPU: "W labiryncie", aut. Donato Carrissi; ciąg dalszy
    NOCLEG: Dom Gościnny "RODAR"  pl. Odrodzenia 9, Boguszów-Gorce

    DZIEŃ #5
    sobota, 10 października 2020


    RELACJA Z ETAPU: No i rozpoczynam ostatni dzień na szlaku! Dzisiejszy etap zawiera głównie dwie atrakcje: wejście na nieodwiedzony przeze mnie jak dotąd Dzikowiec Wielki 836 m n.p.m, posiadający turystycznego wabika w postaci drewnianej wieży widokowej oraz schronisko PTTK "Andrzejówka", na które ostrzę już sobie zęby od samego rańca. 

    Opuszczam Boguszów-Gorce i rozpoczynam podejście na Dzikowiec Wielki. Sama wieża widokowa nie znajduje się na ścisłym przebiegu szlaku, trzeba do niej się pofatygować, ale zajmuje to nie więcej niż 5 minut. Z wieży widokowej prezentują się dzisiaj przymglone widoki. Na samym szczycie spędzam niewiele czasu, gdyż po prostu aura jest ponura i mało zachęcająca do posiadówek.

    1. Drewniana wieża widokowa na Dzikowcu Wielkim. 2 & 3. Widoki z wieży.

    Ponuro...

    ... i pochmurnie.

    Ruszam dalej. Schodzę do Unisławia Śląskiego, a potem dziurawą i wyboistą szutrówką idę w stronę Sokołowska. Pojawiają się pierwsze krople deszczu. Po kilku minutach sączący się kapuśniaczek zmienia się w solidny opad. Zakładam swoją mało urokliwą pelerynkę i niezłomnie idę szlakiem dalej. Mijam ostatnie zabudowania Sokołowska i wkraczam na teren Gór Kamiennych. Do schroniska "Andrzejówka" mam już rzut beretem! Na miejscu udaje mi się znaleźć wolny stolik, co jak na sobotnie popołudnie jest czystym fartem! Pozostawiam taktycznie plecak (w takich sytuacjach przydałby się ludzki towarzysz😅) i podchodzę do lady w celu złożenia zamówienia. Mam wielki dylemat co wybrać, gdyż wieloma smakami wynagrodziłabym się za trud wielodniowej wędrówki. Ostatecznie funduję sobie dziwaczne combo: bigos z szarlotką!

    Po sytej konsumpcji, opuszczam "Andrzejówkę" i rozpoczynam asfalting aż do Rybnicy Leśnej. Na szczęście na tym fragmencie nie towarzyszy mi deszcz. Niestety gdy wchodzę do lasu i mam dosłownie ostatnie kilometry do mety, zaczyna padać ze zdwojoną mocą. Tak dużej ilości wody nie wytrzymują moje buty. Przemoczona i zziębnięta melduję się na głównym dworcu kolejowym w Wałbrzychu gdzie znajduje się kropka - w moim przypadku - kończąca przejście całego zielonego szlaku. W nogach mam ponad 100 górskich kilometrów! Podczas oczekiwania na pociąg, rozmyślam już o wieczornym kocyku i ciepłej herbacie! Marzenie to spełni się za jakieś 3 godziny.


    TRASA ETAPU:



    AUDIOBOOK ETAPU: "W labiryncie", aut. Donato Carrissi; ciąg dalszy
    NOCLEG: w domu


    Komentarze

    1. Justynka gratulacje. Szkoda, że nie dałaś znać to może byśmy znaleźli trochę czasu i przynajmniej końcówkę powędrowali razem. Jeżeli mogę coś zaproponować to zapraszam na Drabinę Wałbrzych to tylko 3 dni, ale fajny szlak i planujemy przejść go w najbliższej przyszłości. Pozdrawiamy Dorotka i Piotrek :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. O Wałbrzyskiej Drabinie niedawno się dowiedziałam i ta trasa od razu mi się spodobała! Też mam na uwadze ten szlak w najbliższej przyszłości! Sporo szczytów można zdobyć i przy okazji Koronę Ziemii Wałbrzyskiej zdobyć! Uściski dla Was! Może uda się wspólnie powędrować...

        Usuń
    2. Niebawem zacznę przygodę w Sudetach ze szlakami powyżej "stówki". Tym szlakiem rozpocząć, jak widzę, warto będzie. Odniosę się do dnia pierwszego i "autobusu widmo". Myślę, że nie spojrzałaś na datę. Miałem podobnie ze trzy razy :)) Ostatnia wtopa skutkowała przechadzką z Ząbkowic Śl. w Masyw Brzeźnicy "z papcia". Skadi, czasami warto się pomylić, nie spojrzeć. Wychodzą z tego niekiedy naprawdę fajne rzeczy. Co szlaku zielonego, tereny mimo że znane, to jednak nie z wariantu "na raz".

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Mam na swojej liście jeszcze kilka innych sudeckich szlaków z podobnym dystansem. A "pomyłki", sytuacje nie do przewidzenia dodają podróży/ wędrówce fajnej wartości i doświadczenia :)

        Usuń
    3. Gratulacje za przejście szlaku. Zdjęcia klimat jak w czasach mojego dzieciństwa ;)
      Generalnie to są te miejsca w Sudetach, których nie znam, nie byłem, więc z niemałym zaciekawieniem przeczytałem relację.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. W takim razie dla osoby, która nie zna nawet skrawka przebiegu tego szlaku, to naprawdę super opcja na urlop! Ale w tym przypadku to zbaczanie z zielonej ścieżki będzie wskazane! :)

        Usuń
    4. Ja do e-podróżnika mam zawsze dosyć ostrożne podejście, bo już kilka razy mnie niemiło zaskoczył. Bywa, że rozkłady są nie do końca aktualne, a teraz w okresie pandemicznego ograniczenia kursów, to tym bardziej trzeba uważać.

      Tej zielonej kropki w Szklarskiej też nie widziałem. Chyba zaginęła w czasie.

      Muszę się z Tobą zgodzić, że jest to bardzo ciekawy szlak do wędrówki. Ma wiele ciekawych miejsc na swojej trasie, które podnoszą jego atrakcyjność.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Dlatego jak mam do wyboru, to wsiadam w auto albo w pociąg. Gratulacje na przejazd rowerem tego szlaku! Sama wcześniej myślałam o nim pod kątem dwóch kółek, ale od tego pomysłu odwiódł mnie przebieg po terenie Karkonoskiego Parku Narodowego.

        Usuń
    5. Bardzo fajny szlak. Jego wariant Karkonosko- Rudawski znam bardzo dobrze, natomiast dalszy jedynie z bezpośrednich okolic Dzikowca i przebiegu w Górach Kamiennych, aż do "Andrzejówki". To fajna alternatywa dla GSS-u, dodatkowo wzbogacona o miejsca naprawdę wolne od masowej turystyki (Wielka Kopa, Masyw Trójgarbu). Dla mnie bomba. :)

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Masyw Trójgarbu ze względu na wieżę widokową, zwłaszcza w letnie weekendy, zapewne ociera się już o masową, choć chyba jeszcze nieuciążliwą turystykę. ;)

        Usuń

    Prześlij komentarz

    Popularne posty

    DRABINA WAŁBRZYSKA - kondycyjny wycisk w Sudetach!

    SCHRANKOGEL - trzytysięcznik dla początkujących

    Grossglockner 3798 m n.p.m

    GRAŃ NIŻNYCH TATR