29 czerwca 2015

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 2


Po tygodniu przerwy melduję się ponownie. Z nowością obuwniczą, o której pisałam w etapie 1 Orłowicza. Mam dobre przeczucia. Nastawienie bojowe i wrażenie jakby siła w nogach była większa, a umysł niepokonany! Zapraszam na etap 2 Głównego Szlaku Sudeckiego wg Skadi :)



wtorek, 26 maja 2015

Jeden wolny dzień. Obiecałam sobie, że jeżeli trasa w takim zakresie czasu będzie do wykonania, to odcinam sobie wynajdywanie jakichkolwiek wymówek i jadę. Tym bardziej, że dojście do Lubawki zaczęło mi się strasznie przeciągać (przez problem bólu stóp). Mojemu szoferowi - Damianowi, pasuje podwiezienie mnie na Przełęcz Pod Średnicą, na której ostatnio skończyłam. 

Jesteśmy na miejscu, tylko jakoś tak ciężko wyjść mi z samochodu. To przez aurę. Mgliście, deszczowy kapuśniaczek... Nieee.. ja nie chce.. Rozsądek jednak wygrywa. Samochód nie jest przecież na powietrze. Trzeba opuścić bezpieczny schron i iść znowu do tego lasu. Trasa na Skalnik jest mi znana. Najpierw asfalt, potem Kamienna Ławka, troszkę górskiej ścieżki i już. Jest tak nieprzyjemnie, że nawet nie zachodzę na punkt widokowy na Ostrej Małej, bo i tak nic z niego nie zobaczę. Mam ochotę jak najszybciej dostać się na większą przestrzeń, dzięki której będę widzieć jakąś cywilizację. Straszę dwie sarny po drodze, mijam zjeżdżające na dół w przyczepie konie. Konie? Gdy docieram na Rozdroże pod Bobrzakiem wszystko się wyjaśnia. Świeżutka, jeszcze pachnąca wypasiona wiata, miejsce na rowery, tabliczki ze szlakami konnymi! No, no... się dzieje. 

Rozdroże pod Bobrzakiem z nową wiatą turystyczną.

Dopiero w Szarocinie odnajduję to czego szukam. Przestrzeń, jakaś cywilizacja. Tylko pogoda na dobre się psuje. Na szczęście do Lubawki coraz bliżej. Zanim jednak..., trasa która miała być w sumie nudna, zaskakuje mnie i to pozytywnie. Nawet spadające krople deszczu i porywisty wiatr nie popsuły tego wrażenia. Mam tu na myśli zalew Bukówka i ciekawe wzniesienie o nazwie Zadzierna 724m n.p.m. W nazwie śmiało można by było zamienić literkę "e" na "o". Skalista, urwista, z fajnym widokiem na Zbiornik Bukówka.. 

W stronę wioski Paprotki i wzniesienia Zadzierna.


Widok z Zadziernej na Zbiornik Bukówka.

Ze szczyciku szybko schodzę do  wsi Bukówka. Do Lubawki pozostaje mi tylko prosta asfaltowa droga. O 15:00 jestem na miejscu. Na starcie zakładałam sobie, że im szybciej będę na mecie tym lepiej, ze względu na liche połączenia transportowe do domu. Aha, a ta nowość obuwnicza to żelowe wkładki! Spisały się na medal! Teraz pokonywanie kolejnych kilometrów czerwonych znaków to czysta przyjemność bez jakiegokolwiek bólu :)

Asfaltowe kwiatki na drodze Bukówka - Lubawka :)


Pasmo górskie: Rudawy Janowickie
Trasa: Przełęcz pod Średnicą - Kamienna Ławka - Skalnik (węzeł szlaków) - Przełęcz pod Wilkowyją - Szarocin - Bukówka - Lubawka
Dystans dzienny: 22,2 km, w tym 821 m, 922 m
Dystans ogółem: 99,8 km, w tym 3686 m, 3626m

piątek, 29 maja 2015

Cztery dni przerwy i zamierzam pojawić się ponownie. Ten dzień przeznaczam jedynie na dojazd, ponieważ jestem po nocnym dyżurze. Wyzwaniem jest dostanie się z powrotem do Lubawki i znalezienie noclegu. Jeszcze zanim zjawię się na dworcu PKS, dzwonię do schroniska młodzieżowego w Lubawce, ponieważ mam jakieś wewnętrzne przeczucie, że nocleg tam w cale nie musi być taki oczywisty. Na stronie internetowej podane trzy numery kontaktowe. Żaden nie odpowiada. No to pięknie. Pewnie schronisko ledwo dyszy, albo już jest dawno zamknięte tylko internety jeszcze o tym nie wiedzą. Po 20 minutach, oddzwania do mnie jeden z numerów. Schronisko, owszem jest czynne ale... i tu kobieta zaczyna wymieniać same przeciwności. Mówię, że nie potrzebuję ciepłej wody, byle mieć dach nad głową... Dalej nawija o ciepłej wodzie...Potem okazuje się, że jest jakiś zjazd studentów. Może i by się znalazło jakieś jedno wolne wyrko, ale obsługa jest tylko do 19-tej, a ja mam planowy przyjazd dwie godziny później. Odpuszczam. Godzina odjazdu autobusu do Kamiennej Góry zbliża się, zabieram plecak i wychodzę z domu. Jest piątek - studenci wracają do swoich rodzinnych mieścin, a ja siedzę obok nich w zupełnie innym kontekście. Orłowicza ciąg dalszy... Tylko co z tym noclegiem? Decyduję się ostatecznie na Hotel Lubavia, który znajduje się w samym rynku miasteczka, co jest dużym plusem, ponieważ są tam poprowadzone czerwone znaki. W hotelu jestem chyba jedynym gościem, bo na korytarzach cisza. Z okna widok na "dziedziniec" smętny. Mam wrażenie, że Lubawka straciła swój blask i nie jest szczególnie jakimś interesującym miejscem dla turystów... 


sobota, 30 maja 2015

Prognozy Norwegów przewidują po południu deszcz w okolicach, po których będę wędrować. Nie jest to natomiast całodzienna ulewa, więc tragedii nie ma. Żegnam się z sympatyczną, starszą recepcjonistką w hotelu i podążam za czerwonymi znakami. W Lubawce wciąż bez zmian. Jakoś tak smutno i bez życia. W planach dojście do Krzeszowa, który jest turystycznie bardziej interesujący. Opuszczam ostatnie zabudowania Lubawki i chowam się do lasu. Gubię ze dwa razy szlak, ale dzięki temu znajduję fajny przesmyk bez drzew z widokiem na Krzeszów. Trochę na czuja wybieram jakieś leśne ścieżki, mając nadzieję, że w końcu przetnę przebieg szlaku z którego zboczyłam. No i jest. Ufff... Za plecami widzę ciemne chmury, od których ciągle uciekam. U Czechów pewnie leje. To kwestia czasu kiedy i mnie dorwie ten deszcz. Zanim jednak będę zmuszona założyć kurtkę przeciwdeszczową, mijam mury Opactwa Cysterskiego. Bez urządzania sobie jakiejś większej przerwy idę w stronę Góry Świętej Anny, na której znajdują się ruiny kaplicy. Znowu bym się zapatrzyła i poszła sobie szeroką leśną ścieżką, na szczęście szybko orientuje się, że hola! nie tędy droga!  

Bazylika mniejsza w Krzeszowie z widokiem na Góry Krucze.

Przy ruinach kaplicy robię dłuższą przerwę. Chmury nieubłaganie nadciągają. Norwegowie nie mylili się. Deszcz dopada mnie w wiosce Grzędy. W wypasionym przystanku autobusowym - nadawałby się nawet na kimkę! przeczekuję, wykorzystując okazję do przejrzenia mapy. Przede mną zupełnie dla mnie nieznane Pasmo Lesistej. Z kolejnym kilometrem deszcz ustępuje. Dotychczas na trasie nikogo nie spotkałam. Myślałam, że sobota będzie jakąś kartą przetargową na większą ilość spotkania jakiegoś człowieka na szlaku. U podnóża Wielkiej Lesistej, przemyka mi grupa rowerzystów (dużo szlaków rowerowych w tym rejonie). Jakoś tak mi się cieplej na sercu zrobiło, tym bardziej, że na trasie stanowczo zaczęło brakować słońca. Niestety z najwyższego szczytu pasma, widoków nie ma. Jest jedynie troszkę podupadająca wiata, słup ze szlakowskazami oraz orzełek...

Lesista Wielka zdobyta!

W końcu zaczyna poprawiać się pogoda! A ja mam teraz z górki :) i kierunek na dobrze znane mi miasteczko - Sokołowsko. Z piękną historią oraz Parkami Zdrojowymi. Kiedyś mające tytuł uzdrowiska. Obecnie mocno zniszczone, ale jak się przyjrzeć budynkom można sobie wyobrazić jakie było piękne za czasów swojej świetności. Na szczególną uwagę zasługuje dawne Sanatorium dr Brehmera, które obecnie jest remontowane przez jedną z fundacji. Polecam jako pomysł na krajoznawczą wycieczkę. 

Schodząc z Lesistej myślałam tylko o jednym - o "Kawiarance" w Sokołowsku, która nadaje trochę życia temu miasteczku. Posilam się tam m.in wypasionym sernikiem, tym bardziej, że przede mną Góry Suche, a ja już zdążyłam je parę razy poznać. Wiem doskonale co mnie czeka! Niby tak przyjaźnie wyglądające, ale potrafią wycisnąć siódme poty z człowieka! W nogach mam już ponad 20 górskich kilometrów. Kusi przejście szlakiem zielonym, który jest mniej wymagający a również prowadzi do schroniska "Andrzejówka". No ale cóż... Orłowicz zahacza jeszcze o Bukowiec Chociaż propozycja zielonego szlaku jest bardzo kusząca, wiem że muszę się zmobilizować i mimo wszystko trzymać się czerwonych znaków, by później po powrocie do domu nie mieć wyrzutów sumienia :) Ścieżka od strony Sokołowska w kierunku Bukowca jest wąska i czasami zarośnięta. Widać, że tylko Orłowiczowi desperaci tędy chadzają. To podejście na szczycik idealnie odwzorowuje charakterek Gór Suchych. Ostro w górę i nie ma, że boli! Doczłapuję się w końcu na ten Bukowiec. Niestety widoki nie wynagradzają włożonego w wejście wysiłku. Odpoczywam chwilę na ławeczce. Na szlakowskazie godzina do mety. Niby zapowiadało się płasko lub z górki, ale znowu trzeba wytężać czujność na czerwone znaki, bo ścieżka bardzo wąska, zalesiona, a po prawej całkiem ładny spad. Chwila nieuwagi, jakieś potknięcie i naprawdę jest gdzie polecieć.

Na Bukowcu widoków brak.

Na szczęście udało się nic sobie nie zrobić podczas tego niezbyt komfortowego zejścia. Po godzinie, ukazuje się w końcu schronisko "Andrzejówka" z najważniejszą "gwiazdą" Gór Suchych - Waligórą. W schronisku bez problemu dostaję nocleg. Na mapie analizuję trasę i przygotowuję się mentalnie na jutrzejszą. Motywująca wiadomość jest taka, że pyknęło już ponad 100 km Orłowicza! :)

Schronisko "Andrzejówka" na Przełęczy Trzech Dolin.


Gwiazda Gór Suchych - Waligóra 936m n.p.m

Pasmo górskie: Góry Krucze, Wzgórza Krzeszowskie, Pasmo Lesistej, Góry Suche
Trasa: Lubawka - Krzeszów - Grzędy -  Lesista Wielka 851m n.p.m - Sokołowsko - Bukowiec 886m n.p.m - schronisko "Andrzejówka"
Dystans dzienny: 28,3 km, w tym 1013 m, 720 m  
Dystans ogółem: 128,1 km, w tym 4699 m, 4346 m


niedziela, 31 maja 2015

Poranek na Przełęczy Trzech Dolin zapowiada się na niebie bardzo obiecująco, co jest dobrą informacją, ponieważ przede mną przejście w rejon Gór Sowich, które bardzo lubię. Trasa zapowiada się też na bardziej widokową. Nie muszę długo czekać. Już po krótkim podejściu, ukazuje się czeski szczyt Ruprechtický Špičák z wieżą widokową, na której można podziwiać super panoramę na okoliczne pasma górskie, włączając w to również Karkonosze.

Wieża widokowa na czeskim szczycie Ruprechtický Špičák

Co jakiś czas przebijają się takie widoki. Ciekawym punktem na trasie jest Skalna Brama, przy której znajduje się krzyż, stanowisko z ławeczką nad niewielkim urwiskiem i widokiem m.in na Góry Sowie. Podczas dreptania spełnia się moje ornitologiczne marzenie! Na jednej z gałęzi przesiaduje w bezruchu pewien skrzydlaty osobnik. Boję się podejść bliżej, by go nie przestraszyć, a sądząc po barwie i wielkości przypuszczam, że może być to ptak na którego od dawna poluję z aparatem. Dotychczas miałam okazję go jedynie usłyszeć. Wydaje tak charakterystyczny dźwięk w lesie, że wiadomo kto jest jego sprawcą :)

Dzięcioł duży!

Las zagęszcza się i jest coraz mniej okazji do napawania się górskimi widokami. Ładować górskie akumulatory można na szczęście dzięki zapachom drzew czy śpiewom ptaków. Ten sielankowy klimat niestety w pewnym momencie zakłócają dwaj motocykliści. Dobrze że akuratnie stałam z boku, bo jeszcze zostałabym potrącona! Obserwuję ich chwilę, mając ochotę im nogi z dupy powyrywać. Wiem, że nie mam z nimi szans, a telefon i poinformowanie, że takie szkodniki znajdują się na terenie parku krajobrazowego też niewiele dadzą. Czekam, aż zdecydują na jakiej ścieżce będą dalej hałasować i stresować zwierzęta. W końcu odjeżdżają, na szczęście w przeciwnym kierunku niż przebiega Orłowicz. Pozostaje po nich jeszcze smród.

W wiosce Grządki opuszczam las i ukazuje się w końcu przestrzeń oraz samochody rajdowe... No nie, znowu załapałam się na jakieś amatorskie wyścigi maluchami. Szybko uciekam z asfaltu, rowerzystom górskim też to zamieszanie nie odpowiada, bo mają utrudniony dostęp z przedostaniem się na swój szlak rowerowy. Obieram kierunek na Przełęcz Sokola, na której planuję dłuższy odpoczynek, oczywiście z deserkiem w postaci sernika! Mój potwór już te myśli przechwycił i zaczął się coraz bardziej dźwiękowo udzielać. Pojawia się też więcej ludzi w okolicy, idzie się trochę raźniej. Wielka Sowa, na którą się wybieram jest bardzo popularna wśród turystów, tym bardziej że wejście na nią nie zajmuje też dużo czasu. Zanim jednak..., Przełęcz Sokola i Karczma Sowa.... :)

Jest super!

Kolejny złapany skrzydlaty drapieżnik na zdjęciu.

Po posileniu się pierogami i obowiązkowym sernikiem ruszam w kierunku najwyższego szczytu Gór Sowich. Dopiero teraz zajarzam, że będę przecież przechodzić przez schronisko "Sowa", w której mieszka mrozoodporna kotka! Podkręcam tempo, mając nadzieję, że ją spotkam. Gdy będąc zimą na nartach biegowych, była okrągła i puchata! Ciekawiło mnie jak wygląda w wersji letniej. Mijam schronisko "Orzeł", po 20 minutach jestem na miejscu. Spoglądam na barierki, przy których wtedy zrobiłam jej zdjęcie.. Ehh, nie ma jej. Z pod wiaty spogląda na mnie tylko pies. Dostrzegam ludzi siedzących przy ognisku. Jak jest to musi być tam! Nie myliłam się :)

Mrozoodporna kotka ze schroniska "Sowa" w wersji letniej.

Rozmawiam chwilę z ludźmi siedzącymi przy ognisku i robię sesję zdjęciową kotce. Na Wielką Sowę mam jeszcze 40 minut. Nie spieszę się, ponieważ w planach mam wykorzystanie obecności rodziców, którzy zwiedzają tego dnia Arboretum w Wojsławicach (bardzo polecam!). Uzgodniłam z nimi, że zgarną mnie na Przełęczy Jugowskiej, dzięki czemu oszczędzę sobie spoglądania co chwilę na zegarek by zdążyć na autobus w Pieszycach. 

Na Wielkiej Sowie znajdują się ciekawe szlakowskazy Orłowicza.

Na Wielkiej Sowie przesiaduję ponad godzinę. Znajdująca się wieża widokowa, jest jedną z moich ulubionych. Co chwilę na szczyt podjeżdżają rowerzyści. Obserwuję ich z podziwem, tym bardziej, że jeden z nich skomentował swój podjazd na graniczący z dostaniem zawału serca. Włączyło się u mnie myślenie. No tak, Orłowicz się kiedyś skończy,a zaburzenia nizinne zaatakują. I co wtedy? Już chyba wiem, w jakim kierunku pójdzie budowanie formy na Tatry i inne wyższe góry... Zanim jednak, odłączam już wtyczkę z rozmyślaniem i udaję się powolnym krokiem w kierunku Przełęczy Jugowskiej, na której pauzuję GSS'a.


Pasmo górskie: Góry Suche, Góry Sowie
Trasa: schronisko "Andrzejówka" - Jedlina Zdrój - Przełęcz Sokola - schronisko "Sowa" - Wielka Sowa 1015m n.p.m - Kozia Równia - Przełęcz Jugowska
Dystans dzienny: 26,8 km, w tym 1125 m, 1106 m     
Dystans ogółem: 154,9 km, w tym 5824 m , 5452 m

35 komentarzy :

  1. Widok z Zadziernej na jezioro również na mnie zrobił ogromne wrażenie. Super miejsce widokowe :)

    Gratuluję pokonania kolejnego odcinka GSS'u.

    Czyżbyś planowała zacząć uprawiać kolarstwo górskie? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o kolarstwo górskie jako formę utrzymania kondycji i spędzania samotnie czasu w górach, nie mówię nie :P Ale to dalekie plany. Na razie realizuję Orłowicza, który mi daje wiele frajdy :)

      Usuń
  2. Wieża na Wielkiej Sowie bez mgły... Przyznaj się, z kim masz układy. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z Mrozoodporną haha. A tak na serio to jakoś Góry Sowie są dla mnie łaskawe. Zawsze jak jestem na Wielkiej Sowie to w sumie pogoda jest całkiem fajna :)

      Usuń
  3. Super Ci to idzie. My jutro starujemy i przez kolejne trzy dni chcemy dojść do Lądka Zdroju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będę Was gonić hihi :) Bo też niedługo wyruszam :)
      Pozdrowienia dla Was i głaski dla Funi :)

      Usuń
  4. Czytam z zainteresowaniem, bo coraz częściej myślę o tak długiej trasie. To tereny mi nieznane. Z wyjątkiem kilku szlaków w Karkonoszach, choć te "zaliczyłam" dziecięciem będąc. Czekam zatem na końcową kropkę :) Uściski!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj i w między czasie pakuj plecak! :)

      Usuń
  5. Świetnie Ci idzie. Bedziesz szła do Paczkowa czy Prudnika, bo różnie podają długość szlaku Orłowicza ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się nie wybiegać z trasami do przodu. Do podjęcia decyzji w którym miejscu zakończę dzieli mnie jeszcze sporo kilometrów. Na chwilę obecną to nie wiem. :)

      Usuń
  6. Cóż, jako kociara nie mogę nie skomentować - fajna ta kotka! :) Podobnie jak Dusi, też po głowie krążą mi myśli o takiej dłuższej wyrypie, ale pewnie bliżej będzie mi do GSB. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. GSB to już niezłe wyzwanie, ale mieszkam za daleko by go realizować tak jak Orłowicza. Mrozoodporna rządzi! :D

      Usuń
  7. Jesteśmy chyba po najgorszym odcinku, na 22 km szlaku to 17 po asfalcie w pełnym słońcu. Zacienionego to może 500 m - masakra. Przez ostanie dwa dni przewyższenia to było jakieś 250 m, płasko i nudno. Jutro już wchodzimy w góry - idziemy z Paczkowa do Lądka Zdroju. Pozdrawiamy Dorotka, Piotrek i Funia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MASAKRA!!! Jak Funia zniosła takie warunki?! Byle w Masyw Śnieżnika, ale macie już pewnie niedaleko. Trzymam kciuki za całą trójkę!


      Usuń
  8. Udało się dotrzeć do Lądka i zaczęły się góry. W środę z Lądka chcemy dotrzeć na Czarną Górę lub Żmijowiec, a w czwartek dotrzeć do Iglicznej. I Mała przerwa, dopiero może coś urobimy po 20 lipca.
    Funia dzielnie zniosła warunki, trzeba było ją trochę nosić, szczególnie gorący asfalt dawał się mocno nam wszystkim we znaki. Powiem krótko szlak od Złotego Stoku do Głuchołaz to asfalt, szutry i płasko, a góry to widać w oddali. Pozdrawiamy Dorotka, Piotrek i Funia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za raport ze szlaku! A ja pozdrawiam z Zieleńca :)

      Usuń
  9. No ja Ci powiem, ze na Bukowiec wdrapują się tez inni. Chyba dwa lata temu zdobywaliśmy ten szczyt i fakt... ostro w górę i nie ma, że boli ;) Pozdziwiam dalej i czytam z zapartym tchem. Czekam na resztę :)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja następujące pytanie mam. Czy przeurocza Pani nadal podąża trasą GSS? Jeśli tak to na którym jest etapie?
    Pytam w związku z faktem, iż 25 lipca rozpoczynam z trzema kompanami podróż czerwonym szlakiem. Trasę ze Świeradowa do Prudnika mamy zamiar przejść w ciągu 13-stu dni (jednym ciągiem oczywiście). Możliwe, że spotkamy się w takim razie gdzieś na szlaku - byłoby ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadal podążam trasą GSS. Na dniach wyruszam w kierunku Masywu Śnieżnika :) Trzymam kciuki za całą czwórkę i dobrą pogodę :) Fajnie jakbyście opisali swoje wrażenia - mogą być tutaj w komentarzach, bo jestem bardzo ciekawa opinii innych o tym szlaku.

      Planujecie spać w schroniskach czy targacie namioty? :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    2. Dzięki za odpowiedź. Od Śnieżnika to już do Prudnika nie tak daleko :) Relację będziemy prowadzić każdego dnia - jako wydarzenie na Facebooku (a tam opinie, wywiady i zdjęcia :P). A postaram się także raz na jakiś czas pozostawić komentarz na Twojej stronie ;)
      Jeśli chodzi o noclegi to zdecydowanie schroniska.
      Pozdrawiam również i powodzenia na dalszych etapach!

      Usuń
    3. Nie wiem jaki macie kilometrowy rozkład sił na każdy dzień, ale ze schronisk bardzo polecam Villę Hubertus (dawne schronisko PTTK) w Srebrnej Górze. Pięknie odnowiony obiekt i miła obsługa :)

      Usuń
    4. Cześć Skadi. Wyruszyliśmy dziś na trasę GSS. Trasa Świeradów Zdrój - Szrenica (schronisko). Opinia pierwsza - przegięliśmy z bagażem, każdy z plecakiem ważącym po 12kg. Także słabo się chodzi z takim ciężarem. Ale nie ma co narzekać, walczymy dalej. Jutro schodzimy do Karpacza.
      Góry Izerskie ciekawe, Karkonosze już znamy z poprzednich wojaży. Pozdrawiamy i może do zobaczenia na trasie :)

      Usuń
    5. Witajcie! Fajnie, że się odezwaliście :) Ja wczoraj (24.07) byłam w Izerach, tyle, że na rowerze. Niedawno wróciłam z mojego kolejnego wypadu pod szyldem GSS. W końcu spotkałam na szlaku innych "Orłowiczów". Karkonosze - przed Wami widokowo piękna łaziorka. Pozdrowienia! Czekam na kolejne opinie od Was! :)

      Usuń
    6. Witam po kilku dniach przerwy. Jesteśmy w tej chwili w "Zygmuntówce", za nami piąty dzień wyprawy. Karkonosze zaliczyliśmy szybciutko, kolejnego dnia przeszliśmy pełne 50km, także zmęczenie daje się we znaki. Walczymy dalej, jutro schodzimy do miejscowości Słupiec (tam nocleg, także ominiemy Villę Hubertus), następnie na Szczeliniec. Pozdrowienia z trasy ;)
      PS. Czekam na Twoją relację z kolejnego etapu GSS :)

      Usuń
    7. 50km? To ładnie pociągnęliście. I że niby za ciężkie plecaki? Coś mi się nie chce wierzyć :) Obiecuję, że najnowsza relacja będzie z trzeciego etapu GSS, z rejonów, które właśnie są przed Wami. Dajcie się skusić na Błędne Skały, koniecznie :) Uściski i trzymam kciuki za kolejne kilometry!

      Usuń
    8. 50km, ponieważ nie było innej opcji z noclegiem, a plecaki uwierz mi ciężkie (choć po 3-4 dniach można się przyzwyczaić). Jutro wchodzimy w Góry Stołowe, które zasadniczo znam, ale fajnie będzie tam wrócić. Pozdrawiamy:)

      Usuń
    9. Skadi gdzie jesteś? My w tym momencie odpoczywamy przed Złotym Stokiem w Pensjonacie Złoty Jar (baaaardzo polecam to miejsce). Pozostały nam 3 dni do końca GSS-u... I taka prośba z mojej strony, daj jakoś znać, gdy będziesz kończyć ostatni etap w Prudniku;)

      Usuń
    10. Skadi wczoraj wróciła z Alp Julijskich. Mój GSS obecnie jest spauzowany w Lądku Zdroju. Dzięki na namiary w Złotym Stoku. Na pewno będę tam planowała nocleg. Trudno jest mi powiedzieć kiedy będę w Prudniku.

      Usuń
    11. Pytam o ten Prudnik nie tylko ze względu na to, że stąd jesteśmy :) Po prostu każdy kto kończy u nas GSS odwiedza siedzibę naszej lokalnej gazety, naczelny opisuje to następnie w gazecie. PS. polecam kolejne miejsce na nocleg na trasie GSS - Trzeboszowice 30, Agroturystyka Gejsza. Warunki suuuuper!

      Usuń
    12. I jak tam, dotarliście na metę? :)

      Usuń
    13. Heh, zapomniałem się pochwalić... 07.08.2015 dokładnie o godz. 20:00 przybiliśmy pieczęć na kropce w Prudniku na stacji PKP. Było królewskie powitanie, był szampan i uroczyste przemowy :D
      Główny Szlak Sudecki ogłaszam jako zaliczony! Teraz czekam aż Skadi dojdzie do mety ;)

      Usuń
  11. Dziennie średnio po 35km, ale oczywiście będzie to zmienna wartość (raz 30km, raz 40km). Nie mam w tej chwili rozpiski co do noclegów, ale dziękuję za cynk, może się przyda na trasie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jakich wkładek żelowych używasz? Tak podpytuję, bo też planuję jakieś kupić do dłuższych wędrówek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam żelowe wkładki marki scholl w drogerii Rosmann za 50zł. Jest ogromna różnica w komforcie chodzenia. Naprawdę polecam.

      Usuń