21 września 2015

Prisojnik 2547 m n.p.m


O Alpach Julijskich wiedziałam jedynie tyle, że leżą na terenie Słowenii, a ich najwyższym szczytem jest Triglav. Nie planowałam ich również w tym roku. Klub Wysokogórski z Lubina wyszedł z propozycją krótkiego wypadu w ten rejon pod koniec lipca (nie ujęty wcześniej w programie wypraw na 2015 rok). Zdecydowałam, że zawalczę o wolne w tym terminie, a nuż się uda. To, czy przekroczę granicę Słowenii nie wiedziałam praktycznie do ostatniego dnia przed wyjazdem. Wszystko udało się na szczęście zgrać i załatwić, więc późnym popołudniem wyruszyłam wraz z pozostałymi członkami KW na pierwszą w życiu wizytację w Alpy Julijskie. Po ostatnich pogodowych niepowodzeniach w Tatrach, uparłam się że nie będę w ogóle sprawdzać prognoz. Będzie co będzie. A jak było? Pięknie!



piątek, 31 lipca 2015

Po nocnej jeździe przez deszczowe Czechy i Austrię, wczesnym rankiem przekraczamy granicę Słowenii. Planujemy rozbić się na campingu w miejscowości Dovje koło Mojstrany (www.campingkamne.com). Recepcja jest czynna jednak dopiero od 6 rano. Podjeżdżamy na jakieś ustronne miejsce i nie tracąc czasu rozbijamy się na uboczu z pięknym widokiem na góry, by odespać noc. Regenerujemy się dosyć szybko, bo już o 10 zjeżdżamy z powrotem na camping w celu załatwienia formalności. Koszt to 9 euro od osoby śpiącej w namiocie. Na campingu jest również piekarnia, co odkrywamy w sumie dopiero w dniu wyjazdu. Pogoda jest słoneczna, wśród niektórych zaczyna się pojawiać zespół niespokojnych nóg – gdzieś by już w góry poszli. Triglav planowany był na dzień następny. Wśród grupy pojawia się między zdaniami nazwa Prisojnik. Ja kompletnie nie mam pojęcia co to za szczyt, gdzie się znajduje i przede wszystkim ile potrzeba czasu by na niego wejść, a na zegarku już prawie południe. Jedynie co udaje mi się dowiedzieć, to że prowadzi na niego ciekawa via ferrata. Z lekkim niepokojem o mój stan fizyczny, który powinien być w stanie nienaruszonym jak na zdobycie Triglava w jeden dzień (a na nim zależało mi szczególnie), decyduję się jednak zaryzykować i powalczyć o dwie góry z Alp Julijskich.


Krętą drogą wznosimy się na przełęcz Vršič 1611m n.p.m. Ja szybko udaję się do jakiegoś kiosku po mapę, by mieć jakieś wzrokowe rozeznanie gdzie ten Prisojnik się znajduje. Szeroką drogą szutrową idziemy szlakiem, mijając po drodze Tičarjev dom na Vršiču. Na rozwidleniu dróg uciekamy w wąską i bardziej zalesioną ścieżkę, by w końcu dojść do czerwonej kropki informującej o początku via ferraty przez Prednje Okno. Niestety nie mogłam znaleźć wcześniej informacji o jakiej jest wycenie, ale po tym co się na niej działo to dałabym jej takie C/D. Najciekawszym fragmentem było przejście kominem z przepinką z prawej na lewą stronę, a następnie przeczołganie się pod skalnym okapem. Męska część ekipy naprawdę miała z tym nie lada problem. Ja też w sumie trochę się na tym fragmencie guzdrałam. Błędem było niechlujne przyczepienie kijków do plecaka, które ocierały się co chwilę o skałę i utrudniały przemieszczanie się. Wydostaliśmy się na pierwsze wypłaszczenie, po drodze mijając puszkę, niestety pustą. Na tym bardziej płaskim terenie robimy pierwszą dłuższą przerwę. Wyciągam mapę z plecaka w celu naszej lokalizacji. Obecność puszki wprowadza w nas błędne myślenie. To nie jest koniec ferraty. Jesteśmy jeszcze za nisko. Poza tym miało być jakieś okno, a dotychczas nic takiego nie wiedzieliśmy.

Pierwsze julijskie widoki.


Przełęcz Vršič 1611m n.p.m


Twarz Pogańskiej Dziewczyny w skale.


Pierwsze wapienne skały.


Poštarski dom na Vršiču



Początek via ferraty.


Velika Mojstrovka 2366m n.p.m


W wapiennym świecie.


Nabieramy wysokość.


Gdzieś tu prowadzi szlak.


Na ferracie tylko KW Lubin :)


Lekko przewieszony kominek - jeden z ciekawszych fragmentów na ferracie.


Po pokonaniu kominka i skalnego okapu przechodzi się przez skalny próg. Obok znajduje się pusta puszka :(



Kruchy wapień.

Przypięliśmy karabinki do uprzęży i ruszyliśmy dalej, mając chwilę przerwy od metalowych lin. Pojawiają się one ponownie tuż przy bardzo kruchym żlebie. Co chwilę lecą z niego kamienie. Na prawdę w tym miejscu trzeba uważać, ale warto się tu znaleźć, bo otoczenie jest wręcz niespotykane. Metalowe ubezpieczenia wyprowadzają nas na próg skalny, który jest punktem styku szlaków. Pierwszy raz miałam nad głową taki skalny sufit.. Okno jest naprawdę ogromne. W Internecie znalazłam informacje, że jest ono największe w całych Alpach Julijskich, ale posunęłabym się i do stwierdzenia, że chyba też w całych Alpach.


Po prostu łał!


Porównanie z człowiekiem jakie to okno jest duże :)


Ten żleb opadający z tego okna jest bardzo nieprzyjemny. Każdy kto nim przejdzie zrzuca kamienie.


Wyjście z cienia.


Zmiana widoków. 


Słońce ostro przygrzewa!


W bieli ruszamy szukać szczytu ;)


Och i ach!


W dole widoczna przełęcz Vršič.



To jeszcze nie szczyt!


Julijski mur.


Na przełęczy styku szlaków pojawiają się pierwsi górołazi. Z towarzystwa zimnych i mokrych skał, wydostajemy się na otwartą przestrzeń na której zaczyna ostro przypiekać słońce. Nie tracąc czasu idziemy dalej ku szczytowi, którego wciąż nie widać! Na tym etapie jest już coraz mniej metalowych lin, ale nie warto chować lonży do plecaka. Dookoła biało – w końcu to wapień. Oświetlany przez promienie słońca razi w oczy. Jest taka pora, że tylko my idziemy w górę. Trochę mnie to niepokoi, ze względu na jutrzejszy dzień. Prisjonik wciąż nie zdobyty, a trzeba jeszcze z niego zleźć i wrócić na camping. Porządne wyspanie się to podstawa przed chęcią zdobycia Triglava. Panująca aura jednak szybko rozmywa moje rozmyślania. Jest pięknie. Zbliża się tak zwana złota godzina. Wielkie wapienne ściany przybierają ciepłe kolory, a granie wyostrzają się. Do tego jeszcze bezchmurne niebo. Widoczność jest wymarzona. 


Im bliżej jesteśmy szczytu, tym efektowniejsze mamy widoki.



Jedno z moich ulubionych zdjęć z tego wypadu. Triglav z chmurą.


W końcu widać szczyt.


Jest potęga!


Cztery warstwy :)


Julijski wieszczek.


Już za rogiem...

Prisojnik, ostatnie metry na szczyt.



Widok ze szczytu - miazga!


Ten Triglav wciąż przyciąga mój wzrok.


Zbliża się złota godzina.


Aż chce się zostać na szczycie.


Puszka szczytowa.



Mrrr...



Triglav...


A tutaj z szerszej perspektywy.

Około godziny 18-tej stajemy na szczycie. Po drugiej stronie pięknie prezentuje się Triglav, z którym chcemy się zmierzyć jutro. Wejście na Prisojnik było strzałem w dziesiątkę i nawet jakby miało nie wyjść wejście na Triglav, wróciłabym z tego wyjazdu naładowano górsko w pełni. Wiedzieliśmy, że pogoda ma się utrzymać, więc nie martwiliśmy się w razie czego o późny powrót. Na szczycie stoi puszka. Oczywiście się do niej wpisujemy, po czym po konsultacjach odnośnie powrotu, decydujemy się na zejście do przełęczy tą samą drogą. Przy skalnym oknie mając na prawo via ferratę, my odbijamy w lewo w typowo turystyczny szlak. 

Fota szczytowa :)


Pora wracać.


Piękne pożegnanie ze zdobytego szczytu.


Jeszcze chwilkę, tak tu cudnie!


Relaksik na grani.


Wracamy ponownie pod Wielkie Prisojnikowe Okno.


Czy Triglav ugości nas tak samo cudownie jak Prisojnik?


Alpy Julijskie szykują się powoli do snu :)


Tyle grani, tyle szczytów do zdobycia!

O 21 zjawiamy się na przełęczy Vršič, akuratnie jak robi się już ciemno. Przed nami jeszcze tylko kręta droga w dół, która u niektórych przyprawia o mdłości i zajeżdżamy na nasz camping. Chowamy się do namiotów, bo przed nami główny cel wyjazdu - Triglav! A to już za 6 godzin!

Szczyt Prisojnik to fajna opcja na pierwsze zapoznanie się z Alpami Julijskimi i rozruszanie kości przed dłuższym i trudniejszym łażeniem. Główną zaletą jest przede wszystkim wysoki start na szlak, bo już z pułapu ponad 1600m n.p.m. Suma przewyższenia na szczyt nie przekracza 1000m. 


A tak to mniej więcej wygląda na mapie zaczerpniętej z www.summitpost.org  


43 komentarze :

  1. Po prostu : wow! Wygląda to niesamowicie. Ahh, i mega Ci zazdroszczę. Mam nadzieję, że i mnie kiedyś złapie bakcyl takiej wspinaczki bo strasznie chciałabym to zobaczyć na żywo, no ale na razie trekking mnie całkowicie satysfakcjonuje:)
    Pozdrawiam gorąco,
    [ leserka.blogspot.com ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To skalne okno robi niesamowite wrażenie. Trekkingowo też mogłabyś je zobaczyć - szlakiem którym schodziliśmy.

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że Prisojnik powalczy o pierwszą trójkę najlepszych tegorocznych wypadów :)

      Usuń
  3. Super :) Odrzyły wspomnienia :) Cztery lata temu wchodziłem z przełęczy Vrsic na Majstrovke :) Pięknie stamtąd wygląda Prisojnik :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ty jesteś zorientowany jak to wszystko w rzeczywistości wygląda. Dzięki za podesłanie swojego zdjęcia z widokiem na Prisojnik, w końcu tej góry nie widać z przełęczy :)

      Usuń
  4. Pogoda wymarzona. A Triglav z chmurką bombowy. Nawet się ostatnio zastanawialiśmy, czy kolejny alpejski urlop to będzie znowu jakaś cześć Tyrolu, czy pognamy właśnie na Słowenię, bo nie powiem, że mamy ciągoty do tych wapiennych widoków. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda ustrzelona w dziesiątkę! W dniu naszego przyjazdu przestało padać, a w dniu naszego wyjazdu ostro rozpadało się na nowo. W Alpach Julijskich spotkaliśmy sporo Polaków, na campingu jak i na szlakach.

      Usuń
  5. Prisojnik był moim drugim, julijskim szczytem po Malej Mojstrovce, wchodziliśmy dokładnie tak jak Wy. Pogodę mieliśmy równie piękną. Ależ to były emocje wtedy ;)

    Gratuluję ładnego szczytu w górskim CV ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czemu były aż takie emocje - nie wspinaliście się jeszcze wtedy? Masz jakąś relację z Waszego wejścia na Prisojnik? :)

      Usuń
    2. Był to rok 2010, pierwszy wyjazd w Alpy, pierwszy raz wysokie góry, wtedy nawet w Tatrach Wysokich jeszcze nie byłem ;) Jedynie Tatry Zachodnie i ferraty w paśmie Żytawskim. Wspinanie nawet wtedy do myśli by mi nie przyszło ;) Niestety były to też okres "przedpiśmienniczy" jeśli chodzi o mnie.
      Może kiedyś jakieś małe wspomnienie spiszę, bo byłoby o czym :)

      Usuń
    3. No to nieźle! To już rozumiem te emocje :)

      Usuń
  6. Ojoj! Wow :) Na Triglav sama mam od długiego czasu chrapkę... Może w przyszłym roku. Z niecierpliwością czekam więc na kolejną relację :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na Triglava jakoś dużego ciśnenia nie miałam - sam jakoś wpadł. Tak to już czasem jest ;)

      Usuń
  7. Fantastyczne foty! Niestety tez nie moglam znalezc wyceny ferrat. Czekam na relacje z Triglava, ktorego sami mamy w planach. Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No brakuje trochę tych wycen ferrat. Ja bym się na F np nie porwała (no chyba, że z jakimś punktowym fragmentem), a głupio tak się dowiedzieć będąc już na ferracie ;)

      Usuń
    2. Wyceny i opisy ferrat znajdziesz na klettersteig.de. Przez Veliko Okno wyceniona jest na C/D: http://www.klettersteig.de/klettersteig/prisojnik_nordwand_klettersteig_fensterweg_/510

      Usuń
    3. No to trafiłam z wyceną :) Dzięki za podanie linka, na pewno się przyda w przyszłości!

      Usuń
  8. Nie da się ukryć, że pojawia się zazdrość... ehh ! Chyba trzeba w przyszłym roku wygospodarować więcej miejsca w kalendarzu na wyprawy :) Gratulujemy wrażeń i bardzo dobrego materiału zdjęciowego :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Piękne widoki, u nas właśnie podczas tegorocznego wyjazdu padł pomysł, żeby wybrać się kiedyś do Słowenii. Możesz polecić jakiś przewodnik?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do polecania niestety nic nie mam, ponieważ nie używaliśmy przewodników. Bazowaliśmy jedynie na wcześniejszych informacjach zaczerpniętych z neta i mapach.

      Usuń
    2. Jeśli mogę wtrącić swoje "3 grosze", to polecam 3 pozycje. Dwie dotyczą Alp Julijskich, trzecia - trochę niesłusznie niedocenianych u nas - Alp Kamnicko-Sawińskich.
      1. Przewodnik po Alpach Julijskich (Jacek Płonczyński) - http://jacekplonczynski.pl/przewodnik-po-alpach-julijskich/
      2. Alpy Julijskie (Piotr Nowicki, Janusz Porębski) - https://sp.com.pl/alpy-julijskie-tom-i
      3. Alpy Kamnicko-Sawińskie (Piotr Skrzypiec) - http://jacekplonczynski.pl/polecam/

      Wszystkie trzy są aktualnie dostępne, co jeszcze całkiem niedawno nie było takie oczywiste.

      Usuń
    3. Przewodnik Jacka Płonczyńskiego jest bardzo dobry. W księgarni raczej się go nie dostanie, ale można napisać maila do autora - jeżeli zostały mu jeszcze jakieś egzemplarze na pewno wyśle ;)

      Usuń
  10. Jeżeli będziecie jeszcze kiedyś w tych okolicach to myślę, że warto spróbować noclegu w Ticarjevie. Za wspólną izbę płaci się 9 euro (ze zniżką AV oczywiście), jest ciepła woda w kranie i można coś zjeść w miarę normalnych cenach.

    Na Prisojnik wchodziłem robiąc trawers całego masywu od strony Małego Okna. Na szlaku było zupełnie pusto, dopiero po minięciu szczytu spotkałem chyba z tuzin Polaków. Wydaje mi się, że widokowo to ciekawsza, chociaż dosyć długa trasa. Swoją drogą, schodząc odbijałem przy Wielkim Oknie i odniosłem wrażenie, że Małe Okno jest większe :) Na tej fotce widać skalę: http://slike.hribi.net/slike4/15957494202609_046.JPG.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No może jeszcze kiedyś mi się trafią te Alpy Julijskie. Będę mieć na uwadze Ten nocleg o którym piszesz. Co do zdjęcia, z tej perspektywy faktycznie wygląda jakby Małe Okno było większe :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Idealnie trafiliśmy w okno pogodowe, stąd i widoki świetne :)

      Usuń
  12. Fantastyczne zdjęcia. Krajobrazy powalają na kolana. A to skalne oko wygląda wręcz nieziemsko.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie oglądałam wcześniej zdjęć jak wygląda to okno, więc jak je ujrzałam na żywo to aż przystanęłam na dłużej z wrażenia :) Totalny szok dla mnie.

      Usuń
  13. Odżyły wspomnienia prisojnikowe :D Fajnie że udało Wam się trafić taką pogodę na szczycie :)) Miazga zdjęcia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pogoda marzenie. W końcu! Nagroda za te pochmurne Tatry w czerwcu :)

      Usuń
  14. Ach i Och, sama to napisałaś :) Przepiękne zdjęcia, Triglav z tymi chmurami jest niesamowity, ale najbardziej urzekły mnie zdjęcia Alp szykujących się do snu, te ostatnie. Są po prostu mega wyczesane, jak mówi młodzież. Gratuluję wspaniałego wypadu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten widok Alp szykujących się do snu na długo zostanie w mojej pamięci :) Pięknie było.

      Usuń
  15. Gratulacje za Prisojnika. Zamierzamy tam wrócić może w przyszłym roku. To "okno trzeba koniecznie zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okno polecam szczególnie, tym bardziej że podejście pod ferratę nie jest długie, a wrażenia z niej są super!

      Usuń
  16. Piękna wycieczka :)
    Widoki ze szczytu super wyszły na zdjęciach, chyba właśnie dzięki zbliżającemu się zachodowi słońca.

    Fajnie, że udało się odwiedzić Tobie Alpy Julijskie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przepadam szczególnie za wapiennymi górami, ale wypad na Prisojnik rozwalił mnie na łopatki ;)

      Usuń
    2. Dla mnie wapienne góry, to takie oryginalne urozmaicenie od Tatr. Jakoś lepiej do mnie przemawiają ciemne, granitowe góry, czy też całe ośnieżone. Sam tylko raz miałem okazję być w wapiennych górach Chorwacji. Też było ciekawie :) - http://www.goryponadchmurami.pl/2012/08/sjeverni-velebit_5474.html

      Usuń
  17. Przepięknie!!!! Tyle gór, zdjęcie "Mrrr" faktycznie wywołuje okrzyk, Julijski Wieszczek strasznie śmieszny, jakiś taki jakby za dużo imprezował czy co ;-) no i Triglav z tymi chmurami ech...góry to jedno z tych miejsc, w których myśli się zupełnie inaczej... ;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No faktycznie, ten wieszczek jakiś taki jakby niewyspany, teraz się przyjrzałam. :D Góry są mrrrr... :D Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  18. Fantastyczny blog :). Gratki za już zdobyte szczyty i przebyte traski. Ja mam nadzieje Pristojnik i Triglav zdobyć w następnym roku, Szczególnie Triglav, to moje marzenie. Pozdrawiam Ciepło z deszczowego Beskidu Żywieckiego. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz :) Nie wiem jakie masz doświadczenie w górach, ale jeżeli będziesz myśleć o Triglavie to wybierz na drogę wejściową jednak via ferratę. Droga przez Próg (którą wchodziłam i schodziłam) pozostawiła lekki niedosyt. Teraz trochę żałuję, że nie wybrałam inaczej. Z resztą relacja z Triglava na blogu też jest.

      Pozdrawiam serdecznie! :)

      Usuń