17 października 2015

Strefa MTB Sudety - rejon Głuszyca


Na ten wyjazd oczekiwałam z wielką niecierpliwością. Strefa Sudety MTB to system 20 tras przygotowanych pod rower górski, o łącznej długości prawie 500 km. Obejmuje kilka sudeckich pasm górskich. Dobrze oznakowane, z zapleczem noclegowym. Jest to największy i pierwszy tego typu projekt w Polsce. Po więcej informacji zapraszam na stronę www.strefamtbsudety.pl Łańcuchy nasmarowane, koła napompowane. Załadowaliśmy nasze rowery do bagażnika i ruszyliśmy w kierunku Głuszycy. Jest to jedna z główniejszych miejscowości strefy. 


wtorek, 15 września 2015

W agroturystyce "Pograniczna" czekał już na nas Marcin. W końcu mieliśmy również okazję poznać Janusza, który bierze bardzo czynny udział w promowaniu regionu. To on jest między innymi "opiekunem" słynnych lodospadów w Głuszycy. Człowiek bardzo silnie związany z górami - od razu złapaliśmy z nim dobry kontakt.

Po rozpakowaniu wszystkich manatków w pokojach, we wspólnej kuchni rozłożyliśmy mapę z zaznaczonymi trasami na stole. Fajną sprawą jest to, że trasy obmyślono w formie pętlowej, są różnej długości i trudności. Na pierwszy rzut wybraliśmy czerwoną "Głuszyca-Mieroszów", która prowadzi przez Góry Suche obejmując dwa miejsca na dłuższy odpoczynek (oczywiście dla tych co go potrzebują :) - w Sokołowsku oraz przy schronisku "Andrzejówka". Startujemy bezpośrednio "z pod domu".

Trasa czerwona "Głuszyca -Mieroszów" 39km.
www.strefamtbsudety.pl

Profil wysokościowy trasy.
www.strefamtbsudety.pl


W końcu trochę po płaskim.


Dobra, dobra. Ja tu się uśmiecham, a tak naprawdę to już się zmęczyłam :D


Ale trzeba ruszać dalej, bo trasa sama się nie przejedzie.


Skajek i Skadi.


Czasem ścieżki są wąskie. Uwaga na drzewa!

Na Przełęczy pod Szpiczakiem namawiam chłopaków na "małe" zboczenie z trasy. Ten manewr planowałam już podczas oglądania mapy. Bardzo mi zależało na Ruprechtickim Szpiczaku, z którego rozpościera się piękna panorama. Myślałam, że uduszą mnie za ten pomysł, ponieważ podejście z przełęczy niebieskim szlakiem jest ekstremalnie strome, do takiego stopnia, że nawet ciężko jest podprowadzić rower. Wiedziałam mniej więcej jak ta "ścieżka" wygląda z wcześniejszych moich pieszych wizyt w Górach Suchych.

Marcin twardo podjeżdża na rowerze, później też daje za wygraną.


Czasem chłop w górach się przydaje ;)


Lewitacja na szczycie ;)

Zdejmujemy kaski  - to znak, że trochę na szczycie pobędziemy.


Wieża widokowa na Ruprechtickim Szpiczaku.


Warto było wtachać ten rower na górę.


Góry Suche.


Widok  w stronę Czech.


Rowery odpoczywają.


Na horyzoncie widać nawet karkonoską Śnieżkę.

Dla śmiałków, którzy potrafią zjechać tym niebieskim szlakiem z Ruprechtickiego Szpiczaka - wielki podziw. My decydujemy się na zjazd na czeską stronę, która jest trochę łagodniejsza. Kombinacją ścieżek powracamy na przełęcz. Powoli zaczyna się u mnie uaktywniać potwór. Nie mogę odpędzić myśli o kotlecie :D Teoretycznie do Sokołowska mamy daleko, ale w praktyce to blisko, bo przed nami mocna utrata wysokości.

Z tej strony szlak jest dużo łagodniejszy.


Ostatnia prosta do Sokołowska.

W Sokołowsku jak zawsze spokój i żal, że w tak pięknym miasteczku już dawno zgasł blask. Radary namierzone na "Kawiarenkę". Na drzwiach informacja, że we wtorki nieczynne. Moje oczy nie wierzą. Dlaczego to właśnie musi być wtorek?! Kolejna okazja by dorwać w końcu jakiegoś kotleta, to schronisko Andrzejówka, ale gdy spoglądam na profil wysokościowy trasy robi mi się słabo. Tak naprawdę przed nami teraz będzie największy podjazd. Dzięki Marcinowi jakoś doczłapuje się z rowerem na Przełęcz Trzech Dolin, na której jeszcze nie tak dawno byłam podczas wędrowania Głównym Szlakiem Sudeckim. Nie pomyślałabym, że zawitam w tym miejscu na dwóch kółkach.  

O! Kotek!


Andrzej z "Andrzejówki".


Zauważyłam, że jeżdżąc w górach na rowerze bardzo szybko tracę energię. Podczas łaziorki nie nękają mnie tak intensywne myśli o jedzonku. Taką jednodniową wędrówkę w Tatrach potrafię urobić na trzech batonikach i bananie. Tutaj sprawy żarciowe mają się zupełnie inaczej i rządzą się swoimi prawami. Może to wynika też ze słabej  rowerowej kondycji. Na szczęście "do domu" mamy już tylko z górki i to z jeszcze jakiej. W ekspresowym tempie przejeżdżamy kolejne kilometry na trasie. Ja w pewnym momencie muszę się zatrzymać i otrzeć łzy, który uniemożliwiają mi wręcz widzenie. Nie płaczę z powodu zbliżającego się końca zamknięcia pętli. Powodem jest wiatr. Ja to chyba powinnam jeździć w jakiś szczelnych goglach, bo okulary są niewystarczające :)

Łapię ostatni widoczek przed długaśnym zjazdem.

W "Pogranicznej" jesteśmy na kolację. Wieczór spędzony w kuchni mija nam bardzo miło. Dzielimy się swoimi spostrzeżeniami i wrażeniami odnośnie całego zamysłu stworzenia tej Strefy MTB. My już po pierwszym dniu wiemy, że jak tylko nadarzy się okazja zjawimy się tutaj ponownie. 

środa, 16 września 2015


Drugi dzień poznawania tras. Decydujemy się na żółte kolory, które poprowadzone są przez Góry Sowie z licznymi punktami związanymi z II wojną światową. Z "Pogranicznej" zjeżdżamy najpierw do centrum Głuszycy. Szybkie rozeznanie i ruszamy pod górę.


Przebieg trasy Głuszyca - Walim. 30 km.
www.strefamtbsudety.pl


Profil wysokościowy trasy.
www.strefamtbsudety.pl


Na żółtej trasie Głuszyca-Walim. 29km.


Hej! Zaczekajcie!

Trasa coraz ciekawsza.

W pewnym momencie mamy mijankę z... końmi. Dwóch jeźdźców w kapeluszach w środku tygodnia. Byliśmy trochę zaskoczeni :) Góry Sowie kryją w sobie wiele "pamiątek" z II wojny światowej. Są to m.in liczne sztolnie z projektu "Riese". Między 1943 a 1945 rokiem prowadzone były prace budowlane nad kompleksem sztolni, która funkcja użytkowa nie jest do dziś do końca zbadana. Snuje się domysły, że miała znajdować się tam m.in tzw kwatera Hitlera.


Przejeżdżamy obok kasyna w Kompleksie "Osówka".


Walim. 


Jelenia Polana. Jesteśmy trochę pod światło, ale za to w komplecie. Na zdjęciu widać różnicę w calach kół na których jeździmy.

Trasa dalej prowadzi na Przełęcz Sokola. Znowu spotykam się z Orłowiczem. Wracają wspomnienia mojej samotnej wędrówki. Jest tak cudowna pogoda i widoki, że postanawiamy się dosłownie glebnąć na trawie.

Czyżby to były już ostatnie promyki lata?


Niczym do portfolio ;)



Leżymy tak ze dwie godziny. Marcinowi jak zawsze udziela się drzemka. 

Spoglądamy na mapę. Przed nami jeszcze dostanie się pod bramy Kompleksu "Osówka" i ostatnia prosta do Głuszycy. Zanim jednak, walczę o życie na stromym zjeździe. Rower rozpędza się jak szalony. Staram się nie przeginać z hamulcami by nie wywinąć orła przez kierownicę. Znowu zaczynam być zalana łzami. Nic nie widzę. Rower jedzie sam, zaczynam tracić nad nim kontrolę. Nie wiem co się wokół mnie dzieje. Pojedyncze kamienie zlewają mi się w jeden szary obraz, co jakiś czas przecinam poprzeczne drewniane belki. W pewnym momencie podrywa mnie do góry, w ostatniej chwili blokuję łokcie i siadam bezwładnie tyłkiem z powrotem na siodełko trzymając nogi w powietrzu. Rower oczywiście dalej jedzie. Szybko montuję stopy na pedałach, jedną ręką przecieram łzy, które spływają mi już po policzkach. W końcu robi się mniej stromiej, rower jedzie spokojniej, a ja w końcu widzę co się wokół mnie dzieje. A dzieje się. Dwóch przystojniaków podjeżdża na rowerach. Serdecznie wołają do mnie "cześć". Uff, dobrze, że wciąż jestem cała, bo musieliby mnie zdrapywać z tej drogi. Moi chłopcy już dawno czekali na mnie pod Osówką. Uśmiechnięci od ucha do ucha. Widać, że im się bardzo podobało. Gdy do nich podjeżdżam mój komentarz jest krótki: oesu, co to było.

W "Pograniczej" kolejny przemiły wieczór w kuchni. Marcin opowiada nam o Norwegii, serwując przy tym zdjęcia. Pięknie tam jest, to niepodważalne. Trzeba będzie w niedalekiej przyszłości się tam wybrać, tym bardziej, że potencjalny przewodnik był już tam 5 razy. Zanim pójdziemy lulać, znowu rozkładamy mapę na stole. Ostatni dzień naszej przygody ze strefą mamy czasowo okrojony. Decydujemy się na kolor niebieski.

czwartek, 17 września 2015

Od Janusza dowiadujemy się, że na niebieskiej trasie poprowadzony jest single track, czyli tak zwana wąska ścieżka dostosowana pod rower. Trasa na kilku odcinkach pokrywa się z przebiegiem trasy czerwonej, którą robiliśmy pierwszego dnia. 

Trasa niebieska "Głuszyca" 23km.
www.strefamtbsudety.pl


Profil wysokościowy trasy.
www.strefamtbsudety.pl

Mimo, że trasa jest krótsza, bardzo nas zaskakuje. Poprowadzona jest bardzo ładnym widokowo terenem. Sam single track jest dosyć dziki. Dużo na nim kamieni i korzeni. Jest również gdzie się stoczyć na tym rowerze. Generalnie przejazd już dla doświadczonych. Ja już raz na tym wyjeździe ledwo uszłam z życiem. Nie chciałam drugi raz kusić losu. Na singlu rower prowadziłam. 


Załapaliśmy się nawet na szczycik.


Trzeba ponapawać się widoczkami, bo to ostatni dzień naszej posiadówy w Głuszycy.


I po singlu.


I takie widokowe zaskoczenie!


Znowu dobre do portfolio :)



Ruprechticki Szpiczak 880 m n.p.m

W schronisku "Andrzejówka" znowu odwiedzamy kota Andrzeja i zamawiamy żurek.  Mogę się trochę pobawić z kotowatym, ponieważ mamy dobry czas, tym bardziej że teraz będziemy mieć już tylko z górki. Co ciekawe na trasie już nic szczególnego miało się nie wydarzyć, a przez przypadek załapaliśmy się na niecodzienny widok. W okolicach kamieniołomu co chwilę krążył wojskowy śmigłowiec. Okazało się, że piechota górska zorganizowała sobie w tym miejscu imprezę.

Za plecami mamy wredną Waligórę, na którą też poprowadzony jest single. Zmierzymy się z nim jednak kiedy indziej.


No to chlup do wody.


Wielka mucha nad stawem.


I tak oto szybko minęły nam trzy dni w strefie. Która z tras była najlepsza, najciekawsza? Trudno powiedzieć, bo poznaliśmy dopiero 3 z 20. Bardzo możliwe, że ich ilość będzie się powiększać. Sam pomysł tego projektu i uporządkowanie go (kiedyś była stworzona nieoficjalna jedynie Strefa MTB Głuszyca) to strzał w dziesiątkę. Trzymam(y) kciuki za dalszy jej rozwój. 

12 komentarzy :

  1. Podziwiam Cie za wybór tak trudnych tras. Te przewyższenia robią wrażenie nawet przy pieszej wędrówce. Zastanawiam się , czy dobrym zamysłem był wybór roweru o tak dużych kołach. Myślę, że podczas podjazdów mniejsze by się lepiej spisywały. Sam pomysł powstania takiej strefy MTB, z zapleczem noclegowym, to strzał w dziesiątkę. Życzę kolejnych udanych wycieczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o rozmiar kół to nie ma jedynego słusznego wyboru. Obecnie w sprzedaży są rowery na 26, 27.5 lub 29 calowych kołach. Jedne dają większą zwrotność, inne lepszą stabilność itd. Ja po przeanalizowaniu tego co zyskuję a co tracę zdecydowałam się na 29 :) W towarzystwie jestem najmniejsza, ale za to mam największe koła :D

      Usuń
  2. Patrzę na te Twoje rowerowe wyczyny i coraz bardziej chcę mieć rower. Jeszcze muszę sobie uzbierać na ten wydatek, ale ochota już jest, a to już dużo, prawda? Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że udało mi się Ciebie przekonać do wizji roweru w górach :) Trzymam kciuki, żeby ta ochota przerodziła się w realizację, a w przyszłości poczytam relacje z Twoich wyczynów na blogu :)

      Usuń
    2. A nie, nie, na razie myślę o rowerowych eskapadach po nizinnych terenach. Ale kto wie, co mnie podkusi ;P

      Usuń
  3. Widzę, że wycieczki rowerowe coraz poważniejsze :) Powodzenia w dalszych wypadach, chociaż już tutaj niektóre podjazdy miałaś bardzo konkretne.

    Tylko uważaj przy zjazdach, bo może się to skończyć niezbyt przyjemnym spotkaniem z ziemią...

    Fajne ujęcia śmigłowca zrobiłaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre podjazdy bardzo konkretne. Nie ze wszystkimi sobie radziłam - musiałam się zatrzymywać i odpoczywać ;) Ten helikopter był niezłą atrakcją na zakończenie naszego 3 dniowego wypadu. Jeszcze trochę i kamieniołom pokryje się lodem, może uda się wspólnie wybrać na małe dziab dziab w nadchodzącym sezonie? ;) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Oby tym lodem się pokrył w tym roku :P Bo bardzo chętnie bym się wybrał na lodospady do Głuszycy tej zimy. Bo poprzedniej jakoś ciężko było o lepsze warunki w rejonie.

      Usuń
  4. Sudety to wciąż niezgłębiony przeze mnie temat. Ale narobiłaś mi smaka! Przepiękne zdjęcia... No i też noszę się z zamiarem kupna porządnego górskiego roweru, choć nie są to małe pieniądze, więc chyba sobie jeszcze troszkę poczekam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeździć rowerem po górskich szlakach w Szwajcarii to dopiero byłoby ekstra! :)

      Usuń
  5. Mam nadzieję, że wielu rowerzystów przeczyta tę relację i również odwiedzi Głuszycę i jej szlaki rowerowe. Twój ciekawy opis i świetne zdjęcia mogą wielu do tego zachęcić. Warto przyjechać, bo Głuszyca, moje miasto, to jedno z fajniejszych miejsc w Sudetach. I dobrze by było, aby praca ludzi ze strefy mtb służyła wielu pasjonatom jazdy na rowerze.
    Drobna uwaga, zdanie: "Przejeżdżamy obok Kompleksu Soboń." zilustrowane jest zdjęciem tzw. kasyna w kompleksie "Osówka".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała, aby tak właśnie było, bo projekt naprawdę wart jest promowania. Ja ze swojej strony mogę zapewnić, że nie jedna relacja jeszcze pojawi się ze strefy na blogu. Dziękuję za uwagę, podpis zmieniony. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń