9 marca 2015

Na izerskim tropie cietrzewia


Kilka lat temu wytyczono w Górach Izerskich nową trasę biegową nazwaną na cześć zamieszkującego tam cietrzewia, który obecnie jest zagrożony wyginięciem. Ptaki są bardzo płochliwe, więc trzeba mieć wiele szczęścia by je zobaczyć. Zimą często przesiadują w jamkach wygrzebanych w śniegu. Chociaż wiedziałam, że szanse na spotkanie  tego skrzydlatego osobnika są bliskie zeru, (tym bardziej o takiej porze roku) wpakowałam narty do bagażnika Rekina i ruszyłam w kierunku Jakuszyc. Pomysł zrobienia "cietrzewia" dojrzewał prawie 1,5 roku, ze względu na niski poziom pokrywy śnieżnej w ostatnich sezonach. Mój narciarski niedosyt bardzo mi doskwierał, więc na poszukiwanie jego tropu wybrałam się w pojedynkę. 

W górach rzadko bywam sama.  Na palcach jednej ręki mogę policzyć wypady, na których przebywałam na szlaku wyłącznie ze swoimi myślami. W górach wysokich w ogóle nie dopuszczam takiego stanu rzeczy - ze względów bezpieczeństwa. Narty biegowe na sudeckiej arenie to troszkę inny klimat. Dla mnie stanowiący głównie motyw kondycyjny. Poza tym ciekawe jest odkrywanie na nowo, dobrze znanych miejsc, w zupełnie nowej formie.

wtorek, 17 lutego 2015

Na Polanie Jakuszyckiej rozpoczynam swój szlak cietrzewia. Z dwóch wariantów jego przebiegu, wybieram ten który prowadzi przez Stację Turystyczną Orle - to pewniak, że na trasie nie będę sama - wręcz przeciwnie. Zakładam słuchawki na uszy, które także dobrze docieplają czapkę i przy pomocy magicznego przycisku "play" szlak cietrzewia nabiera zupełnie innego stylu, innej aury. Obecność narciarzy jest jakby od tego momentu za mgłą. Lubię tak czasem urozmaicać przeżywanie czegoś zwłaszcza pięknie krajobrazowego w towarzystwie muzyki. "We are the children of the sun. Our journey's just begun..." śpiewa mi do ucha Brendand Perry z zespołu Dead Can Dance:


Narty jadą jak szalone, bez większego wysiłku w szybszym czasie niż zakładałam dojeżdżam do Stacji Orle. Śnieg jest mocno zmrożony i jak się później okaże w dalszej części trasy będzie stanowił dla mnie nie lada wyzwanie. Cykam ze dwie foty i ruszam dalej by nie przerywać dobrej passy. Dead Can Dance w moich uszach wciąż nadaje ciekawego klimatu Izerom.

Stacja Turystyczna Orle.

Od tego momentu także ilość narciarzy diametralne maleje. W stronę Izerskiej Hali coraz częściej jestem sama na trasie. Niewiele osób mija mnie z przeciwka bądź mnie wyprzedza. Na horyzoncie po pewnym czasie wyłania mi się Chatka Górzystów, ale z wcześniejszych doświadczeń nie mam jakiejś większej potrzeby przekraczania jej progu. Swoim szpiegowskim aparatem jedynie ją zoomuję. 

Chatka Górzystów.

Zatrzymuję się przy tabliczce z oznaczeniem kolejnego punktu pośredniego na "Szlaku Cietrzewia". Hala Izerska jest dla mnie granicą pomiędzy tym co znane i nieznane. Nigdy wcześniej narciarsko nie zapuszczałam się dalej. Tak naprawdę teraz zaczynają się dla mnie oficjalne poszukiwania śladu, a także i szlaku cietrzewia. Jestem trochę zaskoczona brakiem jego oznakowań (no chyba, że były ukryte pod śniegiem?!) dlatego też wspieram się swoją kartką, na której miałam na szczęście wypisane nazwy poszczególnych punktów na trasie. 

Cietrzewi jak na razie nie widać.

Słońce zaczyna miejscami przypiekać. Zmieniam muzyczny klimat, który coraz bardziej zaczyna się uzewnętrzniać po przez moje podśpiewywanie. Jest środek tygodnia, nikogo w okolicy - czuję się jak jedyny gość na izerskiej ziemi. Cietrzewie mają pewnie ze mnie ubaw, ale wciąż pozostają w ukryciu. Niestety ciągły brak oznakowań, coraz częściej zmusza mnie do sięgania do mojej ściągi trzymanej w kieszeni. Gdy dojeżdżam do kolejnego rozwidlenia, wyciągam w końcu z plecaka herbatę i zarządzam banana time. Godzina na zegarku jest zaskakująco dobra. Sama już nie wiem co jest tego powodem. Lepsza umiejętność jazdy na tych nartach, warunki, muzyka? 


Narty na przerwie "banana time" :)

Oznakowanie przebiegu trasy cietrzewia wciąż jak dla mnie jest niedostrzegalne. Teraz z perspektywy czasu podejrzewam, że być może na tym rozwidleniu dróg zaliczyłam skuchę, sugerując się tabliczką informującą o kierunku dojścia do schroniska na Stogu Izerskim. Szaleńczy zjazd po "lodowym żwirze" z mocno bolesną glebą wyrzuca mnie na taki oto widok.

Widok na Świeradów Zdrój.

Nad głową dostrzegam wagoniki kolej gondolowej. Teoretycznie podążam w dobrym kierunku, ale warunki na trasie mam coraz gorsze. "Lodowy żwir" wymusza na mnie fragmentarycznie odpinanie nart, a ja coraz bardziej jestem przekonana, że szlak cietrzewia jednak zgubiłam i wybrałam jakiś dziwny wariant dostania się na Stóg Izerski, tym bardziej że musiałam "przetrawersować" stok narciarski. Na asfaltowej drodze, która bezpośrednio prowadzi do schroniska jest już największe apogeum. Na wyboistej ślizgawicy z wielkimi kryształami lodu mija mnie jeden narciarski śmiałek, który ryzykuje na tej drodze zjazd. Ja na samym podchodzeniu na nartach już odpuszczam - nie chcę stoczyć się do samego centrum Świeradowa. Decyduję się na przypięcie nart do plecaka, bo zanosi się na dłuższe chodzenie "na butach". Kieruję się po znakach do turystycznego przejścia granicznego z Czechami. 

W końcu mam odniesienie, w jakim miejscu się znajduję :)

Łącznik mam na swojej kartce. Chyba jestem z powrotem na trasie? Po prawej stronie mam czeski szczyt Smrk, po lewej schronisko na Stogu Izerskim. Jestem już prawie na mecie. Szlak na Smrk jest wąsko wydeptany i zmrożony, dlatego odpuszczam pokonanie go na nartach. Udaję się w stronę schroniska. Zamawiam w bufecie  pierogi i zastanawiam się co dalej. 

Schronisko na Stogu Izerskim.

Pierogi w szybkim tempie znikają z talerza. Załatwiam nocleg, przebieram buty na "zwykłe", chwytam za aparat i załączam piąty bieg, by zdążyć na zachód słońca na Smrk'u. 

Z nad choinek wyłania się czubek wieży na Smrk'u.

Przy wieży taki artyzm...

W okolicy pustka. Na wieży jestem sama. Mam swój izerski zachód słońca tylko dla siebie. Gonitwa różnorakich myśli kłębi mi się głowie w tle śpiewającej Bat For Lashes...




Izerskie widoki przy zachodzie słońca.

Plan na drugi dzień to izerskie trasy w wydaniu czeskim.

W stronę Stogu Izerskiego.

"Uwielbiam" takie konstrukcje.

Smrk 1124 m n.pm

A wiesz, że jutro mnie nie zobaczysz?

Także naciesz się póki możesz.

Na rowerze to raczej innym razem.

Gdy już na dobre zaczyna zapadać wieczór, wracam do schroniska. W smsach od Damiana otrzymuję trasę powrotną do Jakuszyc przez Czechy z konkretnymi nazwami punktów pośrednich. Pierwotnie zakładałam trasę drugim wariantem szlaku cietrzewia (przez Rozdroże pod Cichą Równią), ale  w sumie to odechciało mi się poszukiwania "prawdziwego" jego przebiegu, a hasło "Izerska Magistrala" samo w sobie już mnie przekonało do tego by kolejne kilometry na trasie pokonać właśnie na niej. Stan idealnych warunków na trasie były zapewnione. 

środa, 18 lutego 2015

Drugi dzień poszukiwań tropu cietrzewia zapowiada mi się w bardzo mglistej odsłonie i nie ma praktycznie żadnych przesłanek by coś się miało zmienić. Miejsce w schroniskowej jadalni dzielę jedynie z niemieckim małżeństwem i ich pociechami. Zamawiam jajecznicę, popijam ciepłą herbatą i wyruszam na spotkanie z gęstą mgłą.  

Na izerskim tropie cietrzewia. Dzień drugi.

Ponownie udaję się w kierunku Smrk'a. Widoczność bardzo kiepska. Jakby koło mnie wylądowało Ufo, to bym nawet nie zauważyła. Gdy stoję od wieży w odległości około 100 metrów, wciąż jej nie widzę. Odpuszczam sobie ponowne wchodzenie na taras widokowy z wiadomych przyczyn. 


Ale za to wczoraj nie widziałam tego!

Niestety zjazd na nartach ze Smrka jest niemożliwy, przede wszystkim z powodu dużego zalodzenia jak i długiej nieobecności dodatkowych opadów śniegu. Schodzę z buta, narty znowu mam przypięte do plecaka. Mam wrażenie, że zaczynam być częścią tej mgły. Na kurtce skrapla mi się wszystko, włosy standardowo zaczynają zmieniać kolor. Przy rozwidleniu szlaków i jakiś innych dróżek w końcu wyłania mi się pierwszy człowiek z nartami. W końcu! Już myślałam, że znowu polazłam tam gdzie nie trzeba :P Chociaż nie jest to jeszcze mniamniusiowa Izerska Magistrala, to decyduję się na zmianę butów i odpięcie nart od plecaka.

3,2,1 start!

Gdy docieram na główną Izerską Magistralę, czuję się jakbym powróciła do żywych. W tym momencie także milknie w słuchawkach muzyka... No cóż... kiedyś ta bateria musiała paść, a Till z Rammsteina będzie musiał poczekać na poszukiwania jakiegoś innego tropu :) Biegowe oznakowania na Magistrali są bardzo czytelne, więc bez problemów zjawiam się na polskiej części Izerów. 

W Jakuszycach zamykam swoją 50 kilometrową pętlę z elementami szlaku cietrzewia i czeskiej Magistralii Izerskiej. Przyznam, że ostatnie kilometry z Orla jadę na autopilocie. Energia z porannej jajecznicy już dawno się wyczerpała.   

Przebieg trasy dnia drugiego.

Więcej informacji o Szlaku Cietrzewia można znaleźć tutaj, a najbardziej aktualne warunki panujące na trasie dostępne są na profilu fb

16 komentarzy :

  1. Ładnie to zaplanowałaś i zrealizowałaś. Używasz jakiś smarów i czy miałaś je ze sobą, bo warunki różne każdego dnia?
    Pozdrawiam i gratuluje udanej wycieczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plany były, ale jak widać w trakcie się zmieniły. Jestem samoukiem narciarskim. Smarów nie używam. Jeżdżę tak jak warunki na to pozwalają bez wspomagania jakimiś substancjami - po prostu się na tym nie znam i jak na razie nie czuję potrzeby pogłębiania wiedzy w tym temacie ;) Jakoś tak temat smarów kojarzy mi się z profesjonalistami, a ja się takim jak najbardziej nie czuję ;) Przygodę z nartami traktuję jako ciekawą formę odkrywania na nowo Sudetów, w które mam stosunkowo blisko. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Widzę,że wypad w Izery udany. Zachód miałaś nawet ze Smrka. Też miałem okazję widzieć go z wieży w tym roku ;)
    A nie myślałaś, żeby przenocować w wieży zamiast w schronisku, skoro i tak na wieżę wchodziłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taki trochę wypad inny niż wszystkie. Nie myślałam, żeby nocować w wieży, chociaż wiedziałam że warunki są tam całkiem znośne - byłam na niej już kilka razy. Niestety mam bardzo złe doświadczenia jeżeli chodzi o nocowanie w wieżach. W wieży na Borówkowej Górze spędziłam niezapomnianą noc, której nikomu nie życzę. Rozpoczęły się tam wtedy moje problemy z kręgosłupem. Prawie otarłoby się o GOPR, bo nie byłam w stanie zejść... :]

      Usuń
  3. Kurczę, a ja się do biegówek zbieram i zbieram i się chyba nie zbiorę. Chociaż nie powiem, narobiłaś mi smaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma na co czekać! Wsiadacie w Mazdunię do Jakuszyc, wypożyczacie narty na parkingu i śmigacie! :)

      Usuń
  4. Świetny wypad w Izery, Narty w takim klimacie świetna rzecz. Może kiedyś sama się zdecyduje - jak kondycja i małż dopiszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że zrobienie tej trasy z buta, nie miałoby już w sobie aż takiej radochy i klimatu :)

      Usuń
  5. Kawał ciekawej trasy zrobiłaś, no i nie na nogach, a na nartach - fajna odmiana. Planuję o życie powrót do biegówek, ale to już raczej plany na przyszły sezon. Szczęśliwie słońce poświeciło Ci chociaż w ten pierwszy dzień - zawsze coś! Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to czekam na jakąś Twoją narciarską relację w przyszłym sezonie!

      Usuń
  6. Bardzo fajną trasę zrobiłaś :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Mam pomysł na kolejną sudecką trasę, ale to już w kolejnym sezonie, bo ten jeżeli chodzi o narty to już zakończyłam :) Pozdrowienia i głaski dla Bemola!

      Usuń
  7. Jak wspominasz nocleg w schronie na Stogu Izerskim? :-) Ciepłą wodę udało Ci się dostać? Czy może coś się zmieniło i nie ma już problemu z dostępem do gorącej wody pod prysznicem?

    Jakie to negatywne doświadczenie związane masz z Chatką Górzystów?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli chodzi o Chatkę Górzystów to akuratnie jak pierwszy raz gościłam w jej progach to była jakaś impreza zakrapiana alkoholem. Nie było miejsca by na chwilę odsapnąć (też byliśmy na nartach). Poza tym strasznie tam ciasno. Ja osobiście nie odczułam niby tego klimatu, o którym nie raz czytałam w Internecie.

      Nocleg na Stogu Izerskim przebiegł bardzo spokojnie, praktycznie nikogo nie było. Trudno jest mi odpowiedzieć na Twoje pytanie odnośnie ciepłej wody pod prysznicem, bo.. z niego nie korzystałam.. Heh, wydało się że wracałam drugiego dnia na "śmierdziocha"..., ale co tam.. w górach się prrzecież nie pachnie :P

      Usuń
  8. Świetna relacja, kawał dobrej trasy ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilometr za kilometrem i stuknęło 50. Od czasu do czasu fajnie się wyrwać na takie samotne "wojaże", nawet narciarskie.
      Pozdrawiam!

      Usuń