3 stycznia 2015

Lodospady nad Zmarzłym Stawem w rejonie Hali Gąsienicowej



Jadąc naszą standardową, znaną wręcz na pamięć trasą w kierunku Tatr, nie wiedzieliśmy gdzie nas dokładnie poniesie. Za cel mieliśmy obrany jedynie rejon - Hala Gąsienicowa. Miejsce, w którym zawsze można coś porobić. Mnóstwo pomysłów na różne warunki pogodowe, kondycyjne, sprzętowe... Można tak wymieniać i wymieniać, ale nikt z naszej wyjazdowej czwórki nie obstawiał tego dnia lodospadów. :)  



Do Zakopanego jechaliśmy z bagażem dwóch podstawowych pytań. Czy grudniowy orkan Aleksandra nas oszczędzi? Czy śniegu będzie na tyle, byśmy w końcu poczuli w pełni zimę? By  subiektywnie odpowiedzieć na nasze pytania, musieliśmy po prostu zjawić się u podnóża Tatr. Nie mieliśmy jakiejś silnej spiny na coś konkretnego do zrealizowania. Po prostu pragnienie pobycia choć na chwilę w wyższych górach było tak silne, że będąc nawet w znanych nam miejscach wiedzieliśmy, że i tak naładujemy swoje górskie akumulatorki.


sobota, 13 grudnia 2014

Wystartowaliśmy z Kuźnic o 4 nad ranem. Panowała bezwietrzna aura, która trochę nas zaskoczyła i wprowadziła w naszych głowach jakiś dziwny rodzaj niepokoju. Mieliśmy świeże informacje od  naszego kompana Wojtka, który kilkanaście godzin wcześniej podchodził niebieskim szlakiem do Murowańca na czworaka (w schronisku nad ranem mieliśmy się z nim spotkać). Nasza trójka wybrała podejście szlakiem żółtym przez Dolinę Jaworzynki. Było to dla nas pierwsze zimowe podejście tą drogą na Halę Gąsienicową. Raz bym polazła na jednym zakręcie prosto do lasu. Dobrze, że Iwona mnie w porę 'zawróciła' :) 

Gdy dotarliśmy do miejsca połączenia się ze szlakiem niebieskim, zaczęły pojawiać się silniejsze podmuchy wiatru. Nie były one aż tak silne, byśmy nie byli w stanie ustać na nogach, ale raczej nie sugerowały, że na szczytach będzie panować błoga cisza.    

Przekroczyliśmy próg Murowańca i przywitaliśmy się w jadalni z Wojtkiem. Przy rozłożonej mapie, powymienialiśmy się między sobą spostrzeżeniami. Damian wykorzystał też czas na podreperowanie się podwójnym espresso. W kilka sekund jego poziom niewyspania zniknął praktycznie do zera.

Ilość śniegu mocno nas zaskoczyła. Niestety negatywnie. Nasz pomysł mniej standardowego wejścia na Świnicę mógł wypaść blado ze względu na panujące warunki. Przyjechaliśmy w końcu posmakować prawdziwej zimy w górach! Stwierdziliśmy, że uderzymy więc w rejon Zmarzłego Stawu i na bieżąco będziemy podejmować kolejne decyzje. 

Grudniowy Kościelec 2155m n.p.m


Idziemy w kierunku Zmarzłego Stawu. 

Padło hasło wejścia na Zadni Granat, ale ciekawość zaprowadziła nas najpierw nad Zmarzły Staw, który słynie zwłaszcza zimą z lodospadów oraz tryliona kursantów.  Mieliśmy jednak ten zaszczyt zjawić się w tej okolicy jako pierwsi!

Kraina lodu tylko dla nas. Chociaż na chwilkę :)


Górujące Granaty.


Pierwsi pod dużym lodospadem! :)

Rejon Zmarzłego Stawu i słynnych lodospadów były znane jedynie mi, dzięki kursowi zimowej turystyki wysokogórskiej. Akuratnie na dużym lodospadzie miałam niezłą przygodę. Fajnie było zmierzyć się z nim ponownie. Dla Damiana, Iwony i Wojtka to fantastyczne miejsce było zupełnie nieznane. Rozgościliśmy się, zaznaczając swoje 'terytorium' :) wbitymi dziabkami w lód i zaczęliśmy wyciągać z plecaków pozostałe zimowe zabawki. W między czasie dołączyła do nas 3 osobowa grupa ze Stalowej Woli. (Pozdrowienia dla Was!).

Przy wspólnym wsparciu sprzętowym, udało się założyć wędkę na lodospadzie. Rozpoczęły się oficjalnie zmagania z lodem. Warunki i  fajne towarzystwo wygenerowały w sumie pod jakim szyldem spędzimy ten dzień w Tatrach - mocno lodowym!


Superowy ten lodospad...

Pierwszy kontakt z lodem rozpoczęliśmy bezpiecznie pół metra nad ziemią.


Testy dziabek na 'wyciągniku' :)


Damian się wspina, Wojtek asekuruje, ekipa ze Stalowej Woli dopinguje:)


Przyklepane stanowisko, więc można zjeżdżać.


Wspólna fotka na tle lodospadu. Od lewej: Skadi, Damian, Iwona, Wojtek.

Przyszła pora na moje zmagania z lodospadem. Sprawdziłam poziom zasznurowania butów (doświadczenie wymaga) i ruszyłam żwawo w górę. Prześmiewcze komentarze kolegów z dołu szybko zostały ukrócone spadającymi odłamkami lodu w ich stronę :P

Skadi na tatrzańskim  lodospadzie. Odsłona druga. Poszło znacznie lepiej! :)



Ostatnie metry do stanowiska.

Według nas, tego dnia bezpieczne wspinanie na lodospadzie można było uskuteczniać tylko na wędkę. Cieńka warstwa lodu (jedynie tylko punktowo grubsza) raczej uniemożliwiała pewnego osadzania śrub. Miejscami były "bańki powietrza", a nie raz po wbiciu czekana pryskała jak ze szlauchu woda. Niemniej jednak i tak było fajnie rozpocząć zimowy sezon tatrzański w lodzie. Rozmowy z poznaną ekipą ze Stalowej Woli przeniosły się później do Murowańca. Oni pozostali na wieczorną imprezę, my niestety musieliśmy się zwinąć koło 16 i wrócić do Kuźnic. 

Czarny Staw Gąsienicowy w grudniu i symboliczna ilość śniegu.

16 komentarzy :

  1. I jak zwykle czytam post z wielkim podziwem. Uwielbiam takie tematy. Szczęśliwego Nowego Roku i jak najlepszych górskich wspinaczek w 2015 :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Mam nadzieję, że w 2015 roku pojawi się tutaj coś dla Ciebie inspirującego. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Robi wrażenie, nie pomyślałbym, że to okolice Gąsienicowej. Jak dla mnie to już zbyt ekstremalna wycieczka. Świetne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Samo dojście do Zmarzłego Stawu nie jest ekstremalne ;). Okolicę można jak najbardziej odwiedzić. Bardzo fajne miejsce.

      Usuń
  3. Się podoba :)
    Chciałbym kiedyś tego posmakować, ale nie wiem czy mi się to uda :)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę Wszystkiego Dobrego w Nowym Roku !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na kursie zimowej turystyki wysokogórskiej ponadprogramowo często prowadzają kursantów na lodospady. Odpowiedni sprzęt dadzą, wszystko pokażą. Może jeszcze tej zimy hmmm.. :)?

      Usuń
  4. Widzę, że jednak plan z odwiedzeniem lodów nad Zmarzłym wypalił. Gratuluję fajnego dnia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to akurat był bardzo spontaniczny plan :)

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. Nie trzeba wcale jechać w Tatry, żeby spróbować wspinu w lodzie. Polecam sudecką Głuszycę :) Pozdrawiam!

      Usuń
  6. To musi być niezła przygoda, przynajmniej dla mnie, ponieważ darzę ogromnym szacunkiem ludzi, którzy w tych warunkach pogodowych jeszcze chcą się wysilać.
    Pozdrawiam:)
    http://lifegoodmorning.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygoda fajna. Polecam bardzo :)

      Usuń
  7. Ktoś tu ma pragnienie śmierci! Ale noł risk, noł fan, jak to powiadają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oł jea! :D A tak na serio zabawa była bezpieczna :)

      Usuń