14 lipca 2012

Jagnięcy Szczyt 2230 m n.p.m


To był szalony tydzień. Najpierw kilka dni spędzonych we Włoszech i przechadzki po Alpach Bergamskich, by na weekend wylądować jeszcze w Tatrach. Przedpołudniowy przylot do Wrocławia, skłania mnie by wycisnąć jak cytrynkę zbliżający się koniec urlopu w takim stylu jak lubię- czyli po prostu mocno górsko! 



Wsiadam więc do pociągu jadącego do Krakowa. Obok mnie siedzi Damian, a na szybie...

gdzieś na Górnym Śląsku dosiada się zielony owadzik.

Do Zakopanego zajeżdżamy wieczorem. Burza z piątku na sobotę skutecznie nas przebudza ze snu i nie pozwala się porządnie wyspać po męczącej podróży. Tym bardziej, że pobudkę ustaliliśmy na 4 rano! Wstawanie z łóżka należało wybitnie do ciężkich. Po szamotaninie myśli pod kołdrą z cyklu "wstawać czy nie wstawać", jakimiś ostatkami chęci spędzenia dnia  jednak w górach, ostatecznie udaje się nam wygramolić z pod ciepłej pierzyny.


sobota, 30 czerwca 2012


O 6 rano meldujemy się Jaworzynie Spiskiej - malutkiej wiosce znajdujące się zaraz za przejściem granicznym w Łysej Polanie. Zatrzymujemy się pod mapą i po małym rozeznaniu,  decydujemy się na podejście  przeplatanym na zielono-niebiesko szlakiem do początku Doliny Zadnich Koperszadów. 


Wstępnie, chcieliśmy przyatakować z Damianem Lodowy Szczyt. Widok turystów z przytroczonymi czekanami do plecaków, jednak nas od tego ostatecznie odwiódł. I słusznie. Faktycznie, mógł tam zalegać jeszcze śnieg, a my nie byliśmy przygotowani na taką ewentualność. W okolicach znajduje się Jagnięcy Szczyt - może mniejszy, może ciut mniej ambitny, ale równie ciekawy ;) - i właśnie na niego, zdecydowaliśmy się wybrać.

Przełęcz pod Kopą i nasz cel - Jagnięcy Szczyt.

Niedostępne dla turystów Tatry Bielskie.

Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie chcieli trochę pokombinować. Szlakiem na Jagnięcy mieliśmy wg mapy dosyć sporo drogi. Ciut poniżej Grani Koperszadzkiej biegnie ścieżka bezpośrednio z pod Wyżniej Przełęczy pod Kopą - nie zastanawiamy się długo... 

Pod Koperszadzką Granią.

Ścieżka jest w miarę dobrze wydeptana i oznaczona kamiennymi kopczykami. Panująca duchota przez cały dzień, skłania nas do szybkiego jej pokonania, gdyż mogła nam grozić popołudniowa burza. 


Ścieżka dochodzi do końcówki żółtego szlaku, 
który rozpoczyna się przy Schronisku  

Dolina Kołowa.

Kozia Grań widziana z Jagnięcego Szczytu, z jej najwyższym szczytem Kozią Turnią.

Na Jagnięcym Szczycie. 

W oddali już grasuje burza.

W drodze powrotnej, Damian zrzuca przez przypadek kamień, który pociąga za sobą kilka kolejnych. Hałas straszy kozicę, która susami wbiega na leżący w pobliżu płat śniegu.

"Kóz Tomasz jest zniesmaczony Twoim brakiem gracji chodzenia po kamieniach" :D

Koperszadzka Grań.

Burza już raczej nas nie dopadnie. Na szczęście niebo się przetarło.

Późno popołudniowy meteorologiczny spektakl świateł.

Pożerająca kosodrzewina i Kieżmarski Szczyt.

Widmo Brockenu. Zostało nam z Damianem zobaczyć jeszcze jedno
 i będziemy mogli się czuć w górach bezpiecznie do końca swego żywota ;)

Wyżnia Przełęcz pod Kopą.

Jagnięcy Szczyt widziany od strony Szalonego Wierchu.
Gdzieś pewnie widoczna nasza droga na szczyt.

Już tylko asfalt i ostatnie spojrzenie za siebie. Wracamy do Zakopanego.

Lata osa koło nosa ;)

4 komentarze :

  1. Jakie cudne widoki i miejsca :)! Pozdrawiam. Dodałam Twój blog do swoich czytanych w górskim :).

    ps. czy można prosić o usunięcie konieczności weryfikacji obrazkowej? bardzo to uprzykrza życie :(...

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczna wyprawa, piękne zdjęcia, bajkowe widoki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ładna wycieczka :-)
    super foty! :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Co tu dużo pisać - rewelacja! :-)

    OdpowiedzUsuń