12 marca 2016

Skiturowe Karkonosze - odcinek 1


Na temat zimy w tym sezonie nie jeden już zdążył pomarudzić. Za każdym mocniejszym opadem śniegu, po paru dniach nadchodzi odwilż. Trzeba mieć szczęście by wstrzelić się w trwające kilka dni dobre warunki. Ba! A jak się jeszcze człowiek załapie na trochę słońca, to już w ogóle może czuć się zwycięzcą. Ostatnio zauważyłam, że pojęcie „dobre warunki” zmieniło trochę znacznie. Nie oznacza już idealnej konsystencji śniegu (np. świeży puch dla skiturowców), ale to czy on w ogóle jest w górach. Warunki były dobre w znaczeniu tym drugim. Grymasy trzeba było odstawić na bok i po prostu wziąć to co jest. Wyruszyliśmy na skiturową eksplorację czeskiej strony Karkonoszy...



Dla mnie ta strona Karkonoszy jest zupełnie nieznana. Wszystkie dotychczasowe wypady w tych górach ograniczały się do strony polskiej z ewentualnym delikatnym wstąpieniem do czeskich sąsiadów. Nigdy jednak nie było to jakieś wielkie zapuszczanie się w głąb. Trochę inny kąt spojrzenia niby na te same krajobrazy, a już pojawia się wrażenie przebywania w zupełnie innych górach.

Tym razem trasę obmyślił Damian, wspomagając się propozycjami wycieczek skiturowych na stronie KRNAP. Z zapowiedzi szykowała się bardzo ładna widokowo pętla. Niestety jak to bywa z pogodą w Karkonoszach, jednoczyliśmy się przez większość dnia głównie z mgłą i bardzo silnym wiatrem.

sobota, 27 lutego 2016

Zajechaliśmy do Pecu pod Śnieżką. Na parkingu wartym dziennie 125 koron zostawiliśmy auto. W samej miejscowości śniegu w ilości śladowej. Trochę nas to zaskoczyło. Liczyliśmy na więcej. Pojawiła się wizja taszczenia nart na plecach aż na sam grzbiet. Na szczęście idąc w głąb szlakiem niebieskim stan nawierzchni troszkę się poprawił. Damian z uporem maniaka od samego początku szedł na nartach, ja w połowie drogi zrezygnowałam, Marcin ze względu na narty backcountry od razu zdecydował się na przypięcie ich do plecaka.


Startujemy z foki szlakiem niebieskim.


Wycieczka z nartami :D


Nasza skiturowa trasa.
Coś o trasie: nasza wycieczka skiturowa obejmowała przejście wokół Kotła Olbrzyma (czeski. Obří důl). Jak na skalę karkonoską, robi naprawdę spore wrażenie. Na Studnicni Horze dostrzegliśmy nawet sporych rozmiarów żleby oraz poniżej Równi pod Śnieżką pięknie wylane lodospady! Kocioł Olbrzyma to najpotężniejszy w Karkonoszach kocioł polodowcowy. Lodowiec mierzył 5 kilometrów długości i do 100 metrów grubości. Na chwilę obecną jest to nie do uwierzenia, ale takie fakty sprawiają że Karkonosze to naprawdę niesamowite góry. Samo miejsce niestety jest też „bogate” w historie lawinowe. O wielkim pechu może powiedzieć dozorca Obri Boudy – Dix, który 1 kwietnia 1900 roku został zasypany na zboczu Obri Dołu w czasie transportowania trumny dla swojej zmarłej żony. Ten sam mężczyzna 17 lat wcześniej, był już raz porwany przez lawinę, również podczas przygotowań do pogrzebu, tyle że wtedy zdołał się ocalić. Nie tylko lawiny z udziałem śniegu zdarzały się w tym miejscu. Ciekawy przypadek odnotowano w nocy z 29/30 lipca 1897 roku, kiedy powoli spełzła ze stoków Ruzowej Hory w Obri Dul lawina ziemno-mułowa. Doszczętnie niszcząc i zasypując dwie budy wraz z mieszkańcami. Te historie mają już ponad 100 lat. Wiadomo, że w tamtych czasach i zimy były z prawdziwego zdarzenia, ale jak widać teren jest dość specyficzny. Więcej ciekawych informacji na temat Karkonoszy z przestrzeni kilkuset lat można poczytać w książce "Karkonosze - Monografia Krajoznawcza" autorstwa T. Steć i W. Walczak.


Lodospady!


Czas na herbatkę.

Żleby.


A to przy szlaku stał taki skośnooki ;)

Dotarliśmy na Równię pod Śnieżką, mając po swojej prawej stronie królową Karkonoszy. O dziwno była nawet widoczna. Schowaliśmy się do Domu Śląskiego, bo wiatr nie dawał żyć. Marcin przyodział się w gogle i pognał w kierunku szczytu. Ja z Damianem przez ten czas gawędziliśmy z turystą, który czekał na swoją żonę, bo również i ona koniecznie chciała zdobyć tego dnia Śnieżkę. Po 40 minutach wrócił Marcin, więc nadeszła pora by wypełznąć na to szalone wietrzysko. Widoczność z minuty na minutę pogarszała się. Na samym grzbiecie spotkaliśmy sporo skiturowców. Widać było jak głodni są narciarskich wycieczek, mimo że pogoda i warunki nie rozpieszczają. My ruszyliśmy w stronę Luční boudy, a następnie do kolejnego schroniska Vyrovka. Mgła zjadła nas doszczętnie. Nic nie było widać. Ach, te Karkonosze, czemuś Wy takie kapryśne? Niestety straciliśmy możliwość podziwiania zapowiadanych wcześniej widoków na trasie. Zmagaliśmy się z wiatrem i twardo trzymaliśmy się przebiegu zbawiennych tyczek. 

Ponura Śnieżka.


Wiejeeee jee jee!!!

Gotowa na karkonoski skitouring :D


To którędy to mieliśmy iść?

Kurtyna opada.

Wiatr jakby się na nas rozłościł. Coraz mocniej wieje.


I nagle taki warun.

Jakaś buda na horyzoncie!

Gdzieś w okolicach schroniska Vyrovka.

Nadszedł czas na zdjęcie fok. Bałam się co będzie, bo po ostatniej akcji na Szrenicy niezbyt dobrze mi poszło. Zjazd szlakiem zielonym/ trasą rowerową K1A okazał się bardzo przyjemny. Przede wszystkim było jasno! Jedynie w końcówce był bardziej problematyczny, ponieważ zamiast śniegu, pojawiało się coraz więcej lodu. 

Mimo, że zdjęcia nie oddają piękna trasy to naprawdę ją polecam. Nie trafiliśmy z dobrą widocznością, ale jak tylko nadejdzie okazja to z wielką przyjemnością ją powtórzę. Jeszcze raz, szczerze polecam. Zwłaszcza dla kogoś kto rozpoczyna przygodę ze skitouringiem. 


16 komentarzy :

  1. Ładne zdjęcia, a mnie się udało i śnieg, co prawda od 2 do 15 cm w porywach :) i słońce. Tyle, że ja raczej w drugą stronę bo wokół Mogielicy i na nartach BC.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grunt, że narty miały kontakt ze śniegiem w sezonie. Zazdroszczę słońca na trasie :) W Beskidach zimą nigdy nie byłam, a z tego co czytałam to też są fajne warunki na skitury.

      Usuń
  2. Pogoda rzeczywiście nie rozpieszczała, ale nie było tak źle - Śnieżkę było widać ;)

    A nie przypadkiem Výrovka powinna być w podpisie ostatniego zdjęcia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że tak. Wkradła się literówka. Dzięki ;)

      Usuń
  3. Pogoda nie dopisała jak to zresztą ma miejsce tej zimy, ale i tak najważniejsze jest zadowolenie z wypadu !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! Następne odcinki Skiturowych Karkonoszy będą troszeczkę lepsze widokowo :)

      Usuń
  4. Zima pokazuje, że jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma... Niemniej będąc bliżej Beskidów mam wrażenie, że w Sudetach mimo wszystko te warunki śnieżne są lepsze :).
    Śnieżka widoczna, wietrzna jak zawsze, czyli w sumie było ok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio miałam nawet wrażenie, że lepsze warunki śnieżne były w Karkonoszach niż w Tatrach (w sensie, że od samego początku trasy można było założyć narty).

      Usuń
  5. Ciekawe zdjęcia. Fajna wyprawa. :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajna, krótka wycieczka skiturowa :) Trasa miała około 15 km.

      Usuń
  6. W porównaniu z innymi górami Karkonosze i tak się ze śniegiem jako tako trzymają. Wyrypa zacna. Tylko trochę serce boli, że tak mało widokowo. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że Sudety niedaleko od domu :) Serducho troszkę bolało, ale ja lubię tak czasem jak te Karkonosze pokazują swoje prawdziwe, wietrzne i mgliste oblicze!

      Usuń
  7. Super zdjęcia właśnie te we mgle. Skadi na biegunie :) W tych goglach to Cię w ogóle rozpoznać nie można. Pozdrowienia cieplutke ślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie to właśnie Karkonosze. Jak przyjedziesz je odwiedzić, niech ugoszczą piękną pogodą! :) We wspomnianej książce wyczytałam, że statystycznie najlepszym miesiącem jest maj, chociaż rok wydania tej książki swoje lata już ma, ale mam nadzieję, że niewiele się zmieniło w tym temacie ;)

      Usuń
  8. Fantastyczna zima i piękne widoki. A że czasem mgła, to tylko dodaje magii.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Karkonosze akurat mamy blisko, więc niepogoda nie boli aż tak mocno ;)

      Usuń