24 grudnia 2016

Jesieniak ze słoniem


Ten wypad w góry miał trochę inny charakter i inny cel niż wszystkie w jakich brałam do tej pory udział z ludźmi poznanymi z górskiej blogosfery. W tym przypadku mniejsze znaczenie miała trasa wycieczki, a większe natomiast obranie jakiegoś szczególnego punktu na którym cały wyjazd miał bazować. Wyjazdy Roberta (zwłaszcza te rowerowe) oraz fotografie w jego wykonaniu obserwuję i podziwiam już od dawna. Zajęło mi trochę czasu na zebranie w sobie odrobiny śmiałości, by napisać do niego i zaproponować jakiś wspólny wypad. W wiadomości otwarcie przyznałam, że chciałabym także poznać tajniki nocnej fotografii, z którą do tej pory nie miałam styczności. 



Ustaliliśmy termin na październik, wypad na rowerach, a główną naszą gwiazdą wyjazdu miał być kamienny posąg słonia na Kralickim Śnieżniku. Ze słoniem spotkałam się w styczniu, przy pięknej zimowej pogodzie, gdzie powyżej niego na samym szczycie Śnieżnika przetrwałam ;) swój pierwszy w życiu zimak. Teraz szykował się mój pierwszy jesieniak. Czy w wymarzonej aurze jak przystało na widniejącą w kalendarzu porę roku?


Obserwowaliśmy z Robertem prognozy pogody od dwóch tygodni i niestety nie wyglądało to dobrze. Dość ciężkie warunki na rower, jak i na samo ślęczenie przy statywach (yr.no wskazywało wiatr 8 m/s). Do tego zapowiadano temperaturę delikatnie powyżej 0, a Śnieżnik podobno był biały. Zrezygnowaliśmy z rowerów, ale samemu wyjazdowi postanowiliśmy dać szansę. Wszak niejedno spektakularne zdjęcie powstało przy ciężkich warunkach. Poza tym, analizując pogodę, to i tak wstrzeliliśmy się w "okno pogodowe" bo podobno od wielu dni warunki w górach były poniżej przeciętnej. Ważną sprawą dla nas również było to, by jednak wypełznąć z domu, bo oboje mieliśmy głoda na jakiekolwiek góry.


piątek, 14 października 2016

Zajechałam do Głuchołaz po południu, skąd odebrałam Roberta. Przejechaliśmy na czeską stronę mocy i w miejscowości Stříbrnice wyruszyliśmy w kierunku Kralickiego Śnieżnika. Z racji, że nie było jakichkolwiek szans na piękny zachód słońca, nie spieszyliśmy się zbytnio. Około 7 km odcinek minął mi na zadawaniu 100 pytań do Roberta na temat fotografii.

Chata Návrší.

Gdy wychodzimy ponad granicę lasu pojawia się coraz więcej błota i zaczyna doskwierać silniejszy wiatr.

Śnieżnik faktycznie biały.

Szaro, buro, ponuro.. ale i tak to zdjęcie mi się podoba. Chmury wygrały ten kadr :)

Pod słonia dotarliśmy już po zachodzie słońca. Leży śnieg, wieje silny wiatr i mimo że temperatura jest dodatnia, to odczuwalna jest poniżej 0 - generalnie zapowiada się trudna nocna sesja foto. Zanim wystawiliśmy statywy z aparatami niczym naładowane armaty w kierunku słonia, rozłożyliśmy się w "pokoju" u księcia Liechtensteina (podpiwnicza dawnego schroniska wybudowane w 1912 roku). Warunki są ciężkie. Topniejący śnieg  przeobraża się w wodę, która przedziera się przez strop. Mieliśmy jednak osłonę od wiatru, dlatego postanowiliśmy to miejsce wykorzystać jako schronienie. By jednak nie mieć zaraz wszystkiego w wodzie, poratowaliśmy się płachtą biwakową Roberta, którą rozwiesiliśmy w środku.

Mamy nawet stałe światło! :)

Pomocne do zaczepienia okazały się stare, zardzewiałe obramowania jakiegoś łóżka ;)

Ja mam okazję też do zrobienia małego eksperymentu, jeżeli chodzi o mój minimalistyczny zestaw biwakowy. 
Na razie wciąż jest w testowaniu, więc nie mogę jeszcze określić czy się sprawdza.

Tam w dole siedzą sobie pod kocykami w ciepełku ;)

A my w tych przedziwnych warunkach. Po kontroli jakości zdjęć, przeczekujemy noc. 
Robert jeszcze kilka razy wstaje sprawdzać jak wygląda niebo. Ja nie potrafię w sobie zebrać tylu sił by wygramolić się z mojego puchowego kokona  ;)

Gdy ogarnęliśmy już naszą bazę, przyszła pora na rozstawienie statywów i rozpoczęcie nocnej sesji foto. To z czym boryka się fotograf, (warunki pogodowe, złośliwość rzeczy martwych itp) sama odczułam na własnej skórze. Do wymarzonego zdjęcia, które najlepiej odzwierciedli naszą wizję konkretnego kadru nie zawsze prowadzi krótka droga. Poniżej kilka strzałów migawkowych, jakie powstały podczas tej nieprzyjemnie pogodowo nocy.

Symbol Śnieżnika - słoń pod osłoną nocy i wschodu słońca






























sobota, 15 października 2016

Po wschodzie słońca, niebo zaczęło bardzo dynamicznie się zmieniać. Co chwilę nachodziły ciekawej struktury chmury. Oprócz nas na wschód dotarło jeszcze kilka osób. Jedna ekipa rozłożyła się z namiotem w pobliżu. Byłam trochę zaskoczona, że mimo - nie oszukujmy się, kiepskiej pogody, znaleźli się chętni by powitać dzień ze słoniem.

Przykład jednej z takich ciekawych chmur.

Gdy już kompletnie klapnęła pogoda, zwinęliśmy nasz cały dobytek i ruszyliśmy w stronę Śnieżnika, a następnie postanowiliśmy zajść do polskiego schroniska pod Śnieżnikiem na jakieś śniadanie i w ciepłych warunkach omówić co robimy dalej.

W Masywie Śnieżnika też mogą schodzić lawiny.

Na Śnieżniku jest skrzynka z pieczątką. To chyba nowość, bo wcześniej o niej nie słyszałam.

Schronisko na Śnieżniku.

W schronisku dyskutujemy co zrobić z dalszą częścią dnia. Niestety moja obecność w pracy w niedzielę uniemożliwia jakieś dalekie łażenie. Ustaliliśmy zrobienie krótkiej pętli, która w praktyce nam się trochę wydłużyła. Wkradł się pierwiastek przygody, szukanie drogi, przedzieranie się przez chaszcze i powalone drzewa w lesie. Szlaki po czeskiej stronie Masywu Śnieżnika trochę pozmieniano, a my dysponowaliśmy nieaktualną wersją mapy. Udało się uwinąć do 16:00, tak że dzieliły nas minuty do zmierzchu.

Chlup, chlup :)

Robert z przyklejonym do ręki aparatem :)

Goworek 1320 m n.p.m

Skracamy sobie drogę powrotu do auta wybierając dawny przebieg szlaku czerwonego.

Na pewno tędy? ;)

Trochę straciliśmy wysokość, a żeby przedostać się do miejsca naszego startu, musieliśmy ponownie podejść. 
Im wyżej tym znowu więcej błota i gęstsza mgła.

Mapa z naszą trasą podkradziona od Roberta :)

Jak dla mnie wypad był super. Kiepska pogoda była jedynym minusem. Chociaż i nawet jakby spojrzeć na to inaczej, to ta pogoda mogła być plusem, bo przy przekazywaniu rad, patentów i ogólnych zasad wykonywania zdjęć, zwłaszcza nocnych dowiedziałam się chyba więcej niż jakby były idealne warunki - chodzi mi o aspekt techniczny (ustawianie parametrów itp). A piękny zachód czy wschód słońca w górach jeszcze nie raz się uda upolować. W ogóle tak jakoś pojawiło mi się nowe myślenie o nocy w górach, która czasem może być dużo ciekawsza niż dzień.  Dotychczas było to zło koniecznie, a teraz może to stanowić główny motyw do wyjścia w góry o takiej porze z domu, gdy np trapi nas bezsenność ☺☺☺

Robertowi dziękuję za świetny wypad. Jego relacja jest do obejrzenia i poczytania - tutaj

24 komentarze :

  1. Świetny wypad, informacji na temat fotografowania nigdy za wiele, szczególnie w tak ekstremalnych warunkach

    Wesołych, spokojnych świąt Bożego Narodzenia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze jestem pełna podziwu dla fotografów, którzy wykonują zdjęcia zimowe np przy -20 stopniach. To dopiero są ekstremalne warunki!

      Usuń
  2. Ekstra klimacik i fajna zabawa z aparatem. :)
    Choruję bardzo na takie nocne fotki ze snopem światła z czołówki. Najlepiej, żeby dookoła było mnóstwo śniegu. Może się doczekam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi się marzy zrobić kiedyś nocne zdjęcie podświetlonego namiotu gdzieś w górach.

      Usuń
  3. Ostatnio miałem pierwszą poważniejszą okazję do nocnych zdjęć i też przyznam, że to fajna zabawa. Nawet chciałem sobie trzasnąć takie zdjęcie ze świecącą czołówką, ale chyba okazała się za słaba :P Ogólnie super wyprawa, mimo że klimat surowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyznam, że trochę wkręciłam się po tym wyjeździe w temat :D Od Roberta dostałam pilota do samowyzwalacza, a ja ostatnio zainwestowałam w porządniejszy statyw. Na pewno w przyszłym roku będę próbowała swoich sił w nocnej fotografii.

      Usuń
  4. Od zdjęć to ja wzroku nie mogę odlepić, normalnie poezja. A wycieczka widzę niestandardowa i to mi się najbardziej podoba! :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wypad odbiegający trochę od objętych standardów na blogu... ale myślę, że raz na jakiś czas pojawi się takiego typu relacja (w sensie skupiona bardziej na fotografii). :)

      Usuń
  5. Wyrypa z fajnym klimatem :) Ta miejscóweczka bardzo ciekawa, dodaję ją sobie do potencjalnych punktów noclegowych, aby pamiętać o niej w przyszłości ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejsce jest ogólnie spoko. Niestety nie da się nie zauważyć walających się tam śmieci. Jest też słynna Chatka pod Śnieżnikiem, ale tam często lokalsi urządzają sobie imprezy.

      Usuń
  6. Bardzo fajny wypad na Śnieżnik połączony z nauką. Robert posiada olbrzymią widzę o fotografii nocnej. Jego zdjęcia są rewelacyjne. Twoje noclegi w różnych miejscach to już inna bajka. Ja za żadne pieniądze bym nie spał w taką pogodę praktycznie na dworze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No warunki u księcia Liechtensteina mieliśmy bardzo kiepskie. Lepiej jakby przymroziło, to przynajmniej tynk by nam nie leciał na płachtę biwakową :D

      Usuń
  7. Zdecydowanie wolę takie noclegi niż cztero, pięcio, a nawet dziesięciogwiazdkowe hotele :) Super wypad, sama bym się skusiła :) na Śnieżnik dotrę kiedyś, nie ma bata. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat na tym wypadzie to Śnieżnik nas ugościł bardzo brzydko, ale odsyłam do relacji z zimaku - wtedy było bajkowo - www.skadinagrani.pl/2016/02/zimak-na-sniezniku.html
      No i wcale nie trzeba zaraz koczować na samym szczycie. Spokojnie można przenocować w schronisku, gdzie pozostaje około 40 minut podejścia. Wychodząc odpowiednio wcześnie, bez problemu można zapolować na wschód słońca. :)

      Usuń
  8. Dobrze, że za bardzo mnie nie obsmarowałaś za ten "chaszczing" ;) Dzięki za wspólny wypad. Trzeba będzie to kiedyś powtórzyć przy lepszych warunkach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam Ci za złe z tym "chaszczingiem". Gdyby nie mój pobyt w pracy dnia następnego i problem skarpetkowy, to można by było się włóczyć i do nocy. A co kolejnych wypadów. To już jeden mi po głowie chodzi. Na wiosnę. Rowerowo. Także nie znasz dnia ani godziny kiedy znowu dostaniesz PW ode mnie :D

      Usuń
    2. Ok, już się boję co wymyślisz, ale zaczynam trening :)

      Usuń
    3. Raczej to ja powinnam się już zabrać za trening ;)

      Usuń
  9. Taki samotny ten słonik... Ale cudowny. I w takim ładnym świetle sobie stał ;) Wszystkiego najlepszego, udanych zimaków, jesieniaków, letniaków i wiosenniaków w 2017 r. życzę. Wracaj zawsze zadowolona z tych eskapad :) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słonik jest przesympatyczny! Jak będziesz w Masywie Śnieżnika to koniecznie go odwiedź! :)

      Usuń
  10. Jak zwykle inspirujesz. Chciałabym kiedyś spędzić noc w górach i powitać wschód słońca na szczycie. To musi być noc pełna wrażeń:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie na swoim koncie to mam niewiele wschodów słońca. Ja jestem strasznym śpiochem ogólnie i ciężko mi się wstaje o nieludzkiej porze ;)Oby Twoje marzenie spędzenia nocy w górach ze wschodem słońca spełniło się jak najszybciej! Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Ten słonik miał chyba więcej zdjęć na tym wypadzie, niż do tej pory wcześniej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No taki własnie był plan :D Ale słonia jeszcze odwiedzę przy lepszych warunkach, może podczas jakiegoś letniaka ;)

      Usuń