2 kwietnia 2010

Śnieżka 1602m n.p.m na dwa razy- grudzień 2009

No i stało się. W końcu musiało do tego dojść. Wyjazd w góry zimą. Co prawda założenia były inne, bowiem Tatry. Ale z racji trudności znalezienia noclegu za rozsądną cenę w takim terminie i ogólnym stanie gotówkowym w portfelu, stanęło na Karkonoszach. Termin poświąteczno-przedsylwestrowy, bo w takim miała być zrealizowana impreza- zakończyła się sukcesem i zaowocowała zdobyciem Śnieżki dwukrotnie oraz spotkaniem ekipy z byłej klasy licealnej w połowie pobytu.

Ale od początku. Do Karpacza (Biały Jar) dotarliśmy PKS'em o godzinie 9.00. Ubrani „na cebulkę” udaliśmy się niebieskim szlakiem w górę, do Świątyni Wang.


Śniegu jak i samych turystów nie było za wiele. Handlarze smętnie i powolnie rozkładali swoje stragany z rożnymi pierdułko-pamiatkami. Przekroczyliśmy „bramy” Karkonoskiego Parku Narodowego kupując oczywiście bilety wstępu. Przejście pierwszych 500 metrów nie należało do męczących, ale poziom trudności szlaku diametralnie się zmienił. Droga z kolejnym krokiem stawała się pod nogami coraz bardziej oblodzona i na dodatek zaczął padać śnieg. Oczywiście warunki pogodowe urozmaicone były znaczącym wiatrem, który utrudniał przejście do pierwszego punktu „postojowego”. Schronisko „Samotnia” w Kotle Małego Stawu, wyglądała dość ponuro (pewnie przez ten silny wiatr ze śniegiem). Szybko znaleźliśmy „zimowe” wejście do schroniska. Czas na śniadanko i herbatkę z termosu. Szybkie rozeznanie na mapie i ruszamy dalej w kierunku Schroniska na Hali Szrenickiej. Dojście zajmie nam jedyne 10 minut.



Przybijamy pieczątkę i idziemy dalej, w kierunku Domu Śląskiego. Tam decydujemy się na nocleg i czekamy na "licealną brygadę". Wspólnie postanawiamy zaliczyć jeszcze tego dnia Śnieżkę. Trochę martwiłam się o porę, gdyż zbliżał się wieczór, a nikt nie zabrał ze sobą latarek.

Bezpiecznie wróciliśmy do Domu Śląskiego. Następnego dnia przywitała nas piękna pogoda. Bezchmurne niebieskie niebo i pełne słońce. Śnieg mienił się w oczach. Poniżej cała ekipa w komplecie. Od lewej: Michał, Kamil, Łukasz, Justyna czyli ja, Piotruś, Jarek, Paweł oraz Damian.



Po wykonaniu fotek, ponownie wchodzimy na Śnieżkę. Znacznie wolniej, gdyż mieliśmy ciężkie plecaki. W restauracji na szczycie jemy śniadanie, ja w między czasie odmrażam stopy na grzejniku i zmieniam buty.



Idziemy dalej głównym szlakiem w kierunku Sowiej Przełęczy. Tam rozdzielamy się z "licealną brygadą". Oni idą dalej w kierunku Przełęczy Okraj natomiast ja z Łukaszem schodzimy w dół do Karpacza. Tam jemy pizzę i czekamy na autobus. :)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz