5 grudnia 2010

Wysoki Kamień 1058m n.p.m - 04.12.2010

Październikowa Biskupia Kopa z Urszulą i Kamilem miała być ostatnim wypadem pod szyldem zdobywania "Korony" w tym roku. Hibernacja projektu została jednak anulowana. W połowie listopada odważył się do mnie napisać Damian, który przedstawił się jako miłośnik dość  klaustrofobicznych miejsc. Po krótkiej rozmowie okazało się, że chciałby od czasu do czasu wyjść na powierzchnię i pochodzić po górach. Zadziwiających było kilka faktów, jakie wynikły z rozmowy. Otóż... Z Damianem łączą nas szkolne czasy. Ukończenie tej samej podstawówki i gimnazjum, a także wspólni znajomi. Co ciekawe żadne z nas nie kojarzy siebie ze szkolnego korytarza czy nawet osiedlowego chodnika! Szybko znaleźliśmy wspólny język i praktycznie po kilku dniach powstało parę pomysłów na wypad w góry. W między czasie napisał także Paweł z propozycją rekonesansu przed długo oczekiwanym kursem, który odbędzie się pod koniec grudnia.

W planach był wyjazd w okolice pewnej góry, do której podchody mogę liczyć już w dziesiątkach od początku tego roku. Z powodu warunków jakie nastały (atak zimy i te sprawy) postanowiliśmy nie ryzykować z dojazdem w zapomniane miejsca, a wybrać się natomiast w okolice bardziej ucywilizowane  - przede wszystkim skłaniające do szybszego odśnieżania jakichkolwiek powierzchni. Decyzja padła na Szklarską Porębę. W czasie drogi wybraliśmy także cel sobotniej wędrówki. Wysunięta propozycja z mojej strony by pójść w Góry Izerskie zamiast Karkonoszy spotkała się z jednogłośną aprobatą. Głównym naszym zamysłem było zdobycie Wysokiej Kopy i triumfalnie wykonanie sobie na niej wspólnego zdjęcia. Zanim ruszyliśmy na szlak, towarzysze zapragnęli wizyty w pobliskim sklepie spożywczym. Mieli obawy czy przepuścić mnie w sklepowych drzwiach. Jak sami określili wyglądałam tego dnia niczym szahidka.

Przed 10 wyruszyliśmy czerwonym szlakiem (Główny Szlak Sudecki) w kierunku pierwszego punktu postojowego. Trasa była przetarta. Nie sprawiała jakiś większych trudności.  Piękna pogoda z migoczącym śniegiem pod wpływem promieni słonecznych powodowała, że uśmiech na twarzy pojawiał się sam.

Ważne, że polarowy ładunek.. 
tfu.. ekwipunek spełniał swoje zadanie ;)

Góry jeszcze pod pierzynką. 

Warto było wybrać tego dnia Góry Izerskie. Wysoki Kamień oferuje piękną panoramę całych polskich Karkonoszy. Na górze znajduje się także niedawno wybudowane schronisko. Obecnie nie posiada w ofercie  miejsc noclegowych. W środku znajduje się ciekawie wykończony piec z obrazem opiekuna Karkonoszy, starszym panem, zwanym "Liczyrzepą". Niestety jego praca grzewcza miała wiele do życzenia. W pomieszczeniu było chłodno. W dalszym ciągu można było puszczać "dymki", a herbata nalewana prosto z termosu wychładzała się w przeciągu kilku minut. Damian, wykorzystując chwile czasu postanowił odmrozić swoje rękawiczki, używając wyżej wspomnianego pieca. Efekty współpracy zostały udokumentowane zdjęciem podczas dalszej części pokonywania trasy...

Schronisko na Wysokim Kamieniu.

Pierwsze widoki, pierwsze podmuchy wiatru.


Z Pawłem. W oddali widoczne schronisko, w którym zrobiliśmy sobie 
przerwę na śniadanie.

O godzinie 13 opuściliśmy schronisko i wyruszyliśmy dalej szlakiem czerwonym. Od tego momentu żadna istota ludzka nie przechadzała się w tych rejonach od czasu spadnięcia śniegu. Samo chodzenie niczym czaple po wodzie nie sprawiało tyle trudu, co ponowne wstawanie w przypadku stracenia równowagi. Śnieg momentami sięgał  prawie do bioder. W torowaniu drogi pomogła nam około 8 osobowa grupa udająca się do Chatki Górzystów. Nasze drogi jednak się rozeszły i byliśmy skazani na samotne pokonywanie ponad 50 centymetrowych  warstw śniegu.

Lawiny w Górach Izerskich? Nie... to tylko nieobrócone zdjęcie ;) 

A tak wyglądał momentami szlak.

W pobliżu kopalni zrobiliśmy krótką przerwę, by podnieść sobie cukier we krwi. Damian, dla sprawniejszej konsumpcji na tę okazję ściągnął nawet swoje rękawiczki. W pierwszej chwili jego ręce wyglądały dosyć drastycznie.

Czy to pierwsze odznaki odmrożenia? 
Nie.. To tylko rękawiczki zafarbowały pod wpływem ciepła ;)

Po rozeznaniu na mapie decydujemy się zboczyć trochę ze szlaku i przejść terenem kopalni, nie tracąc  dzięki temu wysokości. Taka decyzja zapadła z powodu, iż szlak prowadził w dół a następnie w górę. Kopalnię zamknięto w 2001 roku. Równomiernie "wyczesany" śnieg przez wiatr oraz pozostałości po sprzęcie i budynkach powodowały, że czułam się jakbym przebywała  na obszarze jakiejś opustoszałej bazy kosmicznej. Natomiast atmosfera tam panująca przybierała dość psychodeliczny charakter.

Na terenie kopalni.

Po małym zabłądzeniu i trudnościach w wyborze właściwej drogi, zdecydowaliśmy się wrócić z powrotem na szlak. Niestety warunki jakie zastaliśmy były jeszcze gorsze, niż w przeciągu całego dnia. Cichym głosem zaproponowałam zakończyć imprezę w Górach Izerskich... Sił może i by starczyło, natomiast błądzenie po lesie w takiej sytuacji byłoby nie na miejscu. Tym bardziej, sama Wysoka Kopa mogłaby należeć do nie lada wyzwań. Szczyt zaznaczony jest stertą kamieni, które zapewne tego dnia spokojnie spoczywały pod śniegiem.

Wspólne zdjęcie wykonane przez Czecha
 biegającego na nartach.

Pomimo niezdobycia głównego celu wyprawy, humory nas nie opuściły. Dowodem na to są wypowiedzi z nagranego filmu w momencie podjęcia decyzji:

Damian: Ekspedycja "The North Face Wysoka Kopa Expedition". Niestety mamy kryzysowy moment. Warunki śnieżne nie pozwalają na atak szczytowy...
Paweł: Znaleźliśmy się tu zupełnie przypadkowo w skutek awarii tramwaju numer 12, który zamiast pojechać na "Pilczyce", skręcił na "Krzyki". Nie wiemy jak jechać teraz dalej. MPK pokazuje objazd tam dookoła. Chciałbym w tym momencie pozdrowić mamę. To jestem ja mamo. I chciałbym Cię przeprosić za to, że nie  odebrałem... nie obrałem ziemniaków, ale jak wrócę dzisiaj... Jeżeli wrócę. Obiecuję, że obiorę.. 
Damian: No dobrze, a dlaczego chodzicie po górach? W takich warunkach...
Paweł: Ja chodzę po górach w takich warunkach... Nie.. nie, nie, nie.. Ja nie wiem. Właśnie ja nie wiem dlaczego ja chodzę. Może Justyna powie... Ona mi ostatnio mówiła dlaczego chodzi.. Tylko ja się trochę krępuję.. Jak... Nie mogę tego powiedzieć...
Justyna: Chciałam zmienić kolor włosów...
Paweł: Tutaj, to jest rodzaj makaronu. Makaron ryżowy. Jak przyjedziemy do Legnicy z powrotem, będziemy robili z tego sajgonki...[...]

Oto wyżej wspomniany makaron ryżowy na moich włosach.
To chyba był znak by wracać do domu...

Powrót do Szklarskiej Poręby dokonaliśmy szlakiem niebieskim, który na szczęście był wcześniej dosyć dobrze przetarty. Z racji, że przez cały dzień nosiłam w sobie efekt  końcowy pracy moich nerek, narzuciłam dosyć szaleńcze tempo...

Ponieważ zostało jeszcze dużo czasu do odjazdu autobusu,  wstąpiliśmy do jednej z knajp. Bezcenne były miny ludzi siedzących przy stolikach. Ja z dosyć dziwną "formacją" na włosach czy Damian ze swoim  higienicznym stanem rąk - zapewne u niektórych wzbudziliśmy lęk.

3 komentarze :

  1. Zazdroszczę bardzo... Ja z górami muszę poczekać chyba do wiosny. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. I just discovered your blog and, thanks to your google translator built-in, I have also discovered the Poland mountains, these exotic and unknowns landscapes for a north-spanish climber.
    Congratulations.

    Rafa

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja jeszcze planuję jedno- dwudniowy obóz kondycyjny przed 27-mym ;)

    Tramwaje na szczęście jeżdżą już normalnie.

    Pozdrawiam
    Paweł

    OdpowiedzUsuń