14 grudnia 2011

Szatańska próba

Mroźny, październikowy poranek. W oddali, spowite niskimi, szarymi kłębami chmur, za ścianą lasu, majaczy masywna bryła Skrajnej Baszty, obok niej zaś, nieco mniejsze, Skrajne Solisko. W Dolinę Młynicką, którą ograniczają niby dwa wyciągnięte palce, granie: Soliska oraz Baszt i którą, niby skalny mur, zamyka ostry grzbiet rozciągający się pomiędzy Szczyrbskim Szczytem a Hrubym Wierchem, podąża z parkingu w Szczyrbskim Jeziorze trójka towarzyszy. Dwoje z nich, mężczyzna i kobieta, przyjaciele z bliskiego sąsiedztwa, przybyło tu z dalekiego Dolnego Śląska i bliżej im do łagodnych Sudetów niźli do groźnych skalnych brzytew i turni Tatr. Trzeci to z racji zamieszkania niemal u stóp najwyższych polskich gór, stały bywalec tego granitowego królestwa.






Nasza trójka preferuje polski styl uprawiania turystyki i dla zaoszczędzenia kilku Euro opłaty parkingowej wybrała nieco bardziej oddalone od szlaku miejsce postoju, toteż zmuszona jest przejść nieco drogi asfaltem. Nie zdają sobie sprawy że wracając będą przeklinać te dodatkowe kilkaset metrów. Niewiele rozmawiając zanurzają się w las, i idąc już szlakiem, rozdzielają się na dwie części – szybkie tempo Łukasza daje o sobie znać. Chmury opadają w międzyczasie w najniższe partie dolin i stojąc nad wodospadem Skok, podziwiać mogą siwe kłębowiska poniżej.

Przy drodze pojawiają się pierwsze turnie.

Szkoda, że jeszcze nie w lodzie.

Dogoniliśmy w końcu Łukasza.

I poszli...

Jeszcze tylko jeden próg doliny i wchodzimy w trawers.

W końcu docierają do wielkiego maliniaka, leżącego nad Małym Kozim Stawem. Tutaj, rozbudzeni marszem oraz przenikliwym chłodem poranka konsumują ostatni spokojny posiłek przed zapadnięciem zmroku. Zza pleców spoziera na nich ich cel – Szatan.

Górołazi wciskają się w kolorowe taśmy uprzęży. Pójdą „zachodem przewodników” a następnie wybitnym żlebiskiem opadającym z przełęczy pomiędzy Szatanem a Pośrednią Basztą.

Więcej kamieni niż śniegu.

Debiut wysokościomierza w terenie.

W międzyczasie zza Szczyrbskiego Szczytu napłynęła kolejna porcja chmur które drastycznie ograniczyły widoczność. W głowach poczęły się rodzić wątpliwości – czy na pewno uda się odnaleźć właściwy zachód, czy droga nie sprawi problemów orientacyjnych? Raki zazgrzytały jednak o skałę, śnieg zaskrzypiał pod podeszwami ciężkich, górskich butów.

Po ciągnącym się w górę piarżysku udało się wejść w zachód prowadzący do żlebu. Po kilkunastu minutach towarzysze dotarli do miejsca w którym należało przetrawersować eksponowaną rynnę.

Lufa w dół jest, ale trzeba przejść.

Prawdopodobnie zeszli z właściwej drogi, rynna, choć niezbyt trudna technicznie, dla bezpieczeństwa została przekroczona z asekuracją. Teraz oczom ich ukazał się szeroki żleb którym zgodnie z przewodnikiem powinni wydostać się nieopodal szczytu. Ruszyli więc do góry aby po kilkudziesięciu metrach wydostać się ponad chmury. Pod stopami rysowało się teraz białe kłębowisko, niesamowity widok, morze z którego wystawała tylko przeciwległa grań Soliska, a słońce, którego nie zasłaniał już żaden obłok, zaczęło przypiekać niemiłosiernie. Gdzieś w sąsiedztwie żlebu z głuchym łoskotem przewaliły się spadające głazy. 

Sąsiadujące ze żlebem turniczki.

Krioterapia raków.

Biała otchłań.

Czas mijał nieubłaganie. Z każdą minutą coraz bliższe stawało się ryzyko powrotu we mgle i ciemności. Zapadła decyzja odwrotu. Wysokościomierz w odbiorniku GPS wskazywał 2330 metrów n.pm. - Do szczytu pozostało zatem około 100 metrów.

Decydujemy się schodzić na dół.


"Ach! Pod stopami niebo i nad głową niebo".


Trójka związała się liną i rozpoczęła schodzenie do doliny. Rynnę przy wyjściu ze żlebu przekraczali już w półmroku. Jeszcze tylko przejście zachodu, stożka piargowego i są w dolinie.


Na „śniadaniowym” maliniaku poczęło z nich schodzić całe napięcie, przyszło błogie odprężenie ale po skromnym posiłku musieli ruszyć dalej. Krótka droga do parkingu w Szczyrbskim Jeziorze zaczęła się dłużyć, ostatecznie dotarli jednak do samochodu. Jeszcze tylko powrót do Polski i nasza trójka zagrzebie się w ciepłych łóżkach. Tym razem cel nie został osiągnięty, Szatan czeka jednak na kolejny szturm a ten na pewno nastąpi jeszcze tej zimy.


Tekst: Damian
Zdjęcia: Justyna i Łukasz

4 komentarze :

  1. Hola Justina:
    Elegantes fotos en la subida a ese monte del Tatra.
    Pronto pondré en mi blog la subida al Rysy desde Lysa Polana.
    Un saludo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaa! nie próżnujecie, a zimuś podziwia jak zwykle! Cudowne widoki...

    OdpowiedzUsuń
  3. Faktycznie iście szatańska wyprawa. Szkoda, że nie udało się jeszcze pokonać tych 100 metrów, ale Szatan nie zając... nie ucieknie. Niesamowite wrażenia z wyprawy napewno na długo utkwią w sercach członków ekspedycji. Foty niecodzienne i wyjątkowe, opis - rewelacja! Trzymamy kciuki za kolejny szturm. Szatanowi nie ma co odpuszczać; kiedyś również i my stawimy mu czoła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Boskie zdjęcia! :)

    Zazdrościmy podróży! :)

    Z okazji Świąt Bożego Narodzenia
    dużo szczęścia i słodyczy
    każdy z Dwóch Włóczykijów
    Ci dzisiaj szczerze życzy! :)

    OdpowiedzUsuń