31 stycznia 2012

Karkonosze - 28.01.2012

W mroźny, styczniowy weekend postanawiam z Damianem pojechać na naszą dolnośląską, górską piaskownicę. Wizja kolejnej pociągowej tułaczki do Zakopanego średnio nam się uśmiechała. Po prostu potrzebna była przerwa. I tak wylądowaliśmy w Karkonoszach. Ogłoszona lawinowa trójka, upewniła nas, że śniegu na pewno jest pod dostatkiem i będzie w końcu można podczas tegorocznej zimy spróbować wybudować jamę śnieżną i potwierdzić bądź obalić mity z nią związane.

Ruszyliśmy z Białego Jaru po godzinie dziewiątej szlakiem koloru czarnego. Większość turystów przyjeżdżających do Karpacza ma ze sobą ekwipunek typowo narciarski. Mijamy kasy biletowe KPN'ui  i  samotnie kierujemy się w stronę królowej Karkonoszy. 

A oto królowa Karkonoszy w wersji zimowej 2012.

Za plecami, zaczajone śnieżne nawisy.

Czy to już biegun?

Zanim decydujemy się na atak szczytowy, chowamy się na godzinkę do Domu Śląskiego. Wypijamy tam herbatkę oraz szukamy na mapie korzystnych miejsc, gdzie mogłyby się znajdować duże ilości śniegu. Gdy w schronisku gwar trochę ucicha, pakujemy rzeczy i ponownie wybieramy egzystencję w mroźnych warunkach na ponad 12 godzin. 

Kierunek --> Śnieżka!

Droga na Śnieżkę.

Czeska strona Karkonoszy.

Na Śnieżce jesteśmy około godziny 16:00. Na górze zastajemy 4-osobową ekipę z rakietami śnieżnymi oraz zamknięte drzwi od głównego wejścia do restauracji. Pod zadaszeniem Damian wyciąga mapę i wybieramy trasę na najbliższe pare godzin: wracamy z powrotem przez Dom Śląski czy przechodzimy grzbiet Śnieżki i idziemy dalej. Pada na drugą opcję.

Śnieżka 1602m n.p.m

Idziemy w stronę Sowiej Przełęczy...

Wieje niesamowicie. Zaczynam odnosić wrażenie, że wiatr jest mocno niezadowolony z powodu naszej obecności. Jego siła z sekundy na sekundę staje się coraz silniejsza. Taśmy od plecaka wirują mi wokół głowy, nie raz nimi obrywam, że aż piszczy mi w uszach. Kijki ledwo utrzymuję w ręce. Chwytając je  jedynie za pętle nadgarstkowe, mogą pełnić funkcję anemometru. Z Damianem komunikuję się na migi, bo kompletnie nie słychać tego, co do siebie mówimy. 


Na zboczu Czarnego Grzbietu próbujemy zbudować jamę śnieżną. Po kilku machnięciach snow claw'em dochodzimy do wniosku, że struktura śniegu nie nadaje się na bawienie się w Boba Budowniczego. Decydujemy się na wykopanie śnieżnego rowu z zadaszeniem wykonanym z kijków trekingowych i płachty biwakowej. Przeczekujemy tam jedynie godzinkę, gdyż zaczyna coraz mocniej wiać, a przede wszystkim nawiewać nowego śniegu. Zbieramy manatki i ponownie podchodzimy na Czarny Grzbiet. Ślady od butów powstałe w ciągu całego dnia, zatarły się. Idziemy przed siebie torując na nowo ścieżkę. Przy czeskim schronisku Jelenka schodzimy do Sowiej Doliny, mijając po drodze dosyć sporą fałdę śniegu. Próbujemy jeszcze raz zabawić się w Boba Budowniczego. Tym razem z dużo lepszym skutkiem. Śnieg jest idealny! To nic, że na zegarku już 22:00. Na zmianę kopiemy coraz większą, śniegową wnękę. Zaprzestajemy w momencie, kiedy jesteśmy w stanie w niej się schować. Wypijamy herbatę i zjadamy nussbeisser'a. Komfort termiczny natychmiastowo się poprawia, nie tylko z tego powodu. Izolacja przed zimnem i wiatrem w jamie śnieżnej zostaje oficjalnie potwierdzona. Po północy decydujemy się powoli zejść do Karpacza.

No to zaczynamy kopać jamę śnieżną nr 2.

Trzeba troszkę podwyższyć sufit ;-)

Nasza śnieżna gawra;-)
O 2 w nocy jesteśmy w centrum miasta. Na przystankowym rozkładzie jazdy, okazuje się, że pierwszy autobus w kierunku domu mamy o 5 rano. Nadzieje na przeczekanie tych trzech godzin pokładamy w stacji benzynowej. Niestety o tej porze i ona jest zamknięta. Pozostaje nam przystanek w Białym Jarze. Rozkładamy karimaty na przystankowej ławeczce i chowamy się do śpiworów. Co jakiś czas przymyka się nam oko. Na dworze -6. Otwieramy kolejny tom "Ludzi bezdomnych"...

Po minięciu pierwszej godziny z trzech, przebudzam się z powodu odczucia kolejnego przypływu chłodu. Przed oczami nie widzę tym razem wielkiego, czerwonego wyświetlacza z informacją jaki jest dzisiaj dzień oraz temperatura, a radiowóz policyjny. Młodzi panowie policjanci, zadają nam kilka pytań. Po krótkiej rozmowie dostajemy nawet propozycję przeczekania nocy na komisariacie. Nie korzystamy z niej jednak, będąc przekonani, że po tych dwóch godzinach policja nie będzie musiała nas odkuwać z lodu. O godzinie 8:00 jesteśmy już pod kocykami w domu, ciesząc się z posiadania ciepłego miejsca na Ziemi, do którego zawsze można wrócić. 

3 komentarze :

  1. Byłem w niedzielę w zachodniej części :) Piękna pogoda i piękne widoki:)Pozdrawiam i czekam na relację;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle jestem pod wrażeniem... Śnieżka i jama śnieżkowa pod nią, nussbeisser <3 :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Już od kilku lat marzę, żeby pojechać w Karkonosze. Nie wspominam nawet o Karkonoszach zimą, bo zima to dla mnie najlepszy czas na chodzenie po górach.
    Szkoda tylko, że dzieli mnie od tych gór tak duża odległość i zawsze wybieram jednak Beskidy, Tatry albo góry na słowacji jak Mała i Wielka Fatra czy Niżne tatry... Czas to zmienić!

    OdpowiedzUsuń