7 lutego 2012

"Jerzy"- lodospad w Głuszycy



By spróbować swoich sił we wspinaczce lodowej, wcale nie trzeba jechać aż do Norwegii. U nas w Polsce są całkiem spore lodospady. Co ciekawe, także na Dolnym Śląsku. Niewielka miejscowość - Głuszyca Górna, oferuje obecnie pięć lodospadów na starym kamieniołomie, różnej trudności oraz wysokości. Szczegółowe i aktualne informacje na ich temat można znaleźć tutaj.





sobota, 4 luty 2012

Z Damianem oraz Pawłem decydujemy się na spędzenie soboty właśnie w tamtych rejonach. Z Legnicy wyjeżdżamy kilka minut po 9-tej. Po dwóch godzinach jazdy samochodem, w Głuszycy Górnej, skręcamy za wiaduktem w prawo. Nie będąc jeszcze na lodospadach w ruch rusza już lina i czekany...

Na drodze prowadzącej do starego kamieniołomu zakopuje się nam samochód. Wybieranie śniegu czekanem z pod kół, pchanie samochodu, jazda przodem, tyłem, podkładanie drewnianych patyków... nic nie pomaga.  Na naszych twarzach zaczyna się pojawiać  coraz szerszy uśmiech... Po kilku nieudanych próbach, różnymi sposobami, Damian wpada na pomysł założenia Flaszencuga. Kto powiedział, że techniki linowe mają zastosowanie tylko we wspinaczce? ;-)

Akcja ratunkowa z zastosowaniem Flaszencuga.

Pomocne okazuje się pobliskie drzewko oraz moja i Damiana siła mięśniowa. Samochód wygrzebuje się za pierwszym razem. W pełni radości z osiągniętego sukcesu bez niczyjej pomocy, zaczynam nawigować niczym marshaller Pawła, który skrupulatnie skręca kierownicą raz w prawo raz w lewo, by wyjechać na bardziej ubity śnieg. Niestety lekki zakręt na drodze staje się zdradliwy i ponownie znajdujemy się w punkcie wyjścia. Ten felerny moment obserwuje czarny golf, ...

"Słuchajcie! Na taki śnieg to tylko skandynawskie, zimowe opony!"

...który ostatecznie zaoferował nam pomoc. Podpięliśmy ponownie linę. Tym razem siłą były konie mechaniczne. Dzięki nim wyjechaliśmy na wcześniej minięte skrzyżowanie. Po udanej akcji ratunkowej, ubieramy dodatkowe warstwy ciuchów i z całym osprzętem ruszamy w stronę kamieniołomu. Po drodze okazuje się, że role się odwracają i to czarny golf ma tym razem problem z grząskim śniegiem.

Po udanej akcji ratunkowej, buchtujemy linę.

Przy kamieniołomie zastajemy 7-osobową ekipę wspinaczy przy Starym Lodospadzie. Nie decydujemy się jednak na zejście do pokrytego lodem zalewu "Kamyki", tylko od razu przejść górą, w celu założenia tak zwanej "wędki". Przechadzka w rakach i czekanem w łapce na szczyt kamieniołomu przyprawia o kolejny szeroki uśmiech na twarzy. 

By sprawdzić, czy lina starczy na założenie wędki, Damian zaczyna mnie asekurować z góry. Mijam tajemnicze tworzywo sztuczne, po czym powoli, ale sukcesywnie schodzę na dół.

Bo naturze, trzeba czasem pomóc...

Z lodowego progu wybijam się trochę z opóźnieniem.  Po mocnym wbiciu metalowych pazurków, spoglądam  na dół w celu ogarnięcia sytuacji. Pode mną dwóch wspinaczy asekuruje się na śrubach lodowych. Mój widok chyba ich płoszy, bo szybko znikają oni jak i cały ich sprzęt.

Po dotknięciu śniegowego gruntu rakami, wykrzykuje Damianowi na cały kamieniołom, że jestem już na dole. Niestety, z tego co Damian mi odkrzykuje, udaje mi się zrozumieć, że liny na założenie wędki nie starczy i czeka mnie pierwszy tego dnia wspin w lodzie. Moje mocno zmarznięte dłonie, chciały już odejść na drugi świat. Na szczęście po kilku minutach, mocno doskwierający ból mija. Pozostaje mi jeszcze tylko uporanie się z dziwną pętlą od czekanomłotka Damiana. Nie chciałam nawet sobie wyobrażać sytuacji, kiedy wysmykuje mi się z nadgarstka i w Matrix'owym spowolnieniu spada na dół.

Skadi na lodowej ścianie ;)

Będąc z powrotem na górze, mówię Damianowi by spróbował założyć wędkę trochę niżej. Zyskalibyśmy kilka dodatkowych metrów, dzięki dwóm brzózkom rosnącym tuż przy lodowym progu. Odmeldowuje się i schodzę na dół do Pawła, który już czekał przy lodowej ścianie "Jerzego".

Gdy jesteśmy w komplecie przy dwóch końcach liny, zaczynamy zabawę! Po minięciu jakiejś godzinki, 7-osobowa grupa na sąsiednim lodospadzie  ulatnia się i cały kamieniołom jest tylko dla nas.

Darth Vader in new film: "Ice Wars" - coming soon!
A po polsku: Damian asekuruje :)


Już się prawie wita z gąską...


Dziab! Dziab!


 Paweł ze smugą kondensacyjną ;-)

Wspinając się jeszcze po kilka razy przy świetle czołówki, zabawę decydujemy się zakończyć około godziny 18-tej. 

Wracając do samochodu, pomagamy kolejnej zaplątanej muszce w śniegowej pajęczynie. Niestety nawet napęd na cztery koła  i dodatkowa siła mięśniowa nie dają rady ruszyć terenowego opla nawet na centymetr.

Serduszko :)


2 komentarze :

  1. Ciekawie się zapowiada :) Świetna fotka :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrawiam z Pogranicznej.
    Następnym razem wbijajcie do nas na parking. Proszę tylko o kontakt wcześniejszy tel. bo muszę kierować ruchem;-)na podwórku.

    Nadzorca

    P.S.

    Mogę prosić o fotkę piątą z kolei. Chciałbym wykorzystać ją na stronie. Oczywiście z podpisaniem autora.

    OdpowiedzUsuń