17 lutego 2014

Pradziad 1492 m n.p.m



Pogoda w tym sezonie jest naprawdę dziwna. Nie wiadomo czy to pierwsze symptomy globalnego ocieplenia, czy po prostu zima wzięła sobie urlop. Od paru tygodni ugadywałam się na jakiś wspólny wypad z Arturem (autorem zaprzyjaźnionego bloga Góry Ponad Chmurami). Luty stał się miesiącem, dzięki któremu było nam dane powędrować troszkę po Wysokim Jeseniku w Czechach, jak również poegzystować w wyższych partiach tego górskiego grzbietu w zimowych warunkach. 


piątek, 7 lutego 2014

Wszystko rozpoczęło się w piątkowy wieczór, kiedy to wyruszyłam samochodem z Legnicy w kierunku Wrocławia. Dostałam niemal palpitacji serca na widok jednego z tramwajów. Od tych maszyn wolę na drodze trzymać się z daleka. Pewnie dlatego, że nie mam z nimi do czynienia na co dzień. Z podwyższonym tętnem zatrzymałam się na poboczu jednej z wrocławskich ulic. Po krótkiej chwili pojawili się Artur z Kasią. Dwójka, dla której  nie straszne jest spanie w dziwnych miejscach podczas górskich wędrówek. Sam Artur śmiał się z tagowania swoich postów na blogu pod względem miejsca noclegu. "Wiating" jest jednym z najpopularniejszych. Mi co prawda przydarzyło się w górskim życiu spanie na dworcu, przystanku autobusowym czy myśliwskiej ambonie, ale nie ma co się oszukiwać - przy nich to jestem żółtodziobem, o czym przekonałam się podczas minionego weekendu. 

Po przekroczeniu granicy z Czechami, jednym z ciekawszych miasteczek jest uzdrowiskowa Karlova Studanka. Pięknie oświetlony pawilon pitny oglądaliśmy tylko przez szyby w samochodzie, ponieważ w planach mieliśmy wystartować  z wyżej położonej, mikroskopijnej wioski o ostrej nazwie Vidly. Pod hotelem zostawiliśmy samochód i po godzinie 22 wyruszyliśmy szlakiem niebieskim w kierunku naszej pierwszej noclegowej miejscówki. Po około 2 km asfaltowej drogi pojawiła się w świetle naszych czołówek drewniana konstrukcja. Dużych rozmiarów paśnik z pięterkiem okazał się z wiadomych przyczyn pusty. Trochę szkoda, bo stare kości nie pogardziłyby choć minimalną warstewką sianka. Skrzypiąca drabina nie zawiodła, więc spokojnie mogliśmy ulokować się w górnej części naszego darmowego hotelu. Szczelny dach i stały dostęp do wody - nic nam więcej do szczęścia nie było trzeba :)

Paśnik, w którym spaliśmy. Znajduje się przy niebieskim szlaku na Cernik.


Artur z plecaka wyciągnął swój stały zestaw, który zawsze zabiera ze sobą. Jest to budzik oraz termometr. O ile w godzinę jaką pokazywały wskazówki byłam w stanie uwierzyć, to w obecną temperaturę powietrza już nie. Należę do generacji zmarzluchów, stąd nieprzespaną noc miałam zapewnioną :) Moi towarzysze wprawieni w "Wiatingu" lub bardziej uściślając w tym przypadku " Paśnikingu" są już na tyle doświadczeni, że śpią swobodnie, jak we własnych domowych łóżkach. 

Najgorzej to rano wygramolić się ze śpiwora...


sobota, 8 lutego 2014

Po załadowaniu z powrotem na plecy wszystkich swoich manatków, ruszyliśmy dalej szlakiem niebieskim. Pogoda zapowiadała się na bardzo obiecującą. Niebieskie pasy z coraz większą śmiałością gościły na niebie tuż ponad górną częścią lasu. Na poziomie około 1000-1100m n.p.m zastaliśmy dopiero pierwsze, zalegające płaty śniegu. Mocno wydeptany/wyślizgany szlak zmuszał nas wielokrotnie do zbaczania z wytyczonej ścieżki.


Zima! Zima! Zima!

Napawamy się widoczkami. Wg prognoz na następny dzień, wszystko miało być już w chmurach :(

Schronisko Svycarna. Miejsce docelowe na trasie wielu biegaczy narciarskich.


Przy schronisku Svycarna dołączamy do czerwonego szlaku turystycznego, który w okresie zimowym stanowi narciarską trasę biegową. Miejscami widać prześwity szutrowej drogi, więc śniegu jak na widniejący miesiąc w kalendarzu jest w sumie niewiele. Wystające trawki na zboczach też mogły wiele powiedzieć o panujących warunkach w górach. 

Kasia z Arturem na tle Pradziada - najwyższego szczytu Wysokiego Jesenika, jak i całych Sudetów Wschodnich.


Pradziad 1492m n.p.m - wieża

U Czechów morze chmur.


Pradziad słynie z bardzo silnych wiatrów, które także i nas nie oszczędziły. W restauracji towarzysze poczęstowali mnie Kofolą - czeskim trunkiem, który z wyglądu przypomina Coca Colę, ale w smaku jest zupełnie inny. Wjazd na taras widokowy sobie odpuściliśmy.


Jak widać na zdjęciu, to nie legenda, że na wierzchołku panują raczej surowe warunki klimatyczne.

Na sąsiednim grzbiecie można było dostrzec fanów ekstremalnego sportu jakim jest speedflying.

Z Dziadem na Pradziadzie :)

Usytasy z pięknych widoków jakie zastaliśmy na szczycie, ze spokojem udaliśmy się w stronę naszej drugiej noclegowej miejscówki. Z nutką zazdrości spoglądaliśmy na zjeżdżających do kolejnego punktu na trasie jakim był hotel górski Ovcarna narciarzy biegowych. Po południu zgodnie z prognozami naszły chmury i przysłoniły w całości "Pradziadową rakietę". Śnieg nas na szczęście nie opuścił. Zaczęliśmy podchodzić na sąsiedni, drugi co do wysokości w Wysokim Jeseniku wierzchołek. 

Wysoka hole to bardzo rozległa góra, na której mogliśmy z bliska zobaczyć zapaleńców speedflyingu - wcześniej oglądanych z Pradziada. Kurs powoli dobiegał końca, gdyż większość jego uczestników pakowała już sprzęt.

Podchodzimy na sąsiedni grzbiet.

Wysoka hole 1464m n.p.m

Na takie surowe warunki  w górach czekaliśmy najbardziej.

Zima :)

Na noc, zatrzymaliśmy się w Jeleni studance - kamiennym schronie, który jest świetną miejscówką na odpoczynek czy nocleg. Wpadliśmy do niej jako pierwsi, ale samotnością nie cieszyliśmy się zbyt długo. Ostatecznie towarzystwo rozrosło się do około 16 osób. Najbardziej wysportowani przedstawiciele ojczyzny Rumcajsa uciekli na poddasze (wejście bardzo utrudnione - tylko jeden metalowy szczebel i wąski otwór w suficie). My natomiast, by nie zostać wyeliminowanym poza próg schronu, pilnowaliśmy zaciekle swojego kąta z 7 innymi konkurentami. Każda z grup zaczęła coś pichcić na turystycznych maszynkach gazowych oraz zapaliła zapasy świeczek. Jeden z Czechów na parę minut zaczął przygrywać na małym flecie, próbując m.in zanucić hymn Unii Europejskiej. Wszystkim jednak dawało we znaki zmęczenie, więc około 19 cała zbieranina przypadkowych sobie ludzi zaczęła szukać swojego skrawka podłogi. Dla mnie, była to kolejna nieprzespana noc. Co około 15 minut budził mnie ból, który informował, że pora męczyć na karimacie drugie biodro. I tak jak świnka na rożnie przekręcałam się wokół własnej osi aż do 7 rano.

Jeszcze przed powiedzeniem sobie "Dobranoc", ustaliliśmy plan na następny dzień. W pierwszej wersji mieliśmy wracać przez Divoky dul, jednak chęć napawania się dźwiękiem zmrożonego śniegu pod butami była silniejsza. By tych "doznań" mieć jak najdłużej, jedyną opcją było utrzymanie wysokości. Dlatego zdecydowaliśmy się na zdublowanie trasy.

Jeleni studanka. 

niedziela, 9 lutego 2014


Naszą trasę można znaleźć na mapie. Miejsce naszego startu i mety: wioska Vidly.

O godzinie 13 znaleźliśmy się przy samochodzie. Dosłownie zaraz po otwarciu drzwi, zaczął kropić deszcz. Kasia stwierdziła, że jeszcze nie wyjechaliśmy z Czech, a góry już za nami płaczą. Przed granicą zrobiliśmy jeszcze zapasy Kofoli w jednym z supermarketów. Moje dwie nieprzespane noce udowodniła na koniec pomyłka przy wjeździe na autostradę. W celach rekreacyjnych przejechaliśmy sobie jeszcze około 40km, tak po prostu, by wesprzec Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad :)

5 komentarzy :

  1. Co za widoki... cud! :) trochę brak takiej zimy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna zima i widoki :) No i bardzo fajne mini spotkanie bloggerów :D Ja pewnie też obracałabym się całą noc jak świnka ;) Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Termometr nie kłamał i niezmiennie pokazywał po 4st w naszych miejscach noclegowych, więc ciepło jak na zimę ;-)

    A pogoda się i\udała na Pradziadzie, warto było posłuchać ICM'u i wyruszyć już w piątek na szlak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciągnie mnie ten Pradziad strasznie! Mało brakło, a też bym go odwiedził w lutym, wybór padł jesnak na bliższe beskidy. Świetna relacja.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pradziad polecam wybrać się szlakiem Doliny Wodospadów ;) Co do tarasu, byłem tam, jak dla mnie przereklamowany (widoki przez szyby, w większości brudne i porysowane).

    OdpowiedzUsuń