17 kwietnia 2017

Skiturowe Tatry - odcinek 2


Po tym jak wróciliśmy z Doliny Salatyńskiej - Skiturowe Tatry - odcinek 1, mieliśmy małą zagwozdkę w jaki kolejny rejon Tatr uderzyć, ponieważ prognozy pogody na kolejny dzień nie należały do wymarzonych. Zapowiadała się mocno deszczowa aura, dlatego też przeznaczyliśmy ten dzień na typową szwendaczkę po Krupówkach, przy okazji wstępując do paru księgarń z myślą zakupu niedawno wydanego przez Tatrzański Park Narodowy przewodnika skiturowego autorstwa Wojtka Szatkowskiego. 

I tak po powrocie na kwaterę, wertowaliśmy kartki nowo zakupionego przewodnika na zmianę z "elekronicznymi" kartkami książki "W stronę Pysznej" nakręcając się przy tym jeszcze bardziej na cały ten skituring ❤




Leniwy wtorek szybko minął. Wieczorem przy kolacji zasiedliśmy w kuchni przy stole z rozłożoną mapą Tatr odnajdując na niej propozycje wycieczek zawartych w przewodniku. Po przeanalizowaniu wszystkiego - w tym także zagrożenia lawinowego, które wzrosło do 3, wybór padł na rejon Doliny Chochołowskiej.


środa, 22 marca 2017 



W planach mieliśmy połączyć dwie wycieczki skiturowe, które w swoim przewodniku poleca Szatkowski. Przejście największej doliny w Tatrach na nartach byłoby całkiem przyjemne, niestety nie w takich warunkach jakich przyszło nam funkcjonować - śnieg we względnych ilościach leżał dopiero od wysokości około 1200/1300 m n.p.m.  Przed nami zatem szykował się około 8 km spacer z nartami na plecach.

W Dolinie Chochołowskiej pustki.  Krokusy już zdążyły się pojawić, ale największe weekendowe
oblężenie turystów miało nastąpić dopiero za około 2 tygodnie.


Spokojnie. My wciąż jeszcze drepczemy doliną. Ten śnieg pojawił się na bardzo krótkim, zacienionym odcinku :)

W końcu docieramy w okolice Polany Chochołowskiej. Pracownicy parku leniwie rozstawiali "taśmowe" barierki mające uchronić przed najazdem turystów podczas krokusowego boomu. My natomiast w końcu mogliśmy przeobrazić się z piechurów na skiturowców ☺ Ponieważ problem moich obtłuczonych piszczeli wciąż nie został rozwiązany, Damian wpadł na pomysł by przerzucić wkładki z moich butów podejściowych do botków od butów skiturowych. Okazało się być to strzałem w dziesiątkę!

Na Polanie nieśmiało zaczyna się robić fioletowo.

Wybrany z tysięcy egzemplarzy.

Ta lawina gruntowa ze zboczy Łopaty zeszła praktycznie na naszych oczach.

Gdy narty pojawiły się w końcu na naszych nogach ruszyliśmy na pierwszą, bardzo łatwą i krótką skiturę szlakiem żółtym do Kamienia Papieskiego. Śniegu nie było jakoś mega dużo, ale też nie na tyle mało by można było swobodnie przemieszczać się na piechotę. Z chęcią powróciłabym w to miejsce w typowo zimowej aurze.

Udajemy się (już na nartach) do Doliny Jarząbczej.

Przekraczamy Chochłowski Potok.

Tak jak pisze w swoim przewodniku Wojtek Szatkowski, po wizycie papieża Jana Pawła II, na trasie jego wędrówki, liczni pielgrzymi zaczęli układać krzyże z dużych kamieni bądź szyszek. Dlatego też w Dolinie Jarząbczej utworzono szlak papieski upamiętniający wędrówkę papieża 23 czerwca 1983 r. Raz do roku, na wiosnę do Kamienia Papieskiego zmierzają wspólnie narciarze, samorządowcy, pracownicy Wspólnoty Leśnej 8 Wsi, przewodnicy tatrzańscy i pasjonaci gór. Zapewne uczynili to przed nami lub po nas, bo nikogo na szlaku nie spotkaliśmy.

Leniwie foczymy.

Kamień Papieski.

Wyżnia Jarząbcza Polana. Widok na Mnichy Chochołowskie.

Powróciliśmy do Polany Chochołowskiej tą samą drogą. Zjazd jest łatwy. Cała skitura od Polany Chochołowskiej do Kamienia Papieskiego (podejście + zjazd) zajmuje około 1,5 do 2h.


Będąc z powrotem na Polanie Chochołowskiej, zaczęliśmy się zastanawiać nad kolejnym krótkim skiturowym celem, ponieważ mieliśmy jeszcze sporo czasu, a szkoda było już wracać do Zakopanego. Pierwotnie na drugą wycieczkę mieliśmy wybraną Wyżnią Dolinę Chochołowską. Ostatecznie jednak zdecydowaliśmy się na polecanego dla początkujących skiturowców Grzesia. Tuż za schroniskiem, znaleźliśmy szlak narciarski. Niestety zdążyła na nim zagościć wiosna. 

Początek szlaku narciarskiego na Grzesia.

Po osiągnięciu pułapu około 1300 m n.p.m, w końcu zastaliśmy śnieg! Założyliśmy ponownie narty i ruszyliśmy z foki zdobyć swój pierwszy tatrzański szczyt.

Szlak narciarski na Grzesia w białej odsłonie.

Pojawiają się w końcu rozległe tatrzańskie widoki.

Ostatnie metry do szczytu :)

"Wytopiony" Bobrowiec 1663 m n.p.m

Na szczycie Grzesia długo nie przesiadujemy. Dotychczas przed nieprzyjemnym wiatrem chronił nas las. Po łyku herbaty i przegryzieniu batonika, ściągnęliśmy foki oraz przygotowaliśmy buty oraz wiązania do zjazdu.

Klasyk Zachodniotatrzański: Grześ-Rakoń-Wołowiec.
Jak przejdziemy do wyższej ligi skiturowego wtajemniczenia, nasze narty na pewno się i tam pojawią.


Pierwszy tatrzański szczyt na nartach zdobyty!

Zjeżdżamy mniej więcej wzdłuż linii naszego podchodzenia, szerokim stokiem na stronę Doliny Chochołowskiej, a następnie szlakiem narciarskim z powrotem do schroniska. Nachylenie stoku jest dla mnie akceptowane, ale struktura śniegu jaką zastaliśmy była dotychczas przez nas niespotykana. Zjazd wymagał sporych umiejętności, których jeszcze nam brakuje. Pierwszy raz miałam okazję zjeżdżać po "szreni łamliwej". Mimo, że podczas zjazdu zaliczyłam sporo gleb, to było to bardzo ciekawe doświadczenie.


Przy schronisku przeobraziliśmy się ze skiturowców na piechurów i ruszyliśmy w kierunku Siwej Polany. Wieczorem na kwaterze, podtrzymując skiturowego ducha, przed spaniem Damian przeczytał mi kolejny rozdział "W Stronę Pysznej". Jest tam zawartych tyle ciekawych narciarskich wspomnień, że na pewno chciałabym kiedyś wybrać się na taką długą narciarską wyrypę śladami Opcia bądź Zaruskiego...



4 komentarze :

  1. "Bo jak się nie wywrócisz to się nie nauczysz". Krótko i lajtowo, ale od czegoś trzeba w końcu zacząć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacja za pierwszy szczyt Tatrzański zdobyty na skyturach. Zazdroszczę Wam wypadu w Tatry. Pogoda znośna i widoki fajne były.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ilość śniegu mocno ograniczała tą narciarską wycieczkę. Ale chociaż nie padało, co już jest plusem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Udana wycieczka, widoczków tez sporo się uzbierało.

    OdpowiedzUsuń