Zdobyłam Koronę Kaczawską z moim kotem! 👩😺


Poznajcie moją kotkę Nandę, która razem ze mną zdobyła 30 szczytów z Korony Kaczawskiej! Nasza wspólna przygoda,  rozpoczęła się w sumie zupełnie przez przypadek, od miauczenia pod drzwiami w domu... Na wstępie parę słów ode mnie, bo w dalszej części głos zabierze moja mała puchata bohaterka!


Rok 2020 czyli pandemia w rozkwicie, a dokładnie jej druga fala. W nowej rzeczywistości już się trochę nauczyliśmy żyć, ale organizacja wyjazdów górskich z dala od domu jest wciąż trudna bądź skomplikowana ze względu na wiele obostrzeń. W ramach mobilizacji, by tak ciągle nie izolować się na chacie, zaczęłam szukać jakiegoś bezpiecznego motywu, który moglibyśmy razem z Damianem powolutku realizować niedaleko od domu. Ot, takie krótkie, regularne spacery, by nie dać się pożreć "ciemnej porze roku" i nie zwariować w nowej rzeczywistości. O istnieniu Korony Kaczawskiej zdążyłam się już wcześniej dowiedzieć, gdyż po długoletniej przerwie postanowiłam powrócić do zbierania odznak turystycznych PTTK - a w obliczu zastanych warunków na świecie, ten projekt wydawał się być idealnie skrojony na nasze niezbyt wygórowane potrzeby w owym czasie. Obszar Pogórza i Gór Kaczawskich jest nam najbliższy i dobrze znany, choć jak się później okazało, podczas wycieczek i tak zobaczyliśmy jeszcze wiele nowy miejsc! 

Naszą kotkę Nandę (rasa kartuska) zabieraliśmy nie raz w teren, ale bardziej nizinny - to jakiś wyjazd na lokalne jeziorko, to spacer do parku w bezpiecznym plecaku z ewentualnymi krótkimi przechadzkami na smyczy. Bywały też turnusy u rodziców podczas których miał miejsce cowieczorny rytuał obchodu po spokojnym osiedlu. Zawsze było nam jej szkoda, że długo siedzi zamknięta w domu. Nigdy jednak też na siłę nie chcieliśmy z niej zrobić outdoorowego kota na pełen etat wyuczonego chodzenia na smyczy. Nanda przejawiała pewne umiejętności, zainteresowanie, dawała znać swoim zachowaniem, że jej się podoba, ale bywały takie dni, że potrafiła przespać prawie całą dobę na ulubionej pufie. Wiedzieliśmy też, że nie ma problemów, nawet z dłuższą jazdą w samochodzie. Podczas podróży zawsze jest grzeczna i spokojna (także w drodze do weterynarza). To bardzo kulturalna pasażerka.

Tego dnia, kiedy postanowiliśmy razem z Damianem wybrać się po pracy na pierwszy szczyt z zestawienia Korony Kaczawskiej, Nanda strasznie miauczała pod drzwiami. Od paru dni była nie do zniesienia. Ciężko zaspokajać każde kocie nakrętki w środku miasta, zwłaszcza kiedy na dworze szybko robi się ciemno i chłodno.


Decyzja o zabraniu Nandy była spontaniczna. Mieliśmy jechać sami, a pojechaliśmy razem z nią, zapakowaną w kocim plecaku przypiętym na tylnym siedzeniu w samochodzie. Obstawialiśmy, że cały spacer w nim przesiedzi, a ja będę miała tylko dodatkowy ciężar do noszenia. Nanda nas jednak mocno zaskoczyła! Na Górzec wdrapała się praktycznie od wyjścia z samochodu. Nie przeszkadzała jej temperatura, ani ciemności. Szła jak pies! Damian prowadził naszą watahę, choć gdy poczuła się pewniej, to ona przejmowała prowadzenie! Gdy chciałam ją schować do plecaka, to wyskakiwała i się denerwowała. Ewidentnie dawała znać, że jej się podoba i chce iść. Ogólnie jej reakcje i zachowania zdążyłam już trochę poznać podczas poprzednich naszych wyjść w teren, więc myślę, że całkiem dobrze odczytywałam co po kociemu chciała mi powiedzieć.

Po tym jak pierwszy spacer bardzo nam się udał, uznaliśmy, że ze względu na niskie górki i pagórki jakie są w zestawieniu Korony Kaczawskiej, cały projekt jest realny do zdobycia z kotem!

Ostatecznie odbyliśmy 26 wycieczek i zdobyliśmy razem z Nandą wszystkie 30 szczytów. Nasza wspólna przygoda trwała od października 2020 do marca 2022 roku. W kwietniu 2022 roku oddział PTTK Legnica przyznał nam oficjalnie odznakę, a Nanda stała się pierwszym kotem-zdobywcą tej odznaki (choć pewnie w kartotekach oddziału nie zostało to ujęte)!


WSZYSTKO CO MUSISZ WIEDZIEĆ O KORONIE KACZAWSKIEJ  
- TUTAJ -


RAPORTY NASZYCH WYCIECZEK Z KOCIEJ PERSPEKTYWY


poniedziałek, 16 listopada 20201. GÓRZEC 445 m n.p.m.

Ja po prostu chciałam wyjść na nasze lokalne patio. Moje spacery na żądanie są stanowczo za rzadko, więc zadawalam się chociaż wyjściem na ten skrawek betonozy. Niestety nie ma na nim za bardzo zieleni, ale chociaż jestem na powietrzu, czasem na niebie przeleci jakiś gołąb albo wpadnie mój kumpel Ursus, który mieszka na przeciwko naszych drzwi od mieszkania. Tego dnia też próbowałam wymusić na moich człowiekach, aby mnie wypuścili chociaż na klatkę schodową. Oni kocich spraw nie rozumieją! Wiedźcie, że jak sobie coś wkręcę, to ja nie patrzę na zegarek. Potrafię zawodzić pod drzwiami o różnych porach dnia. 

W końcu się nade mną zlitowali. Wyciągnęli mój plecak i ubrali mnie w szelki! Jadę z nimi! Fajnie było na tym Górzcu. Tyle by mnie ominęło, gdybym została w domu! Na szczyt weszłam o własnych łapkach od samego początku. Końcówka była najlepsza - kamienne schody i kapliczka! Ile zapachów!  Teren spokojny, nikogo nie spotkaliśmy, ale to też może dlatego, że było już ciemno i był początek tygodnia.  Podejście nie było mocno strome. Gdy chciałam odpocząć, to po prostu sobie na chwilę siadałam. Gdy mój człowiek chciał mnie zapakować do plecaka, to się wyrywałam. O nie! Ja im pokażę, że Korona Kaczawska dla kota się nadaje! Na powrocie relaksowałam się już w swoim plecaku, opatulona kocykiem. Trzeba siły rozsądnie rozkładać, wszak to dopiero pierwszy z 30(!) szczytów do zdobycia!

Górzec wieczorową porą...


piątek, 20 listopada 2020 - 2. DUŻY MŁYNIK 303 m n.p.m.


Po tym jak dobrze poszło mi na Górzcu, moje człowieki zabrały mnie na kolejną wycieczkę. Duży Młynik skrywa się w lesie. Trochę mi się chciało chodzić, a trochę nie. Tak naprawdę najbardziej by mi się podobało na terenie skansenu i muzeum górnictwa w Leszczynie skąd wyruszyliśmy. Niestety nie mogłam tam niczego zbadać, bo było wszystko zamknięte...

Duży Młynik



sobota, 28 listopada 2020 - 3. BAZALTOWA 367 m n.p.m. & 4. RATAJ 350 m n.p.m.


Bazaltowa - ależ to była miejscówka! Kocie mojo podładowane na maksa! Nawet jak na sobotę, ilość ludzi i psów była umiarkowana, minęliśmy raptem w sumie może cztery grupki. Był fajny punkt widokowy i to co kotki lubią najbardziej, czyli stare kamienne wieże widokowe! No ja byłam zachwycona! Oczywiście na wieżę weszłam i zeszłam o własnych łapkach! Widoków z wieży za bardzo nie było. Na drzewach pusto, zero ptaków. Potem szybki teleport w plecaku na drugi szczyt - Rataj. Po drodze spotkaliśmy w zaroślach małe zwierzątko. To była chyba kuna albo łasica.

Dwa szczyty w jeden dzień - ale ze mnie kaczawska pantera!

Bazaltowa

Rataj.


środa, 9 grudnia 2020 - 5. RADOGOST 398 m n.p.m.


To był szybki, ale bardzo klimatyczny spacer. Ostry cień mgły mi nie straszny, gdy na horyzoncie widzę kolejną kamienną wieżę widokową! Na powrocie już trochę zmarzłam. Jednak czasem w grudniu bywa zimno. Urokliwe są te wieże na Pogórzu Kaczawskim.

Radogost.


sobota, 19 grudnia 2020 - 6. MSZANA 475 m n.p.m. & 7. CZARTOWSKA SKAŁA 468 m n.p.m.


Kolejny świetny wypad i kolejna akcja "dwa szczyty w jeden dzień". Oba mi się bardzo podobały, ale żeby oszczędzać siły, to pomiędzy nimi mój człowiek mnie przeteleportował w (a czasem na) plecaku. Na Mszanie także stoi kamienna wieża. Oczywiście wlazłam sama, trzeba było każdy schodek przecież porządnie obwąchać. Wieża jest jednak stanowczo za niska, okoliczne drzewa już ją dawno przerosły.

Mszana.

Czartowska Skała - sam atak szczytowy pokonałam o własnych łapkach. Wcale to nie było takie proste wejście! Trzeba było zrobić kilka zajęczych skoków po skałkach. Podobają mi się te wygasłe wulkany -  są świetne do eksploracji!

To była moja ostatnia wycieczka w 2020 roku. Czy czekała mnie przerwa aż do wiosny? Moje człowieki powiedziały, że to zależy jaka będzie zima. Jeżeli temperatury będą powyżej 5 stopni na plusie to jest szansa, że znowu gdzieś pojedziemy!

Czartowska Skała.


niedziela, 21 lutego 2021 - 8. CZERWONY KAMIEŃ 325 m n.p.m.


Nie musiałam czekać do wiosny! W lutym przyszedł ciepły front. Niesamowite, że jak na taki miesiąc to temperatura była dla mnie idealna! Miejscami na trasie było troszkę stromiej, ale czułam się bezpiecznie - jak zawsze szłam z dwuosobową obstawą. Na szczycie oprócz ładnego widoku na Ostrzycę, była fajna ławka oraz ciekawa konstrukcja z wykopanym dołem i poukładanymi na nim grubszymi gałęziami. Z kociego punktu widzenia nudy nie było, a dystans wycieczki w sam raz na cztery łapki!

Czerwony Kamień.


czwartek, 25 lutego 2021 - 9. SWARNA 390 m n.p.m.

Kolejny raz luty jest dla mnie łaskawy! Meteorolodzy zapowiadali słoneczko na niebie i przyjemną temperaturę powietrza. Okolice szczytu były bardzo obrośnięte mchem! Nie zabrakło tak lubianych przeze mnie skałek. 

Swarna.


piątek, 26 marca 2021 - 10. ŚREDNIA GÓRA 427 m n.p.m.


Jednak zima wróciła i uziemiła mnie na miesiąc! Warunki na Średniej Górze były dla mnie odpowiednie. Nikogo nie spotkaliśmy! Ścieżka była wygodna i mało stroma. Na szczyt weszłam i zeszłam o własnych łapkach - to chyba dlatego, że od siedzenia w domu uzbierało mi się tyle energii. To był bardzo fajny spacer! Na szczycie jest duża atrakcja - żelazny krzyż na betonowym cokole.

Średnia Góra.


piątek, 2 kwietnia 2021 - 11.ROSOCHA 464 m n.p.m.


Coraz bliżej wiosny. Wybraliśmy się na kolejny szczyt znajdujący się na Pogórzu Kaczawskim. W pobliże Rosochy można podjechać samochodem na punkt widokowy z ruinami dawnej radiostacji z II wojny światowej. Samych ruin nie pozwolono mi zwiedzić ze względu na duże ilości szkła znajdującego się na ziemi. Po opuszczeniu auta od razu udaliśmy się wyraźną ścieżkę na szczyt. Nim zdążyłam rozgrzać łapki, już byliśmy na miejscu - po przejściu jedynie 350 metrów! Co prawda sam szczyt jest zalesiony to i tak było ciekawie! Znajdująca się na Rososze chatka "Marianówka" to niezły rezerwuar zapachów! Musiałam cały budynek obejść co najmniej dwukrotnie. Pewnie niejedna impreza się tutaj odbyła.

Rosocha.

poniedziałek 5 kwietnia 2021 - 12. ŚWIĄTEK 330 m n.p.m.


Początek bardzo wietrzny, ale jak już schowaliśmy się w lesie to było znośnie. Świątek to kolejny z listy wygasły wulkan. Było dużo skałek i mchu, a podejście na szczyt króciutkie! Dobrze jest tak czasem przewietrzyć futerko!

Świątek.


niedziela, 18 kwietnia 2021 - 13.WIELISŁAWKA 372 m n.p.m.

Początek szlaku był bardzo błotnisty, ale później podłoże się znacznie polepszyło. Sam szczyt Wielisławki był bardzo ciekawy. Niestety jak już wracaliśmy, to był puszczony bez smyczy bardzo duży pies, który chaotycznie biegał i robił sporo hałasu. Ze strachu napuszyłam ogon i ledwo dałam się utrzymać na rękach! Bym nie musiała sobie też brudzić łapek od błota, połowę zejścia już spędziłam bezpiecznie w plecaku.

Wielisławka.


wtorek, 27 kwietnia 2021  - 14. OSTRZYCA 501 m n.p.m.


Moje człowieki wiedzą, że Ostrzyca jest dość popularnym miejscem, dlatego dla mojego komfortu zabrali mnie na nią w tygodniu. To był dobry pomysł. Na szlaku spotkaliśmy tylko dwie osoby, a co najważniejsze nie było żadnego psa! Dla mnie to nowy koci rekord wysokości - 500 m n.p.m. i kolejny wygasły wulkan do kolekcji! Czułam się na spacerze dobrze, szlak był bardzo urozmaicony! Najlepsze były kamienne schodki.

Ostrzyca - najwyższy szczyt Pogórza Kaczawskiego i mój rekord wysokości!


środa, 1 maja 2021- 15. ŻELEŹNIAK 664 m n.p.m.

Nie pozdrawiam motocyklistów, którzy tak mnie wystraszyli na szlaku, że praktycznie przesiedziałam cały spacer w plecaku! Quadowcy/mtocykliści i psy puszczone luzem to największe zmory na kocich spacerach w górach! Po tym bliskim i niespodziewanym spotkaniu nie miałam ochoty za bardzo chodzić, więc większą część trasy jak i sam atak szczytowy spędziłam w plecaku.  Żeleźniak z kociego punktu widzenia miał też niewiele do zaoferowania.

Żeleźniak.



sobota, 8 maja 2023 - 16. KRZYŻOWA 567 m n.p.m. k. Podgórek


W końcu wiosna w pełni! Wybraliśmy się na Krzyżową. Na szczycie stoi wybetonowany punkt widokowy z krzyżem. Okolica była przepiękna, pełna zapachów, ale dla mnie jednak było za dużo terenu otwartego. Nie zawsze czułam się pewnie. Dobrze, że mój człowiek zawsze ma ze sobą plecak, w którym czuję się bezpiecznie.

Wiosna na Krzyżowej. Piękne widoki na Pogórze i Góry Kaczawskie.


poniedziałek, 10 maja 2021 - 17. GRODZIEC 389 m n.p.m.

Dobra passa trwa! Dwa dni później znowu wyruszyłam na kaczawską przygodę! Byłam na prawdziwym zamku! Powiem Wam, że to był NAJLEPSZY spacer z Korony Kaczawskiej! Co prawda na sam szczyt/zamek można podjechać autem, to ja chciałam jednak bardziej honorowo zdobyć szczyt. Podeszliśmy bardzo urokliwym fragmentem zielonego szlaku z kamiennymi schodami. Moje człowieki wiedzą, że zamek jest bardzo popularny, więc na spacer wybraliśmy się już po godzinach otwarcia. Sama brama z wejściem na dziedziniec była zamknięta, ale i tak było sporo terenu do eksploracji. Normalnie nie chciałam wracać! Kocie Mojo 20/10!

Grodziec - czyli wszystkie murki moje!


sobota, 22 maja 2021 - 18. PORĘBA  671 m n.p.m.


Największą przygodą było szukanie żółtej tabliczki sygnowanej logiem Korony Kaczawskiej. Okazało się, że nie jest powieszona przy charakterystycznym dla Poręby radarze meteorologicznym. Okolica szczytu jest częściowo zalesiona, w kilku miejscach odsłaniają się jednak widoki, m.in. na Karkonosze. Świetne do eksploracji były również opuszczone budynki. Oczywiście ja odnalazłam tabliczkę!

Poręba.

niedziela, 23 maja 202119. DŁUŻEK 592 m n.p.m.


To był długi spacer. Tego dnia miałam trochę lenia i na własnych łapkach szłam tylko wtedy kiedy chciałam. Poza tym jeszcze niespodziewanie złapał nas deszcz i to w trakcie ataku szczytowego! Co prawda na Dłużku stoi wieża widokowa, ale jest drewniana i schody ma przezierne. Jednak te betonowe lub kamienne są dużo lepsze!

Dłużek.

piątek, 4 czerwca 2021 - 20. RÓŻANKA 628 m n.p.m.


Przyjemnie brzmiąca w nazwie Różanka przyjęła nas przelotnym deszczem, ale za to z jakimi widokami! Kiedyś stało tutaj na szczycie schronisko, teraz mogłam jedynie obwąchać ruiny/fundamenty. Okolica bardzo spokojna, a że w kalendarzu lato już w pełni to również mocno zarośnięta. Dzięki temu nie było tak dużo otwartego terenu za którym nie przepadam. Różanka to nasze odkrycie! Widok z Różanki na Sokoliki oraz Karkonosze jest fenomenalny!

Różanka.


wtorek, 8 czerwca 2021 - 21. ZAWADNA 445 m n.p.m.

Spacer o tzw. "złotej godzinie". Przechadzka po lesie była bardzo przyjemna, a to za sprawą szalejących z radości ptaków i promieni słońca wpadających pomiędzy drzewami. Sam szczyt Zawadnej jednak mnie nie urzekł. Nie pomogła nawet wieża widokowa, a to dlatego, że była drewniana - takiej samej konstrukcji jak na Dłużku.

Zawadna.


niedziela, 4 lipca 2021 - 22. LUBRZA 666 m n.p.m


Sporo ciekawych punktów na trasie z pięknym widokiem na obecnie remontowany zamek. Były skałki, sianokosy, a nawet mijanka z psem! Co ciekawe, wcale się go nie bałam, wręcz odwrotnie! Na samej Lubrzy nic ciekawego, oprócz tabliczki z trzema "6" nie było. Pogoda za to była idealna! 

Lubrza.


piątek, 6 sierpnia 2021 - 23. SKOPIEC 724 m n.p.m. & 24. MAŚLAK (FOLWARCZNA) 720 m n.p.m.


Pora na najwyższy szczyt Gór Kaczawskich! Okazało się, że nie był wcale taki trudny do zdobycia na kocich łapkach. Po drodze oczywiście obwąchałam słynny pomnik wykonany z turystycznych butów. W ogóle dowiedziałam się, że Skopiec należy do innej korony - Korony Gór Polski, ale powiedzieli mi, że ten projekt jest trudniejszy.

Skopiec i śmierdzące buty.

Po sąsiedzku, niedaleko Skopca, skrywał się drugi szczyt z zestawienia. Pogoda sprzyjała, więc postanowiliśmy wykorzystać okazję i podejść. Trochę już wrażeń miałam, więc w drodze powrotnej na Przełęcz Komarnicką przesiedziałam wygodnie w plecaku.

Maślak/Folwarczna.


środa, 11 sierpnia 2021 -  25. TURZEC 684 m n.p.m.


Trochę za późno wyjechaliśmy z domu i tabliczki na Turzcu szukaliśmy już po ciemku! Łatwo nie było, bo na ścieżce spotkaliśmy kilka powalonych drzew, ale udało się je sprawnie pokonać! Była też szczytowa mini-skałka na której oczywiście moje łapki musiały stanąć!

Turzec.


czwartek, 16 września 2021 -  26. ŁYSA GÓRA 707 m n.p.m.

Szybka akcja - w sumie krótkie podejście asfaltem i odszukanie w zaroślach tabliczki. Okazało się, że w owych zaroślach ukryta jest dodatkowo mała formacja skalna - oczywiście nie mogłam sobie odmówić małego wspinu! Powrót do auta świńskim truchtem, bo pogoda zaczęła się pogarszać. A ośrodek narciarski, który znajduje się w okolicy z roku na rok markotnieje... Wszystko przez brak śnieżnych zim.

Łysa Góra


niedziela, 26 września 2021 - 27. MIŁEK 596 m n.p.m.


Ciężki był ten Miłek! Wszystko za sprawą, że nie prowadzi na niego żaden znakowany szlak. Tego dnia było też znacznie cieplej niż się spodziewaliśmy. Atak szczytowy do łatwych nie należał, gdyż moje człowieki wybrały mniej znany wariant podejścia na szczyt. A tak w ogóle, to obecnie już Miłka nie ma w zestawieniu, teraz jest Leśniak.

Miłek - obecnie już nie ma w zestawieniu. W zamian jest szczyt Leśniak.


środa, 27 października 2021  - 28. OKOLE 714 m n.p.m.


Powiew jesieni na Okolu. Na szczycie stoi drewniana platforma widokowa. O "złotej godzinie" siedziałam na kolanach, opatulona kocykiem i podziwiałam sobie widoki na poszczególne szczyty należące do Pogórza i Gór Kaczawskich - na wielu z nich już byłam! Tak to można żyć!

Okole.


piątek 18 marca 2022 - 29. SZYBOWCOWA 561 m n.p.m. &  30. STROMIEC 551 m n.p.m


Po długiej, zimowej przerwie wracam na kaczawskie ścieżki! Na Szybowcową można wjechać samochodem. Moje człowieki zaparkowały auto trochę niżej, żeby chociaż podejść te 500 metrów. Ze szczytu rozpościera się widok na Jelenią Górę oraz Karkonosze. Nie chciałam jednak za długo się szwendać po szczycie - za dużo otwartej przestrzeni i randkowiczów! Poza tym, dzisiaj w planie był jeszcze jeden szczyt.

Szybowcowa z widokiem na Jelenią Górę.

Z pod Szybowcowej przetransportowaliśmy się autem w pobliże Stromca. Ostatni, trzydziesty szczyt w zestawieniu!  To naprawdę już koniec tej przygody. Stromiec jak na swoją nazwę, faktycznie był trochę stromy, ale końcowe podejście pod drzewo z tabliczką było bardzo fajne. W drodze powrotnej spotkaliśmy jeszcze skałki, także nudy nie było.

Stromiec - nasz ostatni szczyt z Korony Kaczawskiej.

____________________________________

Skadi przygotowała książeczkę. Wypełniła wszystkie dane i wkleiła nasze wspólne zdjęcia z tabliczkami szczytowymi. Miesiąc oczekiwania i w końcu jest - moja wydreptana na kocich łapkach pierwsza odznaka! Mogę ją teraz dumnie nosić przypiętą na szelkach!

Pogórze i Góry Kaczawskie mam oficjalnie w jednym pazurku!


*Na Instagramie u Skadi @skadinagrani.pl możecie zobaczyć zapisane relacje z naszych wycieczek z Korony Kaczawskiej. Koniecznie wpadnijcie!

Komentarze

  1. Pomysł znakomity. Kocur pewnie dumny, co? :))

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja nie wiem, na pierwszych wycieczkach ma wielkie oczy 00 ;P dopiero później się przyzwyczaiła ;)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

Jezioro Iseo - poradnik praktyczny [gotowiec urlopowy!]

DRABINA WAŁBRZYSKA - kondycyjny wycisk w Sudetach!

SCHRANKOGEL - trzytysięcznik dla początkujących

Inntaler Höhenweg - trekking w Alpach dla początkujących [informacje ogólne i praktyczne, wskazówki, koszty]