5 sierpnia 2010

Skrzyczne 1257m n.p.m - 03.08.2010

Pomysł wejścia na Skrzyczne pojawił się w mojej głowie dosyć przypadkowo. Mój wyjazd w obszar województwa małopolskiego wziął się przede wszystkim z odwiedzenia starej dobrej kumpeli. Poznana już dobrych parę lat temu przez cudny wynalazek jakim jest Internet. Jak widać, poznawanie osób przez Internet nie jest niczym złym. Czasem można znaleźć z kimś wspólny język na drugim końcu Polski, ba! nawet na drugim końcu świata niż w swoim najbliższym otoczeniu.
Swoją samotną podróż w okolice Oświęcimia rozpoczynam w Legnicy. Ponad 6h jazdy urozmaica mi przesiadka w Trzebini. Tam niestety muszę czekać ponad 1h na pociąg. Na niebie słonecznie. Pierwsze moje myśli: „Aby jutro było tak samo”. No właśnie, jutro. Z racji bliskości Beskidu Śląskiego od Oświęcimia udało mi się namówić Urszulę na niezapomnianą wyprawę na Skrzyczne ;). Będąc już w domu, sprawdzamy prognozę pogody. Jest dosyć niepewna. Zapowiadają burze. Decydujemy się jednak zaryzykować i nic nie zmieniać. Około godziny 9 jesteśmy w Szczyrku. Tam udaje się nam odnaleźć szlak niebieski, którym dojdziemy na samą górę. Pogoda taka jak wczoraj. Trochę się tym faktem uspokajam i nie przyspieszamy naszej wędrówki.

Pies był bardziej zaciekawiony zawartością naszych plecaków.

Będzie ta burza czy nie?

Tylko ten jeden zgodził się na zrobienie mu zdjęcia :)

I dotarłyśmy na Skrzyczne. Ludzi na samej górze już znacznie więcej niż na szlaku. Taki obrazek spowodowany był możliwością wjechania wyciągiem krzesełkowym na szczyt. Nie zabawiamy tam zbyt długo, gdyż zaczęły nachodzić burzowe chmury.

Samotny Góral.

Jezioro Żywieckie.

Słupek musi być!

Po 20 minutach postanawiamy więc zejść do Szczyrku. Przy samej końcówce niestety dopada nas deszcz. Jadąc busem do Bielska- Białej rozbawiła mnie nazwa tamtejszego second-handu. A mówiąc bardziej po polsku lumpeksu. „Tani Armanii” zapewne ubrał nie raz modnie i szykownie ;)

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz