19 października 2010

Orlica 1084m n.p.m - 16.10.2010

Nie tracąc cennych minut, bez chwili zawahania udajemy się z pod Masarykovej Chaty w kierunku Orlicy. Góra jest szczytem granicznym, oddzielającym granicę Polski i Czech (stąd jej czeska nazwa - Vrchmezí - po polsku Wierch Graniczny). Orlica będzie należeć w moim zdobywaniu Korony Gór Polski, do takich szczytów, które nie raz będę wspominać. Wszystko za sprawą wcześniej pokonanych prawie 20km pieszo tego samego dnia. Idąc ścieżką wzdłuż granicy, w totalnej głuszy, z godziną na zegarku lekko po 16, droga dłużyła się niemiłosiernie. Do tego wszystkiego, osoby idące przede mną nagle zniknęły mi z pola widzenia. Mgła. Brak jakichkolwiek odgłosów."Gdzie ta Orlica?"- zadałam sobie po cichu pytanie. "Może już ją minęłam?"- "Nie..." - odparłam stanowczo oceniając kąt nachylenia ścieżki. Na dodatek zaczął mi doskwierać dziwny ból w okolicy prawej łopatki. Jeszcze tego brakowało. Wysoka wilgotność powietrza powodowała cieknący katar. Ruch sięgnięcia po chusteczkę do kieszeni i przyłożenia jej do nosa sprawiał, że natychmiastowo czynność przenosiłam na mniej precyzyjną lewą rękę...

Ścieżka biegnąca wzdłuż granicy polsko-czeskiej.

Dotarłam do dość wysokiego, wymurowanego słupka. "To tu? A gdzie się wszyscy podziali?"- odparłam z lekką dozą niepewności. Ścieżka ewidentnie zaczęła prowadzić w dół. W pewnym momencie usłyszałam ludzkie głosy. "Trzeba przejść na czeską stronę"- pomyślałam. Jak pomyślałam tak uczyniłam. Po przejściu kilkudziesięciu metrów w głąb lasu uwidoczniła mi się pokaźna grupka. W ostatniej chwili załapałam się na grupowe zdjęcie. Orlica jest kiepsko oznakowana. Na większej skałce wymalowany został czerwony punkt z biała otoczką, który wygląda jak jakiś przycisk. Należy również do szczytów mocno zalesionych. O jakichkolwiek widokach nie było nawet mowy. Przodownik z ciekawostek powiedział, że było kiedyś na Orlicy schronisko. Na dowód można znaleźć pozostałości podmurowań. Nikt nie miał za bardzo ochoty na  błądzenie po lesie, gdyż zbliżał się zmrok...

Na tym zdjęciu miała być moja osoba, jednak moja mina nie nadawała się do promocji zdobywania Korony. Jednym słowem- ból wypisany na twarzy. Co do aparatu- nie należy do stałej ekspozycji! :)

 Czeski czerwony szlak prowadzący na Orlicę.

Na drogę powrotną wybieram czeski czerwony szlak, który zaprowadzi mnie z powrotem do Masarykovej Chaty. Na miejscu jestem po 18-tej. Zamawiam jedynie owocową čaj. Orlica odebrała mi apetyt. :) Nocleg w schronisku przebiega spokojnie. Chociaż należałoby tu wspomnieć o dwóch mocno chrapiących starszych panach, którzy uskuteczniali moje wybudzanie się ze snu... Marzyłam o nastaniu niedzieli...

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz