21 lipca 2013

Mitterstein 2097 m n.p.m



"Skadi, to gdzie się wybierasz tego 20-tego?"- usłyszałam od paru osób podobne pytanie. Nie potrafiłam niestety konkretnie na nie odpowiedzieć. Od wyruszenia Żabą z pod domu w kierunku górskiego świata, zależało baaardzo wiele czynników. Sytuacja  szczęśliwie wyklarowała się dzień przed piątkowym wyjazdem. Łukasz, (ten, z którym ostatnio górsko nam ciągle nie po drodze) dał radę załatwić jeden dzień urlopu i dołączył do nas, przebywając aż z pod Krakowa.


sobota, 20 lipca 2013

Zanim zameldowaliśmy się na parkingu pod dolną stacją górskiej kolejki z chwytliwym i troszkę naciąganym hasłem "3.000 Meter Freiheit", założyliśmy nocny biwak, jakieś 90 kilometrów przed Ramsau. Spanko pod chmurką było bardzo przyjemne. Ciepła temperatura zapowiadała, że pogoda na dzień naszej "akcji górskiej" będzie przychylna. Z pobliskiego lasu przez pewien moment docierały dziwnego rodzaju szczeknięcia. Z racji, że nasz kumpel Tymek łykną trochę myśliwskiego świata o którym z wielką pasją często opowiadał - wiedzieliśmy, że możemy bezpiecznie dalej oglądać spadające gwiazdy. Otóż te krótkie szczeknięcia należały do koziołków (samców sarny), które zapewne miały ze sobą jakiś zatarg.

O 5 rano pobudził towarzystwo Damian. Dzięki niemu w sumie ruszyliśmy w docelowym kierunku. Z miłą chęcią pospalibyśmy jeszcze dłużej. Rzadko bowiem jest okazja spać pod gołym niebem w tak fajnych warunkach.

Ostatni, 3 kilometrowy podjazd ostro w górę, wyrzucił nas na wcześniej wspomniany parking. Wystartowaliśmy o 8 rano. Dało się zauważyć, że większość osób przyjechała tutaj w celu okolicznej, mocno rozbudowanej via ferratowej "sieci". My także należeliśmy do tej grupy. Podejście pod schronisko znajdujące się ponad 1900m n.p.m minęło nam błyskawicznie. Nie ma się co dziwić. Dojście tam z parkingu to tylko 30 minut, a wielkie ściany Dachstein'u jak na wyciągnięcie ręki.

Przy schronisku. Damian już się cieszy, że po powrocie napije się zimnego piwa :)


Prawie jak orzeł :)


Na pierwszym planie nasz cel - Mitterstein.


Wybieramy propozycję z pierwszej tabliczki.


I zgodnie z kierunkiem udajemy się pod ścianę, gdzie rozpoczyna się "Anka". (Klettersteig Anna)


Ubieramy via ferratowy sprzęt. 

Wycena wybranej przez nas via ferraty to C/D. Rodzaje wycen i opisy trudności najlepiej opisane są na tej polskiej stronce, natomiast garść informacji o "Annie" można znaleźć (w języku niemieckim) tutaj.

Nie jest więc to dobra propozycja dla nowicjuszy. Łukasz ostatecznie nie dał się skusić Ance, mimo że walczył ze sobą (jak nam później opowiadał) dobre parędziesiąt minut. Ja z Damianem - popędzani przez austriackich i czeskich wymiataczy, nie mieliśmy nawet chwili by spojrzeć w dół, w celu wzrokowego rozeznania o zamiarach naszego towarzysza. Problemy z siecią komórkową urwały między nami kontakt do późnego popołudnia. 

A może lepiej nie patrzeć w dół? :) Miałam trochę cykora przez całą drogę, ale myśli skierowane są głównie na karabinkach, które trzeba co chwile przepinać na żelaznej linie.

Pionowy trawersik.


Końca nie widać. Wciąż napieramy do góry!

Ostatnia prosta!


Na szczycie jest puszka z książką. Obowiązkowo, wpisaliśmy się do niej.


Na ścianę Dachsteinu zaczęły nachodzić podejrzane chmury. Według prognoz pogodowych miało być przez cały dzień słonecznie. Wiadomo jednak, że w górach sytuacja meteorologiczna może się zmieniać bardzo szybko i nieprzewidywalnie. Czuliśmy w sobie jeszcze powera i może zaryzykowalibyśmy próbę wejścia na kolejną (chyba najsłynniejszą) via ferratę Johann (wycena E). Niestety informacja zawieszona w schronisku na temat warunków panujących wyżej nas od tego pomysłu odwiodła. Nie byliśmy przygotowani sprzętowo. Na przełęczy Hunerscharte leżało jeszcze sporo śniegu, która wymagała posiadania raków i czekana. Stamtąd była to jedyna możliwa droga zejściowa w kierunku naszego parkingu. 

Dlatego zrezygnowaliśmy. Nie było nawet jakiegoś wielkiego rozgoryczenia. Cieszyliśmy się, że udało nam się trochę uszczknąć via ferratowego świata w Alpach. W dodatku bez spiny i martwienia się o czas. Podejrzewaliśmy, że Łukasz udał się na spotkanie z lodowcem. Jadąc autostradą przez Niemcy, mówił, że jest to jego małe marzenie. Nigdy wcześniej w Alpach bowiem nie miał okazji być. Był przygotowany sprzętowo, więc uznaliśmy to za pewniak.

Przygodę z ferratami można zakończyć na skrzyżowaniu z drogą prowadzącą pod ścianę, gdzie rozpoczyna się "Johann".


Zoomowany metalowy most obok górnej stacji kolejki.


Puk! Puk! Kto tam? Lodowiec!

Wykropkowaną ścieżką pod ścianę "Johanna" zeszliśmy do głównego szlaku, a następnie wróciliśmy do schroniska. Fajnie było zrelaksować się mając przed oczami przeogromną, wapienną ścianę Dachsteinu. Wrócił kontakt z Łukaszem, który potwierdził nasze podejrzenia. Gdy przestało grzać słoneczko w nasze i tak spieczone już poliki i nosy, wolnym krokiem zeszliśmy na parking. 

W bagażniku poukładaliśmy graty i zrobiliśmy sobie małą obiado-kolację. Podczas oczekiwania na Łukasza, rozkminialiśmy różne tematy, np jak buduje się taką kolejkę górską lub jakim sposobem zbudowano obserwatorium na tatrzańskiej Łomnicy. Po dwóch godzinach pojawił się zmachany, ale uśmiechnięty Łukasz. Udało mu się przyklepać lodowiec Edelgriess i dotrzeć na przełęcz Austriascharte. No i pobił też swój rekord wysokości. W końcu masyw Dachsteinu mierzy o kilkaset metrów wyżej niż nasz Król Tatr.

Żaba też pobiła swój rekord - wysokościowy i dystansowy :)

Cali i zdrowi wróciliśmy przez Czechy do domu. Drogi mieliśmy sporo, więc była okazja do obgadania górskich planów na przyszły sezon. Mam nadzieję, że dojdą do skutku i uda nam się z Łukaszem ugryźć jakiś poważny "problem". Wszyscy sobie tego życzymy :)

Dzień Dobry! Muuu! Bileciki do kontroli! 


Poranek w Czechach. Cudowne rześkie powietrze! Polsko, jesteśmy coraz bliżej!

17 komentarzy :

  1. gratuluję!
    fantastyczne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Szkoda, że mieliśmy tylko jeden dzień, ale i tak warto było tłuc się tyle kilometrów. Jesteście jeszcze w drodze czy już na miejscu? Jakie górskie plany podczas urlopu?:D

      Usuń
    2. Teraz jesteśmy w drodze w Alpy. Mamy w planach Breithorn i sportową wspinaczkę w Austrii. Zobaczymy co z tego wyjdzie :)
      A po powrocie bardzo chcemy jechać na wspinaczkę w Tatry np. na Klasyczną na Mnichu lub coś innego. Zobaczymy :-)
      Jeszcze raz gratuluję!
      pozdrawiam

      Usuń
  2. Świetna wyprawa :) I fajnych tam mają kontrolerów :)) Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wjeżdżając z Ramsau na tą 3kilometrową, serpentynową drogę, stoi bramka. Za wjazd autem pobierana jest opłata, 6 euro! od osoby. Nam udało się tego uniknąć- wjazd wczesnym rankiem i powrót wieczorem.

      Usuń
  3. Jak zwykle zapierająca dech w piersiach relacja :D
    Zimuś przerażony pionową ścianą i krową (trauma z dzieciństwa)! Pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co Ci krowa zrobiła? Bo chyba nie pokazała długiego języka? :D

      Usuń
    2. Mały zimuś przemierzał drogę w mini samochodziku, kiedy ten potwór postanowił oślinić mi karoserię :(

      Tak mi przyszło na myśl jak zobaczyłam to zdjęcie: https://fbcdn-sphotos-f-a.akamaihd.net/hphotos-ak-ash4/s720x720/482191_548894188464779_1348583961_n.jpg
      że może kiedyś ruszysz na wyprawę z puszystym ładunkiem w plecaku? :D

      Usuń
  4. Ciekawa wyprawa, interesująca relacja. Cieszę się, że pogoda dopisała, mam nadzieje, że moje "prognozy" choć trochę pomogły. Pora już chyba wybrać coś z tej listy http://www.bielefeldt.de/4000e.php

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak sugerujesz takie wysokości to trzymaj mocno kciuki na przyszły sezon :) W ogóle ten Dachstein to mi trochę przypominał tą wredną Presolanę w Alpach Bergamskich o! Uściski!

      Usuń
  5. Cudowne miejsca i przepiękne fotki. Będę zaglądać częściej i z wielką ciekawością :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Mam nadzieję, że znajdziesz tu czasem coś ciekawego dla siebie, skoro zostałam dodana do listy ulubionych;) Jest mi niezmiernie miło. Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  6. Fajna ferrata, gratulacje przejścia. Zastawiałem się czy na ten rok nie wybrać masywu Dachsteinu, ale ostatecznie pojechaliśmy trochę bliżej. Na trasie było dużo ludzi?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dachstein jest o tyle fajny, że nie trzeba tracić wiele sił na podejście pod niektóre via ferraty. Można rozpocząć akcję 40 minut od parkingu i skończyć na szczycie, który ma prawie 3000m n.p.m. Na ferracie, którą przeszliśmy było trochę ludzi- ale nie stanowiło to wielkiej tragedii (korków nie było). Na tej drugiej "Johann" zapewne jest znacznie mniej.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Gdzieś nam to umknęło... Clio ;) ? Jeszcze Was wozi ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Clio już na emeryturze :) Wozi tylko na nizinach :)

      Usuń
    2. Nas dzielnie wozi wszędzie... wprawdzie nowsza wersja, ale co Clio to Clio, górski samochodzik :)

      Usuń