5 sierpnia 2013

Krywań 2494 m n.p.m



Nie żebyśmy jakoś mocno lubili ten afrykański front, który gości nad wschodnią Europą od prawie dwóch tygodni, ale z dwojga złego już ciut lepszy bezchmurny upał niż "mleko" w górach. Był nam potrzebny zwykły trekking, bez tych wszystkich dodatków jakie zazwyczaj sobie serwowaliśmy. Ot, grzeczne łazikowanie i powrót do domu o rozsądnej porze. Bez czasowej spiny, bez kosodrzewinowego jednoczenia...



niedziela, 4 sierpnia 2013
Z racji, że w weekend na termometrach miało widnieć prawie 30  °C, stwierdziliśmy z Damianem, że potrzebujemy jednego dnia aklimatyzacji. Dlatego sobotę spędziliśmy do południa w Dolinie Jaworowej, potem leniuchując na Campingu za Strugiem w Zakopanem, a niedzielę zostawiliśmy sobie na zdobycie jakiegoś szczyta. 

Po ostatniej akcji z Pośrednią Granią, gdzie musieliśmy zawrócić z podkulonymi ogonami, wspólnie z Damianem zdecydowaliśmy się na zdobycie Krywania. Damian nie był jakoś mocno podekscytowany decyzją, głównie z powodu iż to narodowa góra Słowaków, która jest odzwierciedleniem naszej polskiej wersji - czyli Giewontu. Ja jakoś przestałam się zastanawiać nad tym jakie będą warunki na szlaku. Krywań pięknie się prezentuje od strony polskiej i muszę przyznać, że ta góra chodziła za mną od pewnego czasu, a dokładnie od momentu ujrzenia jej z Koziego Wierchu. Poza tym, należy do Wielkiej Korony Tatr, więc co tu dużo dywagować...

Zdecydowaliśmy się na wejście szlakiem zielonym z Trzech Źródeł przez Gronik. 


Do rozwidlenia szlaków bez problemu można pociskać w sandałkach ;)

Krywańska Kopa, a w oddali Niskie Tatry.


Tatry Zachodnie.

Tyle już przeszliśmy.

No i się wyłoniła...

A za nami Słowacja.

Na Krywańskiej "autostradzie" ;)

Mały Krywań 2335m n.p.m

Z Krywańskiej Przełączki widać m.in. Jamską Grań, Południową Grań Ostrej oraz Grań Soliska.

Szczyt już tuż tuż...

W dole widoczny Zielony Staw Ważecki (Zielony Staw pod Krywaniem).

Nie było czasu na słabości. Tłum napierał, był bezlitosny
 - ale daliśmy radę.

A gdzie moja grupa?

Na szczycie zdecydowanie przeważał język polski. 

Widoki z Krywania. Widoczna Grań Hrubego. W dole Niżni Teriański Staw

Puszka na szczycie z Nowym Testamentem.

I widok na Polskie Tatry.

Mniam, ale dobry herbatnik ;)

Na drogę zejściową wybraliśmy szlak niebieski prowadzący do Doliny Ważeckiej.  Przy Jamskim Stawie wskoczyliśmy na Tatrzańską Magistralę, którą  dotarliśmy z powrotem do Trzech Źródeł, gdzie zostawiliśmy Żabę.   

Chwila relaksu. 

Na niebieskim szlaku. 


Przerażał nas powrót "Zakopianką" w niedzielne popołudnie. Zdecydowaliśmy się na powrót do domu przez przejazd drogami słowackimi i czeskimi. Trasa piękna widokowo - zwłaszcza w taką pogodę. Po prawej Tatry Wysokie, Zachodnie, a po lewej wielokilometrowe pasmo Tatr Niżnych, Wielkiej i Małej Fatry, a na końcu jeszcze słowackie Beskidy. Oj było czym na pożegnanie oczy nacieszyć!

7 komentarzy :

  1. Takie upały, a tu proszę :) Podziwiam :)
    Po pierwszym zdjęciu wnioskuję, że ludu na narodowej górze Słowaków całkiem sporo?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludu sporo, chociaż odniosłam wrażenie że przeważał naród polski :P

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. A to akurat mnie nie dziwi :) Czy to Słowacja, czy to Polska, na szlakach z reguły słyszę naszą mowę ojczystą :D

      Usuń
  2. Super zdjęcia :)
    I ten śliczny piesek :D :D :D
    czekam na relację ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Identyczną trasę zrobiłem na początku Lipca, upał ten sam i tłumy też... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pierwsze zdanie to sama prawda, lepszy upał niż deszcz i chmury ;-)
    A sama wycieczka miła i przyjemna :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Super wyprawa, piękna pogoda i bardzo udane zdjęcia.
    Ja na Krywaniu jeszcze nie byłem, ale może już niedługo :-)
    Pzdr.

    OdpowiedzUsuń