28 sierpnia 2016

Szpiglasowy Wierch 2172 m n.p.m


Okoliczności sprawiły, że swój sierpniowy 3-dniowy wypad w polskie Tatry spędziłam z... sama ze sobą. Było to dla mnie nowe i ciekawe doświadczenie, ponieważ jak dotąd zawsze miałam na wyjazdach kompanów. W Zakopanem czuję się jak we własnym mieście rodzinnym. Wiem którymi ścieżkami chadzać, znam sprawdzone miejsca gdzie dobrze zjeść i zaopatrywać się w ewentualny prowiant. O te sprawy miałam więc spokojną głowę. Moją jedyną bolączką przy planowaniu tego wyjazdu były za to noclegi. Wiadomo - sezon w pełni. Do tego termin pobytu zahaczał jeszcze o weekend. Nie wchodziła w grę jednak jakakolwiek rezygnacja! Tym bardziej, że prognozy pogody były całkiem dobre, a bilety na „ukochanego” Polskiego Busa zostały już kupione. Chciałam się jednak czuć psychicznie komfortowo i być przygotowaną na każdą ewentualność. Od spania pod chmurką, po normalne łóżko z kołderką, dlatego więc niczym ślimak, swój *18 litrowy!!! domek zarzuciłam na plecy i udałam się najpierw na legnicki dworzec kolejowy, by później już z wrocławskiego dworca autobusowego przetrwać nockę w Polskim Busie i o 6 nad ranem zameldować się w polskiej stolicy Tatr.



Jest kilka szlaków, jest kilka szczytów w polskich Tatrach, na których moja noga jeszcze nie stanęła. I nie są to wcale mniej uczęszczane zakątki, wręcz przeciwnie! Oblegane, promowane dla wszystkich którzy powinni poznać i zobaczyć podczas swojej pierwszej tatrzańskiej wizytacji. Tak się jakoś złożyło, że na Szpiglasowym Wierchu mnie nie było, a należy przecież do szczytów określiłabym podstawowych.


piątek, 5 sierpnia 2016

Jestem w Palenicy Białczańskiej. Na Szpiglasowy Wierch decyduję się wejść od strony Doliny Pięciu Stawów Polskich, a następnie zejść na stronę Morskiego Oka. Zanim jednak na dobre azymut ustawię na Szpiglasa, zachodzę do schroniska w Dolinie Roztoki. Jestem tam pierwszy raz! Wiele się naczytałam i nasłyszałam o dobrych opiniach tego miejsca i przyznam, że wszystko się potwierdziło. Jest pora śniadaniowa, większość turystów zamawia poranne żarełko, ja natomiast zapytuję o nocleg (będąc jeszcze w domu telefonałam w tej sprawie – oczywiście odpowiedź była wiadoma – brak miejsc). Chciałam się upewnić co do możliwości spania na glebie i wstępnie zaklepać sobie kawałek podłogi w korytarzu. Udało się! Zostawiłam płachtę biwakową w celu oznaczenia terenu, a resztę niepotrzebnego sprzętu i żarcia wrzuciłam do przechowalni. Spokojniejsza o miejsce noclegu, ruszyłam już na lekko zielonym szlakiem w kierunku Doliny Pięciu Stawów Polskich. 

Królowa polskich wodospadów. Wielka Siklawa w kolorach tęczy.

Gdy byłam już przy stawach, odniosłam wrażenie, że do Szpiglasowej Przełęczy jest strasznie daleko w porównaniu np. z wejściem na Kozi Wierch, który z pułapu doliny wygląda banalnie i też naocznie wydaje się być bardzo blisko – a przecież szczyt stanowi jeden z głównych filarów Orlej Perci! Ja jednak idę za żółtymi znakami, wygodnym górskim chodnikiem. Wytężam po drodze wzrok w celu dojrzenia chociaż jednego tłustego gryzonia, które podobno dość licznie zamieszkują to miejsceNiestety ponownie nie dopisuje mi szczęście :(

W Dolinie Pięciu Stawów Polskich.

Tatrzańska kaczka.

Kozi Wierch  2291 m n.p.m
 
W końcu dochodzę do łańcuchów, na których korek tworzą turyści. Czekam cierpliwie, aż pojawi się zielone światło. Niestety czekanie przeciąga się, a nad Szpiglasem pojawia się szara chmura. Wg prognoz cały dzień miał być ładny, ale ta chmura wyglądała niepokojąco. Olałam stanie w kolejce i stosując krótki scrambling ominęłam całe towarzystwo i tym sposobem znalazłam się na przełęczy, z której do wierzchołka miałam już tylko jakieś 10-15 minut. Na Szpiglasie w pełnej krasie ujrzałam tą szarą chmurę, która wrednie wisiała też nad innymi szczytami po słowackiej stronie. Widok był dość ponury, ale dla odmiany cała Orla Perć przyodziana była w niebieskie barwy.

Widoki ze szlaku na Szpiglasową Przełęcz.

Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich.

Fragment z łańcuchami, tuż pod przełęczą.

Szpiglasowa Przełęcz.

Szpiglasowy Wierch ;)

Po polskiej stronie ładnie...

a po słowackiej już tak ładnie nie jest...

Zeszłam z powrotem na Szpiglasową Przełęcz. Miałam w planach małą posiadówę, ale wiatr skutecznie mnie od tego pomysłu odwiódł. Zaczęłam więc od razu schodzić w stronę Morskiego Oka. Tego co się działo w okolicach schroniska opisywać nie trzeba. Pomimo ludzkiego oblężenia miałam nawet początkowo ochotę chwilę posiedzieć i coś zjeść! O zgrozo, że w ogóle taka myśl mi przez głowę przeszła ;) Docierający do mnie smród dymu papierosowego definitywnie przekreślił dalsze przebywanie przy Moku. Nie znoszę palaczy w górach!!!

Dzwonek alpejski z Kozim Wierchem :)

Podczas zejścia. Chmury dalej takie ponure.

Mnich z innej perspektywy.

Czarny Staw pod Rysami oraz charakterystyczny płat śniegu pod Bulą pod Rysami.

Podpis zbędny :)

Taką Obywatelkę Tatr spotkałam tuż poniżej schroniska.

Spokojnym krokiem zeszłam asfaltem, by w momencie pojawienia się szlakowskazu do Doliny Roztoki z niego uciec i przenieść się do innego wymiaru :) Przez cały dzień, zastanawiałam się czy moje rzeczy które zostawiłam w przechowalni, nie znalazły nowych właścicieli. Moje obawy na szczęście nie sprawdziły się. Schronisko Roztoka jest jednym z nielicznych miejsc, gdzie atmosfera i turyści są na pierwszym miejscu, w którego progi zaglądają raczej zagorzali górołazi, a nie przypadkowe osoby. Skorzystałam z dobrodziejstw kuchni i z okazji zdobycia Szpiglasa zamówiłam sobie małe żarełko. Gdy zbliżał się wieczór, w jadalni zaczęła rozbrzmiewać gitara i śpiewy. To był dobry wybór, by zdecydować się na nocleg w Roztoce. Chwilę pogadałam z ekipą z Warszawy i około 22 wyłożyłam się na swoim skrawku podłogi w korytarzu, wraz z innymi ludkami zmęczonymi całodzienną wędrówką po Tatrach.

Niestety prognozy na następny dzień były nieubłagane. Miało ostro lać, ale o tym co robić dalej postanowiłam pomyśleć nad ranem.

--------------------------------------------------------------

* Na 3 dniowy wyjazd spakowałam się w 18 litrowy plecak, co stanowi mój nowy rekord! O tym co dokładnie zabrałam, powstanie prawdopodobnie osobny post :) 
 

23 komentarze :

  1. Szpiglasowy ciągle przed nami :) Też szybciutko uciekaliśmy z Morskiego Oka. Widok na Mięgusze świetny, ale to jednak nie dla mnie. Koniecznie zdradź, jakim cudem spakowałaś się w ten 18l plecak. Dla mnie to czysta abstrakcja :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam jak około 10 lat temu jechałam z kumplami z liceum na około 10 dni do Zakopca. Spakowałam się wtedy w 32 litry, oni natomiast w 60l. Gdy mnie zobaczyli na dworcu, prześmiewczo dogadywali że pewnie ze sobą wiozę kosmetyczkę, reszta rzeczy będzie na mnie czekać juź na miejscu :) Post w sprawie tych 18 litrów pojawi się dopiero po moim urlopie we wrześniu :)

      Usuń
  2. Też jeszcze nie byliśmy na Szpiglasie.
    Ale, co tam Szpiglas, te 18l mi musisz wyłożyć, bo mimo że się już (w miarę) ograniczam, to osiemnastka jest poza moją pakunkową wyobraźnią. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, a myślałam że tylko mi zalegał ten Szpiglas w ekipie górskiech blogerów:)

      Usuń
    2. Trasa jeszcze przede mną ale zastanawiam się jak dałaś radę spakować się w 18 litrów.Nie biorę nie wiadomo ile rzeczy ale to poza moim zasięgiem :)

      Usuń
    3. Myślę, żeby spakować się w mniejszy litraż plecaka to kwestia zmiany trochę myślenia. To przychodzi z czasem i z doświadczeniem. Ważne jest też to by plecak miał dobrą konstrukcję i ciekawe rozwiązania (możliwość troczenia, podział i wielkość kieszeni itp).

      Usuń
  3. A ja właśnie kończę pisać relację m.in. ze Szpiglasa :D
    Co do plecaka, to widzę Skadi, że tetris level 100 :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak skończę urlop, to na spokojnie poczytam co tam u Ciebie :) Haha tetris level 100 - no może trochę ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Szkoda tylko, że te słowackie szczyty takie skąpane akurat były w chmurach. Najważniejsze jednak, że nie spadł z nich deszcz :)

      Usuń
  5. W Roztoce spaliśmy i też miło wspominamy to schronisko. My identyczną trasę zrobiliśmy ze dwa lata temu, z Roztoki do "piątki", Spiglas i do Moka. Do Roztoki już po ciemku wracaliśmy. Bardzo fajna wycieczka. Jeśli chodzi o tłuste gryzonie, to teraz zajmuję się szyciem, przynajmniej w Alpach tak jest :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze no! Wciąż te tatrzańskie świstaki się przede mną ukrywają! :)

      Usuń
  6. Widzę, że na Szpiglasie jeszcze wiele osób nie było, w tym i my. Wybieraliśmy się tam wiele razy, za każdym razem ostatecznie decydując się na coś innego. Podobno co się odwlecze, to nie uciecze...
    Plecaka nie komentuję zbytnio, toż to czysta abstrakcja :D.
    A zdjęcia robiłaś tylko stałką, o której pisałaś przy Lodowym, czy zdecydowałaś się na coś innego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten wypad wzięłam kit 18-105 ze względu na to, że może łatwiej mi będzie sobie zrobić zdjęcie :P Ostatecznie żadnego takiego nie zrobiłam :D A te na których jestem, są zrobione przy pomocy turystów spotkanych na szlaku ;)

      Usuń
  7. Brawo, brawo! I za Szpiglasa i za plecak :) Wędrowanie samemu ma swoje zalety, wiem jak to jest. Pięknie uchwyciłaś Rysy za Mnichem. No i ta Obywatelka Tatr... łania ma minę jakby chciała powiedzieć: jesteś już setnym człowiekiem, który w tej godzinie robi mi zdjęcie. :) Co tam chmury, mi wiało na Szpiglasowym tak, że miałam czapkę i szaliczek na sobie. Ale herbata z termosu dobrze tam smakowała. Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta łania stała prawie przy asfalcie. Wszyscy robili jej zdjęcia, a ona spokojnie skubała sobie trawkę. Teraz trzeba upolować jej 'męża'. Poroże to on pewnie ma niezłe :P

      Usuń
  8. 18 litrów? Mistrzyni! Czekam na posta w tym temacie :-)
    Ja na Szpiglasie byłam chyba 4 razy i pójdę jeszcze. Widoki na okoliczne doliny są przepiękne. I fajna miejscówka na zachód słońca, choć do dziś nie trafił mi się spektakularny :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, 18 litrów ale bez szpeju do wspinu i kuchenki gazowej z garami :P Przymierzam się powoli do jakiegoś tatrzańskiego zachodu/wschodu słońca. Poleciłabyś jakiś konkretny szczyt?

      Usuń
    2. Ciężko mi polecić coś konkretnego bo do dziś nie udało mi się trafić na mega wschód czy zachód. Jednak wydaje mi się, że ciekawie mogłoby być na Wielkiej Kopie Koprowej bo jest jakby w środku Tatr. Fascynujące są również tereny Wołowego Grzbietu, tam można by się wyżyć fotograficznie podczas złotych godzin. Tak myślę patrząc na układ grani i okolicznych szczytów. Jeszcze się tam wybieram bo nie przeszłam całego i będę polować na jakiś wschodzik i zachodzik ;)Ale to pewnie przyszły sezon.

      Usuń
  9. Spakowanie się w tak mały plecak na wypad w góry jest dla mnie abstrakcją ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz Robercie, dla mnie abstrakcją jest podjazd rowerem na górskie przełęcze :)

      Usuń
  10. Zdjęcie z tęczą powala! Lubię to miejsce z chatką i tymi fioletowymi kwiatami. Zawsze tam się zatrzymuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie chatki górskie super komponują się w krajobraz. Nie szpecą, a dodają wręcz uroku.

      Usuń