3 marca 2017

Babiogórski Klasyk


Jesieniak ze słoniem, mimo iż pogodowo pozostawił wiele do życzenia, to sam zamysł wykonywania nocnych zdjęć w górach spodobał mi się na tyle, że postanowiłam zaopatrzyć się w trochę lepszy statyw i ponownie napisać do Roberta z propozycją wspólnego wypadu w góry. Tym razem już w bardziej zimowej odsłonie, wszak właśnie zagościł w kalendarzu luty. Zima to wdzięczny czas na wykonywanie nocnych zdjęć, dający mnóstwo możliwości tworzenia niebanalnych kadrów!



Sytuacja meteorologiczna zdecydowała za nas, w które pasmo górskie wyruszymy na nocną przechadzkę ze wschodem słońca. Naszym sprzymierzeńcem był łysy, który właśnie rozpoczął fazę świecenia na pełnych obrotach. Niestety nad naszymi rodzimymi Sudetami według prognoz miał on być przykryty warstwą chmur. Im dalej na wschód tym niebo miało być czystsze. Babia Góra w Beskidzie Żywieckim przy dobrych warunkach oferuje wspaniałe widoki i jest celem nie tylko turystów ale także właśnie fotografów. W polskich górach jest kilka takich miejsc, w których koniecznie trzeba się znaleźć w odpowiednich okolicznościach. Wschód słońca na Babiej Górze jest właśnie takim miejscem, które warto zobaczyć na żywo chociaż raz w życiu!

Gdy Robert zaproponował kierunek na Babią Górę ze względu na obiecujące prognozy pogody, bardzo się z tego pomysłu ucieszyłam. Od dawna już temat królowej Beskidu Żywieckiego przekładałam w moim górskim kalendarzu na lepsze czasy. 

piątek, 10 lutego 2017


Dojazd w okolice Babiej Góry przebiegł spokojnie. Jedynie ostatnie kilka kilometrów podjazdu na Przełęcz Krowiarki dostarczyło trochę emocji ☺ W pewnym momencie wjechaliśmy w taką gęstą mgłę, że  byłam zmuszona prowadzić samochód z brodą przyklejoną do kierownicy. Za szybą praktycznie nic nie było widać! I tak jak często psioczę na GPS'a, który nie raz wywiózł mnie w pole, tak w tych trudnych warunkach, okazał się być bardzo pomocny. Czułam się trochę jak pilot podczas lotu IFR. GPS pokazywał przebieg drogi i dzięki niemu wiedziałam mniej więcej za ile metrów będzie kolejny ostry zakręt. Dobrze, że w tej mgle nie wyskoczył nam na drogę żaden dziki zwierz!

Nagle jak ręką odjął, wyjechaliśmy z otchłani tej mgły. Pojawiła się czarna droga i ośnieżone iglaki na poboczu. Trochę mi ulżyło, bo już myślałam, że z Babiej Góry to my nic nie zobaczymy.


sobota, 11 lutego 2017

Minęła już prawie godzina po północy. Na parkingu na Przełęczy Krowiarki stało już kilka aut. Robert wprawiony w bojach szybko się ogarnął, przygotował sprzęt foto i był już gotowy do wymarszu. Mi te wszystkie operacje zajęły trochę więcej czasu ☺ Ze strachu przed ewentualnym polegnięciem na mrozie (głównie moje dłonie, które nie znoszą niskich temperatur), poubierałam na siebie praktycznie wszystkie ciepłe ciuchy jakimi dysponuję. Chciałam być przygotowana na najgorszy możliwy scenariusz - siarczysty mróz i silny wiatr. Właśnie... jaki wiatr? Podobno ten na Babiej Górze jest jej często nieodłącznym towarzyszem. Szczyt potrafi być bardzo zdradliwy i niebezpieczny. Dowodem na to, są dobiegające do mediów co jakiś czas informacje o kolejnych akcjach GOPR. Tej jednak nocy Babia Góra ukazała przed nami swoje łagodne oblicze. Przez cały nasz pobyt było BEZWIETRZNIE!

Według tabliczek informacyjnych dojście na szczyt z Przełęczy Krowiarki zajmuje około 2,5h. My do wschodu słońca mieliśmy do dyspozycji około 6h! Nie musieliśmy się więc spieszyć ☺  Spokojnym krokiem z przewieszonymi przez ramię statywami ruszyliśmy czerwonym szlakiem, w stronę pierwszego, najniższego wierzchołka północno-wschodniej grani masywu Babiej Góry - Sokolicy 1367 m n.p.m. Czas na podejściu minął oczywiście na rozmowach o fotografii.

Od momentu wejścia na Sokolicę, zaczęła się tak naprawdę cała zabawa. w nocną fotografię. Statywy natychmiastowo wylądowały rozłożone na śniegu. Zrobiliśmy pierwsze próbne foty by dobrać odpowiednie parametry na ustawieniach manualnych, a potem to już fotograficzna adrenalina całkowicie nas pochłonęła!

Robert w akcji! :) 

Na Sokolicy. Niby dzień, a jednak noc :)

Okoliczne pagórki pod osłoną nocy.

Są! W końcu głównie dla nich tutaj przyjechaliśmy :)

Zabawy z wełną stalową.  Ciekawy motyw na niebanalny kadr.

W stronę Babiej Góry.

Ugłaskany wiatrem śnieg.

Wyszło jakby płonęły domy!

Powoli nadchodzi świt.

Zoomik na pagórki.

Wełna stalowa ponownie w akcji :)

Niebo nad horyzontem powoli różowieje. 

Im bliżej wschodu słońca, tym zaczęło się pojawiać coraz więcej osób zmierzających w stronę szczytu. Postanowiliśmy z Robertem, że nie będziemy się na siłę ładować na sam wierzchołek, a w spokoju pofocimy kilka metrów poniżej. Dzięki temu zyskamy spokój i unikniemy nieproszonych gości w kadrze. A widok będzie przecież taki sam i nic nie stracimy.

Za kulisami.
fot. www.roweromaniakk.blogspot.com

Spojrzenie peryskopowe ;)

Jeszcze parę minut i pojawi się skrawek wschodzącego słońca.

Tatry takie :)

Tatry siakie :)

I oto jest!

Za kulisami.

W pełnej okazałości :)

Poszukiwanie nietypowych kadrów.

Smog? Mgiełki? Efekt i tak jest świetny!

Można popłynąć...

Gdy już w pełni słońce pojawiło się nad horyzontem, weszliśmy na wierzchołek Babiej Góry, na którym pozostało już jedynie kilka osób. 

Na wierzchołku Babiej Góry.

Gdy obfotografowaliśmy wszystko co było godne naszej uwagi, ruszyliśmy w stronę schroniska na Markowych Szczawinach. Ciekawa byłam warunków na szlaku, bo podczas pakowania ostatnich rzeczy do plecaka, będąc jeszcze przy samochodzie zastanawiałam się czy zabrać także raki. Ostatecznie ich nie wzięłam.

Schodzimy w stronę Przełęczy Brona.
fot. www.roweromaniakk.blogspot.com

I z Przełęczy Brona do schroniska na Markowych Szczawinach. Szlak bardzo wyślizgany!
fot. www.roweromaniakk.blogspot.com

Może by tak w końcu dać spokój tym Tatrom i sfotografować coś innego? :)

Mała Babia Góra.

Szlak był co prawda dość mocno wyślizgany, ale tylko na krótkim odcinku. Oczywiście raki ułatwiłyby zejście, ale generalnie nie było tragedii idąc bez nich. W schronisku zjedliśmy śniadanie, pogadaliśmy o słupach energetycznych stanowiących czasem fotograficzne faux pas, poprzeglądaliśmy efekty minionej już nocy w naszych aparatach i jakoś tuż przed południem wróciliśmy przyjemnym szlakiem niebieskim na Przełęcz Krowiarki, z której jeszcze kilka godzin wcześniej startowaliśmy.

Schroniskowy kot z Markowych Szczawin.


Widoki na niebieskim szlaku.

To był  mój pierwszy "celowany" wschód słońca w górach. Warunki mogły być lepsze, mogły być dużo gorsze. Mi generalnie nic więcej do szczęścia nie było potrzeba. Mimo, że stosunkowo więcej było jazdy samochodem niż samej łaziorki, to wróciłam do domu mega górsko naładowana! Świat ma wiele pięknych chwil do zaoferowania. Wschód słońca w górach obligatoryjnie się do nich zalicza!

"My, którzy wędrujemy po górach, zawsze przedkładamy upór i wytrwałość w dążeniu do ustalonego celu nad czystą siłę. Wiemy, że każda wysokość, każdy krok muszą być pokonane cierpliwością, ciężką harówką i że pragnienia nie mogą zastąpić wysiłku. Wiemy, że trzeba się zmierzyć z wieloma trudnościami. Cieszymy się wspaniałymi scenami rozgrywającymi się przed naszymi oczami: cudownymi wschodami i zachodami słońca, pięknem wzgórz, dolin, jezior, lasów i wodospadów. Kto idzie w góry musi podjąć wysiłek. Ale z wysiłku przychodzi siła, pobudzenie wszystkich zdolności a z poczucia siły rodzi się przyjemność. Powracamy do codziennych zajęć lepiej przygotowani do boju w walce życia i do pokonania przeszkód na naszych drogach, wzmocnieni i podniesieni na duchu wspomnieniami." 

Edward Whymper


23 komentarze :

  1. Hej, Fajna relacja, mocno się wkręciłem :) fotki rewelacja, mocno się rozwijasz. pozdrowionka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fotografią zaczęłam się trochę mocniej interesować dzięki Robertowi :) Jednak staram się trzymać w ryzach ten temat, bo wiem że można popłynąć... finansowo ;)

      Usuń
  2. Fantastyczne zdjęcia! :) Fajne warunki się wam trafiły, a o wschodzie na Babiej , to marzy pewnie co drugi górołaz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przez ten fantastyczny widok na Tatry ze szczytu. A Wy złapaliście już swój osobisty wschód słońca na Babiej? :)

      Usuń
    2. Nie, to ciągle jeszcze gdzieś przed nami. Zimę bierzemy póki co "na przeczekanie", a przy dobrej pogodzie wygrywały zazwyczaj Tatry, zwłaszcza że ciut bliżej. No, ale jak już się nimi nasycimy, to będziemy myśleć :D Pozdrawiamy!

      Usuń
  3. Super relacja i bardzo fajne fotki. Nie wiem jak Ty, mnie wschód na Babiej strasznie wykończył :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm w jakim sensie wykończył? Sama góra i prowadzona na niej akcja była raczej wspierana adrenaliną, także fotograficzną o której wspomniałam w relacji ;) Dla mnie najbardziej męczący był powrót do domu. 7 godzin za kółkiem po nieprzespanej nocy wymagało sporej mobilizacji :)

      Usuń
  4. Gratuluje udanej sesji. Warunki miałaś doskonałe, tam czasami wiatr potrafi przewrócić statyw z aparatem.
    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie najbardziej obawiałam się tego wiatru, który na bank generowałby wzrost odczucia zimna! Prognozy pogody z różnych portali też nie były zgodne, więc dopiero na miejscu okazało się jakie warunki zastaniemy na Babiej.

      Usuń
  5. Krótko, jednym słowem: POEZJA!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam się wybrać na tego typu akcję. Sama już kombinuję przenieść motyw na tatrzański warunki, ale to już raczej latem. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Mogło być lepiej?! Ty się przyznaj, kogo przekupiłaś, że Ci taki warun zapewnił. :D Mega! A tą wełną to mnie zaintrygowałaś. Jak się z tym obchodzić, żeby takie "fajerwerki" na fotach uskutecznić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rezerwuar pecha wyczerpałam już w styczniu, więc należał mi się w końcu chociaż dobry warun w górach :P Co do wełny stalowej, nie wiem czy mogę zdradzać patenty ;) Może Robert odpowie na Twój komentarz. Generalnie jest to całkiem prosta sprawa.

      Usuń
  7. Aż się wierzyć nie chce że te zdjęcia są robione w nocy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy raz robiłam nocne zdjęcia przy świetle pełni księżyca i efekty też mnie trochę zszokowały.

      Usuń
  8. Trzeba mieć szczęście, aby trafić tak wspaniałe warunki na Babiej. Dzięki temu możemy teraz się zachwycać tymi fantastycznymi zdjęciami. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słyszałam wiele o Babiej Górze. Bałam się warunków. Tym bardziej, że kilka tygodni wcześniej poległam na próbie robienia wieczornych zdjęć na Ślęży (niska temperatura). Specjalnie do tego wyjazdu kupiłam łapawice puchowe, które po raz pierwszy przetestowałam. Spisały się rewelacyjnie.

      Usuń
  9. Wspaniałe warunki trafiliście. Zdjęcia wymiatają, wielkie gratulacje :).

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie także podobają się zdjęcia. Rzeczywiście jakby w dzień robione :) No i mogę sobie popatrzeć na widoki, ktorych mi zabrakło latem, kiedy tam się wdrapałam. I Taterki mrymrymry.... Pozdrawiam z chłodnej Warszawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To koniecznie musisz powrócić na Babią Górę! Może właśnie o wschodzie słońca? Ze schroniska na Markowych Szczawinach na szczyt nie jest daleko.

      Usuń
  11. Świetna fotorelacja :-) Zapraszamy do nas na Świat Gór - dziś ostatni dzień naszego urodzinowego konkursu, przygotowaliśmy kilka ciekawych nagród - http://www.swiat-gor.pl/urodziny-konkurs/

    OdpowiedzUsuń