16 marca 2017

Baranie Rogi 2526 m n.p.m


Baranie Rogi znajdujące się w zestawieniu Wielkiej Korony Tatr, są jednym z łatwiejeszych, pozaszlakowych szczytów. Z tej góry zaliczyliśmy jednak wycof – Burza na Baraniej Przełęczy. W dużej mierze z naszego powodu, ponieważ stanowczo zbyt późno wyjechaliśmy z kwatery w Strbie. W strugach intensywnie padającego deszczu i straszeni coraz to mocniejszymi piorunami uciekaliśmy ile sił w nogach by jak najszybciej znaleźć się w dolinie. I gdy już znaleźliśmy się w Terince, by zrobić przepak i zabezpieczyć najważniejszy ekwipunek przed doszczętnym przemoczeniem, obiecałam sobie, że na Baranie Rogi wrócę zimą...



Wycieczka na Baranie Rogi w zimowej odsłonie, to całkiem przyjemny wysokogórski spacer. Podejście latem od strony Doliny Pięciu Stawów Spiskich prowadzone jest wyraźnie wydeptaną ścieżką. Niestety podłoże tej ścieżki jest bardzo wredne i trzeba cały czas być czujnym. W zimie ten problem znika. Raki i czekan wspaniale spełniają swoje zadanie. Nie spotkamy tutaj trudności skalnych, jedynym tak naprawdę wyzwaniem jest momentami dość strome podejście (pod Baranią Przełęczą i tuż ponad nią).


poniedziałek, 27 lutego 2017


W Starym Smokowcu zjawiamy się rano, kilka minut po 7. Zapowiada się dobra pogoda i widoczność. Temperatura powyżej 0. Na podejściu do Hrebienoka (nudnawe jak zawsze) szybko zaczynamy zrzucać z siebie kolejne warstwy ubrań. Miejscami mijamy „wystający” asfalt. Wiosna nieśmiało zaczyna wkradać się do podnóża Tatr. 

Na podejściu do Hrebienoka. 

Dalsza część trasy jest nam równie dobrze znana – Rainerova Chata - Chata Zamkowskiego – Chata Teryho. Lisów mieszkających w Dolinie Zimnej Wody nie spotykamy. Szkoda, bo liczyłam że uda mi się zrobić kolejne portreciki rudzielców (1. 2. 3.)

Wydeptany śnieg aż do Chaty Zamkowskiego.  Na krótkich odcinkach można było nawet zjeżdżać na... butach! :)

Gdy ukazuje nam się widok na próg z zamarzniętą Złotą Siklawą, słońce zaczyna dawać nam we znaki. Idzie się coraz ciężej. Tempo diametralnie spada. Zapasy wody/herbaty szybko znikają, a jeszcze nie rozpoczął się główny atak na szczyt! :)

W zimowej odsłonie Dolina Małej Zimnej Wody.

Ostre słońce to jedno, ale wariant szlaku zimowego (zimny chodnik :D) do Chaty Teryho dobił nas doszczętnie! Z resztą nie tylko my musieliśmy co chwilę przystawać i wyrównywać tętno. Jak się później okazało to był dopiero przedsmak tego co nas czeka w dalszej części dnia.

Na zimowym szlaku do Chaty Teryho.

Chwila na odpoczynek. Szlak zimowy jest otyczkowany.

Żółta Ściana.


Przerażeni skalą zapotrzebowania na płyny, zaglądamy do schroniska. Kupujemy słowackiego Radlera - z dodatkiem bzu! Dodatkowo na dalszą drogę kupujemy wodę. Niestety w dużej butelce jest tylko gazowana. Stwierdzamy, że lepsza taka niż żadna. Po Radlerze szybko pozostaje jedynie wspomnienie w postaci pustej puszki. Wodę przelewamy do termosów, w których znajdują się resztki herbaty. Pomysł tej dolewki był bardzo nietrafiony. Dawno już takiego ohydztwa nie piłam! ;) 

Ruszyliśmy w stronę Baraniej Przełęczy. Ze schroniska Teryho na szczyt jest około 2h. I mniej więcej tyle nam to zajmuje. W kilku miejscach trzeba było mocniej wbijać czekan czy zęby raków by stanowiły pewne podparcie dla kolejnego ruchu. Mimo, że opadające z przełęczy zbocze jest w miarę bezpieczne (mam tu na myśli brak skalnych progów), to jednak warto w tym miejscu (jak i tuż ponad przełęczą) poruszać się w pełni uwagi. Ostatnie metry to lajtowe podejście do charakterystycznego punktu Baranich Rogów. Warto mieć zapas czasu, bo spokojnie można się wyłożyć i podziwiać panoramę na okoliczne szczyty. Na wierzchołku jest sporo miejsca.

Barania Przełęcz. To w tym miejscu musieliśmy zawrócić podczas letniej próby wejścia na szczyt Baranich Rogów.

Kozice Tatrzańskie na skalnych zboczach Baranich Rogów.

Początek stromego podejścia od Baraniej Przełęczy.

Jeszcze kilkadziesiąt metrów i w końcu wyjdziemy w przyjemniejszy teren.

Ostatnie metry do szczytu!

Charakterystyczne skalne okno. Na pierwszym planie Kołowy Szczyt 2418 m n.p.m, z tyłu Tatry Bielskie.

Durny Szczyt 2623 m n.p.m - również należący do WKT.

W końcu można przycupnąć na kamieniu :)

Z Lodowym Szczytem. Koń pewnie przyprószony śniegiem.

Nie śpię, bo trzymam kredens, wantę! ;)

Polansować też się można.

Koniec tego dobrego. Co się weszło, teraz trzeba zejść.

Nad Słowacją wisiały już chmury zwiastujące zmianę pogody. Złapaliśmy tego dnia dwa okna: pogodowe oraz skalne :) Powrót bez większych problemów tymi samymi ścieżkami/szlakami minął nam nad wyraz szybko. W Dolinie Zimnej Wody, przemknął nam lis! Niestety miał swoje sprawy do załatwienia i nie przypozował przed obiektywem.


Przez cały dzień trwania naszej wycieczki miałam założony pulsometr oraz załączoną aplikację endomondo. Ta wysokogórska łaziorka "kosztowała" mnie utratę ponad 6000 kalorii! Ten wynik mnie trochę zszokował. Spałaszowane bez wyrzutów sumienia spaghetti smakowało jak nigdy wcześniej! :)



8 komentarzy :

  1. Gratuluję kolejnego klejnociku w Koronie! Dla mnie był to pierwszy odhaczony punkt na liście WKT :) Jak zawsze świetne ujęcia! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ułaaaa! Ale lampę trafiliście ! Gratulacje kolejnego szczytu do WKT !

    OdpowiedzUsuń
  3. Rewelacyjne fotki .Gratulacje i zawsze dużo słońca na szlakach.!

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne zdjęcia. Kozice skubane wszedziewylezą.

    PS: Znaleźliście może moje 2 Euro? Zgubiłem na szczycie latem ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Baranie Rogi - marzenie mojej żony :)
    Pogodowa petarda !!! Piękne zdjęcia.
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne tatrzańskie widoki. Gratulacje za zdobycie szczytu.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje wejścia, pogody i zdjęć. Mnie też się marzy ten szczyt, ale nigdy jakoś nie ma czasu...

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje wielkie, widać piękne widoki, tylko Wam pozazdrościć tak wspaniałej wycieczki. Kaloriami się nie martw wszystko da się uzupełnić :).
    Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń