30 maja 2017

Skiturowe Tatry - odcinek 3


Na ostatni dzień naszego tygodniowego pobytu w Zakopanem w ramach rozpoczęcia przygody ze skitrowymi Tatrami, zdecydowaliśmy zmierzyć się ze szczytem określanym przez niektórych jako "Świętą górą narciarzy" - Kasprowym Wierchem 1987 m n.p.m. Jest to najczęściej odwiedzany szczyt polskich Tatr, za sprawą wybudowanej w latach 1935-1936 kolejki linowej. W okresie zimy jest to najpopularniejszy ośrodek narciarski w Polsce, dysponujący dwiema największymi zjazdowymi trasami narciarskimi - Goryczkową oraz Gąsienicową. Z racji, że w naszym kraju skituring z sezonu na sezon ma się coraz lepiej, pofoczyć na Kasprowy Wierch to punkt obowiązkowy! ☺



Na Kasprowym Wierchu nie ma żadnych tras zjazdowych dla początkujących narciarzy. Ja jako że nigdy nie byłam i nie będę jedynie narciarką zjazdową, Kasprowy Wierch w ramach mojego romansu ze skituringiem o którym pisałam w Skiturowych Tatrach - odcinek 1, zapowiadał się zatem moim kolejnym narciarskim wyzwaniem.


sobota, 25 marca 2017



Wystartowaliśmy z Kuźnic, czując się trochę jak na skiturowej pielgrzymce, bo chętnych na foczenie zebrała się całkiem spora grupa. Doszły nas słuchy, że ilość śniegu umożliwiająca założenie nart pojawia się już tuż za mostkiem na zielonym szlaku, także samego tachania nart na plecach na szczęście za wiele nie mieliśmy.

Ośrodek narciarski Kasprowy Wierch.

Przed mostkiem wszyscy szykują sprzęt do foczenia :)

Dla fanów snowboardu, którzy też chcą być niezależni od wyciągów - splitoboard.

No to ruszamy!

Na obszarze pasma reglowego sporo śniegu jednak się wytopiło. Wiosna w marcu dość konkretnie przyatakowała swoimi wysokimi temperaturami (kto by pomyślał, że kilka tygodni później, w kwietniu dopada tyle śniegu, że pojawi się 4 stopień zagrożenia lawinowego w Tatrach!), podejście na nartach zaczęło się więc od kluczenia między nartostradą i szlakiem narciarskim.

Szlak narciarski to pomarańczowe tabliczki z podanym kilometrażem.

Na polance przy drewnianym budynku TPN, mniej więcej na wysokości dolnej stacji wyciągu krzesełkowego KL Goryczkowa robimy sobie dłuższą przerwę. Zmienia się także otoczenie. Mamy już widok na piętro kosodrzewiny. Ilość śniegu jest już znacznie większa. Na tej wysokości zima nie ustąpiła jeszcze wiośnie. 

Momentami podejście zaczyna się już robić naprawdę strome.

Wyszliśmy już w teren narażony na działalność wiatru, który diametralnie może zmienić warunki śniegowe. Od razu to odczuwamy. Najpierw Damianowi "puszcza" foka i zjeżdża tyłem na nartach, później mnie spotyka to samo. Przeszorowałam po lodzie, obsuwając się kilka metrów. Na takim niepewnym podłożu zaufanie do trzymania fok zmalało praktycznie do 0. Na ratunek wtedy przychodzą harszle! Są to narciarskie raki. Zakłada się je gdy warunki śniegowe są trudne - foka nie zawsze jest w stanie trzymać nartę, ale ogólne ukształtowanie terenu umożliwia dalsze podchodzenie na deskach. Mieliśmy dobre przeczucie by wrzucić je do plecaka. 

Ostatnia prosta ;)

Harszle robią robotę!

Na Kasprowym Wierchu istna zadyma. Turyści, narciarze zjazdowi, snowboardziści, skiturowcy, zawodnicy - akuratnie natrafiliśmy na rozgrywane na Gąsienicowej zawody.

Podobno by wejście na szczyt zostało w pełni zaliczone, trzeba podejść do dzwonu i przynajmniej go dotknąć ;)

Za plecami, plecy Giewontu :)

I tak jak w przypadku zjazdu z Chopoka, poczekaliśmy aż na trasie zjazdowej się trochę przerzedzi. Przygotowaliśmy się do głównego wyzwania dnia - zjazdu z Kasprowego Wierchu aż do Kuźnic. Ściągnęliśmy foki oraz przepięliśmy buty oraz wiązania na tryb do zjazdu.


Narciarska trasa zjazdowa w Kotle Goryczkowym jest początkowo dość stroma i wąska. W dalszej części nachylenie trochę maleje jak również jest znacznie szerzej. Cały zjazd to dla nas kolejna okazja do ćwiczenia narciarskich umiejętności. W życiu bym nie pomyślała, że taki cel jak Kasprowy Wierch będzie dla mnie interesujący. Jak widać wszystko zależy od okoliczności w jakich przebywamy w górach.


Przy mostku frajda ze zjazdu dobiegła końca. Przypięliśmy narty do plecaków ze świadomością, że dla nas sezon skiturowy właśnie dobiegł końca. Nawet nam przez myśl nie przeszło, że to jeszcze nie koniec, a prawdziwe zakończenie odbędzie w miejscu które dla nas było w naszym mniemaniu skiturowo raczej jeszcze nieosiągalne...



3 komentarze :

  1. Brawo, piękne zakończenie sezony skyturowego. Jeżdżę na nartach około 50 lat i nigdy nie jeździłem w Zakopanem. Zawsze uważałem Zakopane za porażkę narciarską, ale nie będą robił off topu. Fajnie tak połazikować na deskach. Ciekaw jestem co przyniesie kolejny sezon. Pozdrawiam Piotrek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się później okazało, to było zakończenie sezonu w Tatrach, a oficjalne zakończenie sezonu skiturowego tutaj klik

      Usuń
    2. Justynko czytałem i jestem pod wrażeniem :).

      Usuń