29 września 2017

Beisteinmauer 632 m n.p.m - via ferrata Hetschi + Karin


Beisteinmauer to niewielkich rozmiarów górka, nieopodal miejscowość Ternberg (ok 60 km od austriackiego Linz), obfitująca w sporą ilość żelaznych dróg jak i cały wachlarz trudności (od wyceny A do E). Można tu spędzić miło popołudnie, jak i cały dzień. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, i rodzina z dziećmi się tu spokojnie odnajdzie jak i fani via ferrat ze sportowym zacięciem. Nie mieliśmy zbyt dużo czasu do dyspozycji, ponieważ właśnie kończył się weekend czerwcowy i raczej pozostał nam już tylko powrót do Polski. By nie spisać całego dnia na siedzeniu w samochodzie, nadrobiliśmy te kilkadziesiąt kilometrów więcej, by w fajny sposób rozprostować trochę kości.   



Od wyboru do koloru. 

niedziela, 18 czerwca 2017


Zajechaliśmy na parking. Ciekawym motywem jest jego opłata. Otóż należy w automacie kupić butelkę wody, przy której gumką recepturką związany jest bilet. Następnie procedura wygląda już standardowo, należy umieścić go za przednią szybą samochodu. 

Przy parkingu ubraliśmy cały sprzęt via ferratowy i ruszyliśmy na podbój Beisteinmauer.

Z powodu ograniczonego czasu, mieliśmy do dyspozycji jednorazowe wejście na szczyt. Po dogłębnych analizach trudności, każdy wybrał swoją drogę. Na początku wspólnie pokonaliśmy "The Little Rock" oraz "Hetschi".

Początek "The Little Rock".

Jeszcze schowani w lesie, ale później otoczenie się zmieni.

Skała ma dużo fajnych, naturalnych chwytów.

Miejsce jest bardzo popularne, a że mamy dodatkowo niedzielę, to ludzi na ferratach przybywa.

Jedna z atrakcji - drabinka pod skalnym okapem.

Końcówka " Hetschi", która wyprowadza na platformę widokową jak i dalszą część ferratowych dróg.

Całkiem przyjemne widoczki :)

Przy platformie widokowej rozdzieliliśmy się i każdy udał na wybraną przez siebie ferratę. Z Magdą byłyśmy zgodne - padło na "Karin". Marcin z Anią wybrali trudniejsze warianty.

63 metrowy "mostek" wiszący.

Szkoda, że w Polsce nie ma takich via ferrat :(

Się podoba, bo uśmiechy na twarzach nie znikają :)

W pewnym punkcie wszystkie warianty ponownie łączą się i już wspólnie, po kilku przepinkach usiedliśmy na "powietrznej" ławeczce.  Było sporo chętnych do posadzenia na niej swoich czterech liter, więc każdy z nas miał dosłownie minutkę na zdjęcie.  

Na szczycie zastaliśmy krzyż oraz ładny widok na Ternberg oraz rzekę Enns.

Ławeczka.

Można pomachać nóziami :D

No i mamy szczyt!

Ternberg.

Zejście ze szczytu to ścieżka poprzeplatana drabinkami. Po około 2 godzinach akcji, z powrotem wpakowaliśmy się do auta i obraliśmy azymut na Polskę. Weekend czerwcowy mimo iż w prognozach długoterminowych wisiał pod wielkim znakiem zapytania, to okazał siębyć bardzo owocny, a i aura nam dopisała. Dzięki Pomysł na wycieczkę za wspólnie spędzony czas w górach. Oby do szybkiego następnego razu! ☺



6 komentarzy :

  1. Buen reportaje, gracias por compartir.
    Un saludo

    OdpowiedzUsuń
  2. Zacna ta ławeczka. Pomachałabym tam sobie kopytkami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ławeczka zacna, tylko kolejka do niej przydługawa. Jeszcze przy mijance trzeba się przytulać do innych ;) bo przecież trzeba być cały czas wpiętym lonżą.

      Usuń
  3. Ja też liczę na jeszcze nie jedne wspólny wyjazd. Może w końcu uda się w pełnym składzie. ;)

    OdpowiedzUsuń