25 kwietnia 2019

Czerwone Wierchy po babsku


Czerwone Wierchy w Tatrach Zachodnich to miejsce "must see" na przełomie końca lata i początku jesieni. W tym bowiem czasie rosnąca tam na stokach roślina Sit skucina przybarwia je na czerwono-brunatny kolor. Przy dodatkowo słonecznej pogodzie, z wierzchołków można podziwiać niesamowity kontrast w krajobrazie. W skład Czerwonych Wierchów wchodzą cztery szczyty - Ciemniak, Krzesanica, Małołączniak oraz Kondracka Kopa. Wszystkie oficjalnie mogące pochwalić się mianem dwutysięcznika. Wędrówka przez Czerwone Wierchy to gwarancja pięknych panoram rozpościerających się na Tatry Zachodnie jak i Wysokie. Wycieczka nie jest technicznie trudna, ale warto mieć na uwadze pogodę jaka nas może zastać. Czerwone Wierchy potrafią być bardzo niebezpieczne podczas słabej widoczności, zarówno latem jak i zimą. Łatwo można zgubić właściwy azymut i zejść w paskudny teren.



Czerwone Wierchy skolekcjonowałam ponad 10 lat temu podczas letniej wycieczki z kumplami ze szkolnej ławy. Teraz nadeszła okazja przewędrować tę samą trasę w wersji, gdy wierzchołki są białe, a kumpli wymieniłam na dziewuchy (Karolinę i Iwonę) kochające góry tak jak ja. Złapanie wszystkich czterech Wierchów to akcja na około 15 km. Mając do dyspozycji już dłuższy dzień niż w sezonie ścisłej zimy, nie odmawiałyśmy sobie robienia licznych przerw na popas. Do tego zachęcała także piękna i bezwietrzna pogoda. Z czerwonej jak burak twarzy z białymi pasami utworzonymi przez okulary musiałam się tłumaczyć po przyjeździe do domu przez jeszcze ponad tydzień!  No bo po co używać krem na słońce w górach, prawda? 😅 


sobota, 30 marca 2019




W Kirach wyruszyłyśmy zielonym szlakiem. W Dolinie Kościeliskiej nie było śniegu, a z gleby powyskakiwały już fioletowe kwiatki, na które czai się polski lud na początku kwietnia. Dopiero gdy wskoczyłyśmy  na czerwony szlak i przekroczyłyśmy drewniany mostek nad strumieniem, zaczęły się pojawiać pierwsze nieśmiałe ślady bytności śniegu. Najpierw mocno zmrożonego, a im wyżej już bardziej rozmiękłego. W okolicach Upłaziańskiej Kopki 1457 m n.p.m ubrałyśmy raki i kolejno, zaczynając od Ciemniaka złapałyśmy wszystkie pozostałe Czerwone Wierchy. Na Przełęczy Pod Kondracką Kopą zeszłyśmy do Doliny Małej Łąki, a następnie wprost do knajpy w Kościelisku. 😁







Babia Góra wyglądająca jak Kilimandżaro :)




















Jakieś pomysły na dialog do tego zdjęcia? ;)















Na ostatnim planie Niżne Tatry - razem z Karoliną przeszłyśmy ich Główną Grań - relacja tutaj!






















Czerwone Wierchy przy stabilnej pogodzie są dobrym celem na spokojną wycieczkę bez spiny. Dla nas było to także symboliczne pożegnanie się z zimą w polskich górach, która w sezonie 2018/2019 obdarowała sporą ilością śniegu. 

Mam nadzieję, że w tym samym babskim składzie powędrujemy jeszcze niejednym górskim szlakiem! 💃💃💃



1 komentarz :