Wiosnak na Czernicy


Tęsknie za 2019 r. Nie tylko dlatego, że wtedy nie było pandemii, ale dlatego że był on dla mnie najintensywniejszy pod górskim kątem. Praktycznie wszystkie marzenia/plany zrealizowałam, a na dodatek przyplątało się kilka spontanicznych wyjazdów, które sporo namieszały w moim osobistym rankingu w kategorii tych najlepszych. Do dzisiaj nie jestem w stanie wybrać nawet pierwszej trójki. Wiele rozpoczętych projektów miałam w planach kontynuować. Czułam, że w końcu jestem na górskiej fali, która jeszcze długo nie uderzy o brzeg. Niestety 2020 najpierw dał się poznać jako ten, który na początku wyciągnął środkowy palec skiturowcom (oferując praktycznie bezśnieżną zimę w Polsce), a na przedwiośniu cały świat stanął do góry nogami. I gdy to piszę, wciąż nie wiadomo kiedy spadnie na cztery łapy! Rok 2020 zapisze się na kartach historii pod jednym hasłem - koronawirus Covid-19. Zaraźliwa cząsteczka dyktująca warunki w niemal każdej sferze życia, nie zapomniała również o tej górskiej. Po trwającym niemal 1,5 miesiąca trybie życia: praca - dom - zakupy raz w tygodniu; na wieść, że w końcu można będzie porobić coś innego, od razu zabrałam się do szukania najlepszego motywu, w którym można by było nieśmiało przywitać sezon letni w górach. Z racji, że pandemia uzmysłowiła społeczeństwu wiele rzeczy, stwierdziłam, że trzeba będzie powrócić do korzeni i zrobienia czegoś prostego i luźnego, a jednocześnie mega wzmacniającego górskiego ducha. Padło na biwak na szczycie z ogniskiem w tle.


Szczyt Czernica 1083 m n.p.m znajdujący się w Górach Bialskich na Dolnym Śląsku spełnił wszystkie wymagania na obecnie panujące czasy. Nie jest gromadnie odwiedzany, oferuje widoki na okolicę dzięki wysokiej wieży widokowej oraz ma zaplecze „biwakowe” w postaci płaskiego terenu oraz wygodnego miejsca na rozpalenie ogniska.

Z wieży widokowej rozpościera się panorama na góry: Bystrzyckie, Orlickie, Sowie, Złote, Jesioniki po czeskiej stronie oraz Masyw Śnieżnika. Jest więc co oglądać o wschodzie jak i zachodzie słońca.

czwartek, 23 kwietnia 2020




Pierwotny plan przedstawiał się ambitniej, a dokładnie zawierał większy dystans do pokonania by dotrzeć na miejsce docelowe. Ostatecznie zdecydowaliśmy się jednak na jak najkrótszy wariant wejścia na szczyt. Po to, by jak najdłużej po prostu pobyć razem i miło spędzić czas w otoczeniu natury, bez zbędnego pośpiechu. Na tym wypadzie kilometraż był najmniej istotny. Liczyło się świeże powietrze, przyroda, kiełbasa z ogniska i wino domowej roboty.

Zaparkowaliśmy pod leśniczówką we wsi Bielice, skąd żółtym szlakiem można dotrzeć na Czernicę. Po około 1,5h wędrówki ujrzeliśmy drewnianą wieżę widokową, u stóp której zamierzaliśmy spędzić sporo czasu. 

Wieża widokowa na Czernicy w Górach Bialskich.

Widoki z wieży widokowej w Górach Bialskich.

Widoki z wieży widokowej w Górach Bialskich.

Widoki z wieży widokowej w Górach Bialskich -  Jezioro Otmuchowskie w woj. opolskim.

Gdy zrobiło się trochę chłodniej, zdecydowaliśmy się rozpalić ognisko i oczywiście upiec kiełbaski. Ogień tlił się do późnego wieczora, gdyż dawał ciepło i przyjemny klimat. Odchodząc od niego kilka metrów czuć już było powiew nieprzyjemnego chłodu. Wiosnaki bywają różne, ze względu na jeszcze częste wahania temperatury w nocy. Dlatego pomimo połowy kwietnia, w plecakach znalazło się kilka stricte zimowych rzeczy zawierających gęsi puch.

Gapiłam się w ten ogień jak zahipnotyzowana!

Ognisko i kiełbaski kojarzą mi się przede wszystkim z dawnymi rajdami pieszymi organizowanymi przez PTTK. 

Propozycja podania.

Zachód słońca zbliżał się wielkimi krokami, dlatego ponownie chwyciłam za aparat i udałam się na wieżę. Krajobraz przybrał ciepłe barwy i nawet przyciemnione, północne stoki Śnieżnika na ten krótki moment trochę się rozjaśniły.

Śnieżnik widziany z Czernicy.




Gdy słońce schowało się za horyzontem, rozłożyliśmy namioty oraz przygotowaliśmy pozostały sprzęt biwakowy. Wiosnak zapowiadał się w temperaturach ciut drażniących ciepłotę ciała. Brakowało do szczęścia około 2 stopni więcej by w pełnym komforcie przespać noc. Nie było co jednak narzekać. Zebrało się nam na wspomnienia o spędzonym wspólnie Jesieniaku na Ruprechtickim Szpiczaku. Tam to wtedy nas przemroziło!


Natrafiliśmy na nów Księżyca oraz bezchmurne niebo.

Wiosnak na Czernicy.

Nad naszymi głowami prezentowało się bezchmurne i gwieździste niebo. To był moment, by ponownie udać się na wieżę widokową. Miałam nawet wrażenie, że zrobiło się cieplej, a i wiatr ustał. W oddali było widać rozświetlone miasta i wioski Kotliny Kłodzkiej. Ciszę przerywał jedynie dźwiękowy komunikat zakończenia wykonywania zdjęcia przez aparat.

To nie Księżyc, a Wenus!

Masyw Śnieżnika nocą.

Śnieżnik z uchwyconym ruchem gwiazd.

Po zabawie z ustawieniami manualnymi w aparacie, udaliśmy się już na leżakowanie w namiotach.



piątek, 24 kwietnia 2020



Nie jestem typem osoby, która lubi wcześnie wstawać. Wręcz przeciwnie! Góry są jedynym miejscem, kiedy w tym temacie objawia się cud. Bez przymuszonej woli jestem w stanie wstać skoro świt i mieć nawet dobry nastrój! Wypełzłam więc z namiotu. Do wschodu słońca miałam około 15 minut. Udałam się na wieżę z aparatem by przywitać nowy dzień. Skrawek ognistej tarczy słońca pojawił się o 5:40. 

Przed wschodem słońca. Niebo przybiera różową barwę.

Śnieżnik z ostatnimi, zalegającymi płatami śniegu.

Wieża widokowa na Czernicy jest drewnianej konstrukcji. Wzniesiono ją w 2014 r.

Nieco jaśnieje, a to oznacza, że....

Z nad horyzontu zaraz wyskoczy słońce!

Cisza o poranku.


Kadr niczym z Króla Lwa.





Nasze namioty stały wciąż w cieniu. Musiało jeszcze minąć trochę czasu zanim dotrą do nas promienie słoneczne, ogrzewając temperaturę powietrza. Plan dnia był bardzo luźny i w trakcie śniadania miała zapaść jakaś decyzja. Po sesji zdjęciowej, wróciłam do namiotu, uciąć sobie drzemkę, do momentu, kiedy zrobi się cieplej.

Na biwakach często marzną mi stopy, dlatego zdecydowałam się zastosować największy kaliber - botki puchowe.

Namiot Lan Shan 2 rozstawiany na kijkach trekkingowych, który został specjalnie zakupiony na ADLERWEG. Coraz bardziej go lubię!

Marcin nie mógł doczekać się słońca, więc wylazł pospać poza namiotem.

O 10:00 rozpoczęliśmy przygotowanie śniadania, a około 12:00 byliśmy gotowi opuścić Czernicę. Ustaliliśmy, że wczorajsze przedreptane 5 km to trochę mało jak na dystans jaki musieliśmy pokonać, by się dostać w Góry Bialskie, więc wytyczyliśmy na mapie wstępny wariant wyboru szlaków i ścieżek, które miały za zadanie powiększyć ostateczny kilometraż. Utworzyła się z tego troszkę powiększona pętla, wpadł również kolejny szczyt – Rudawiec, który jest najwyższy w paśmie górskim po którym wędrowaliśmy. Na zejściu, zahaczyliśmy jeszcze o Rezerwat Puszcza Śnieżnej Białki oraz zajrzeliśmy do schronu turystycznego, w którym niegdyś spaliśmy ( prawie 9 lat temu!). Domek przeszedł mały remont. Otrzymał okna oraz szczelny dach.  

Gotowi na  eksplorację Gór Bialskich!

Rudawiec 1112 m n.p.m. Kiedy tu byliśmy 9 lat temu, nie było skrzynki z pieczątką.

Schron turystyczny w okolicach Rezerwatu Puszcza Śnieżnej Białki.

Tego typu wyjazd był nam bardzo potrzebny. Uzbieraliśmy skromne 20 km przez te dwa dni, ale tak jak wspomniałam, najważniejszym punktem był biwak i przywitanie się z wiosną, która już od dawna dała osobie znać, ale ze względu na panującą sytuację na świecie została niezbyt szczególnie zauważona. Mam nadzieję, że 2020 r mimo, że zaskakuje z miesiąca na miesiąc czymś nowym (i niekoniecznie pozytywnym) to ostatecznie przyniesie jeszcze sporo cudownych chwil spędzonych w górach, w spokoju i zdrowiu. 


Komentarze

  1. Wasza impreza jest przykładem, że przechodząc niewiele można otrzymać bardzo wiele. Super, dla mnie jak jest gięta z ognia, namiot, "trochę trawy" aby go rozbić, to jest zabawa. Skadi, jaki stan schronu w rezerwacie "Śnieżnej Białki"? Pytam, bo zamierzam popełnić małą przechadzkę w tamtym rejonie i nocleg w nim będzie brany mocno pod uwagę. Botek puchowy zacny, ale jak mnie się zdaje, zawartość jego zdecydowanie ciekawsza :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Menel, do schronu wbijaj śmiało! Jest odnowiony. Wszystko powinno być szczelne i bez dziur w podłodze! Na dole jest stół z ławami, by dostać się na pięterko są zamontowane na stałe drabino-schody. Na górze jest do dyspozycji jedynie podłoga. Są dwa, szczelne okna, zamknięte na stałe. Na górze może być trochę duszno. Obok schronu są ławeczki i miejsce na rozpalenie ogniska. Jak było mi kiedyś tam nocować, to w dachu były dziury, pająki znalazły tam sobie świetną miejscówkę i w ogóle stan ogólny schronu był dużo gorszy. Musisz mieć na uwadze, że w schronie możesz kogoś spotkać (zwłaszcza w weekendy). Jak schodziliśmy już do auta, na szlaku mijaliśmy 3-os ekipę, która ewidentnie kierowała się w stronę schronu i zamierzała w nim spędzić noc (było to w piątek po południu).

      Usuń
  2. Czernica dla mnie też jest świetnym miejscem na zachód/wschód. Pod tym względem mocno mnie zaskoczyła, pozytywnie oczywiście.

    Kiełbasa z pniaka, wygląda apetycznie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mało znany szczyt ze świetną panoramą na okolicę dzięki wieży widokowej. Gdyby nie odległy dojazd ode mnie, bywałabym na pewno częściej.

      Usuń
  3. Ja znowu z pytaniem :)) Na Czernicy byłem w lipcu ub. roku, waruneczki na szczycie miałem liche. W związku z tym, darowałem sobie wejście na wieżę. Skadi, wiszą nadal tabliczki z informacją o zakazie wejścia na wieżę osobom postronnym, bo to p/poż. wieża obserwacyjna?? Ubaw miałem po pachy.

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

WOREK RACZAŃSKI z wiosnakiem

Mała Fatra wizyty warta :) vol. 2.0

SCHRANKOGEL - trzytysięcznik dla początkujących

GRAŃ NIŻNYCH TATR