W zacisznych Górach Kruczych

 
Od jakiegoś czasu, spotykam w polskim Internecie propozycje kierunków na górskie wycieczki z dołączonym hasztagiem #WeekendBezŚnieżki. Z tego co się zorientowałam, akcję silnie propaguje Karkonoski Park Narodowy, który boryka się z najazdami turystów właśnie w weekendy. Śnieżka jest tak popularnym i łatwo dostępnym szczytem, że praktycznie całorocznie przeżywa oblężenie. Pozostałe części polskich Karkonoszy też rzadko kiedy mogą trochę odetchnąć...


Początek nowego roku zesłał wolny weekend, którym również dysponowali moi przyjaciele. Po ataku zimy w Sudetach, wiadome było, że z piwnic zostaną wyciągnięte saneczki, które bardzo zwiększają ruch turystyczny w górach, odkąd od wielu sezonów brakuje zimy w miastach. Ale żółta lampka zaświeciła się nam, gdy zauważyliśmy niesamowite zainteresowanie przez Naród biegówkami, gdyż to właśnie one były naszym pierwotnym pomysłem na wycieczkę.  Bezskutecznie próbowaliśmy na kilka dni przed wypożyczyć  sprzęt we Wrocławiu. Skoro był taki problem z dostępnością nart nawet w miejscach dalekich od gór, uzmysłowiło nam to, że szykuje się bardzo uciążliwy weekend, tak ogólnie. Stanęliśmy przed pytaniem, gdzie chcielibyśmy pojechać, żeby nie uczestniczyć w tej całej zadymie; nie tracić czasu na stanie w kolejkach czy korkach. Razem z Bartem, Achają, Luną oraz Orim wybraliśmy się na wycieczkę zaproponowaną przez Felę, która ostatecznie nie mogła do nas dołączyć. W Sudetach jest jeszcze sporo zacisznych miejsc. Chcecie poznać jedno z nich? Tylko nikomu nie rozgadujcie! 😉



sobota, 9 stycznia 2021


Wycieczkę zaczynamy na obrzeżach Lubawki. Samochody parkujemy na niewielkim placu na przeciwko firmy Lubatex. W niedalekim sąsiedztwie przebiega zielony szlak, którym zamierzamy dotrzeć do pierwszego punktu naszej trasy - jest to szczyt Krucza Skała 685 m n.p.m znajdujący się w Rezerwacie Przyrody "Kruczy Kamień". Początkowo idziemy ścieżką wśród pól. Pierwsze dni nowego roku dostarczyły sporej ilości śniegu, również w niższych partiach Sudetów. Wędrówka mimo braku słońca, jest klimatyczna właśnie ze względu na otaczającą nas biel. Luna i Ori torują nam drogę, świetnie się przy tym bawiąc!

Czworonożna część ekipy od samego początku nadaje dobre tempo marszu!

Góry Krucze w których się znajdujemy należą  do zachodniej części Gór Kamiennych. Cechują je strome zbocza i głęboko wcięte doliny potoków. Przekraczamy próg Rezerwatu "Kruczy Kamień" i rozpoczynamy mocne podejście. Ścieżka zwęża się, by w pewnym momencie odsłonić nawet po obu stronach lufę!

Podejście w stronę Kruczej Skały. Zielony szlak zaskakuje swoim przebiegiem, przed nami miniaturkowa grań! 

Las trochę się przerzedza i odsłania pierwsze widoki na okolicę. 

Rezerwat przyrody "Kruczy Kamień" jest skalnym rezerwatem przyrody nieożywionej. Nie obejmuje on dużego obszaru, gdyż pod ochroną znajduje się tylko partia szczytowa góry Krucza Skała. Miejsce bardzo nas zaskakuje, gdyż nie spodziewaliśmy się tutaj zastać widoku wysokich skalnych urwisk. To także godny uwagi punkt widokowy, z którego przy dobrej pogodzie można podziwiać panoramę na Karkonosze z trochę mniej oklepanej perspektywy. Dzisiaj zachodnia część najwyższego pasma Sudetów nie jest może wyostrzona w krajobrazie, ale bez problemu udaje się nam odnaleźć w głównym grzbiecie Śnieżkę.

Widok na Karkonosze z Kruczej Skały.

Ławeczka na Kruczej Skale.

Barierki zabezpieczające. Urwiska skalne sięgają tutaj nawet 30 metrów!

Obecność słońca na pewno zachęciłaby nas do dłuższej posiadówki, ale mamy do dyspozycji krótki zimowy dzień oraz jeszcze sporo kilometrów do przedreptania, więc nie robimy przerwy. Przy pomocy szlaku niebieskiego, a następnie czerwonego docieramy do granicy polsko-czeskiej. 

Ktoś powiedział przysmaki?

Z racji, że na szlakach jest praktycznie pusto, postanawiamy podejść na czeski Královecký Špičák. Góra ma kopulasty kształt, przez co łatwo ją rozpoznać w panoramie. Piastuje również miano najwyższej w czeskiej części Gór Kruczych. Czeskim szlakiem żółtym i niebieskim wchodzimy na wierzchołek.

 Královecký Špičák już do nas macha!

Im bliżej tym okazalszy widok!

Královecký Špičák ugaszcza nas pogodowo podobnie jak Krucza Skała. Jesteśmy już jednak trochę w trasie i brzuchy obligatoryjnie wymuszają zrobienie przerwy. Zakładamy na siebie dodatkowe odzienie, a z plecaków wyskakują termosy i kanapki. 

Widok ze szczytu oraz platforma startowa paralotniarzy.

Královecký Špičák 881 m n.p.m

Pora kontynuować wycieczkę, bo bezruch powoduje silniejsze odczucie zimna. Brak innych wariantów szlakowych, wymusza na nas powrót do Polski po własnych śladach. Ori i Luna na ten czas korzystają z ludzkiego transportu, po to by zregenerować siły i ogrzać trochę łapy.  

Transport w plecakach.

Zima w Górach Kruczych.

Docieramy ponownie do granicy. Wybieramy teraz zielony szlak grzbietowy, którym wrócimy do Lubawki. Idziemy od słupka do słupka, lekko w  górę, lekko w dół. W końcu za którymś z kolei lekkim wzniesieniem, zdobywamy również najwyższy szczyt polskiej części Gór Kruczych - Szeroką 842 m n.p.m. Szczyt jest w pełni zalesiony, ale poniżej jest luka w drzewostanie i odsłania widok na Královecký Špičák, na którym jeszcze chwilę temu byliśmy. 

Královecký Špičák szykuje się do snu...

1. Ori - górski myśliciel. 2. Na zielonym szlaku graniczym. 3. Ależ ta karteczka na tym drzewie mnie uradowała! 4. Zejście do Lubawki.

Na Szerokiej cykamy tylko po pamiątkowym jak i dokumentacyjnym zdjęciu - szczyt znajduje się w zestawieniu do odznaki Diadem Polskich Gór. Patrząc na zegarek, mamy szansę opuścić Góry Krucze jeszcze po jasnemu. Schodzimy do Lubawki. W okolicach Przełęczy Lubawskiej zastaje nas już zimowy wieczór. Przy pomocy kilku uliczek docieramy do naszych automobili. 

Przebieg naszej wycieczki:


Początek 2021 przyniósł śnieżną zimę. Chociaż tyle na otarcie łez, bo niestety pandemia koronawirusa nie zniknęła wraz ze zmianą cyferki z 0 na 1. Wybór Gór Kruczych na czas weekendu okazał się być świetnym wyborem. Mieliśmy spokój na szlakach, zobaczyliśmy mniej znane, ale równie ciekawe miejsca, i przede wszystkim ominęły nas korki na drogach! 

Góry Krucze to ciekawy kierunek całoroczny na #WeekendBezŚnieżki. Polecam(y)!

Komentarze

  1. Trasa którą popełniłaś jest mnie znana z letniego pobytu. To znakomity kierunek. Co do Karkonoszy a konkretnie Śnieżki, którą poruszasz. Od dłuższego czasu nie mam motywacji na to pasmo/chodzi o łyk-end/, jednym z ważniejszych powodów są tłumy. Zapewne kiedyś się wybiorę, ale poczekam aż łyk-end wypadnie mnie w dniach powszednich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio na szczęście Sudety odwiedzam w tygodniu. Akuratnie wpadła wolna sobota i trzeba było coś wymyślić, aby ten czas był przyjemny a nie nerwowy ;) Żałuję, że tej zimy nie pojechałam w okolice Lubawki jeszcze raz, tym razem z nartami biegowymi. Temat musi poczekać do następnego sezonu.

      Usuń
  2. Piękna wycieczka i piękna zima. W zimie tam jeszcze nie byliśmy. Widzę, że szlak został poprowadzony z naszej strony na Szpicaka. Warto czasami odbić się od Karkonoszy na równie piękne tereny w Sudetach. Gratulacje dla piesków, Funia też tam była i pozdrawia. Zawsze mnie ciekawiła skąd nazwa Krzyżówka BHP i nigdzie nie mogłem znaleźć kto tak nazwał ten punkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiałam nad nazwą tego miejsca i na nic sensowego nie wpadłam. Psy dawały radę, chociaż Lunie na następną zimową wycieczkę przydałyby się... buciki! Trzeba było co jakiś czas doglądać łap, bo robiły się jej między poduszeczkami zmrożone kulki ze śniegu. Funia z racji też posiadania dłuższej sierści nie miewa takich problemów w okresie zimy?

      Usuń
    2. Funi jak się nawbijało śniegu w łapki to staje i łapki podnosi do góry, dając znać, że ma śnieg i jej przeszkadza.

      Usuń
  3. Bardzo miło wspominam to pasmo. Praktycznie nie odwiedziłem tylko jego południowych rubieży, mniej więcej od okolic przełęczy Male Sedlo. A i tam warto zajrzeć, wszak trochę dalej mamy już Worek Okrzeszyna, z ładnymi okolicami Jańskiego Wierchu, a nieco wcześniej Beckovsky vodospad i ładne odsłonięcia skał na Bogoryi. Chętnie bym tam powrócił.
    Co do "syndromu Śnieżki", to nie do końca kumam ten fenomen. Co prawda ostatni raz byłem na Królowej chyba z siedem lat temu, ale wydaje mi się że schemat jej "zdobywania" niewiele się zmienił. Osobiście nigdy nie traktowałem tego szczytu jako celu samego w sobie, a jedynie jako coś "po drodze". A gdy chciałem tam pobyć w warunkach, nazwijmy to- kameralnych, wybierałem po prostu odpowiednią porę. W moim przypadku późną, gdyż o świecie jeszcze nie było mi dane tam przebywać. A istotnej kameralności, Śnieżka zaznaje bardzo szybko już po...końcu pracy wyciągu na Kopę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to prawda, że kameralności na Śnieżce można już doświadczyć po godzinie 16-tej. Worek Okrzeszyński bardzo mi się podobał, zaskoczyły mnie tam ostre podejścia i zejścia, jak również kilka skalnych punktów widokowych. Relacyja z tego wypadu oczywiście na blogu jest: KLIK

      Usuń
  4. Też kilka razy ostatnio widziałem ten hashtag. I się zastanawiałem kto wymyślił tę akcję. Co do samych Karkonoszy, to w weekend liczba ludzi rzeczywiście mocno rośnie. W tygodniu bywa spokojniej. Chociaż obecnie, gdy przekraczanie granic jest mocno utrudnione, to i kwestia liczby turystów może być inna, bo mniejszy obszar mamy do dyspozycji.

    Fajnie, że wyznakowali szlak od naszej strony na Szpiczaka. Kiedyś tam była tylko zaznaczona ścieżka, ale bez kolorowych znaczków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawało mi się, że ten szlak na Szpiczaka istnieje od dawna, a tu już drugi komentarz w tej sprawie. W czasie pandemii ilość turystów w polskich górach bardzo wzrosła, a najlepszy (zimowy) przykład jaki mieliśmy to właśnie ten boom na biegówki, gdy zostały jeszcze dodatkowo zamknięte stoki narciarskie. Na samej wycieczce minęliśmy może podczas CAŁEGO dnia siedem osób.

      Usuń
  5. Żółty łącznik szlaku od granicy na Královecký Špičák istniał już w październiku 2013 roku, kiedy tam byłem. A teraz w kwietniu miałem niezwykłą przyjemność podchodzenia na Mravenčí vrch tak jakby Twoimi śladami ;-)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

SCHRANKOGEL - trzytysięcznik dla początkujących

Trawers Alpspitze 2628 m n.p.m

Grossglockner 3798 m n.p.m

Szlak zielony SZKLARSKA PORĘBA - WAŁBRZYCH (111 km)