ADLERWEG: Wettersteingebirge (etap 16)

 
Po przejściu końcówki etapu 15 i spędzeniu nocy w " Weisses Rössl" w Leutasch, czekał nas jeden z najdłuższych, a jednocześnie najłatwiejszych technicznie etapów na całym szlaku Adlerweg! Dystans 23 km w kategorii niebieskiej (poziom łatwy) po umiarkowanej deniwelacji. Dzień zapowiadał się na bardzo przyjemny, choć może trochę monotonny, gdyż z jednej strony przez cały dzień miało świecić piękne słońce, z drugiej zaś - ileż można iść na piechotę po szutrze!? Gdyby ktoś narzekał na Doliną Chochołowską w Tatrach ze względu na jej długość, to zapraszamy do Doliny Gaistal rozciągniętej pomiędzy  górami Wetterstein a Mieminger!


Jednak nie strach przed monotonią, która mogła nam wkraść się na szlak, lecz zupełnie co innego zaprzątało nasze głowy. Otóż przy śniadaniu, Karolina oznajmiła mi, że źle się czuje i przez całą noc nie zmrużyła oka. Objawy silnego przeziębienia, a może nowej postaci covida? Nie miałyśmy pojęcia z czym się mierzymy. Piszę w liczbie mnogiej, gdyż bez względu na dalszy ciąg wydarzeń, nie wchodziła w ogóle opcja, że na kolejne etapy szlaku miałabym pójść sama. Adlerweg jest naszą wspólną przygodą i chciałam, żeby tak pozostało aż do mety. Niemniej jednak, sama wiadomość o złym samopoczuciu mojej towarzyszki dość mocno mnie zasmuciła, gdyż naprawdę wisiało nad nami widmo szybkiego powrotu do Polski.

Z racji, że szczęśliwym zbiegiem okoliczności, akurat etap 16 jest bardzo łatwy, Karolina uznała, że da radę go przejść, licząc na to, że faszerując się różnego rodzaju tabletkami jakie ze sobą zabrała w osobistej apteczce, w między czasie, być może uda się chorobę zgasić w zarodku. Po spakowaniu się, zamiast obrać kierunek na jakiś przystanek autobusowy, ruszyłyśmy śladem etapu 16! Nie dajemy się!


ETAP 16 - CZYŻBY OSTATNI  W EDYCJI '22?



środa, 17 sierpnia 2022


Wróciłyśmy na ścieżkę Achweg, z której wczoraj zeszłyśmy, by dojść do naszego hotelu. Doszłyśmy nią aż do ostatnich zabudowań Leutasch, a następnie po przekroczeniu mostku na rzece Leutascher Ache, wędrować już w bardziej naturalnym anturażu. 

Różnego rodzaju kubki na płocie już widziałam, ale takich kurek jeszcze nie! 

Stacja meteorologiczna. 😁

Wzdłuż rzeki Leutascher Ache.

Coraz bliżej to przekroczenia progu Doliny Gaistal.

Dobrze nam znane znaki ostrzegawcze. Oby na etapie 16 krowy były spokojne!

Dotarłyśmy do progu Doliny Gaistal. Ogólnie od samego startu etapu 16, szłyśmy wolnym tempem. Zwłaszcza na podejściu starałyśmy się utrzymywać tętno w ryzach. Nie było potrzeby się spieszyć. Dzień był długi, a Karolina miała za zadanie pokonać te 23 km tak, by nie paść jak maratończyk na linii mety. 

Miejsce na zrobienie przerwy miałyśmy już wybrane. W gospodzie Gaistalalm, znajdującej się mniej więcej w połowie dystansu, liczyłyśmy, że w końcu przypomnimy sobie tyrolskie smaki. Na razie jednak, osiągnęłyśmy około 1300 m n.p.m. co wiązało się z wyjściem w bardziej otwarty teren. Dolina Gaistal coraz śmielej prezentowała swoje wdzięki. Skalne mury robiły wrażenie! A na rozległych łąkach oczywiście pasły się nasze "ulubione" krowy. Do upragnionego jedzonka brakowało jeszcze parę kilometrów.

Potężna Dolina Gaistal.

Dolina Gaistal idealnie nadaje się pod rower, zwłaszcza gravelowy! Występujący tutaj szuter jest pierwszej kategorii! Naprawdę warto będzie kiedyś poeksplorować te tereny na dwóch kółkach!

Dolina Gaistal.

Na etapie 16 szlaku Adlerweg.

Dotarłyśmy do gospody Gaistalalm. Usiadłyśmy przy wolnym stoliku na zewnątrz. Gdy czekałyśmy na złożone przez nas zamówienie, zapytałam Karolinę jak się czuje. Odpowiedziała, że nie ma poprawy, ale też nie ma pogorszenia. Wiadomo jednak, że nie będąc zdrowym, ciężko w pełni cieszyć się urlopem i miejscem w którym się jest. Uznałyśmy, że ostateczną decyzję co robimy dalej  z Adlerwegiem podejmiemy wstępnie wieczorem, po szczegółowych analizach.

Oto i one! Ukochane buliony wołowe z "wkładką"!

Od Ehrwaldu - mety etapu 16 - wciąż dzieliło nas jest jeszcze sporo kilometrów. Starałyśmy się jednak nie robić dłuższych przerw. Im szybciej znalazłybyśmy się w hostelu "Mellow Mountain", w którym miałyśmy zarezerwowane dwa łóżka w pokoju 4-osobowym, tym szybciej Karolina mogłaby dać  szansę swojemu organizmowi na walkę z infekcją. Poza tym, wszystkie lekarstwa, które mogłyby pomóc, były już dawno zażyte. W Ehrwaldzie była szansa na dostęp do jakiejś apteki i zakup dodatkowych medykamentów. 

Troszkę znowu podejścia.

Lato w Tyrolu.

Coraz większe te góry!

Tu już się robi poważnie!

Chwilowe pogorszenie sytuacji na niebie. Żaden deszcz nas jednak nie sięgnął.

Tyrolskie klimaty.

Wielkich rozmiarów skalne ściany.

Podczas całego przejścia Doliną Gaistal bywały momenty, że na szlaku byłyśmy same i mogłyśmy cieszyć się kompletną ciszą. Definitywnie się to zmieniło, gdy zbliżyłyśmy się w rejon masywu Zugspitze, który dość mocno został zagospodarowany w ogólnie pojętą infrastrukturę narciarską. Kolejki gondolowe działają tutaj całorocznie - tak samo po stronie niemieckiej, jak i austriackiej. Turystów więc nie brakuje.

Krówki na etapie 16 były spokojne. 🐮

W okolicach górnej stacji kolejki Ehwalder Almbahn zrobiłyśmy sobie tylko króciutką przerwę na trawie, podczas której uszkodziły mi się przy okazji okulary przeciwsłoneczne. Coś ten pech do nas na dobre przylgnął! 

Kusiły okoliczne knajpy, ale żadnego zaproszenia na radlerka nie przyjęłyśmy. Chciałyśmy mieć już za sobą nudne i mało wygodne zejście nartostradą. Dopiero przy dolnej stacji kolejki, teren się już całkowicie wypłaszczył. Przy pomocy przyjemnej ścieżki "Zippermühle" wymęczyłyśmy ostatnie kilometry etapu 16, docierając do "centrum" Ehrwaldu.

Z pośród licznych szyldów czy piktogramów, znalazłyśmy ten interesujący - apteka okazała się być w sumie po drodze. Karolina zdała się na propozycję farmaceutki, kupując kilka leków. To w nich była cała nadzieja, że Adlerweg po trzyletniej przerwie nie zakończy się po przejściu raptem 1,5 etapu!!!

Widok na masyw Zugspitze.

Zameldowałyśmy się w "Mellow Mountain". W ogólnodostępnej kuchni i sali jadalnej, zjadłyśmy przewidzianą na dzisiaj obiadokolację niesioną na plecach. Podczas picia gorącej herbaty, zaczęłyśmy na spokojnie analizować sytuację. Niestety nie była dobra... Była wręcz beznadziejna.

Sytuację nie komplikowała tylko choroba Karoliny, ale również nieubłagalnie nadciągające 2-dniowe załamanie pogody, które miało w prognozach przynieść niebotyczne ilości deszczu! Etap 17 - choć wspomagany wjazdem kolejką gondolową nie był lajtowy (19 km, ponad 1100 m przewyższenia, szlak czerwony), to dodatkowo kończył się w schronisku Lorea Hütte 2020 m n.p.m. (to z kluczem), które jest samoobsługowe i nie posiada dostępu do normalnych sanitariatów. Nie miałyśmy też pojęcia o ogólnych warunkach mieszkalnych. Generalnie uznałyśmy, że o ile nawet i kiblowanie tam dwóch nocy ze względu na przeczekanie tej pogody czy gimnastykowanie się z przesuwaniem dat rezerwacji na nocleg w pozostałych schroniskach jeszcze byśmy spokojnie mentalnie udźwignęły, to walka z chorobą w takich warunkach nie miała szans się powieść. Z resztą chorowanie w Lorea Hütte mogłoby przynieść jeszcze poważniejsze konsekwencje, np. w postaci przyplątania się zapalenia płuc. Kiblowanie tych dwóch dni nawet w warunkach cywilizowanych niewiele by nam pomogło (np. zostanie w Mellow Mountain w Ehwaldzie), gdyż może i Karolina by stanęła na nogi, to znowu uciekły by nam dni.  Kolejne etapy prowadziły wysoko w górach i na samo zejście do sensownego miejsca, z którego mogłybyśmy złapać jakiś transport publiczny, trzeba było szykować dzień. Nie dało się tego w jakikolwiek sposób ugryźć. Decyzja była jedyna i słuszna...

Opuściłyśmy jadalnię z ustaleniami, że ostateczną decyzję co robimy, podejmiemy jutro rano. Karolina chciała jeszcze dać szansę lekarstwom, które kupiła w aptece, ja natomiast zaczęłam w swojej głowie oswajać już mimo wszystko informację, że jutro wracamy do domu.

Etap 16 szlaku Adlerweg.
www.tirol.at



Etap 16 

Dystans i przewyższenie: 23 km; ▲590 m n.p.m.; ▼ 730 m n.p.m.; 980 m n.p.m. ◄► 1590 m n.p.m.
Czas: 7h
Stopień trudności: szlak niebieski (łatwy)


czwartek, 18 sierpnia 2022


Karolina nie musiała mi mówić rano jak się czuje. Wystarczyło zobaczyć jak wyglądają jej oczy - prezentowały typowy obraz silnej walki organizmu z przeziębieniem/grypą/covidem? Były takie mętne, przymglone, zaszklone. Nawet jakby Karolina się upierała, że idziemy robić etap 17 to nie wyraziłabym na to zgody. Sama z resztą później przyznała, że ta noc była jeszcze gorsza od poprzedniej, bo pojawiły się napady kaszlu, które próbowała zdusić.

W sumie już bez większego roztrząsania, spakowałyśmy plecaki i po opuszczeniu hostelu udałyśmy się na przystanek autobusowy. Z przesiadką w Innsbrucku po 2 dniach nieobecności, zjawiłyśmy się na parkingu boiska sportowego w Giessenbach, gdzie stało moje auto.

Tym oto sposobem, po trzech latach przerwy, posunęłyśmy się w naszym Adlerwegu aż 1,5 etapu dalej. Sporo nas ta przygoda kosztowała - nie tyle finansowo, co emocjonalnie. Niemniej jednak powrót do domu był jedyną i słuszną decyzją. Myślę, że na całą sytuację zareagowałyśmy tak jak się powinno, gdyż zdrowie jest najważniejsze, a bycie na urlopie/w górach ma przynosić przede wszystkim przyjemność i radość. Poza tym, taki trudny do przewidzenia chichot losu jest świetny do sprawdzenia relacji/reakcji międzyludzkich. Myślę, że wydarzenia jakie miały miejsce na Adlerwegu w edycji 2022 wyniosły naszą przyjaźń na jeszcze wyższy poziom.


Komentarze

  1. Decyzja słuszna, tym bardziej, że choroba postępowała.
    A dolina robi wrażenie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Karolina wylądowała na zwolnieniu lekarskim, także rozłożyło ją kompletnie.

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty

SCHRANKOGEL - trzytysięcznik dla początkujących

DRABINA WAŁBRZYSKA - kondycyjny wycisk w Sudetach!

Inntaler Höhenweg - trekking w Alpach dla początkujących [informacje ogólne i praktyczne, wskazówki, koszty]

Jezioro Iseo - poradnik praktyczny [gotowiec urlopowy!]