Posty

Wrótka za Kaplicami

Obraz
Trzeba przyznać, że połakomiliśmy się na cios wymierzony w Wielką Koronę Tatr. Po nierównej walce, oddaliśmy jednak walkowera na Wrótkach za Kaplicami. Pewnie wiele osób zastanawia się gdzie to w ogóle jest. Miejsce, w którym zapadła decyzja o naszym wycofie należy do Zimnowodzkiej Grani, znajdującej się w Słowackich Tatrach Wysokich. Wyjeżdżając z domu, nieśmiało mieliśmy wtedy na uwadze Pośrednią Grań. 

Źródła Łaby 1387 m n.p.m

Obraz
O weekendzie majowym w Polsce mówi się co roku. Na ustach wszystkich mediów zawsze wałkowane są trzy główne tematy z dziedziny: motoryzacji, gastrologii i tej najważniejszej, pogodowej. Tak, właśnie o pogodzie dyskutuje się najczęściej. Pewnie dlatego, że nie mamy na nią żadnego wpływu. A  niebo nad naszymi głowami przez długi majowy weekend było w naszym kraju mocno zróżnicowane.

Sławkowski Szczyt 2452 m n.p.m - Jamińskim Żlebem

Obraz
W końcu nadszedł czas, kiedy moje lędźwie krzyżowe powiedziały "TAK" na wieść o tatrzańskim wyjeździe. Serce i rozum także zrozumiały, że na dłuższą metę nie będą w stanie tylko napawać się krótkimi wyjazdami w "sudeckiej piaskownicy". Z racji tego, że cel (i trudności z nim związane) miały być dostosowane do mnie - ostatecznie ja podjęłam się jego szukania. W mojej głowie pojawił się pewien skrawek mapy Tatr Słowackich, na którym widniała niebieska lina prowadząca na jeden ze szczytów. Tak, to właśnie był Sławomir. Pomyślałam, że to on będzie egzaminatorem, który dokona oceny stanu mojego zdrowia. Po dociekliwszym przyjrzeniu się, stwierdziłam, że jednak wejście i zejście  szlakiem nie będzie prawdopodobnie wymagać używania nawet czekana - a serce i rozum nie będą raczej tym usatysfakcjonowane. Szukając dalej jakiś informacji na temat dróg prowadzących na mojego wybrańca, wpadłam na relację Summiterów, którzy zdobyli go Drogą Grosza. Zdjęcia i opis przekonały ...

Sowiogórskie trasy do narciarstwa biegowego

Obraz
Hucznie prognozowana odwilż nadciągająca do naszego kochanego kraju tuż po ostatnim weekendzie stycznia, spowodowała szybką mobilizację wyjazdową. Telefon do Marcina i już w kilka minut mieliśmy zaplanowany wypad w niedzielę. Pierwotnie  plany nabierały kierunek na okolice Pradziada, by tam spróbować swoich sił na tamtejszych trasach biegowych, jednak po małym rozeznaniu czasowym zdecydowaliśmy się na jedną z propozycji podesłanych ostatnio przez jednego z moich czytelników, którego tu z tego miejsca serdecznie pozdrawiam :) Cały region Gór Sowich jest naszpikowany mnóstwem atrakcji i możliwości fajnego spędzenia czasu. Od paru lat zauważyłam również, że ta cząstka Dolnego Śląska jest mocno promowana. Ewidentnie lokalne władze chcą rozruszać przemysł turystyczny tego obszaru. I dobrze - bo naprawdę każdy znajdzie tam coś dla siebie.

Hernia Lumbalis 0m n.p.m - 2012r.

Obraz
Człowiek to ciekawa i mocno skomplikowana istota. Budowa naszego ciała jest istnym majstersztykiem. Nasze ciało potrafi wiele. Odpowiednio "zaprogramowane" przez nasz umysł, niejednokrotnie potrafi pracować na podkręconych obrotach, niż tyle ile dała - mówiąc kolokwialnie - fabryka. Przy swojej  sile  jest jednocześnie kruche. Największym elementem naszego ciała, który posiada obie te cechy i najmocniej obrywa to kręgosłup. Związane z nim jakiekolwiek dysfunkcje najmocniej uprzykrzają nam funkcjonowanie w codziennym życiu. Niestety, jeżeli filar stoi krzywo bądź jest uszkodzony to budowla długo nie postoi. Tak samo jest z naszym kościstym słupkiem, który wszystko trzyma kupy. Przez długi czas walczyłam z niedopuszczaniem do siebie myśli, że choroba dotknęła właśnie mnie.  Zadawałam sobie pytania, na które nikt nie był w stanie mi odpowiedzieć. Dlaczego właśnie kręgosłup i to właśnie teraz? Kiedy górskie możliwości niczym rollercoaster zaczęły się powoli rozpędzać, o...

Dzień w Beskidach - 15.08.2012

Obraz
Temat niezdobytej KGP ciągnie się za mną już dobre parę miesięcy.  W sierpniu przytrafił się jeden wolny dzień od pracy, z tym że w środku tygodnia. Nie przeszkodziło nam to jednak kopsnąć się te 400km w Beskidy. Na celowniku znalazła się Mogielica oraz Lubomir. Troszkę przed południem  zaparkowaliśmy Żabę na przydrożnym zajeździe, gdzie rozpoczynał się niebieski szlak  Przez cały dzień utrzymywało się duże zachmurzenie, ale na szczęście obyło się bez deszczu. Damian, Beskidy, a w oddali gdzieś pewnie Tatry. Widoczna drewniana wieża widokowa  na szczycie Mogielicy 1170m n.p.m. A za mną Masyw Wielkiego Wierchu. Wieża widokowa z bliska. Słupek z tabliczką musi być! Czas nas gonił, więc niezbyt długo mogliśmy poprzebywać w Beskidzie Wyspowym - moim zdaniem jednym z urokliwszych. Zeszliśmy tą samą drogą, mijając po drodze skrzydlate towarzystwo buszujące w trawie. Kokoko Beskid spoko ;) O 16 byliśmy z powrotem na dole. Posililiś...

Nonnenfelsen 537 m n.p.m

Obraz
W listopadzie zeszłego wybrałam się z Damianem w najmniej chyba dla większości znany rejon Sudetów- a mianowicie w Góry Łużyckie. W tamtym czasie w planach mieliśmy wejście na najwyższe wzniesienie tego pasma - Lausche, oraz przejście dwóch via ferrat. Sielankowa atmosfera panująca w małych niemieckich miasteczkach spowodowała, że nogi same nas niosły. Kilometr za kilometrem. W naszej przechadzce troszkę się zapędziliśmy i zabrakło nam wtedy czasu na zrobienie jedynej z prawdziwego zdarzenia via ferraty znajdującej się niecałe 150km od naszego domu.

Jagnięcy Szczyt 2230 m n.p.m

Obraz
To był szalony tydzień. Najpierw kilka dni spędzonych we Włoszech i przechadzki po Alpach Bergamskich, by na weekend wylądować jeszcze w Tatrach. Przedpołudniowy przylot do Wrocławia, skłania mnie by wycisnąć jak cytrynkę zbliżający się koniec urlopu w takim stylu jak lubię- czyli po prostu mocno górsko! 

Wieżyca - Dupa Słonia IV - 16.06.2012

Obraz
60 km od Legnicy, za Lwówkiem Śląskim - stoi Wieżyca. Samotna, zwana ostańcem piaskowcowym lub po prostu "Skałą z Medalionem". Schowana w głębi lasu, mierzy  prawie 20 metrów. Oferuje kilkanaście ciekawych,  ubezpieczonych dróg wspinaczkowych. 

Habicht 3277 m n.p.m

Obraz
A więc... Tak, tak. Nie zaczyna się zdania od "a więc" - ach te niezapomniane odpytki na lekcji historii za czasów liceum i ciągłe poprawianie przez nauczycielkę naszej kulejącej polszczyzny. Bez względu na spory o poprawność, nic nie zmieni jednak faktu, że w zeszły weekend pękł pierwszy w moim życiu 3-tysięcznik.