Posty

Grossglockner 3798 m n.p.m

Obraz
„Bycie bohaterem swojego życia to akt odwagi”. Bądźcie odważni, bądźcie bohaterami swojego ja. To wspaniałe, bezcenne uczucie. Emocje, które towarzyszą w takich chwilach nadają naszemu życiu wartości. Serce rośnie w siłę, czujemy się wolni. Niedawno doświadczyłam tego wszystkiego właśnie na Grossglocknerze, górze która jeszcze z 5 lat temu była dla mnie tematem kompletnie abstrakcyjnym. Nie ukrywam, że zakurzona leżała w szkatułce z marzeniami, ale raczej na zasadzie może za miliard lat jak na Ziemi znowu pojawią się dinozaury. 

Grań Czarnych Ścian

Obraz
Pamiętam jak wpadłam kiedyś przez przypadek na hasło "Grań Czarnych Ścian". Już od pierwszej chwili spodobała mi się ta nazwa i od razu zaczęły mi się nasuwać skojarzenia, że zapewne jest mroczna, niedostępna i przede wszystkim czarna. Na początku nie do końca potrafiłam się odnaleźć w tatrzańskiej topografii. Gdzie tak właściwie się znajduje i co obejmuje. Jakie ma trudności, jak bardzo jest długa. Gdy zaczęłam wynajdywać coraz więcej informacji na jej temat mój uśmiech na twarzy tylko się rozszerzał. Dlaczego? Idealnie trafiła w mojej graniowe wymagania. Coś w sam raz na początek. Podejście pod nią nie trwa zabójczo długo i przede wszystkim w każdej chwili można się z niej wycofać, ponieważ tuż pod nią biegnie szlak turystyczny. Do przejścia tej grani bardzo zachęcił mnie także Mariusz Zaruski, który poświęcił jej nawet wpis w swojej książce pt. "Na bezdrożach tatrzańskich".

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 5 na bis

Obraz
Kiedy dotarłam do Paczkowa, oficjalnie zakończyłam pieszy wątek Orłowicza. Wracając do domu zaczęłam zastanawiać się czy pociągnąć temat dalej. Miałam już wcześniej informacje o odcinku Paczków - Prudnik, z pierwszej ręki (ludzi spotkanych na szlaku) czy to po analizie map. Wiedziałam, że na pewno nie dam się namówić na asfaltową męczarnię o długości ponad 40 kilometrów, w dodatku z dala od gór. Naprawdę nie sztuką jest przedłużenie szlaku, kosztem jego jakości. Stwierdziłam, że pokonam ten odcinek na rowerze. To będzie najlepszy konsensus, a dzięki temu zobaczę osobiście jak ten szlak wygląda w rzeczywistości i z czystym sumieniem będę mogła określić, w którym miejscu według mnie kończy się Główny Szlak Sudecki.

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 4

Obraz
Zjawiam się w Dusznikach Zdrój po miesiącu przerwy. Podczas mojej nieobecności na Orłowiczu, zmagałam się wraz z moimi kompanami z pogodą w Tatrach. Powracam z lekką niechęcią. Dlaczego? Asfalting mnie nie pociąga, a kilkanaście kilometrów szlak prowadzi właśnie takim rodzajem nawierzchni. No cóż, trzeba zacisnąć zęby, tym bardziej że zbliżam się do Masywu Śnieżnika, który jest najwyższym pasmem górskim w polskiej części Sudetów Wschodnich.

Strefa MTB Sudety - rejon Głuszyca

Obraz
Na ten wyjazd oczekiwałam z wielką niecierpliwością. Strefa Sudety MTB to system 20 tras przygotowanych pod rower górski, o łącznej długości prawie 500 km. Obejmuje kilka sudeckich pasm górskich. Dobrze oznakowane, z zapleczem noclegowym. Jest to największy i pierwszy tego typu projekt w Polsce. Po więcej informacji zapraszam na stronę www.strefamtbsudety.pl  Łańcuchy nasmarowane, koła napompowane. Załadowaliśmy nasze rowery do bagażnika i ruszyliśmy w kierunku Głuszycy. Jest to jedna z główniejszych miejscowości strefy. 

Szlak Brzeżny na Pogórzu Kaczawskim

Obraz
Kiedy wróciliśmy z wypadu w Górach Izerskich pod szyldem MTB , wiedziałam od razu, że swojego osobistego roweru chcę! Takiego wymarzonego, którego będę nienawidzić na podjazdach i kochać na zjazdach. Po krótkich poszukiwaniach wpadł w moje ręce błękitny rumak na wielkich kołach. Nadałam mu imię "Skajek" od fabrycznej nazwy "Skye". Zaczęłam przeszukiwać mapy w celu wybrania jakiejś trasy na pierwsze testy w terenie za domem. Pogórze Kaczawskie znam głównie z wycieczek szkolnych lub pieszych rajdów organizowanych przez PTTK. Te "góry za domem" jednak bardzo zaniedbałam, głównie dlatego, że zaczęły się pojawiać inne i przede wszystkim wyższe.

Triglav 2864 m n.p.m

Obraz
Prisojnik z Alp Julijskich dał się poznać z jak najlepszej strony. To góra, która przed wyjazdem w ogóle nie była brana pod uwagę. Pojawiła się w bardzo spontanicznych okolicznościach. Jak dla mnie przyćmiła nawet Triglav, który był głównym celem wyjazdu. Mieć okazję i nie spróbować wejść na najwyższy szczyt Słowenii? Toż to zbrodnia. Trzeba było się szybko zregenerować i uspokoić emocje.

Prisojnik 2547 m n.p.m

Obraz
O Alpach Julijskich wiedziałam jedynie tyle, że leżą na terenie Słowenii, a ich najwyższym szczytem jest Triglav. Nie planowałam ich również w tym roku. Klub Wysokogórski z Lubina wyszedł z propozycją krótkiego wypadu w ten rejon pod koniec lipca (nie ujęty wcześniej w programie wypraw na 2015 rok). Zdecydowałam, że zawalczę o wolne w tym terminie, a nuż się uda. To, czy przekroczę granicę Słowenii nie wiedziałam praktycznie do ostatniego dnia przed wyjazdem. Wszystko udało się na szczęście zgrać i załatwić, więc późnym popołudniem wyruszyłam wraz z pozostałymi członkami KW na pierwszą w życiu wizytację w Alpy Julijskie. Po ostatnich pogodowych niepowodzeniach w Tatrach, uparłam się że nie będę w ogóle sprawdzać prognoz. Będzie co będzie. A jak było? Pięknie!

Pierwsze izerskie MTB

Obraz
Od pewnego czasu zaczęłam szukać kolejnej, dodatkowej alternatywy na spędzanie czasu w górach tych dla mnie odległościowo od domu najbliższych. Sudety które mam na myśli, starałam się sobie ciągle urozmaicać. Zwykłe wędrówki szlakami przestały mi już sprawiać taką radochę jak kiedyś. Może dlatego, że większość miejsc już znałam i za każdym razem atrakcyjniejszy był dla mnie wyjazd np w Tatry? Zaczął się wkradać brak motywacji ruszenia tyłka z domu. Sudety na jakiś czas poszły u mnie w odstawkę, ale wróciły do łask. Czemu? Analizując moje pobyty w górach od początku tego roku coś się w mojej głowie zmieniło. Przyznam, że wcześniej byłam otumaniona Tatrami. Uważałam, że tam uzyskam to wszystko czego szukam w górach, że tam płynie najsilniejsza energia. Poczuję na własnej skórze te wszystkie niesamowite stany. Strach, przygodę, piękne krajobrazy, niedostępność, tajemniczość...

Rekonesans na Mylnej Przełęczy

Obraz
Po trzech dniach spędzonych na Słowacji ( Burza na Baraniej Przełęczy & Co słychać w Dolince Rumanowej? ), postanowiliśmy poszukać szczęścia po polskiej stronie Tatr. Odwieźliśmy przy okazji Wojtka na dworzec autobusowy w Zakopanem. Niestety musiał opuścić nasze szeregi z powodu zaległego egzaminu na uczelni.