21 sierpnia 2017

Drachenstein 1060 m n.p.m - via ferrata Drachenwand


Z Magdą i Marcinem, twórcami bloga Pomysł na wycieczkę miałam okazję już raz połączyć siły. Wtedy wspólnie przewędrowaliśmy skrawek Tatr Zachodnich w piękny kwietniowy weekend. Po dość długiej przerwie, w końcu nadarzyła się okazja by ponownie wybrać się gdzieś w jakieś fajne pagórki. Z racji, że udało się zgrać na tak zwany przedłużony weekend czerwcowy, który w tym roku bardzo korzystnie się skonfigurował (czwartek-niedziela), zdecydowaliśmy że wybierzemy się gdzieś dalej. W wyższych partiach Alp jednak wciąż zalegały dość spore ilości śniegu i bez typowego sprzętu zimowego nie było nawet sensu się tam pojawiać, a nam po prostu nie chciało się tachać dodatkowego ciężaru na plecach. Jakoś tak chcieliśmy odpocząć od uroków zimy. Po wspólnej analizie różnych wariantów, stanęło na via ferratach nie znajdujących się w wysokich partiach gór. 



czwartek, 15 czerwca 2017

Do naszej bazy wypadowej jaką był camping Gries-Plomberg w miejscowości St. Lorenz zajechaliśmy po południu. Czerwcowe dni mają to do siebie, że trwają długo, więc jedynie szybko wybraliśmy miejsce, w którym rozstawiliśmy namioty, spakowaliśmy sprzęt ferratowy do plecaków i od razu ruszyliśmy do akcji. Pierwszą bowiem via ferratę mieliśmy po drugiej stronie ulicy!

Na campingu pięknie widać nasz cel oraz zawieszony pomiędzy turnią a głównym masywem Drachenstainu mostek. Przyznam szczerze, że na jego widok zrobiło mi się trochę słabo, tym bardziej że właśnie jakaś osoba na nim stała. Mały, przemieszczający się punkcik, który z tej perspektywy dobitnie ukazał, że emocji na ferracie na pewno nam nie zabranie!

Zoomik na mostek.

Wyruszamy z campingu.

Jak zawsze pomocne topo z bergsteigen.com


Via ferrata Drachenwand została poprowadzona w 2008 r. Znajduje się ona w paśmie górskim Salzkammergut-Berge, który obfituje w liczne, urokliwe jeziora, skąd widok z otaczających je szczytów jest bardzo przyjemny i uspokajający. Przejście ferraty zajmuje około 2h (do pokonania około 560 m przewyższenia). Podejście pod ścianę to lajtowe 20 minut, zejście ze szczytu szlakiem jest już dość męczące i zajmuje około 1,5 h. Via ferrata jest bardzo popularna, więc należy się spodziewać sporo ludzi. Dla tych co nie lubią stać w korkach i nawiązywać nowych znajomości, najlepiej wybrać się rano lub późnym popołudniem (oczywiście przy stabilnej pogodzie!)

Podchodzimy pod ścianę, z której rozpoczyna się ferrata.

Przygotowania do ferratowej akcji nie zajęły nam dużo czasu. Szybko przyodzialiśmy się w uprzęże, lonże oraz kaski (ważne by mieć także rękawiczki!). Ruszyliśmy w momencie, kiedy na drabinkach zrobiło się trochę luźniej. Pierwsze spotkanie ze skałą, pierwszy dotyk metalowej liny, pierwsze przepięcia karabinków. Oj dawno my się na ferratach nie bawiliśmy! 

Pierwszy segment to drabinki.

Szybko pięliśmy się do góry, jednak po przejściu drabinek zrobiło się trochę czujniej i nieprzyjemniej. W dolnej cześci ferraty jest tak wyślizgana skała, że śmiało może konkurować z tą na Giewoncie. Na szczęście w dalszej części, ten problem znika i spokojnie można iść na tarcie.

Wyjście z cienia. Oj to słońce to nam dało  trochę popalić. A podobno chcieliśmy trochę odetchnąć od zimy :)

Widok na jezioro Mondsee, który będzie nam towarzyszyć aż do samego szczytu.

Spotkaliśmy też tekturową kozicę bez dwóch nóżek.

Przed wejściem w wąski kominek.

Ostro ciśniemy do góry!

Z językiem niemieckim nie znamy się dobrze, ale ten napis zrozumiał każdy :)

Na ten moment czekał każdy z nas - mostek! Przykleiłam się bardziej do skalnej ściany. Przy pierwszym rozeznaniu się z sytuacją, od razu w oczach pojawiło się przerażenie, a krew z twarzy zarządziła ewakuację. Znowu przeklęłam w duchu (jak podczas wejścia na Mnicha), że w ostatnim czasie rzadko kiedy znajduję się w sytuacji, kiedy jest znaczna ekspozycja. Jak się nie hartuje głowy do takich wyzwań to potem się zbiera żniwo. 

Po trzech, świadomych uderzeniach kaskiem o skałę w celu wyciszenia myśli, stanęłam na pierwszym drewnianym szczebelku. Nie było co srać po gaciach, tym bardziej że czułam na barkach spojrzenia towarzyszy. Powoli ruszyłam, z wielką czujnością bo kompletnie nie wiedziałam czego się spodziewać po konstrukcji. Most był w miarę stabilny. Największe odczucie przestrzeni robił delikatny powiew wiatru, który było czuć pod nogami.

Przejście mostkiem. Można z niego zrezygnować, wybierając skalny wariant, technicznie trudniejszy bo o wycenie C/D.

Widok na mostek z góry.

I popylamy dalej do przodu. Teraz powinna być już łatwizna.

Mosteczek :)

Załapujemy się na porę złotej godziny. W cieniu góry pięknie odznacza się Drachenloch (skalne okno).

Po sekcji z mostkiem, via ferrata prowadzi już spokojnieszym i mniej lufiastym terenem. Pokonujemy  jeszcze mikro-skalną grańkę i dalej bez wpinania się lonżą do metalowej liny, podchodzimy już pieszo na sam wierzchołek.

Via ferrata podzielona jest na sektory, więc łatwo można odnaleźć się na jakim etapie ferraty się znajdujemy. Drachenwand posiada 20 sekcji.

Widok na jezioro Mondsee. Odnajdujemy nasz camping i rozstawione namioty.
Jest krzyż, jest szczyt! :)

Drachenloch - skalne okno z którego widać jezioro Mondsee.

Kilka ruchomych klatek zarejestrowanych telefonem Marcina:


Chwilę przesiadujemy na szczycie, co by trochę odsapnąć i  zmobilizować siły do zejścia, a tych warto mieć jeszcze trochę w zapasie, bo szlak 12a jest trochę wredny. Szybko się traci wysokość, by potem jeszcze wymęczyć się na podejściu, bo trzeba przejść jeden zalesiony pagórek. Szlak urozmaicony jest drabinkami i pomocniczymi kładkami.

Schodzimy, a w głowach myśli o kiełbaskach z grilla :D

Kot mieszkający pod Drachensteinem :)

Klimaty na campingu.

Na campingu Marcin odpalił grilla i zanim słońce na dobre schowało się za horyzontem, konfrontując prognozy pogody na kolejny dzień dywagowaliśmy nad wyborem kolejnej via ferraty w okolicy.


10 komentarzy :

  1. Ferraty zawsze są super! Nie ważne czy to Dolomity, Alpy Julijskie czy inne miejsce dobrze jest wpiąć się w stalową linę! Fajnie, że udało Wam się wspólnie wyjechać i trafić z pogodą, bo była kapryśna na początku sezonu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ferraty są fajne, tylko po tak długiej przerwie od nich zapomniałam że można się na nich nieźle napocić i warto trochę potrenować wcześniej bicki :D A co do pogody, to prognozy na kilka dni przed były katastroficzne i wyjazd był pod znakiem zapytania. Nie ma co ślepo wierzyć prognozom długoterminowym - nigdy się nie sprawdzają!

      Usuń
  2. Widoki z ferraty piękne! Mostek faktycznie robi wrażenie, my szliśmy podobnym na ferracie Dibona w Dolo :) Fajnie przeżycie.
    Z tym hartowaniem głowy to masz rację. Mnie się bardzo rzadko zdarza panikować w trudnym terenie i jeśli się to zdarza to własnie bo długiej przerwie w obcowaniu z ekspozycją i np. taśmą czy repem, do których od nowa muszę nabrać zaufania. Dziwne to ale tak bywa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja widziałam w swojej głowie progress. W kolejnych dniach ferratowych zmagań dużo łatwiej było mi pokonywać już takie atrakcje :)

      Usuń
  3. Mam niewielkie doświadczenie z ferratami i sądzę, że tej bym nie przeszła. Te piony to za wiele dla mnie :/ Ale takiego mostka jestem ciekawa... Chętnie bym gdzieś spróbowała, może się trafi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przejście takich mostków samo w sobie jest banalnie proste, tylko ta głowa... ;)

      Usuń
  4. Cudowne zdjęcie! Naprawdę robią wrażenie. Podziwiam i zazdroszczę takiej ferraty, jednak z moim lękiem przestrzeni nie byłabym w stanie tego przejść. Zwłaszcza tego mostku.szaleństwo! Także zostaje mi podziwianie relacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja czasami stosuję różne metody na oszukanie lęku. Np na tym zdjęciu jak idę po mostku, to oprócz normalnego wpięcia się lonżą, to jeszcze dodatkowo wpięłam karabinek z taśmą - takie wmówienie sobie większego bezpieczeństwa :D Kolejny sposób to przestawienie myśli - wyobraziłam sobie że idę 2 metry nad ziemią a nie kilkaset. Pomogło.

      Usuń
  5. Gratulacje za ferratę. Przez podobny mostek kiedyś udało mi się przejść, tylko on był rozciągnięty nad rwącym potokiem, uczucie jakby cały czas grunt ociekał z pod nóg.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie następnego dnia mieliśmy okazję przechodzić po takich mostkach rozciągniętych nad rwącym potokiem
      www.skadinagrani.pl/2017/08/via-ferrata-postalmklamm.html

      Usuń