12 sierpnia 2017

Kozie Grzbiety w Karkonoszach


Z okazji Dnia Dziecka, postanowiłam, że sprawię sobie prezent – wybiorę się na wycieczkę w góry! Tym razem bez towarzyszy, bo świętowanie wypadło w tym roku w dniu roboczym, ja natomiast dysponowałam wolnym dniem :D Szybko spakowałam plecak i poza standardowymi rzeczami jakie ze sobą zabrałam, dodatkowo pojawił się jeszcze statyw.



Choć peseloza jest nieubłagalna i lata dzieciństwa z roku na rok stają się być widziane za coraz gęstszą mgłą, to psychicznie staram się nie dawać całej tej przereklamowaniej dorosłości i jak tylko jest możliwość pielęgnować w sobie małą Skadi, która nie rozmyśla za dużo o złych rzeczach na tym świecie, a raczej czerpie radość z przeżywania prostych i pięknych chwil. A że te, najlepiej zbiera się w górach, to zrozumieją jedynie Ci co kumają bazę, wiadomka! :)

Miejsce do świętowania, które wybrałam znajduje się w czeskich Karkonoszach. Od dawna chciałam zobaczyć Kozie Grzbiety. Są one dość nietypowe, bo to jedyny grzbiet w Karkonoszach o charakterze grani. 



czwartek, 1 czerwca 2017


Dość późnym popołudniem zjawiam się przy Świątyni Wang w Karpaczu. Pogoda jest cudna i z jej walorów w większości korzystają wycieczki szkolne. Podczas podejścia do schroniska „Samotnia” mijam kilka pokaźnych grupek z przewodnikami i wychowawcami, które schodzą już do miasta. Obserwuję badawczo dzieciaki i próbuję wychwycić na ich twarzach cokolwiek co świadczyłoby o tym że cieszą się z pobytu w górach. Niestety, większość idzie na autopilocie z nosem wsadzonym w smartfona, a rozmowy tyczą się głównie gier komputerowych bądź nowinek z zakresu elektroniki użytkowej. Tak w myślach, pożyczyłam im odnalezienia w ich dorosłym życiu jakiejś pasji, niekoniecznie zaraz do gór, ale do czegoś co powodowałoby chęć rozwijania się, próbowania rzeczy nowych. Bo chyba nie ma nic fajniejszego jak życie, które urozmaica pasja!


Zarys trasy na mapce.

Taki dzień świętować bez słodkości? W Samotni zamawiam szarlotkę i przed schroniskiem pałaszuję kawałek napawając się widokiem spokojnej tafli Małego Stawu.

Gdy po szarlotce pozostał jedynie pusty talerzyk, wyruszam dalej. Na trasie spotykam może dwie osoby. Mijam mury schroniska „Strzecha Akademicka” by po kilkudziesięciu minutach znaleźć się na Głównym Grzbiecie Karkonoszy. Jednak podążam nim tylko chwilę, by później wskoczyć na czeską stronę mocy. Od tego momentu aparat na dobre ląduje na statywie. Królowa tego dnia była w całkiem dobrym humorze. Koniecznie trzeba było to wykorzystać!

Luční bouda 1410 m n.p.m

Pustki na szlaku. Naprawdę jest to możliwe! :)

Miejsce docelowe znajduje się po prawej stronie :)

Oto jest! Jedyna grań w Karkonoszach :)

Kozie Grzbiety są niedostępne dla turystów, objęte są ochroną.  Tuż poniżej przebiega szlak do Szpindlerowego Młyna.

Widok na Dolinę Łaby

W stronę Szpindlerowego Młyna.

Krakonoš 1422 m n.p.m 

Na punkcie widokowym Krakonoš przesiaduję z 1,5h. To właśnie z niego najlepiej widać Kozie Grzbiety. W okolicy ani śladu żywej duszy!  

Gdy promienie słońca powoli zaczynają pokładać się na karkonoskiej tundrze, wracam wolnym krokiem po wcześniej "wydeptanych" śladach.

Widok na Śnieżkę oraz karkonoską tundrę arktyczno-alpejską.

Zejście do Strzechy Akademickiej.

Wieczór w Kotlinie Jeleniogórskiej.

Żerowisko


Klasyczny kadr Samotni :)

Gdy mijam Samotnię, na niebie robi się szarówka, ale idę jeszcze bez czołówki. W pewnym momencie okazuje się, że na szlaku jednak nie jestem sama. Coś okrągłego i puchatego kica w moim kierunku!

Karkonoski zając :)

Przy Świątyni Wang w końcu spotykam jakiegoś człowieka, który jest bardzo zdziwiony że jeszcze ktoś za nim schodził szlakiem w stronę Karpacza. Gdy tak kilkaset metrów szliśmy razem zadał mi pytanie, czy nie boję się łazić w nocy po górach. No właśnie, boję się? W towarzystwie wcale, a samej to zależy jak bardzo jestem w stanie panować nad myślami, bo jak wiadomo wyobraźnia ludzka nie zna granic! :)

Pomysł na prezent z okazji Dnia Dziecka dość nietypowy - bo prosto od brodacza Liczyrzepy. No ale tak naprawdę co dla góromaniaczki może być lepsze niż dobry warun w górach, mało turystów, zachód słońca, wszamana szarlotka w schronisku czy spotkanie sympatycznego zająca na szlaku? ❤ Piękne chwile, których nie da się kupić i zapakować do pudełka z kokardą.



8 komentarzy :

  1. Ach... Karkonosze, moje ulubione.

    OdpowiedzUsuń
  2. Marzy mi się przejście tą jedyną granią w Karkonoszach, najlepiej zimą, ale niestety jest niedostępna dla szarego człowieka. Pozdrowienia Skadi, za lekkość i treściwą prostotę przekazu. Wiadomka :) WZD

    OdpowiedzUsuń
  3. Już za dwa dni znów będę w Karkonoszach, co mnie bardzo cieszy. Tak pustych szlaków pewnie nie zastanę, ale to nic, liczy się sama możliwość bycia tam i wędrowania. Bardzo ładne zdjęcia.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Karkonosze... mry, mry, mry :) Dzięki za podpowiedź, gdzie następnym razem wybrać się na wędrówkę. Bo chyba za rok wrócę. W tym roku w Karpaczu byłam w lipcu i też miałam pustki na szlakach! :) Koleżanka skwitowała krótko : "Ty farciaro!" :) :) Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  5. W Karkonosze zawsze warto pojechać na spacer. Pozdrawiamy serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Graty dla Ciebie za odwagę. Ja jakoś nie mogę się przełamać i samotnie ruszyć przed siebie. Mimo, że lubię w górach pustki i ciszę, zawsze muszę mieć partnera kilkadziesiąt metrów obok siebie :) Ten rok miał być przełomowy pod tym względem, ale na szczęście zawsze mam z kim jechać w góry. Rok jeszcze się nie skończył więc kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten zdziwiony człowiek na szlaku, który ciemną nocą dotarł do Świątyni i postanowił nieco odsapnąć po trudach całodniowego marszu i próbach okiełznania galopującej w lesnym mroku wyobraźni...to ja😊...Rafał, miłośnik Karkonoszy rodem z miasta Łodzi 😊 Także zrobiłem sobie Dzień Dziecka i przygnałem spontanicznie na tydzień samotnych wędrówek 😊 Rozsmakowałem sie w nocnym schodzeniu ze szlaku, najczęściej prze moją ulubioną Samotnię i po kilku dniach doszedłem do krzepiącej konkluzji, iż nawet ciemną nocą na szlaku, tudzież w gęstym lesie jest bezpieczniej niz w sobotni wieczór w centrum miasta. Ot...taki paradoks.
    Ale jedno wiem bezsprzecznie... Na pewno jest piękniej 😊

    OdpowiedzUsuń
  8. Przede wszystkim pragnę Ci podziękować, iż mogłem choć przez chwilę zaistnieć w Twojej opowieści 😊 Miło było móc Cię poznać, tym bardziej w tak niezwykłych okolicznościach przyrody 😊

    OdpowiedzUsuń