11 listopada 2017

Gran Paradiso 4061 m n.p.m


Gran Paradiso 4061 m n.p.m, jest najwyższym szczytem w całości leżącym na terenie Włoch i należy również do grona tak zwanych Wielkich Smoczych Szczytów (określa to tak w swoim przewodniku Richard Goedeke „Alpejskie Czterotysięczniki”). W tej wąskiej grupie znalazł się dlatego, iż „Obok trzech najwyższych łańcuchów górskich, obejmujących większość szczytów wznoszących się ponad 4000 m, w Alpach znajdują się trzy niższe masywy, w których jedynie najwyższe wzniesienia osiągają taką wysokość”. Gran Paradiso ma swoje wady i zalety. Do tych pierwszych zalicza się głównie dość spora ludzka frekwencja ze względu na to iż jest dobrym celem aklimatyzacyjnym przed Mont Blanc, jednak to wszystko zostaje wybaczone, gdy stoimy na wierzchołku tej góry. Szczyt oferuje fantastyczny widok na wielkie alpejskie gwiazdy, w tym tą najwyższą - Mont Blanc!



Tym razem, wejście na Gran Paradiso poprowadzi w formie słownej Damian:

Po wejściu na Habichta uznaliśmy, że rok bez trzytysięcznika to rok stracony. Kierując się tą zasadą, weszliśmy rok później na Hochalmspitze, a następnie na GrossglockneraW kolejnym roku udało nam się wejść na dwa czterotysięczniki – Allalinhorn oraz WeissmiesNie chcąc obniżać lotów, wypadało również w tym roku przekroczyć cztery tysiące. Wybór padł na Mont Blanc który wypada po prostu mieć w swoim górskim CV.


poniedziałek, 4 września 2017

Jako cel rozgrzewkowy wybraliśmy Gran Paradiso, postanawiając jednak wejść na szczyt na lekko i w jeden dzień prosto z campingu. Do zespołu dołączył tradycyjnie Marcin i w trzyosobowym składzie wyruszyliśmy z Polski, docierając przez Przełęcz Świętego Bernarda do Aosty gdzie zaplanowaliśmy rozejrzeć się po sklepach outdoorowych i zjeść tradycyjną, włoską pizzę. Po południu dotarliśmy na camping Pont Breuil. Bardzo fajne miejsce które pomimo położenia całkiem wysoko (1960 m. n.p.m.) i surowego otoczenia oferuje bardzo cywilizowane warunki z zadbanymi łazienkami, umywalnią oraz pralnią a także sklepem gdzie możemy zaopatrzyć się w podstawowe produkty niezbędne do przeżycia, jak na przykład piwo czy mapa. Rozbiliśmy namiot, spakowaliśmy się, zjedliśmy obiad i położyliśmy się spać.

Wielka Przełęcz Świętego Bernarda 2469 m n.p.m

Camping w Pont.


wtorek, 5 września 2017


Wstaliśmy ok godziny 4.30, 30 minut później niż planowaliśmy. Gotujemy śniadanie i wychodzimy około 5.30. Po drodze mijamy się z kilkoma schodzącymi osobami. Wschód słońca zastał nas w miejscu gdzie szlak, prowadzący początkowo stromym zboczem, wyprowadza na wypłaszczenie terenu poniżej schroniska Vittorio Emanuele II. Schronisko charakteryzuje się mało wysublimowaną architekturą, przywodzącą na myśl Studlhutte albo wielką beczkę po oleju. Doznań estetycznych wprawdzie nie zapewnia ale pewnie spełnia swoje zadania.

Rifugio Vittorio Emanuele II 273m n.p.m

W schronisku zastajemy zdjęcie-schemat świadczący o zamknięciu normalnej drogi przez lodowiec Gran Paradiso (zapewne z powodu znacznego jego wytopienia) i kierujący nas na grań oddzielającą dolinę tegoż lodowca od doliny lodowca Laveciau.

Po krótkich obradach, wybieramy drogę "YES".

Podążamy zatem w tamtym kierunku, początkowo po głazistym usypisku, następnie wysokiej morenie wyprowadzającej nas pod kilkumetrową ściankę zamykającą drogę do grani (gdzieniegdzie ringi). Po chwili maksymalnie dwójkowych wygibasów wychodzimy na grań, tworzącą w tym miejscu rozległe plateau, pokryte płaskimi, przypominającymi płyty nagrobne głazami a także kopczykami z których niektóre przypominają stele bądź menhiry, zamiast klasycznego usypiska kamieni mamy tu bowiem do czynienia z głazami ustawionymi pionowo. Marzniemy w dłonie ale w momencie kiedy podążamy owym „cmentarzyskiem” zza szczytu wyłania się słońce, ogrzewając nas. Momentalnie zalewa nas fala optymizmu.

Podejście moreną.

Pozytywne nastawienie: MODE ON.

Petit Paradis 3921 m n.p.m

Gdy dochodzimy do spiętrzenia grani, okazuje się iż mamy przed sobą via ferratę. O tym schroniskowy schemat nie wspominał. Mamy do wyboru zejść na uszczeliniony lodowiec Laveciau, którym podąża większość osób, albo stosując improwizowaną asekurację podążyć ferratą. Decydujemy się na to drugie rozwiązanie. Okazuje się to strzałem w dziesiątkę – ferrata nie jest trudna, za to bardzo malownicza i fotogeniczna, z pięknymi widokami na masyw Mont Blanc. Wprawdzie zajmuje nieco więcej czasu niż proste dreptanie po śniegu na które się nastawialiśmy, niemniej czas wciąż mamy możliwy do przyjęcia.

W dole mamy lodowiec Leveciau.

Mont Blanc jadł nam z ręki.

Ta ferrata musiała powstać stosunkowo niedawno. We wspomnianym przewodniku R. Goedeke,  normalna droga na szczyt prowadzi tak, którą na pocztówce określono "NO". Przewodnik mamy z 2014 r. Jak widać sytuacja na Gran Paradiso dość szybko się zmienia.

Przejście pod skalnym okapikiem.

A po pokonaniu okapiku, drabinką napieramy do góry.

Dach Europy - Mont Blanc 4808 m n.p.m. Kawał z niego góroszona! :D

Po przejściu ferraty wychodzimy na górną część lodowca Gran Paradiso i podążamy nim do podstawy kopuły szczytowej. Tu zastajemy tłumy czekające w kolejce na wejście. Na szczęście jesteśmy jednymi z ostatnich, toteż po chwili tłum się przerzedza i udaje nam się osiągnąć wierzchołek. Jest on raczej skalisty, jednak nietrudny. Ostatnie kilka metrów pokonujemy jednak po skalnym gzymsiku w znaczącej ekspozycji, co może niektórym sprawić problem.

To którędy teraz?

Idziemy tak jak ślady prowadzą ;)

Mont Blanc wciąż czuwa w oddali.

Jesteśmy coraz wyżej i w końcu pojawią się nowe widoki.

Do pokonania jeszcze szczelina brzeżna, krótki scrambling i mamy szczyt!

Wieszczek z Gran Paradiso.

Końcowy, skalny odcinek. Gdy skała wolna od lodu, lepiej wchodzić bez raków ;) Jest jedno dość mocno eksponowane miejsce do przejścia. Do pokonania jest skalny parapet długości około 2-3 metrów. Dla śmiałków o słabszych nerwach są wbite pomocne dwa haki.

Na szczycie robimy tradycyjne zdjęcia z flagą i witamy się z Madonną...

Jest szczyt, jest krzyż Madonna!

Panorama ze szczytu Gran Paradiso - widoczny Matterhorn oraz Masyw Monte Rosa.

Widoki ze szczytu.

Widoki ze szczytu.

Lodowiec Brenva w Masywie Mont Blanc. Lodowiec podobno rok w rok traci około 12 metrów głębokości.

Uczta dla oczu, serca i duszy! Najbardziej oddalony, ale bardzo charakterystyczny Monte Viso 3841 m n.p.m

Rozpoczynamy ewakuację ze szczytu.

Schodzimy. Tym razem decydujemy się na drogę lodowcem Laveciau, wśród ogromnych szczelin. Po zejściu z lodowca wychodzimy na pokryte gruzem skalnym plateau, którym w drugą stronę podążaliśmy rano. Tutaj rozdzielamy się z Marcinem i swoim tempem, klucząc nieco, docieramy do schroniska Vittorio Emanuele II.

Ludziorki na lodowcu

Skadi na... lodowcu :)

Labirynt w wersji lodowcowej.

Lodowiec Laveciau.

Ponownie na skalnym podłożu.

A tak wygląda sytuacja na mapie.

Chwilę przed schroniskiem do naszych uszu dociera potężny grzmot, jak się później okazuje, z okolic pięknego szczytu Ciarforon miał miejsce obryw, zapewne lodu który jeszcze pokrywa wierzchołek, nadając mu wygląd dachu gotyckiej katedry. Zatrzymujemy się na chwilę przy schronisku, by zaraz potem rozpocząć schodzenie na camping, gdzie docieramy już po zmroku. 

Ciarforon 3640 m n.p.m

W końcu upragniony prysznic i satysfakcja ze zdobycia czterotysięcznika prosto z samochodu w jeden dzień. Następnego dnia czeka nas przejazd do Francji i kolejne wyzwanie – ale o tym w następnej relacji. Jak nietrudno się domyślić, azymut mieliśmy ustawiony na Mont Blanc.



14 komentarzy :

  1. Chyba nie umiem tego skomentować inaczej, jak tylko "WOW!" :D Widoki genialne, a tak jak piszesz, samo wejście na cztery tysiące prosto z samochodu to już niezły wyczyn :)Czekam na kolejną relację, bo ciekawi mnie, czy był ten Blanc, czy nie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No jak na razie widok z Gran Paradiso jest moim numer 1. A kusi mnie to Monte Viso, bo z panoramy bardzo się wyróżniał. Może kiedyś...

      Usuń
  2. Ja w przyszłym roku planuję jakieś kilka ponad 4 tys :) Może akurat tam...fajnie to wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam. Co prawda chętnych na zdobycie szczytu sporo, ale warto dla tego widoku Alp po horyzont.

      Usuń
  3. WoW! Bosko! Ledwo co pozbierałem szczękę z podłogi jak zobaczyłem te widoki! Gratki kolejnej czwórki z przodu ;) Z niecierpliwością będę wypatrywał relacji z Blanca :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow! The photos are really nice!! We were there some years ago and I still remember that mountain as a great experience =)
    Greetings from Spain!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hi jMii! Yes, that was great experience. The best thing is that we reached the summit in one day. I'm proud of it. :) Kisses from Poland :*

      Usuń
  5. Gratulacje! Podziwiam i zazdroszczę widoków. To co, za roku pasowałoby jakiś pięciotysięcznik zrobić :-P ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię nie... ale mam kilka pomysłów, które chciałabym jak najszybciej zrealizować i nie jest to 5 tysięcznik. :)

      Usuń
  6. O madonno co za akcja, co za widoki, co za support. Gratuluje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Madonnkę radzę się nie opierać, bo się trochę kiwa, ale szczyt polecam... Zróbcie powtórkę Glocka i lećcie na Gran Paradiso :)

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Wy w tym czasie pakowaliście się na GR 20... Zazdraszczam... :)

      Usuń