7 stycznia 2018

Śnieżne Stawki w Karkonoszach


To był całkiem fajny, karkonoski spacer w tygodniu. W dodatku, w doborowym towarzystwie - z Arturem, autorem bloga Góry ponad chmurami.  Na pasujący termin zgrywaliśmy się aż trzy miesiące. Dopiero w październiku wyklarował się konkretny dzień. Już dawno razem blogerskich sił nie łączyliśmy, stąd od razu było wiadomo, że tematów do rozmów nie zabraknie ☺

Jakoś tak wyszło, że to ja miałam zdecydować, gdzie się wybierzemy. Wpadłam na pomysł odwiedzenia pewnego miejsca w Karkonoszach, które mimo iż oboje dobrze znamy, idealnie nadaje się gdy nie dysponuje się zbyt dużą ilością czasu, a równocześnie nawet przy mniej przychylnej pogodzie prezentuje się wciąż piękne. 



czwartek, 12 października 2017


Odebrałam Artura z legnickiego dworca kolejowego i już wspólnie dotarliśmy samochodem do Jagniątkowa - dzielnicy Jeleniej Góry. Przy pętli autobusowej ruszyliśmy za znakami czarnego szlaku, początkowo  idąc asfaltową drogą, by później już skryć się w karkonoskim lesie.

Na szlaku nie spotkaliśmy turystów, a jedynie grzybiarzy przemykających pomiędzy drzewami.

Na rozdrożu szlaków "Trzy Jawory" zatrzymaliśmy się na chwilę, by zorientować się z kierunkiem dalszej drogi. Pozostaliśmy wierni czarnym znakom, które miały nas doprowadzić do schroniska "Pod Łabskim Szczytem". W połowie drogi musieliśmy przystanąć na dłużej pod drzewami, bo rozpadało się na dobre. W ruch poszły kurtki przeciwdeszczowe, a na plecakach wylądowały pokrowce. Przez chwilę dywagowaliśmy czy jest sens iść dalej, ale ostatecznie nie zawróciliśmy, mając nadzieję że w najważniejszym punkcie wycieczki jeszcze zdąży się wypogodzić.

Przestało padać! Idziemy dalej :)

Uciekliśmy z otchłani mgły, zachodząc na dłuższą chwilę do schroniska.

W schronisku, pomimo barowej pogody, zastaliśmy dość sporą ilość ludzi (i nie wyglądali na takich co spędzili tutaj noc). Nie zdążyliśmy w pełni się rozłożyć przy stoliku, a już zostaliśmy poczęstowani cukierkami przez jednego z turystów. Chyba góry dobrze nas konserwują, bo cukierki otrzymywali tylko mali wędrowcy ☺

Gdy za oknem dostrzegliśmy w końcu coś więcej niż tylko mgłę, udaliśmy się w stronę głównego celu naszej wycieczki - Śnieżnym Stawkom, znajdującym się na dnie Wielkiego Śnieżnego Kotła (długość kotła około 800 m, z pionowymi skalnymi ścianami sięgającymi 150 m).

Kolory jesieni. Lada moment będzie dominować już tylko jeden - biały!

Ostatnie sztuki. Baaardzo zmrożone.

Fragment zielonego szlaku "Droga nad Reglami". Właśnie nim dotrzemy do podnóża Wielkiego Śnieżnego Kotła.

Ze szlaku rozpościerają się także rozleglejsze widoki na inne sudeckie pasma górskie.

Po pokonaniu kolejnych metrów kamiennej ścieżki w otoczeniu gęstej kosodrzewiny, w końcu ukazało nam się jedno z najpiękniejszych miejsc w polskich Karkonoszach.

Śnieżne Stawki - jest ich w sumie 8, z czego 6 okresowych.

W tym miejscu rośnie Skalnica śnieżna - endemiczny gatunek rośliny, który w Europie Środkowej można spotkać tylko tutaj.

Do focenia polecają się charakterystyczne skalne turnie: Ząb Rekina oraz Turnia Popiela.

Śnieżne Stawki słyną z krystalicznie czystej wody.

Zawsze gdy jestem w Karkonoszach, coraz dosadniej dociera do mnie jak wyjątkowymi i zróżnicowanymi są górami. Mamy na terenie naszego kraju niesamowitą perełkę.

Opuściliśmy dno Wielkiego Śnieżnego Kotła, idąc dalej za zielonymi znakami. Docierając do Rozdroża pod Szyszakiem, zmieniliśmy kolor na niebieski. Na szlaku było trochę kombinowania z wynajdywaniem skrawków suchego podłoża. Przy Wysokim Moście dołączyliśmy do czarnego szlaku, którym kilka godzin wcześniej rozpoczynaliśmy wycieczkę.

Ciemno w tym karkonoskim lesie. Oj brakowało słońca tego dnia.

W poszukiwaniu artystycznych kadrów ;)


Niby krótki wypad, a wydreptaliśmy około 20 km. Mam nadzieję, że następny będzie już znacznie dłuższy i niekoniecznie w znanych przez nas górach.

Relacja Artura - tutaj



5 komentarzy :

  1. Krótka wycieczka, ale kadry naprawdę super :) Jak bardzo musiałaś się schylić, żeby tego grzyba sfotografować? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym grzybem to prosta sprawa. Wycelowałam na ślepo obiektyw w jego stronę, przysłona 1.8 i voilà :D Wyszło przez przypadek zdjęcie wypadu. Nawet tego małego ślimaka dostrzegłam jak już przeglądałam na spokojnie foty w domu.

      Usuń
  2. Te skałki wokół jeziorek dają w kość, szczególnie jak się ma już za sobą kilka godzin wędrowania.
    Ładne zdjęcia, pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładne zdjęcia! Swoją drogą... woda z Kotłów (tego i innych) się nie marnuje. Poniżej nich w rumoszu skalnym założony jest drenaż, który grawitacyjnie odprowadza przesączająca się niżej wodę do zbiorczego rurociągu zasilającego wodociąg. Wymyślili to Niemcy i ten system działa już 100 lat bez większych zmian. W taki sposób zaopatrywane są w wodę Karpacz i Szklarska Poręba.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. O Stawkach myślę w kontekście następnego wyjazdu do Karpacza. Czy wyjdzie i kiedy, jeszcze nie wiem, ale fajnie mi się z Wami teraz wędrowało ;) Buziaki!

    OdpowiedzUsuń