7 sierpnia 2019

ADLERWEG - informacje praktyczne



ADLERWEG - WSTĘP


Adlerweg (PL - Szlak Orła, ENG - Eagle Walk) to długodystansowy szlak znajdujący się w Austrii, określany często królową wszystkich szlaków wędrownych w Tyrolu. Tyrol to region geograficzny, historyczny i etnograficzny w zachodniej Austrii i północnych Włoszech. Nazwa pochodzi od średniowiecznego zamku Tirol, położonego w południowej części regionu.

Do przemierzenia jest ok 420 km w samym sercu Alp! Pokonując cały dystans, na mapie odznaczy się sylwetkę dwóch lecących orłów. W Tyrolu Północnym jest to „Duży Orzeł” a w Tyrolu Wschodnim „Mały Orzeł”. Całe wyzwanie jest podzielone na 33 etapy (24 oraz 9). Suma przewyższeń w pionie to 31000 m.


Logo Tyrolu.



Prawda, że fajne ptaszyska? :D

Pierwsza trasa („Duży Orzeł”) to 320 km wędrówka ze wschodu na zachód. Szlak rozpoczyna się w miejscowości St. Johann in Tirol a kończy w St. Christoph am Arlberg. Etapy od 1 do 12 tworzą wschodnie skrzydło, 13 (krótki etap) tworzy głowę orła, a etapy od 14 do 24 zarysowują zachodnie skrzydło. Przewyższenie jakie się pokonuje na całej trasie to około 23000 m w górę oraz 20000 m w dół. Szlak prowadzi przez 6 alpejskich pasm górskich – Wilder Kaiser, Rofan, Karwendel, Alpy Tuxertalskie, Wettersteingebirge oraz Alpy Lechtalskie. Przebieg Adlerwegu pozwala także na poznanie innego, ciekawego szlaku - Szlaku Goethego w paśmie Karwendel.

Próbka z Wilder Kaiser.

Widoki na Południowy Tyrol.

Cisza na szlaku.

Próbka z Rofan.

Próbka z Karwendel.


Druga trasa („Mały Orzeł”) znajduje się we Wschodnim Tyrolu. 93 kilometrowa wędrówka pomiędzy grupą górską Venediger oraz Großglocknerem - najwyższym szczytem Austrii – to obcowanie z 3-tysięcznikami Wysokich Taurów. 9 Etapów podczas których pokonuje się 8000 m przewyższenia w górę i prawie tyle samo w dół. Start jest w miejscowości Ströden, a meta w Kals pod Großglocknerem. 

Król Austrii - Grossglockner.




➡ WSZYSTKIE OPISANE ETAPY ADLERWEG ZNAJDUJĄ SIĘ TUTAJ 
(pełna wersja niemieckojęzyczna)

➡  OPISANE ETAPY ADLERWEG ZNAJDUJĄ SIĘ TUTAJ  
(wersja polskojęzyczna) 


SEZON NA ADLERWEG

Na Adlerweg wybrać się najlepiej w sezonie letnim – od drugiej połowy czerwca do końca września. Warto jednak wziąć pod uwagę jaka była zima w sezonie. W czerwcu, a nawet na początku lipca może zalegać jeszcze sporo śniegu (zwłaszcza na wysokich przełęczach). W razie wątpliwości, można napisać maila czy zadzwonić np. do poszczególnych schronisk, które znajdują się na trasie lub będąc już na miejscu odwiedzić informację turystyczną.


DOJAZD Z POLSKI DO AUSTRII

Głównym miastem operacyjnym jest Innsbruck. To stamtąd bez problemu można dojechać komunikacją publiczną na początek szlaku, bądź tylko na wybrany przez nas etap. Innsbruck ma pięknie położone lotnisko. Samolot jest najwygodniejszą i najszybszą opcją dostania się do Austrii. Ja osobiście, na pierwsze spotkanie z Adlerwegiem wybrałam właśnie taką opcję. Niestety nie ma jeszcze w Polsce (stan na 2019r) połączeń obsługiwanych przez tanie linie lotnicze. Z racji lokalizacji swojego zamieszkania, wybór padł na linię lotniczą EasyJet, która do Innsbrucku lata z Berlina (lotnisko Tegel). Z półrocznym wyprzedzeniem, ceny biletów oscylowały w granicach 15 – 30 euro. Do Innsbrucku zapewne można dostać się Flixbusem bądź pociągiem, ale należy się liczyć z bardzo długą podróżą i kilkoma przesiadkami. Opcja z autem jest dobra jeżeli chcemy przejść tylko jakieś konkretne etapy szlaku (np. podczas przedłużonego weekendu). 


Dojazd do Innsbrucku z okolic Dolnego Śląska to dystans ok 800 km.



DOJAZD NA START POSZCZEGÓLNYCH ETAPÓW

Poniżej skrzydeł „Dużego Orła” rozpościera się linia kolejowa. Bilety na pociąg najprościej zakupić w automatach biletowych (jest opcja z językiem angielskim). Przewoźnik Tyrol S-Bahn obsługuje 6 linii, które najczęściej pojawiają się na rozkładzie jazdy. Dodatkowo można skorzystać z autobusów, które docierają do mniejszych miejscowości.

Schemat linii Tyrol S-Bahn.


JĘZYK

W Austrii mówi się po niemiecku, ale bez problemu można dogadać się w języku angielskim! 


OZNAKOWANIE SZLAKU W TERENIE


Szlaki w Austrii wyglądają inaczej niż w Polsce. Oznakowanie w terenie to zazwyczaj czerwono-biało-czerwony pasek maźnięty na drzewie bądź kamieniach, czasem można także spotkać czerwoną lub biało-czerwoną kropkę. Szlaki mają numery, a kierunek (np. na szlakowych skrzyżowaniach) nadają żółte tablice. Na tablicach zazwyczaj jest podany czas oraz istotne informacje w postaci piktogramu np. symbol schroniska, sztućca i widelca, pociągu, autobusu czy właśnie np. symbol długodystansowego szlaku. Na tablicach można również wyczytać poziom trudności szlaku, który określany jest w formie kropki lub czcionki w odpowiednim kolorze.
  • niebieski – łatwy (Szlak miejscami wąski i stromy, jednak najczęściej można spodziewać się szerokiej drogi szutrowej, dzielonej z przebiegiem szlaku rowerowego.)
  • czerwony – średnio-trudny (Wąskie, często strome ścieżki. Mogą znajdować się niebezpieczne fragmenty bądź występować krótkie, zabezpieczone przejścia w postaci metalowych klamer lub lin).
  • czarny - trudny (Wąskie, często strome ścieżki poprowadzone w ekspozycji. Realne niebezpieczeństwo upadku. Zabezpieczone przejścia i/lub miejsca do wspinaczki z użyciem rąk w postaci metalowych klamer lub lin. Często niestabilne podłoże, np piarg. Wymagany brak lęku wysokości i umiejętność pokonywania niebezpiecznych szlaków wysokogórskich. Standardy jakie panują na tego typu szlakach można porównać z naszą polską Orlą Percią).

Na tablicach należy szukać logo Adlerweg (zdjęcie tytułowe posta). Poszczególne etapy mają różny stopień trudności.

Oznakowanie szlaku w terenie.

Dodatkowe oznakowanie Adlerwegu w terenie.

Żółte tablice szlakowe.


MAPY


W 2015 r szlak ADLERWEG został „przemodernizowany”. Otrzymał mniej etapów (kiedyś było ich 126 z wieloma wariantami) i stał się bardziej alpejski. Z tego powodu, część map wydanych przed 2015 r może być nieaktualna! Ja jako #retroturystka mapę w góry zabieram zawsze, jednak na Adlerweg nie zabrałam ani jednej! Głównym powodem był koszt zakupu - jedna sztuka to około 40 – 50 zł. Na cały przebieg szlaku, trzeba by się było uzbroić w co najmniej 5 różnych map, które zazwyczaj są laminowane - co wiąże się z dodatkowym ciężarem oraz gabarytem, który zajmuje cenne miejsce w plecaku. Postawiłam na pliki ze śladem GPS i aplikację, która taki format otwiera. Okazało się to najlepszą opcją! Na trasie, na bieżąco można zaglądać na swoją pozycję i sprawdzać czy jesteśmy na właściwym szlaku/ścieżce. Do tego jeszcze, w takich plikach jest zawarty profil wysokościowy oraz kilometrowy. Dzięki temu można lepiej planować sobie miejsca na przerwy, np. przed jakimś znacznym podejściem. Wadą takiego rozwiązania jest oczywiście % naładowania baterii w smartfonie. W dobie jednak powerbanków, paneli solarnych i nie oszukujmy się – Alpy są mocno zagospodarowane – ten problem można łatwo rozwiązać. W ramach oszczędzania baterii najlepiej przełączyć telefon na tryb samolotowy lub chociaż wyłączyć przesył danych komórkowych. Do używania aplikacji potrzebny jest tyko włączony GPS. Warto też poszperać w aplikacjach, które oferują ściągnięcie map z możliwością używania ich w trybie offline. Adlerweg jest dobrze oznakowany w terenie, ale na taką ilość kilometrów i przemieszczanie się pomiędzy różnymi pasmami górskimi mogą czasem zdarzyć się „niejasne” miejsca.


PRZYDATNE STRONY INTERNETOWE


WWW.TIROL.AT Oficjalna Strona Tyrolu. Tutaj wielki ukłon w stronę twórców, że strona jest również w języku polskim. Znajdują się tutaj informacje o całym regionie, propozycje wycieczek pieszych czy rowerowych. Fantastycznie jest opisany również Adlerweg i jego poszczególne etapy. Dołączone są linki z plikami PDF czy GPX.

WWW.OEBB.AT Strona austriackich linii kolejowych. Aktualny rozkład jazdy, propozycja podróży z punktu A do punktu B, ceny biletów.


PRZYDATNE APLIKACJE


GPX Viewer  - bądź inna aplikacja otwierająca pliki gpx
Adobe Reader - do otworzenia plików PDF w smartfonie
Mapy.cz - używałam w sytuacjach awaryjnych, co prawda nie ma najnowszego przebiegu Adlerweg, ale można ściągnąć mapę Austrii w trybie offline, na której zaznaczone są ważniejsze szlaki piesze oraz rowerowe.
Yr - prognoza pogody – najlepsza!
Meteoblue - prognoza pogody – do porównywania czy zgadza się z YR.no ;)
Ventusky - aktualna sytuacja na niebie, przydatne w ocenie ryzyka występowania burz
OBB Scotty - aplikacja komunikacji publicznej w Austrii.
Smart Ride - aplikacja komunikacji publicznej w Austrii.
Alpenvereinaktiv - mapa, propozycje wycieczek w Alpach.



„PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA” czyli Tyrolskie TOP 5



Tyrol to nie tylko góry, krowy czy charakterystyczna muzyka. To także jedzenie! Polecam skosztować tyrolskich specjałów w nagrodę za ukończenie kolejnego etapu Adlerweg! Dania Tyrolskie są z prostych, ale dobrej jakości składników. Smakowo powinny przypaść do gustu każdemu polskiemu podniebieniu.

  1. Tyrolskie Spätzle (Szpecle) – mączne kluseczki z serem i prażoną cebulką
  2. Tiroler Gröstl (Grustl) – zapiekane ziemniaki z gotowaną wołowiną, speckiem (regionalną szynką) z dodatkiem jajka sadzonego
  3. Germknödel – drożdżowe knedle gotowane na parze, wypełnione najczęściej powidłami śliwkowymi, podawane w sosie waniliowym lub w roztopionym maśle z dodatkiem maku – mój numer 1!
  4. Kaiserschmarrn – najpopularniejszy deser w Austrii. Jest to kombinacja naleśnika i omletu. Podawany zazwyczaj z dodatkiem powideł śliwkowych.
  5. Rosół z knedlem serowym lub ze speckiem – bulion gotowany na mięsie wołowym o wyrazistym smaku. Zupy zazwyczaj różnią się między sobą „wkładką”. Zazwyczaj jest to knedel serowy/ze speckiem, „posiekanym” naleśnikiem lub wurstem (kiełbaską).

Dodatkowo polecam skosztować strudel jabłkowy (Apfelstrudel), który jest najpopularniejszym ciastem w Austrii, a zamiast radlera warto wypić holunder'a (woda z dodatkiem syropu z kwiatu z białego bzu).



STRATEGIA

Etapy Adlerweg są tak rozpisane, by każdego dnia kończyły się w miejscu gdzie jest możliwy cywilizowany nocleg (schronisko, pokoje gościnne, agroturystyka, miejscowość - hotele, pensjonaty, campingi), dlatego na cały szlak można spakować się w lekki plecaczek 25 - 30 litrowy. Jest to świetne rozwiązanie, ponieważ nie nosimy ze sobą ciężkiego garba na plecach. Idąc tym tokiem dalej,  jesteśmy w stanie przyjemniej i szybciej pokonywać kolejne górskie kilometry - i jak ten orzeł - lecieć na skrzydłach! Jest jedna wada takiej opcji.  Trzeba szykować większy budżet, zwłaszcza jeżeli np na Adlerwegu chcemy spędzić nasz główny urlop roku. Cena za nocleg w schronisku to ok 20 euro, w pokojach gościnnych czy agroturystyce to kwota pomiędzy 30 - 40 euro, w miejscowościach ceny mogą szybować jeszcze wyżej.

By przejść cały Adlerweg zgodnie z rozpisanymi etapami trzeba mieć do dyspozycji ponad miesiąc wolnego, bądź jeżeli interesuje nas tylko "Duży Orzeł" to ponad trzy tygodnie. Jest to trudno wykonalne, gdy posiada się 26 dni urlopu wypoczynkowego na rok.

Na pierwsze spotkanie z Adlerwegiem przyjęłam strategię nie zachodnio, a wschodnieuropejską czyli po prostu cięcie kosztów po przez zabranie ze sobą dodatkowo całego okołobiwakowego kramiku (namiot, materac, śpiwór, palnik z gazem). Powodów było kilka: od finansowych, po logistyczne i strategiczne. Czy taka opcja była dobra? To zależy. 😅 Niosąc namiot mamy wyjścia alternatywne. Etapy, które kończą się w miejscowościach zazwyczaj dysponują campingami. Na przestrzeni około 2 tygodni można sporo zaoszczędzić. Mamy do dyspozycji także ostateczne wyjścia awaryjne czyli spanie na dziko, ale na zasadzie nieplanowanego biwaku. Niestety Austria to nie Norwegia. Miałam przebiegły plan by 24 etapy pierwszej trasy ("Duży Orzeł") zmieścić w 16 dni. Przy przychylnych wiatrach jest to moim zdaniem do zrobienia, zwłaszcza "na lekko" w stylu zachodnioeuropejskim,  gdyż kilka etapów jest dość krótkich.

Niestety mój przebiegły plan pokrzyżowały afrykańskie upały oraz zalegający w wyższych partiach śnieg. No cóż, wszystkiego się nie przewidzi. Na Adlerweg zabrałam specjalnie zakupiony na ten projekt namiot. Długo szukałam rozwiązania, które da mi pełnoprawne schronienie i spełni moje wymagania. W końcu po trzech miesiącach poszukiwań - znalazłam!

Lan Shan 2 rozstawiony na campingu w St. Johann in Tirol.


Namiot Lan Shan 2, rozstawiany jest na kijkach trekkingowych. Posiada tropik, sypialnię, dwa wejścia oraz dwa przedsionki. Waży 1200 g i kosztuje razem z przesyłką ok 400 zł. Zamówiony na Aliexpress, z Chin do Polski "płynął" do mnie około miesiąc.  

Cały sprzęt biwakowy (namiot 2-os, śpiwór puchowy Cumulusa na okres wiosna-lato, dmuchany materac oraz podusia😊) udało mi się zamknąć w ok 2,5 kg! Niesiony kramik dociążał na szlaku, powodując wolniejsze tempo i zmęczenie pleców, ale dzięki niemu, w portfelu zostało ok 200-300 euro.  

Jakbym miała ponownie podejmować decyzję (co mnie z resztą w przyszłości czeka, bo pozostało jeszcze mnóstwo etapów do przewędrowania), czy zabierać sprzęt biwakowy na Adlerweg, to dwa razy bym się zastanowiła. Mimo iż gabarytowo i wagowo "Wielka czwórka" (namiot, plecak, śpiwór, materac) była całkiem znośna do noszenia, to jednak czułam (zwłaszcza na początkowych etapach kiedy jeszcze niosłam sporo żarcia z Polski), że przez plecak byłam zmuszona do robienia częstszych przerw, tylko po to by dać odpocząć głównie ramionom.


TIPS AND TRICKS BY SKADI


  • Najważniejsza rzecz jaką należy zrobić przed wyruszeniem na Adlerweg to dorobienie się kolejnej karty w portfelu, a mianowicie KARTY ALPENVEREIN, dzięki której otrzymujemy wiele korzyści, m.in. najważniejszą – około 50% zniżki na noclegi w schroniskach zrzeszonych w klubie Alpenverein (logo  z szarotką na zielonym tle). Dzięki członkostwu otrzymujemy także górskie ubezpieczenie całoroczne. Jak zdobyć taką kartę, jakie oferuje jeszcze inne korzyści - odsyłam pod ten link – www.alpenverein.pl 
  • Warto pomyśleć o wyrobieniu karty EKUZ na wypadek problemów ze zdrowiem. Austria jest w Unii Europejskiej.
  • W tygodniu, jeżeli nie wpadniemy na wielką zorganizowaną grupę, nie powinno być problemów z dostaniem noclegu w schronisku. Jeżeli chcemy jednak mieć rezerwację bądź gdy w kalendarzu majaczy widmo nadchodzącego weekendu, w większości schronisk wystarczy wysłać chociaż z jednodniowym wyprzedzeniem maila z zapytaniem o rezerwację (ja pisałam po angielsku - bez problemu otrzymywałam odpowiedź również po angielsku). Niektóre schroniska korzystają ze specjalnej platformy rezerwacyjnej. By z niej skorzystać trzeba założyć konto. Zazwyczaj na stronie schroniska jest link przekierowujący. W weekendy, zwłaszcza zapowiadające się z piękną pogodą, schroniska mogą być pełne. 
  • W alpejskich schroniskach są suszarnie (Trockenraum), w których można zostawić mokre ciuchy. W suszarni zostawia się też buty, a po schronisku chodzi się w obuwiu zmiennym. Można mieć swoje klapki bądź poratować się schroniskowymi. Jeżeli schronisko dysponuje prysznicem, to jest on zazwyczaj płatny. Do automatu wrzuca się zazwyczaj monetę bądź wykupiony żeton. Ceny za prysznic to około 1-2 euro, a czas jaki mamy do dyspozycji to od 2 do 4 min.
  • W niektórych schroniskach, paragon za zamówione jedzenie czy picie, opłacamy w dniu wyjścia. Przy pierwszym zamówieniu dostajemy karteczkę, na której dopisuje się co i ile zamówiliśmy.
  • Najtańszy nocleg w schroniskach znajduje się w Lagerze (z kartą Alpenverein koszt ok 10 -12 euro). Jest to zazwyczaj zbiorowe pomieszczanie (najczęściej wydzielone na strychu/poddaszu) z materacami i kocami. W Lagerach spokojnie można się wyspać. Co najwyżej warto zabrać stopery do uszu, bo na pewno w nocy będzie ktoś chrapać. Cisza nocna jest przestrzegana, a osoby tam nocujące zachowują się kulturalnie. Oczywiście zawsze można doświadczyć wyjątku od reguły, ale jest duże prawdopodobieństwo, że nie spotkają nas dantejskie sceny jak w co poniektórych tatrzańskich schroniskach. W Lagerach zazwyczaj ludzie śpią w swoich śpiworach, bądź w samych wkładach do śpiworów. Spotkałam także patenty na spanie w ultra cienkich poszwach. Chyba najlepszą opcją jest wkładka do śpiwora, ponieważ jest lekka i zajmuje mało miejsca w plecaku, a w Lagerach jest zazwyczaj ciepło.
  • Nocując w miejscowościach warto zapytać o kartę gościa, która oferuje rabaty bądź usługi, np darmowe przejazdy autobusami miejskimi. Niestety nie ma jednej wspólnej, która obejmowałaby cały Tyrol. Każda większa miejscowość ma swoją.
  • Na Adlerweg jak i inny długodystansowy szlak, oprócz dużego plecaka w którym będziemy nosić nasz cały dobytek, warto zabrać ze sobą szmaciany plecaczek ok 10 l. Prawie nic nie waży i zawsze znajdzie się na niego miejsce w głównym plecaku, a taki niepozorny gadżet przydaje się w wielu sytuacjach, jak np spakowanie do niego sprzętu do prysznicowania czy gotowania, zabranie ze sobą najcenniejszych rzeczy (portfel, aparat) gdy np schodzimy do schroniskowej jadalni. Miałam sytuację, że został użyty także w terenie. Duży plecak został podrzucony kosodrzewinie na przechowanie, a z małym szmaciakiem podeszłam na przełęcz w celu rozeznania się w sytuacji na szlaku.
  • Adlerweg jest dość zróżnicowanym szlakiem jeżeli chodzi o rodzaj podłoża po którym wędrujemy. Są odcinki szutrowe, na których spokojnie dadzą radę sandały trekkingowe, a są takie etapy, gdzie Vibram na stopie to podstawa. Ja zalecałabym zabrać dwie pary butów, zwłaszcza jeżeli mamy zamiar wędrować przez wiele dni. 



RELACJA Z PRZEJŚCIA ADLERWEG

„DUŻY ORZEŁ” (TYROL PÓŁNOCNY)

ALPY TUXERTALSKIE (ETAP 13) – relacja wkrótce
KARWENDEL ZACHODNI (ETAP 14 – 15) – relacja wkrótce
WETTERSTEINGEBIRGE – (ETAP 16) – w planach :)
ALPY LECHTALSKIE - (ETAP 17-24) – w planach :)

„MAŁY ORZEŁ" (TYROL WSCHODNI)

w planach :)





Gdybym nie wyczerpała tematu lub są jakieś pytania, wątpliwości - rubryka z komentarzami jest do Waszej dyspozycji!


8 komentarzy :

  1. O matko i córko! szykuje się niezła relacja. Czekam niecierpliwie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szykuje się kilka relacji, bo sporo jest zdjęć a jeszcze więcej do opowiedzenia 🙃

      Usuń
  2. Nie samowite widoki zdjęcia mnie zauroczyły są piękne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tylko próbki z kilku pasm górskich. Zapraszam do poszczególnych relacji po więcej zdjęć.😉

      Usuń
  3. Szykuje się kapitalny cykl! Już w trakcie Twoich wrzutek na fb czu ig czułem ten dreszczyk emocji bo częściowo nasz zeszłoroczny, tygodniowy pobyt w Austrii pokrywał się z Waszym Orłem. Więc będzie jakiś wspólny mianownik w Wilder Kaiser, Rofanach i Karwendel. A to zawsze smakuje lepiej w trakcie relacji! :-) Wieczorem łykam etap 1-3 ;-) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze inaczej odbiera się zdjęcia czy relacje u innych osób z miejsc w których się było. 😊 Gdzie wasza relacja?!

      Usuń
  4. Patrząc na przebieg trasy dochodzę do wniosku, że Austriacy jednak poszli na łatwiznę, bo sylwetkę orła można całkiem zgrabnie wytyczyć szlakami, ale wyrysowanie na mapie gigantycznego świstaka to dopiero byłoby coś! :)
    Jak dla mnie sam koncept tyrolskiej wersji via alpina jest ciekawy, chociaż mam wątpliwości czy na dłuższą metę robienie go w całości jest ciekawszą opcją niż wybieranie kilku co ciekawszych, 2-3 dniowych etapów albo wytyczenie własnych wariantów. Z jednej strony idąc adlerwegiem jest fajnie bo człowiek jest cały czas w górach, z drugiej omija się często miejsca stanowiące główną atrakcję danego pasma, będące na dodatek dosłownie 'rzut beretem'.
    Z dużego ptaszyska mało co robiłem (na jednym z Twoich zdjęć widać górkę na której byłem pod koniec sierpnia - Maukspitze czyli szczyt nad żółtym namiotem), natomiast okolice 'Małego Orła'są mi dobrze znane. Co roku robię co najmniej kilka tras w tym rejonie, a Virgental to moja baza wypadowa w inne grupy Taurów. Świetne miejsce, ale idąc adlerwegiem ledwo zahacza się o najlepsze widokowo odcinki. Efekt można by porównać do wejścia z Zawoi na Krowiarki, zamiast na Babią, albo odwiedzenia Piątki bez wejścia na Kozi albo Szpiglasowy.
    Jeżeli miałbym robić 'małego orła' rozważyłbym przynajmniej wydłużenie sobie trasy o wypady ze znajdujących się na szlaku schronisk na kilka okolicznych szczytów (np. Kreuzspitze, Weisspitze, ferratą na Rote Saule, Sailkopf).
    Polecam też grzbiet na południe od doliny Virgen (adlerweg biegnie po jej północnej stronie) z widokami na grupę Venedigera, Glockner i Dolomity. Można fajnie podzielić go sobie na 3 etapy nocując w schroniskach i spiąć w pętlę korzystając z regularnie kursującego w dolinie Virgen busa. Jest tam również szlak długodystansowy Lasorling track (61km/ 3800m podejść: https://www.osttirol.com/en/east-tyrol-and-its-regions/national-park-region/summer/hiking-national-park-region/long-distance-mountain-hikes/lasoerling-track.html), który można sobie fajnie wydłużyć o przejście grzbietowe przez tyrolski 'odpowiednik Czerwonych Wierchów :)' czyli szczyty Grietzer Riegel, Donnerstein, Griften albo o Grosser i Kleiner Zunig.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie utworzenie takiej "tyrolskiej" via alpiny było bardzo dobrym posunięciem. I dobrze się stało, że przebieg szlaku został zmodernizowany. Dla mnie jest to teraz dużo przystępniejsza opcja niż to co było wcześniej (szlak z milionem wariantów alternatywnych). W tej skompresowanej opcji jestem w stanie faktycznie z Polski pojechać i przejść ten szlak w dwóch czy trzech podejściach. Wiadomo, że szlaki długodystansowe mają to do siebie, że omijają pewne miejsca, które na pewno warte byłyby odwiedzenia. Myślę, że ten przebieg daje takie ogólne zapoznanie się z konkretnymi pasmami górskimi i ma zachęcić do ponownego przyjazdu, bo szlak nie odkrywa wszystkich perełek - więc jest po co wracać. Ja po przejściu etapów np w Rofan, gdzie były momenty bardzo ciekawe z kategorii "must see" jak i również bardzo wyciszające - wędrówka lasami z dala od największych atrakcji odniosłam wrażenie takiego fajnego wyważenia. Dodatkowo zostałam tak zachęcona, że planuję powrót w Rofan celu dalszej eksploracji tych gór. Co do "Małego Orła" - dzięki za wskazówki. Na pewno bliżej przyjrzę się trasie i przeanalizuję Twoje spostrzeżenia. Dzięki także za namiar na szlak Lasorling (nie słyszałam o nim). Dzięki także za tak obszerny komentarz. Pozdrawiam! :)

      Usuń