Szlak Wygasłych Wulkanów... na rowerze


Ze Szlakiem Wygasłych Wulkanów miałam już rowerowo do czynienia dwa razy. Nigdy jednak nie chwaliłam się relacjami z podjętych prób, bo obie zakończyły się podkuleniem ogona i powrotem tego samego dnia do domu z domieszką rozczarowania. Co było przyczyną? Brak oznakowania w istotnych miejscach oraz zaawansowane zakrzaczenie bądź tereny ogrodzone, przez które notabene przebiegał szlak. A ja wymyśliłam sobie, że koniecznie chcę przejechać całość w oryginale, więc strzeliłam na szlak focha! Stan rzeczywisty  Wygasłych Wulkanów mnie po prostu przerósł. Odebrał mi przyjemność z jazdy na rowerze, ba! nawet gdybym zdecydowała się na wersję pieszą, to wrażenia wciąż miałabym takie same. Machnęłam więc ręką i uznałam, że nie pojawię się na szlaku po raz trzeci, dopóki nie zostaną wprowadzone jakieś zmiany/porządki.

To najbliższy szlak długodystansowy od mojego miejsca zamieszkania. Cały czas jednak swędziało mnie na wątrobie, by zgarnąć go do swojego górskiego CV. Cierpliwie czekałam, aż nadejdą lepsze czasy, a i mnie znowu natchnie na rowerową przygodę za domem.



Pewnego dnia do domu wrócił Damian z nowymi broszurkami promującymi nasz region. Otrzymał je od jakiegoś znajomego. Oczywiście nie mogło w nich zabraknąć informacji o fantastycznej propozycji dla piechurów długodystansowych. Od razu skomentowałam, że wciąż oddział PTTK "opiekujący się" Krainą Wygasłych Wulkanów  promuje ten szlak, nie wiedząc w jakim jest stanie. Okazało się jednak, że w końcu nastąpiły zmiany! W terenie domalowano nowe znaki kierujące w niektórych miejscach na inne ścieżki, a podobno te zarośnięte zostały uporządkowane. 


W końcu nadszedł dobry moment na trzecią próbę. Artur z Gór ponad chmurami od pewnego czasu zaczął używać roweru do eksploracji ścieżek i szlaków, które są mniej przychylne do pieszych wędrówek, ze względu na długie odcinki z nawierzchnią asfaltowo-szutrową, a taki właśnie jest Szlak Wygasłych Wulkanów. Momentami dla piechurów mocno demotywujący, natomiast dla rowerzystów idealny na stawianie pierwszych kroków w bikepackingu! Zgrały nam się 3 dni wolnego, a prognozy pogody były idealne! To musiało się udać!


INFORMACJE PODSTAWOWE O SZLAKU WYGASŁYCH WULKANÓW

  • PRZEBIEG: Legnickie Pole - Złotoryja
  • DYSTANS: Ok 95 km
  • OBSZAR: Pogórze Kaczawskie (Dolny Śląsk)
  • SZLAK: Żółty
  • SUMA PODEJŚĆ/PODJAZDÓW: 1710 m
  • SUMA ZEJŚĆ/ZJAZDÓW: 1641 m
  • CZAS: 27 h w wersji pieszej. Dla wyrzeźbionych łydek, szlak do przejechania na rowerze w jeden dzień. Dwa dni są już dostępne bez zarzynki dla mieszkających niedaleko Krainy Wygasłych Wulkanów. Polecam mieć do dyspozycji 3 dni (dla samego przejazdu szlaku + dotarcie/powrót do strategicznego miasta jakim jest Legnica – możliwość przyjazdu z rowerem pociągiem). 
  • JAKIM SPOSOBEM: Piesza wersja jest dla koneserów, zwłaszcza odcinek Legnickie Pole – Jawor. Szczególnie polecam przejazd rowerem. Na trasie jest mało wypychów.
  • KIEDY: Zapewne cały rok, ale ja szczególnie polecam pełnię wiosny, kiedy kwitnie rzepak. Pogórze Kaczawskie wygląda wtedy pięknie!



poniedziałek, 15 lipca 2020

Spotykam się po południu z Arturem przy muszli koncertowej w legnickim parku. To właśnie Legnica jest najlepszym miejscem strategicznym dla Szlaku Wygasłych Wulkanów, ze względu na dobry dojazd kolejowy, który umożliwia zabranie ze sobą roweru. Start szlaku znajduje się jednak w oddalonym o ok 12 km/45 min jazdy rowerem Legnickim Polu. Dojazd jest typowo asfaltowy. Akuratnie natrafiamy na porę powrotów do domu z pracy, więc ruch samochodowy jest zmożony. Zaliczamy pierwszy delikatny podjazd tuż przed wioską, a zaraz po nim wyłaniają się nam dwie wieże barokowego kościoła z dawnym klasztorem Benedyktynów. Przy muzeum Bitwy pod Legnicą, obok wierzby płaczącej odnajdujemy interesującą nas kropkę.


Na starcie Szlaku Wygasłych Wulkanów. No to czas odnaleźć drugą, żółtą kropkę!
fot. Góry ponad chmurami


Po pamiątkowym foto ruszamy za żółtymi znakami. Początkowy przebieg szlaku znam doskonale z moich poprzednich prób. Wiedziałam, że niczym nie zaskoczy. Jest nudny i płaski aż do Jawora. Szlak prowadzi asfaltem po wioskach i tak naprawdę to właśnie w Jaworze powinna być kropka początkowa.


1. Na trasie. Pierwsze pagórki na horyzoncie. 2. Przy dworcu kolejowym w Jaworze.
3. Rynek w Jaworze. 4. Ścieżka rowerowa między Jaworem a Myśliborzem.

W ratuszowej restauracji na jaworskim rynku robimy przerwę na obiado-kolację oraz uzupełnienie zapasów w sklepie. Następnie z pełnymi brzuchami ruszamy w kierunku Myśliborza, który jest główną bazą wypadową na szlaki Parku Krajobrazowego „Chełmy”. O zachodzie słońca zbliżamy się w rejon Pogórza Kaczawskiego, a dokładniej rezerwatu „Wąwóz Myśliborski”. Przejeżdżamy go już po ciemku, bo nie chce nam się wyciągać czołówek z plecaków. Mamy po drodze kilka przepraw przez powalone drzewa oraz błoto. Zapachniało przygodą, a przecież to miejsce znam od dziecka! Jednak późny wieczór, hukające w lesie sowy, zapowiedź spędzenia nocy w terenie – zrobiły świetną otoczkę!

Poza granicami „Wąwozu Myśliborskiego” rozbijamy się na nocleg. Artur rozkłada się na ziemi z materacem, ja natomiast rozwieszam się między drzewami z hamakiem i tarpem. 


1. Uchwyt wodoodporny do telefonu mocowany na mostek świetnie się sprawdza gdy trzeba mieć szybki dostęp do GPS'a. 2. Pogórze Kaczawskie 
3. Poranek w hamaku. 4. Drugi dzień na szlaku.


Zakładam stopery do uszu by odizolować się od leśnych dźwięków. Noc przesypiam z przerwami.


Dystans dnia: 46 km (Legnica - Wąwóz Myśliborski)



wtorek, 16 lipca 2020


Spanie w hamaku przydarza mi się rzadko. Ciało i głowa nie są przyzwyczajone do takiej formy. Pomimo jednak dziwacznych snów i cyklicznego budzenia się, rano jestem o dziwo świadoma tego gdzie jestem i co tutaj robię. Cały szlak mamy rozplanowany na trzy dni, więc nie goni nas czas. Spokojnie ogarniamy śniadanie oraz pakowanie. Gdy oboje potwierdzamy gotowość do jazdy, ruszamy dalej za żółtymi znakami. Szlak prowadzi nas po szutrach, polnych drogach oraz asfaltach. 


Opuszczamy Wąwóz Myśliborski i kierujemy się w stronę Czartowskiej Skały.
fot. Góry ponad chmurami

1. Czartowska Skała 1h 40min. Ciekawe ile nam to zajmie na rowerze? 2. Mapa okolicy. 3. Dużo polnych przejazdów na całym szlaku! 4. Czartowska Skała - wygasły wulkan.

Już z daleka widać wyrośniętą ponad pola i łąki Czartowską Skałę – powulkaniczne wzniesienie, oferujące fajny widok m.in. na Karkonosze.


Czartowska Skała 468 m n.p.m.

Wejście na Czartowską Skałę z rowerem nie jest łatwe. To porządny, ale krótki wypyszek! Artur na przykład za wdrapanie się z rowerem zapłacił uszkodzeniem tylnej przerzutki, wyginając ją o wystający kamień. Mój Skajek jest jak czołg. W sumie jeszcze nigdy nie zawiódł mnie na rowerowej przygodzie (np. tej), a przecież już nie jedną ma za sobą! Jednak czasem toporny, ciężki osprzęt jest bardziej niezawodny!


Wypych na Czartowską Skałę.
fot. Góry ponad chmurami

1. Skajek na Czartowskiej Skale. 2. Powulkaniczne ślady oraz widok na Karkonosze.
3. Czartowska Skała. 4. Na bikepacking spakowałam się w torbę podsiodłową oraz plecak rowerowy.

Trochę sprowadzając, a później już zjeżdżając w siodełku, zjawiamy się we wsi Pomocne. U Artura odzywa się uszkodzona przerzutka. Łańcuch przeskakuje, nie dając pełnego zakresu przełożeń. Zatrzymujemy się przy sklepie. Na chwilę pojawiają się nad nami "czarne chmury". Czyżby klątwa Szlaku Wygasłych Wulkanów, która się do mnie przykleiła, przejdzie także na Artura? 

Po kilku próbach ręcznego naprostowywania haka przerzutki, ilość dostępnych przełożeń na szczęście zwiększa się i jesteśmy w stanie dalej kontynuować jazdę.


Lato na Pogórzu Kaczawskim.

Przejeżdżamy przez wieś Gozdno, która jest dobrym punktem startowym dla wijących w lesie Kaczawskich Singli (jednokierunkowych tras rowerowych). Trzymamy się jednak dalej żółtych znaków, chociaż zaskakująco na krótką chwilę Wygasłe Wulkany prowadzą właśnie po singlu!

Kolejnym, charakterystycznym punktem na trasie są Organy Wielisławskie, mające tytuł pomnika przyrody nieożywionej. Odsłonięte porfiry (magmowe skały wulkaniczne) wylane i zastygnięte są na zboczach góry Wielisławka 375 m n.p.m.


Skajek na Organach Wielisławskich.

Nadeszła pora na jakąś szamę. Tuż obok Organów Wielisławskich, we wsi Sędziszowa znajduje się agroturystyka z restauracją „Młyn Wielisław”. Zostajemy tam na obiad i dłuższy odpoczynek.

Na dzisiaj mamy zaplanowany jeszcze przejazd pod najwyższym szczytem Pogórza Kaczawskiego – Ostrzycę 501 m n.p.m. Sam żółty szlak nie przebiega przez to wzgórze. Warto jednak się na nie wdrapać, a jest dosłownie rzut beretem!


Przejazd w stronę Ostrzycy wzdłuż pól.
fot. Góry ponad chmurami

Pod charakterystycznymi, skalnymi schodami zostaję z rowerami, gdyż wielokrotnie na Ostrzycy byłam, a Artur na lekko podchodzi z samym aparatem by zobaczyć panoramę jaka rozpościera się ze wzgórza. Przy dobrej widoczności nie zabraknie na horyzoncie Karkonoszy!


1. Lato na Pogórzu Kaczawskim. 2. Prosta na Ostrzycę! 3. Charakterystyczne schody na Ostrzycę. 4. Chwilowa postojownia.

Artur wraca z Ostrzycy zachwycony widokami, po czym zjeżdżamy na zaproponowane przeze mnie miejsce, gdzie możemy zabiwakować. Wieczorem odwiedza nas support! Damian przywiózł kiełbaski oraz radlerki. Rozpalamy ognisko i przy ogniu wspólnie siedzimy do późnego wieczora.


1.  Staw w okolicach Zielonek, nieopodal przebiegu ścieżki rowerowej należącej do kompleksu
"Kaczawskie Single". 2. Wiata przy stawie 3. Wieczorne ognisko.

W nocy odwiedza nas lis, a raczej nie nas, a nasze reklamówki ze śmieciami. Rudemu dajemy do zrozumienia, żeby szukał jedzenia gdzie indziej, a worki podwieszamy na belce konstrukcyjnej wiaty.




środa, 17 lipca 2020



Rano, po śniadaniu Damian nas opuszcza i wraca autem do Legnicy, a ja z Arturem ruszam na zdobycie kropki końcowej szlaku. Mapa już wcześniej podpowiedziała nam, że na większe atrakcje związane z bliskim kontaktem powulkanicznym nie możemy już liczyć. Jedynie wzgórze Grodziec z wybudowanym na nim zamkiem wpisuje się geologicznie w przyświecającą nam od trzech dni tematykę. Ale znów, sam szlak nie wspina się pod same bramy zamku, a przebiega dużo poniżej.


1. Na trasie już coraz więcej płaskiego terenu. 2. Skupienie na trasie.
3. Ruiny kościoła ewangelickiego we wsi Twardocice. 4. Kamienna brama - nieczynny wiadukt kolejowy wykonany z piaskowca.

Kamieniołom piaskowca na wzniesieniu Kopka.
fot. Góry ponad chmurami

Przed wsią Grodziec wpada nam nieplanowana przerwa. Wszystko przez czereśnie rosnące na szlaku! Zajadamy się owocami. Właśnie sobie uzmysławiam, że trzeba zapamiętać tę chwilę, bo nim zdążymy mrugnąć dwa razy oczami, to będziemy żegnać już lato...


1. Zamek Grodziec na horyzoncie! 2. Przerwa na czereśnie. 3. Nowe zastosowanie buffa. 4. Nażarci czereśniami, jedziemy dalej!


Nastawieni byliśmy już na spokojną jazdę aż do Złotoryi, ale Szlak Wygasłych Wulkanów dostarczył nam jeszcze trochę atrakcji. W 2015 r we wsi Wojcieszyn w ramach akcji „Wieś z pomysłem” ustawiono miniaturowe wiatraki oraz 12 tematycznych tablic informacyjnych w ramach dwóch ścieżek turystycznych „Don Kichot i przyjaciele” oraz „Walki i przygody Don Kichota”. Przejazd przez wieś nie jest nużący mimo, że w pełni asfaltowy.

Jednak największe, niezapomniane chwile przeżywamy między Wojcieszynem a Złotoryją. Praktycznie na ostatnich kilometrach! Szlak przeobraził się w uciążliwą przeprawę przez pola, następnie przez zjazd po świeżo wykarczowanej ścieżce z wystającymi, ale schowanymi pod trawą twardymi badylami i gałęziami róży. Podczas zjazdu miałam dwie myśli: pięknie na tych badylach można polecieć przez kierownicę oraz stanie się cud jeżeli nie przebijemy opony. 

Na szczęście nikt z nas przez kierownicę nie poleciał. Wyjechaliśmy na szuter. Rowery wydawały się być całe. Nie przejechaliśmy 100 metrów, jak Artur nagle się zatrzymał. A jednak! Kolec od róży wbił się w przednią oponę!


1. Przystanek autobusowy w Wojcieszynie. 2. Wieś Wojcieszyn i wiatraki. 3. Buba w oponie! 4. Zmiana dętki.


Na rynku w Złotoryi odnajdujemy drugą kropkę. Szlak Wygasłych Wulkanów w pełni przejechany na rowerach! Po posileniu się bezalkoholowymi radlerami, pozostał nam już tylko asfaltowy przejazd przez wioski do Legnicy, skąd ja zjawiam się ze Skajkiem na chacie, a Artur łapie jeszcze pociąg do Wrocławia.


Rynek w Złotoryi. Kropka końcowa. Już drugi raz stoję pod tym drzewem.
Dlaczego? - odpowiedź tutaj
fot. Góry ponad chmurami


Dystans dnia: 72 km (Zielonki - Legnica)


__________________________

Szlak Wygasłych Wulkanów to idealna propozycja na rower mtb! W wersji pieszej może być trochę monotonny i częściowo mało atrakcyjny. Pomimo chwytliwej nazwy, szlak nie tyle prowadzi po wygasłych wulkanach, co raczej po krainie wygasłych wulkanów. Jedyny wygasły wulkan przez wierzchołek którego przebiega szlak to Czartowska Skała. Pozostałe mijamy w bezpośredniej bliskości lub oglądamy z mniejszego bądź większego oddalenia.




Komentarze

  1. Fajnie przeczytać opis wypadu z innej perspektywy :) Dzięki za towarzystwo, bo na szlaku było super, mimo, że Twój pech do niego próbował nas i tym razem powstrzymać. Chociaż przyczepił się tym razem do mnie :P Ale jak mówią, do trzech razy sztuka, więc teraz musiało Ci się już udać!



    Zerknij na linki do mojej części internetów, bo trochę się gubią ;)

    OdpowiedzUsuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty z tego bloga

SCHRANKOGEL - trzytysięcznik dla początkujących

ORLA PERĆ TATR ZACHODNICH: Grań Rohaczy

GRAŃ NIŻNYCH TATR