JAK UBRAĆ SIĘ W GÓRY? - kapsułowa garderoba by Skadi

Niedługo stuknie 10 lat mojej działalności blogowej. To też 10 lat zebranego doświadczenia w różnych górach i przebywania w różnych warunkach pogodowych. Swoją przygodę z bytnością powyżej poziomu morza rozpoczęłam od podstawowej turystki pieszej, która w kolejnych latach zaczęła się rozszerzać o nowe aktywności, typu rower, narty czy wspinaczka; niezmiennie w środowisku górskim, które jak wiadomo czasem bywa wymagające i nieprzewidywalne.

To spis moich wieloletnich doświadczeń związanych z górską odzieżą oraz przybliżenie mojej filozofii w tym temacie, z którą oczywiście nie musicie się zgadzać (chętnie poznam Wasz punkt widzenia i doświadczenia – sekcja komentarzy jak zawsze jest do dyspozycji). Postaram się pokrótce wyjaśnić dlaczego tak, a nie inaczej, obecnie wygląda moja górska szafa, podając za przykłady konkretne modele jak i sytuacje w których są używane.

Myślę, że ten post jest szczególnie skierowany do osób, które rozpoczynają przygodę z górami i chcą realizować się trochę bardziej niż rekreacyjnie, niekoniecznie zaraz zawodowo, ale z serduchem wypełnionym po brzegi pasją,  są w trakcie wymiany pewnych elementów w górskiej garderobie lub po prostu nie ogarniają tego całego marketingowego bełkotu.



Uzupełnianie odzieży i sprzętu w góry zaczynałam ze studenckim budżetem. Pamiętam jak oczy świeciły mi się na widok wystaw sklepowych z tymi wszystkimi firmowymi, drogimi i często uzbrojonymi w różne technologie ubraniami. Ciuch miał przede wszystkim wyglądać pro, a czy sprawdzał się w terenie, czy czułam się w nim dobrze – te sprawy były mało istotne. Do czasu... Kolejne wypady w góry, obnażały pewne niedoskonałości i brak uniwersalności. Zaczęłam zadawać sobie pytanie: "Ale dlaczego, skoro to tyle kosztowało"? Odkryłam jeszcze jeden istotny aspekt! Ciężar i objętość, na które wcześniej w ogóle nie zwracałam uwagi, a okazały się być mega ważne podczas pakowania plecaka na kilkudniowe wypady. 

Z dzisiejszej perspektywy, kiedy mogę sobie pozwolić na droższe rzeczy (co nie znaczy, że stało się to dla mnie tanie), widzę, że nadmierne inwestycje nie zawsze mają sens. Niektóre obiecywane przez producentów cuda działają tylko w konkretnych, rzadko spotykanych warunkach. Inne cuda są bardzo narażone na uszkodzenie. Inne – rzadko kiedy są w pełni uniwersalne, a zdają się być chwytem marketingowym. Nadmiar drogich cudów z kolei może spowodować, że nie dopniemy naszego budżetu wyjazdowego, a kiedy już do wyjazdu dojdzie, będziemy skupiać się wyłącznie na tym, żeby tych cudów nie uszkodzić bądź nie ubrudzić. Jak zatem skompletować garderobę z głową? Taką która będzie się całorocznie uzupełniać? - coś na obraz garderoby kapsułowej – wyrażenie to często stosowane jest w świecie mody. Jaką wybrać odzież, która sprosta różnym aktywnościom w górach i pogodzie? Taką, która będzie trwała i będzie służyć nam przez lata i nie wyczyści do cna wszystkich naszych oszczędności?

Postaram się opisać, jak sama doszłam do w miarę uniwersalnej i sprawdzającej się w terenie zawartości górskiej szafy. Wymienię, w jaki rodzaj odzieży warto, a wręcz koniecznie, moim zdaniem zainwestować większą kwotę pieniędzy, a jaką niekoniecznie i postaram się wyjaśnić te wybory. Co najczęściej na siebie zakładam w zależności od pory roku, a co ląduje awaryjnie w plecaku? I czy polar to faktycznie "must have", a ubieranie na siebie miliona warstw na popularny styl określanym „na cebulkę” faktycznie się sprawdza?  Mitów nie będę na siłę obalać, ale jeżeli  czujecie się zaintrygowani tematem, to zapraszam do dalszej części w której będą już konkrety!

Moją górską, kapsułową garderobę stworzyłam na podstawie 4 warstw, które można ze sobą miksować w zależności od pory roku. Najważniejsza z nich jest pierwsza, która stanowi punkt wyjściowy do dalszych „stylizacji”. Poniższe zestawienie jest mocno wyśrubowane. To moim zdaniem taki uniwersalny minimalizm, który ogarnie cały rok w górach. W tekście są podane konkretne modele odzieży, którą używam od lat i z ręką na sercu mogę również polecić. 💜



 1. BAZA PODSTAWOWA – BIELIZNA TERMOAKTYWNA 


Co kryje się pod wyrażeniem „bielizna termoaktywna”? Kiedyś myślałam, że chodzi tylko o to, że jest ciepła. Nic bardziej mylnego! W odzieży termoaktywnej chodzi o to, że jest odporna na nasiąkanie wilgocią i pozwala naszemu potowi odparować. Ale takie właściwości ma praktycznie każda „sportowa” tkanina syntetyczna. Widać to w momencie wyciągania odzieży z pralki - „syntetyki” po odwirowaniu są od razu niemal suche, nawet najtańsze sportowe koszulki. Tyle, że tanie tkaniny szybko zaczynają śmierdzieć i niekoniecznie są ciepłe. Ciepło czy radzenie sobie z odprowadzaniem wilgoci zależy od samej tkaniny i włókien – cała sztuka polega na tym, żeby włókna zatrzymywały jak najwięcej powietrza, które stanowi barierę izolującą. Moim zdaniem jeżeli chodzi o ten rodzaj warstwy  - nie warto oszczędzać! Wybierajcie sprawdzone marki specjalizujące się w tego typu odzieży. Jeżeli kupimy badziewną bieliznę termoaktywną, pozostałe warstwy o których będzie poniżej nie będą ze sobą dobrze współgrać. Bardzo istotny jest rodzaj i jakość tkaniny, która ma bezpośredni kontakt z naszą skórą! Bielizna termoaktywna stanowi punkt wyjściowy do dalszego ubioru w góry pod względem stopnia naszej planowanej intensywności wysiłkowej oraz samej pory roku (panującej temperatury powietrza). Od 10 lat moją bazę podstawową tworzy jeden producent – nasz polski BRUBECK. Odzież od nich używam przez cały rok, w trakcie różnych aktywności górskich takich jak: trekkingi, skituring, kolarstwo górskie, wspinaczka. Ubrania przechodzą u mnie naprawdę ciężkie testy i praktycznie od kilku lat są w kółko noszone i prane. Nic się z nimi nie dzieje, wciąż zachowują świetne właściwości. Dobra bielizna termoaktywna będzie Wam służyć przez lata i uchroni przed przegrzaniem bądź wyziębieniem! To pierwsza rzecz jaką musicie zapamiętać!


 W SZAFIE SKADI: 


  • BRUBECK 3D PRO – koszulki z krótkim rękawem. [wiosna, lato]

Na potrzeby budowania kapsułowej górskiej garderoby, na początek dwie sztuki koszulek z krótkim rękawem wystarczą. Dlaczego akuratnie te koszulki polecam szczególnie, mimo że miałam do czynienia z innymi modelami tego jak i innych producentów? Koszulki z kolekcji 3DPro moim zdaniem najlepiej radzą sobie z bardzo wysoką temperaturą powietrza w trakcie naprawdę wzmożonego wysiłku fizycznego Żadne poprzedniczki nie osiągnęły u mnie takich świetnych opinii. Do tego są lekkie i zajmują mało miejsca. Ma to duże znaczenie, kiedy potrzebujemy zapakować do plecaka parę sztuk na zmianę np. na wielodniowy trekking. Nawet taka pierdoła jak dodatkowa koszulka może niepotrzebnie podnieść ogólną wagę plecaka. Najcięższy test tym koszulkom zafundowałam podczas upalnego przejścia szlaku Adlerweg. Najdłuższy okres użytkowania bez prania to 4 dni. Koszulki pociągnęłyby nawet ze dwa dodatkowe dni, ale przyzwoitość wymagała w końcu zorganizować w schronisku jakieś zbiorcze pranie. Niemniej jednak, gdy zakładałam 3DPro czwartego dnia, nie czułam obrzydzenia czy wstydu, że ktoś na szlaku będzie czuć unoszącą się za mną woń.


Koszulka Brubeck 3DPRO w najlepszych warunkach testowych. Temperatura w okolicach 30 stopni i intensywny wysiłek fizyczny.

Bardzo ciekawa jest konstrukcja koszulki - to chyba w niej tkwi sekret, że tak świetnie sobie radzi w upalne dni.


Na jednodniowej łaziorce w ciepłych, letnich Tatrach.

Razem z Achają w koszulkach Brubeck 3DPro na trekkingu w Wielkiej Fatrze.


  • BRUBECK, BIELIZNA TERMOAKTYWNA: KOMPLET z KOLEKCJI DRY (bluza+spodnie). [okres przejściowy: wczesna wiosna, jesień, łagodna zima]


Uwielbiam ten komplet bielizny termoaktywnej! Idealnie nadaje się na okres przejściowy. U mnie osobiście pełni jeszcze dwie dodatkowe role. Jest moją outdoorową pidżamą, czasem ciuchem awaryjnym bądź docieplającym. Często używam go także do rowerowej stylówki, kiedy wiem że nie groźne mi będą upały, a nie chciałabym mieć gołych łydek. Na spodnie termoaktywne zakładam wtedy krótkie, rowerowe spodenki.  


Damian w bluzie Brubeck Dry. Znowu w roli ciucha ratunkowo-zastępczego. Za dnia było tak gorąco, że wełna merino byłaby tutaj mocno nad wyrost.

Podczas pierwszego dnia podejścia na Mont Blanc.

W bazie namiotowej pod Mont Blanc. 

Wejście na alpejski trzytysięcznik, pogodny i ciepły wrzesień.

W trakcie intensywnego podejścia, Alpy we wrześniu.


  • BRUBECK BIELIZNA TERMOAKTYWNA: KOMPLET z KOLEKCJI THERMO lub KOMPLET z KOLEKCJI EXTREME WOOL (bluza+spodnie) [późna jesień, zima]


Najlepiej posiadać po komplecie z wymienionego rodzaju, bo zabezpiecza wtedy jeszcze szerszy zakres niskich temperatur i nie ogranicza w możliwościach wyjazdowych. Dodatkowo syntetyk jest bardziej trwały, z wełną merino trzeba trochę się delikatniej obchodzić – zwłaszcza podczas prania. O co chodzi z tymi możliwościami wyjazdowymi? Dla przykładu: w Thermo mogę oblecieć zimę w Tatrach, ale na wiosenny 5-tysięcznik z biwakowaniem w namiocie, lepszym zabezpieczeniem dla mnie była już bielizna z wełny merino.

Gdy budżet na razie nie pozwala: kupcie bieliznę w technologii tej jaką ma THERMO (czyli syntetyczną), gdy pożyczycie jeszcze parę złociszy od babci: zainwestujcie od razu w wełnę merino o wysokiej gramaturze. 


Bluza Brubeck Thermo w Tatrach (marzec). Bezwietrzne warunki pogodowe - wystarczająca była tylko jedna warstwa ubioru!

Bluza BRUBECK THERMO, Tatry w marcu.

W trakcie ataku szczytowego, wysokogórskie Alpy we wrześniu. Bluza BRUBECK THERMO.

Baza pod Kazbekiem, maj.  Ten zestaw (Brubeck Extreme Wool) miałam na sobie non stop przez 4 dni. Był moją outdoorową pidżamą oraz pierwszą warstwą. Tutaj szykuję się na wyjście aklimatyzacyjne.

Noc w namiocie w bazie pod Kazbekiem. W trudnych warunkach bytowych nie ma czasu na ciągłe przebieranki. Ciuch musi ogarnąć brak możliwości przeprania go przez co najmniej kilka dni.

Powrót do cywilizacji. 4 dni w górach, a ciuch nie śmierdzi i wciąż czuję się w nim komfortowo.


 2. KURTKA PODSTAWOWA? - PRZECIWWIATROWA! 




Tak, ja uznaję za kurtkę podstawową – nie przeciwdeszczową, a przeciwwiatrową! Ustalmy jedną główną zasadę: w góry zazwyczaj wybieramy się przy dobrej pogodzie. Wiem, że warunki mogą się zmienić, wiem że możemy znaleźć się na kilkudniowym trekkingu, kiedy nie jesteśmy w stanie na kilka dni do przodu przewidzieć pogody, ale przyjmijmy, że gdy mamy możliwość, raczej wybieramy się w góry z nieprognozowanymi bądź umiarkowanymi opadami deszczu.

Słynny softshell – czyli kurtka chroniąca przed wiatrem. Od razu na wstępie napiszę – nie kupujcie softshella ocieplanego!!! To najgorsze zuo! Często bywa ciężki, zajmuje sporo miejsca w plecaku i jest po prostu mało uniwersalny! Softshell ocieplany polarkiem to w mojej opinii największe dzieło szatana. Taka konstrukcja nadaje się co najwyżej na wyjście do miasta. Kiedyś oczywiście miałam taki w szafie, ale szybko się go pozbyłam.

W mojej opinii, dobry softshell nie posiada ociepliny, ani membrany! Zwróćcie uwagę by miał kaptur!

Obecnie posiadam dwie kurtki przeciwwiatrowe. Za bardzo wymyślam? Obie kurtki, których używam i świetnie się sprawdzają, zamykają się w kwocie... 300zł. Dlaczego decyzja o posiadaniu dwóch?


 W SZAFIE SKADI: 

  • SIMOND, kurtka softshell Alpinism Light


Ta kurtka jest po prostu rewelacyjna! Nie ma ociepliny, nie ma membrany, ma świetną cenę, świetny krój. Ma dodatkowo rozwiązania alpinistyczne takie jak: rozsuwany zamek od dołu by mieć dostęp do uprzęży wspinaczkowej czy obszerniejszy kaptur umożliwiający założenie go na głowę, gdy mamy kask. Tak naprawdę nic więcej od kurtki nie potrzeba. Ta konstrukcja ogarnia wszystkie podstawowe górskie aktywności. Nie zawiedzie na trekkingu, skiturach, rowerze, wspinaczce letniej czy zimowej.  Spełnia swoją najważniejszą funkcję - chroni od wiatru! Dla mnie osobiście ta kurtka jest fenomenalna. Mam ją od kilku dobrych lat. Nic się z nią nie dzieje! Gdy jest upocona, usyfiona - wrzucam do pralki i niczym się nie przejmuję!

W oczekiwaniu na zachód słońca na Hochschwabie. Alpy ok 2000 m n.p.m, listopad. Pod spodem mam jedynie bluzę termoaktywną EXTREME WOOL. Gdy brak ruchu spowodował silniejsze odczucie zimna - założyłam na siebie kurtkę puchową.


Nie bójcie się być ubrani zimą jedynie w bluzę termoaktywną i softshell. Posiadanie na sobie kilku warstw ubrań, zwłaszcza podczas ruszania się to fundowanie sobie katastrofy jakiej świat nie widział! Można się bardzo łatwo przegrzać i przez to pochorować!

Zjazd skiturowy w Karkonoszach, styczeń. Znowu: bluza termoaktywna + softshell, i nic więcej...

Na szczycie Mont Blanc, wrzesień. Oboje mamy ten sam model kurtki - Simond Alpinism Light. Tutaj mam na sobie też ten sam zestaw: bluza termoaktywna o gramaturze dostosowanej do panujących temperatur + softshell.

  • QUECHUA, kurtka turystyczna FH500 Helium Wind

Po co mi druga kurtka przeciwwiatrowa, skoro tak zachwalam pierwszą? Otóż ta kurteczka chowa się we własnej kieszonce. Jest malutka i lekka - jej ciężar to jedynie 100 gram. Używam lub przechowuję ją w plecaku od wiosny do lata, kiedy nie potrzebuję pancernej kurtki, a każdy gram niesiony na plecach ma znaczenie, zwłaszcza w tzw "porze ciepłej", gdy musimy mieć ze sobą znacznie więcej wody/płynów. Zazwyczaj ubieram ją na otwartej przestrzeni mocno smaganej wiatrem, ale w towarzystwie słonecznego ciepła, bądź na postojach. Świetnie też sprawdza się jako kurtka rowerowa. Zazwyczaj zakładam ją na długie i szybkie zjazdy. Kurtka nie posiada żadnej ociepliny ani membrany. I znowu ta sam historia - mogę ją intensywnie użytkować bez obawy o uszkodzenie czy ubrudzenie. 

Na trasie rowerowej wokół skalnego miasta Adrspach, lato. 

Podczas zejścia z kopuły szczytowej Zuckerhütl 3507 m n.p.m, wrzesień. Pod kurtką mam bluzę termoaktywną Brubeck Thermo.

W Alpach Sztubajskich. Podczas zejścia ze szczytu Serles 2718 m n.p.m, wrzesień.

Działalność wiatru potrafi znacznie obniżyć odczuwalną temperaturę! Ochronę przeciwwiatrową opierajcie nie tyle na membranie (która zawsze utrudnia odprowadzanie potu, nawet jeśli ma właściwości „termoaktywne”), tylko na tkaninie o ciasnym splocie, która wiatru nie przepuści, ale nie jest wodoszczelna i w związku z tym oddycha! Transport wilgoci w membranie to nie jest żadne „przepompowywanie” z jednej strony na drugą, tylko zwyczajne wyrównywanie wilgotności po obu stronach. Jeśli na zewnątrz mamy 100% wilgotność, to nie ma co liczyć, że jakakolwiek, najlepsza nawet membrana, odprowadzi nasz pot na zewnątrz.

 3. OCIEPLINA – POSTAW NA PUCH GĘSI! 


Dlaczego puch gęsi, a nie polar? Bo na przestrzeni zbierania górskiego doświadczenia przestał być dla mnie ciuchem uniwersalnym. Oczywiście polary mogą być różne, ale im grubszy (cieplejszy) tym cięższy i większy po spakowaniu do plecaka. Oczywiście sama mam jeden, od Kwarka (jeden z moich pierwszych, poważniejszych zakupów), ale od kilu lat leżakuje w szafie i ubieram go "od święta". Gdy zaznałam ciepła i lekkości puchu, bluzy polarowe przestały być żelaznym elementem mojego górskiego odzienia.

Moja rada: zainwestujcie w porządną kurtkę puchową z wysokiej jakości wypełnieniem - najlepiej puch gęsi z dużym współczynnikiem cui, o przemyślanym kroju, w którym będziecie czuć się komfortowo (jak wiadomo kurtki tego typu łatwo mogą nas przeobrazić w człowieka Michelin) i zwróćcie uwagę na jej ciężar całkowity (waga wypełnienia + waga tkaniny).  Masa puchu o wartości 100 g będzie już w miarę uniwersalną ilością wypełnienia, która sensownie zabezpieczy przed chłodem.

Jest to najdroższa rzecz w całym zestawieniu, ale warta każdych pieniędzy. Nie przekona mnie żaden primaloft, ani inne cuda. Ja osobiście bardzo szybko doceniłam kurtkę puchową z naturalnym wypełnieniem -  za jej lekkość, gabaryty po spakowaniu oraz dające ciepło. Tego typu kurtka jest zakupem na lata. Zamiast trzech markowych polarów, kupcie kurtkę puchową. Jedna rzecz załatwia sprawę ciepłego, górskiego ciucha.

Jakie cechy wymieniłabym dla uniwersalnej i porządnej górskiej kurtki puchowej? Musi koniecznie mieć:

  • kaptur  z regulacją (dla swobodnego nałożenia na kask)
  • zamek dwustronny (dostęp do uprzęży wspinaczkowej)
  • woreczek kompresyjny!
  • wysokiej jakości wypełnienie puchem gęsim, ok 100 g na całą kurtkę
  • krój, w którym będziecie czuć się i wyglądać dobrze  😉


 W SZAFIE SKADI: 


  • CUMULUS, kurtka puchowa Incredilite [jesień, zima, wysokogórska aktywność letnia, noc w terenie]


CUMULUS jest polską firmą, produkującą w Gdyni. Specjalizuje się w outdoorowej odzieży puchowej, a ich główna misja brzmi: "Każdy projektowany przez nas produkt ma być tak lekki, jak to tylko możliwe". Model Incredilite chroni mnie przed zimnem od kilku dobrych lat i uczestniczy w większości wysokogórskich eskapad. Kurtka ma świetny krój (mając ją na sobie nie czuję się jak ludzik Michelin) oraz fantastyczny stosunek wagi (poniżej 300 g!)/objętości po spakowaniu do dawanego ciepła. Zawiera świetnej jakości wypełnienie puchem gęsim oraz lekki materiał. Nie będę tu się więcej rozpisywać o danych technicznych, bo te na przestrzeni lat się zmieniły. Najnowszy model tej kurtki posiada jeszcze więcej ciekawych i bardzo praktycznych rozwiązań, niż ten który obecnie mam. Marka CUMULUS rządzi w mojej szafie również w temacie śpiworów. Ogólnie jeżeli szukacie ultralekkiego sprzętu, wykonanego z puchu gęsiego, to koniecznie przejrzyjcie ofertę naszego krajowego producenta. Incredilite używam głównie zimą, bądź wiosną/latem w terenie wysokogórskim typu alpejskiego.

Jesienny poranek i kurtka CUMULUS Incredilite. fot. Góry ponad chmurami


Zimak na Śnieżniku. Po wyjściu ze śpiwora, Incredilite chroni mnie przed zimnem.
fot. Góry ponad chmurami


Wejście świtakowe na Babią Górę, zima. fot. Roweromaniakk

Wieczorne skiturowanie w Karkonoszach, pełnia zimy.

Podczas wejścia na Mont Blanc, wrzesień.




  • *RAB Positron Pro [do zadań specjalnych]
Ta kurtka nie jest uniwersalna, ponieważ jest bardzo ciepła. To jest taka moja propozycja na przyszłość gdy Wasze górskie marzenia zaczną się wypiętrzać.😉 W mojej szafie znalazła się dlatego iż przyszedł moment, kiedy zaczęło realnie majaczyć widmo wyjazdu na 5-tysięcznik, w okresie kiedy mogą permanentnie panować temperatury poniżej -10 stopni. Taki wyjazd zdarza się raz na jakiś czas. Uznałam, że zainwestuję w kurtkę puchową - i za jednym posunięciem zamknę temat ochrony przed zimnem, stawiając na lekkość, małą objętość w stosunku do oferowanego ciepła. Na tego typu wysokogórskich wypadach, wiele rzeczy trzeba nieść na plecach, zwłaszcza kiedy zamierzamy spać pod namiotem. Tych gratów do zabrania naprawdę zaczyna się robić dużo, a ja muszę uważać na swój kręgosłup bo raz mi już pogroził palcem. Dbajcie o swoje kościsłupki!

Bardzo ciężko znaleźć damską wersję kurtki puchowej o tak dużym wypełnieniu puchem (prawie 300 g!). Jak na razie (gdy interesowałam się tym tematem), tylko RAB miał w swojej ofercie naprawdę ciepłe kurtki, wykonane z lekkich i trwałych materiałów, z wypełnieniem wysokogatunkowym puchem gęsim. Kurtka, pomimo swojej obszerności, jest rewelacyjnie skrojona. Ma wiele świetnych rozwiązań. Jej kaptur jest mistrzowski! Polecam również zajrzeć na ofertę RABa w kontekście kurtki puchowej podstawowej czyli z wypełnieniem 100-150 gram.

Na Kazbeku. Na sobie mam bluzę termoaktywną Brubeck Extreme Wool, kurtkę softshellową Simond Alpinism Light oraz kurtkę puchową Rab Positron Pro.

Kurtka nie opuszcza szafy tylko na specjalne, wysokogórskie okazje. Zabieram ją, gdy wiem, że wyjazd zimowy ma charakter bardziej stacjonarny, np. podczas nocnego focenia w górach, gdy czeka mnie długa posiadówka na szczycie, bądź głównym celem wyjazdu jest spanie pod namiotem przy naprawdę dużych mrozach (zimaki).

Długotrwałe oczekiwanie na zachód słońca. 

Nocne fotografowanie z tarasu schroniska wymaga długiego stania w bezruchu.



 4. KURTKA AWARYJNA? - PRZECIWDESZCZOWA! 


Zazwyczaj unikam chodzenia w góry w czasie deszczu, a kurtka przeciwdeszczowa ma jedynie umożliwić mi osiągnięcie najbliższego schronienia. W związku z tym, oczekuję od niej przede wszystkim taniośći, lekkości i małych gabarytów po spakowaniu. W większości sytuacji doskonale sprawdza mi się ceratka z Decathlonu - Quechua Raincut, mająca wszystkie wymienione cechy. Jest kurtką awaryjną, której nie szkoda zniszczyć. Idealnie nadaje się też na rower w czasie "brudnych" zjazdów! 

Zapewne doceniłabym zalety "prawdziwej" kurtki przeciwdeszczowej w sytuacji dłuższego trekkingu w deszczową pogodę, ale... i kurtki z membraną Gore-texową w wielu standardowych sytuacjach sobie nie radzą, dlatego wyleczyłam się ostatecznie z kosztownych kurtek membranowych. Moje stanowisko w tej sprawie umocniła sytuacja w trakcie pierwszego dnia na szlaku Adlerweg. Razem z Achają szłyśmy (podchodziłyśmy) w czasie letniego, ale intensywnie padającego deszczu. Było ciepło, ale w powietrzu była bardzo wysoka wilgotność powietrza. Achaja miała na sobie kurtkę z membraną Gore-texową firmy Berghaus, ja natomiast narzuciłam na siebie ponczo Quechy (Peleryna Turystyczna Forclaz 75 I S/M), nie mające w sumie  membrany - ot zwykły kawał materiału z poliestru. W zastanych wtenczas warunkach żadne okrycie przeciwdeszczowe nie sprostało panującej aurze. Obie byłyśmy upocone i miałyśmy wrażenie, że od środka materiał kurtek jest mokry (przecieka).

By membrana Gore-texowa działała jak producenci zachwalają, muszą być spełnione konkretne warunki. Typowy hardshell ogólnie lepiej sprawuje się w zimie, a nie latem! To kolejna rzecz do zapamiętania!

A teraz dwie historie o dawnych kurtkach przeciwdeszczowych:

Dawno temu, Damian zainwestował spore jak na ówczesny studencki budżet pieniądze, w lekką, techniczną kurtkę membranową Direct Alpine'a. Lekkość wiązała się z cienkością materiału, więc po pierwszym użyciu na Laboratorium nad Zmarzłym Stawem, trzeba było łatać sporą dziurę na rękawie. Z perspektywy czasu wiemy, że w takich warunkach równie dobrze albo i lepiej sprawdziłby się softshell Simonda za 1/3 tych pieniędzy. I na pewno byłby wytrzymalszy...

Również ja przeżyłam podobny szok, kiedy za uciułane z trudem pieniądze, kupiłam swoją pierwszą "prawdziwą" przeciwdeszczówkę Alpinusa. Zakochałam się w jej technicznie wyglądającym fasonie.  Podczas jednej z pierwszych wycieczek, wrzuciłam ją na półkę bagażową autobusu. Kurtka była szaro-biała. Gdy po podróży wyjęłam ją ze wspomnianej półki, zyskała kilka plam, których już nigdy nie udało mi się sprać. Ale nie o permanentnych plamach i bólu wydanych pieniędzy chciałam głównie wspomnieć, a o wrażeniach z użytkowania. Kurtka kompletnie nie sprawdzała mi się w terenie. Była za sztywna, za masywna, za ciężka. Rozwiązania, które wydawały mi się dobre z perspektywy wieszaka, okazały się być wkurzające - np sztywna garda. Teoretycznie kurtka  raczej predysponowała do wyjść wysokogórskich, które w tamtym czasie jeszcze były dla mnie tabulą rasą, ale nawet teraz kiedy mam już za sobą kilka razów działalności wysokogórskiej  - nie ubrałabym ani nie zabrałabym na awaryjkę tego typu kurtki! 

 W SZAFIE SKADI: 


  • Kurtka Quechua Raincut


Kurtka kosztuje poniżej 50 zł w Decathlonie, chowa się do własnej kieszeni. Zazwyczaj większość czasu spędza w plecaku na dnie, niż na mnie. Kiedy jednak zostanie wywołana "do tablicy", to swoją rolę odgrywa dobrze. Chroni od deszczu, tak po prostu. Często ubieram ją na "brudne" akcje, stanowiąc pancerz ochronny dla pozostałych ciuchów, które mam na sobie, i których nie chciałabym jakoś mocno usyfić. Quechua Raincut spokojnie wystarczy jako Wasza pierwsza kurtka przeciwdeszczowa, a zaoszczędzone pieniądze będziecie mogli dołożyć do kurtki puchowej czy innego, brakującego elementu górskiej garderoby. Superancka kurtka przeciwdeszczowa to kategorycznie nie jest "must have"!

Wspin w lodzie w warunkach dla koneserów. Było wtedy na plusie i padał deszcz. Kurtka Quechua Raincut oraz spodnie Alpine Pro Huwa. fot. Wojtek Równanek.


Właśnie przestało padać. Na Głównym Szlaku Sudeckim.

Do babeczek: Jeżeli macie większy budżet na kurtkę przecideszczową i jednak chciałybyście mieć jakąś membranę i dobrze się prezentować, to polecam model RAB Downpour, który sama testuję od jakiegoś czasu. Zakup popełniłam czysto-zachciankowo ze względu na świetny kobiecy krój oraz lepszą regulację kaptura. Kurtka dalej pełni funkcję awaryjnej, gabarytowo i wagowo jest podobna do RainCut'a. 


 A CO ZE SPODNIAMI? 


Górnej części garderoby poświęciłam znacznie więcej uwagi, ponieważ chroni ona nasz korpus (główne narządy w naszym ciele). W okolicach klatki piersiowej, pleców czy pach pocimy się najwięcej. Dlatego tak istotne jest to, w co jesteśmy ubrani. Jeżeli chodzi o spodnie, to przedstawię jedynie swój zestaw, który moim zdaniem wpisuje się w filozofię kapsułowej górskiej garderoby i ogarnia całorocznie większość aktywności górskich. 

Czy warto kupować drogie spodnie górskie? Ja uważam, że nie. Obecnie jestem skłonna dać za spodnie max 300 zł, dlatego, że ten element garderoby łatwo uszkodzić. Pocenie się na nogach nie jest tak intensywne jak w górnej części ciała (przynajmniej u mnie). Za to długie spodnie regularnie się brudzą i wymagają czyszczenia. Zamiast kosmicznej technologii, wolę mieć święty spokój i móc po prostu wrzucić spodnie do pralki. A w razie awarii kupić następną parę, zamiast stawać na głowie, żeby zacerować dziurawy wynalazek za miliony monet.

W związku z tym, że od spodni wymagam głównie wygodnego kroju i wytrzymałości, nie sądzę żeby jakiś model miał w tej kategorii wybitną przewagę.


 W SZAFIE SKADI: 


  • Krótkie spodenki - Rockrider Szorty na rower MTB ST 900 


Od krótkich spodenek wymagałam głównie jednego - aby nadawały się na rower. Koniecznie musiałam się czuć w nich komfortowo i miały być z materiału, który nie będzie się przecierać na tyłku. Nie będę rozpisywać się o całej historii związanej z odnalezieniem idealnych krótkich spodenek (właśnie tych Rockriderów), ale musicie uwierzyć, że droga do nich była długa i kręta, niejednokrotnie obarczona wydaniem dużych pieniędzy i brakiem zadowolenia z zakupu (pod kątem wyglądu na sobie czy użytkowania). Spodnie ubieram nie tylko na rower, ale na normalne wypady piesze. Materiał szybko schnie. Spodenki mają świetny krój i posiadają fajne rozwiązanie w postaci bocznej kieszeni na telefon wszytej od tyłu uda. Mając więc włożony do niej telefon, nie mam wypchanych kieszeni.


Ciepłe lato w Tatrach, sierpień. Na jednodniową wycieczkę z pewnymi prognozami pogody ubrałam koszulkę Brubeck 3DPro oraz krótkie spodenki rowerowe. W plecaku miałam kurtkę Helium Wind.

Spodenki ST 900 w Górach Łużyckich, lato.

Swoboda ruchów podczas jazdy na rowerze to podstawa!

  • Brubeck, termoaktywne legginsy z długą nogawką do biegania running force

Pamiętam jak miałam fazę na typowe górskie spodnie, takie z łatkami (dwukolorowe). W tamtym czasie interesował mnie wygląd tych spodni, a nie to z czego są zrobione. Do tego typu spodni nic nie mam, dalej mi się podobają! Ale z biegiem lat odeszłam od takich modeli i przesiadłam się na legginsy (wiem, dla facetów nie będzie to uniwersalne rozwiązanie 😉). Z powodów następujących: mam w nich pełną swobodę ruchów; po prostu dobrze się w nich czuję; dostosowują się do mojej obecnej wagi i objętości brzucha 😂 - ach te wzdęcia na szlaku; nie mają paska, więc nie tworzą żadnego konfliktu z pasem biodrowym od plecaka. Legginsy najczęściej ubieram na wędrówki, via ferraty, wspinaczkę, ale zakładam je do treningów czy na rower (gdy nie potrzebuję zakładać wkładek rowerowych).

Spodnie legginsowe Brubeck Running Force na 2,5 tygodniowym trekkingu w Alpach.

W Alpach Bawarskich, wejście na Zugspitze z elementami via ferratowymi, wrzesień. Koszulka Brubeck 3DPRO oraz legginsy Brubeck.



  • Spodnie Alpine Pro Huwa

Spodnie typu softshellowego (czyli chroniące przed wiatrem). Ten model akuratnie jest przeznaczony do narciarstwa biegowego. Dla mnie tego rodzaju spodnie świetnie wpisują się w uniwersalność całoroczną. Ubieram je na skitury, na wspinanie zimowe, wędrówki w okresie przejściowym bądź o charakterze wysokogórskim. Lubię je bo: są na gumce ze sznurkiem (nic nie uciska na biodrach) oraz są zwężane na dole (mniejsze ryzyko zaczepienia rakiem o nogawkę), a jednocześnie mają wszyty zamek, pozwalając na rozszerzenie nogawki gdy potrzebuję np założyć buty skiturowe.


Bez względu jaki model spodni tzw wierzchnich Wam się spodoba, pomyślcie o rozmiarze większym, po to aby mieć miejsce na założenie spodni z bielizny termoaktywnej! Lepiej kupić luźniejsze spodnie wierzchnie i żonglować grubością tkaniny ze spodni termoaktywnych niż kupić z automatu cieplejsze spodnie wierzchnie. Bardzo sobie chwalę również softshellowe spodnie Simonda, które są w rozsądnych cenach i mają fajny krój (zwłaszcza modele damskie). Obecnie od wielu lat cioram po górach dwa modele tej marki: spodnie wspinaczkowe Simond  Rock 2 oraz spodnie Simond Alpinism. Mogę je szczerze polecić, ze względu na cenę, materiał oraz ogólny krój (osobiście bardzo dobrze się w nich czuję), ale jednak spodniom Alpine Pro bliżej do mojego ideału i filozofii uniwersalności całorocznej.

Wspinanie zimowe w Karkonoszach. Nogawki spodni szczelnie "oplatają" cholewkę butów. Przy umiarkowanych zaspach to rozwiązanie zastępuje stuptuty i zmniejsza ryzyko zahaczenia rakiem o materiał spodni. Spodnie są na gumce, więc czuję się w nich komfortowo. Nic mnie nie uciska w obrębie pasa i brzucha. Zamek przy nogawkach umożliwia poszerzenie obwodu, gdy chcę np założyć buty skiturowe.

Bluza Brubeck Thermo oraz spodnie Alpine Pro Huwa. Tatry w marcu. 


___________________________________

Zestawienie mojej kapsułowej, górskiej garderoby (wersja podstawowa, całoroczna, na rozsądny budżet):
  • 3x koszulka termoaktywna z krótkim rękawem (w moim przypadku - Brubeck 3DPRO)
  • 1x komplet bielizny termoaktywnej na okres przejściowy (w moim przypadku - Brubeck Dry)
  • 1x komplet bielizny termoaktywnej na okres jesień/zima (w moim przypadku - Brubeck Thermo/Brubeck Extreme Wool)
  • 2x kurtka przeciwwiatrowa; cienka oraz grubsza (w moim przypadku Simond Alpinism Light oraz Quechua Helium Wind)
  • 1x spodenki krótkie (w moim przypadku bardzo uniwersalne szorty rowerowe Rockrider ST900)
  • 1x spodnie legginsowe (w moim przypadku - Brubeck Running Force)
  • 1x spodnie softshellowe (w moim przypadku - Alpine Pro Huwa)
  • 1x kurtka puchowa standardowa (w moim przypadku - Cumulus Incredilite)
dodatkowo:
  • 1x kurtka puchowa dodatkowa - dla uzupełnienia warstwy cieplnej w przypadku warunków bardzo wymagających (w moim przypadku Rab Positron Pro).
___________________________________

Co ubieram w zależności od  górskiej okazji?

Sytuacja hipotetyczna nr 1.
Jednodniowa wycieczka w Tatry, w okresie letnim, w prognozach pogody małe ryzyko deszczu.
  • koszulka Brubeck 3Dpro
  • szorty rowerowe Rockrider ST900 lub legginsy Brubeck Running Force
  • w plecaku: kurtka przeciwwiatrowa cienka Quechua Helium Wind oraz kurtka przeciwdeszczowa Quechua Raincut

Sytuacja hipotetyczna nr 2.
Wiosenne skitury w Alpach z noclegiem w schronisku.
  • bluza Brubeck Thermo
  • kurtka softshell Simond Alpinism Light
  • spodnie softshellowe (przeciwwiatrowe) Alpine Pro Huwa
  • w plecaku: komplet bielizny termoaktywnej Dry (na przebranie w schronisku oraz jako ciuch awaryjny), kurtka przeciwdeszczowa Quechua Raincut, kurtka puchowa Cumulus Incredilite

Sytuacja hipotetyczna nr 3.
Wypad rowerowy, jednodniowy, w okresie lata.
  • koszulka Brubeck 3Dpro
  • szorty rowerowe Rockrider ST900
  • w plecaku: kurtka przeciwwiatrowa cienka Quechua Helium Wind oraz kurtka przeciwdeszczowa Quechua Raincut

Sytuacja hipotetyczna nr 4.
Trekking alpejski od schroniska do schroniska w okresie letnim.
  • 2x lub 3x koszulki Brubeck 3DPRO
  • spodenki krótkie Rockrider ST 9000
  • spodnie długie legginsy Brubeck Running Force
  • w plecaku: kurtka przeciwwiatrowa cienka Quechua Helium Wind; komplet bielizny termoaktywnej Dry; poncho (wiem, tego w zestawieniu nie ma) - wciąż badam temat i testuję, zabrałam na Adlerweg poncho mające zabezpieczyć mnie i mój plecak w całości, na wielodniowe trekkingi to rozwiązanie zapowiada się obiecująco); jeżeli nie poncho, zabrałabym kurtkę Quechua Raincut oraz pokrowiec na plecak, a jakby trekking zapowiadałby się mocno deszczowy to dokupiłabym spodnie na obraz kurtki Quechua Raincut.

Sytuacja hipotetyczna nr 5
Wejście na Kazbek, wiosna, ze spaniem kilkudniowym w namiocie. Temperatury na szczycie o poranku poniżej -15 stopni.
  • bluza termoaktywna Brubeck Dry (na podejście do bazy oraz jako ciuch awaryjny)
  • komplet bielizny termoaktywnej Brubeck Extreme Wool
  • spodnie Alpine Pro Huwa
  • kurtka softshellowa Simond Alpinism Light
  • w plecaku: kurtka puchowa Rab Positron Pro, kurtka Quechua Raincut (na wypadek deszczu w niższych partiach górskich

Sytuacja hipotetyczna nr 6
Narciarstwo biegowe w Jakuszycach, zima.
  • w zależności jak niska jest temperatura, bluza Brubeck Dry albo Thermo.
  • spodnie softshellowe Alpine Pro Huwa
  • kurtka softshellowa Simond Alpinism Light
  • w plecaku: kurtka puchowa Cumuls Incredilite na postoje; nie zabieram kurtki przecideszczowej, ponieważ w zimie, softshell dobrze sobie radzi ze śniegiem.

Sytuacja hipotetyczna nr 7
Zimak na Śnieżniku.
  • komplet bielizny termoaktywnej Brubeck Thermo lub jeżeli zapowiadane są siarczyste mrozy to Brubeck Extreme Wool
  • spodnie softshellowe Alpine Pro Huwa
  • kurtka softshellowa Simond Alpinism Light
  • kurtka puchowa Cumulus Incredilite
Sytuacja hipotetyczna nr 8
Letnie wspinanie w Tatrach.
  • koszulka Brubeck 3DRO lub jeżeli jest chłodne lato to bluza Brubeck Dry
  • spodnie legginsowe Brubeck Running Force
  • w plecaku: kurtka przeciwwiatrowa cienka Quechua Helium Wind oraz przeciwdeszczowa "awaryjka" Quechua Raincut.
___________________________________

Oczywiście jest na rynku wiele innych, godnych polecenia marek produkujących odzież outdoorową.  Koniecznie podzielcie się nimi w komentarzu, zwłaszcza jeżeli są polskiej produkcji! Firma Brubeck oraz Cumulus, które pojawiły się w zestawieniu to polskie marki, szyjące w naszym kraju. To firmy dające pracę naszym rodakom. Osobiście z wielką przyjemnością noszę ich produkty, zwłaszcza za granicą. 😊


Jak zatem ubrać się w góry? Mądrze! 😅
Mam nadzieję, że pomogłam, a nie namieszałam w głowie...
Skadi 💚


Komentarze

  1. Ten Raincut rzeczywiście tak się sprawdza? Bo szukam jakiejś drugiej kurtki na szlaki - moja obecna główna z Decathlonu niby miała być super wytrzymała, a przy mocnych opadach... odpada...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raintcut to typowa kurtka awaryjna (np na przelotny deszcz, chwilową burzę itd). Raczej na całodniową łaziorkę w intensywnym deszczu mogłaby się nie sprawdzić.

      Usuń
  2. Od razu dodałam post do zakładek w przeglądarce! Bardzo szczegółowe i merytorycznie dopracowane wyjaśnienie i chociaż pod wieloma względami mamy kompletnie inne zapotrzebowanie, to na pewno będę podsyłać początkującym. Bardzo mnie zaciekawiła kurtka z Cumulusa i też doceniam fakt, że jest polskiej produkcji. Chętnie w przyszłości bym się w taką zaopatrzyła, bo zgadzam się, że kto raz spróbował puchu, nie wróci do polarów :) Na razie jednak tę rolę spełnia u mnie supercienki Primaloft od Patagonii i jestem absolutnie zakochana, to ulubiona rzecz w mojej garderobie kapsułowej (model NanoPuff, czyli nacieńszy i najmniejszy, w zupełności mi wystarcza przy podróżach po Polsce do 2500 m npm także zimą). Zgadzamy się też co do inwestowania w bieliznę termiczną, a wydaje mi się to czasem pomijanym aspektem na rzecz różnych mało praktycznych bluz czy właśnie spodni. Rzeczywiście widac, że przetestowałaś i przemyślałaś wszystko w tym zestawieniu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za pozostawienie komentarza! :) Fakt, to zestawienie jest dość nietypowe, ale ja naprawdę ubieram się w takim systemie od kilku lat! Pod kątem kolarstwa górskiego - analizowałam też to swoje zestawienie i wydaje mi się, że dałoby radę! )W ciepłej porze roku mi się sprawdza. Późną jesienią i zimą nie jeżdżę na rowerze. Ale znając życie, zaraz znajdą się głosy, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego ;)

      Usuń
    2. Nie widzę nic dziwnego w używaniu tych samych ciuchów w góry i na rower - tylko spodenki z pieluchą nie przydają się w innej dziedzinie ;) Powiem więcej - moje ciuchy są kupowane od razu z myślą i używane od lat wymiennie w 4 różnych uprawianych dyscyplinach: trekking, rower, joga i bieganie. Koszulki biegowe idealnie sprawdzają się na trekkingach i rowerze, nie mam osobnych legginsów do jogi - to są legginsy biegowe. Nie mam trzeczy typu koszulka z domieszką bawełny, którą mogłabym nosić tylko na trekkingi (są takie różne trekkingowe ciuchy wielu marek z ograniczoną funkcjonalnością, zbliżone do ciuchów casualowych - omijam je łukiem szerokim). Właśnie na tym polega kapsułowość garderoby!

      Usuń
  3. Zaciekawiły mnie spodnie Simond Alpinism, ale od spodu mają taki jakby polarek (przynajmniej w męskiej wersji) i jestem ciekawa jak wygląda sprawa bielizny termoaktywnej pod nie? Czy wystarczy jeden komplet bielizny dajmy na to Brubeck Thermo czy nawet Dry, który dodatkowo będzie ubierać się pod spodnie w razie większych mrozów? Jeśli chodzi o spodnie Alpine Pro Huva niestety nie miałam okazji dotknąć/zmierzyć, ale wnioskuję, że są bez ocieplenia i należy dobierać różne zestawy bielizny termoaktywnej w zależności od temperatury.
    Może pytania głupie, ale jestem zielona w kwestii zimowego ubioru w góry, a w internecie jest tyle informacji, że już się pogubiłam.
    Na cieplejsze dni mam spodnie z Decathlonu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dwa rodzaje spodni Simond: Alpinism i Alpinism Light. Pierwszy model jest głównie na warunki zimowe, mają też szelki więc zabezpieczają lęźdźwie przed ekspozycją na zimny wiatr ;) Polecam - noszę. Mają bardzo fajny krój (wersja damska), osobiście super się w nich czuję. Miałam je na Kazbeku, pod spodem miałam bieliznę merino od Brubecka "Extreme Wool", dlatego, że wejście było w maju przy - 20 stopniach (atak szczytowy). To był jedyny wypad kiedy miałam pod nimi coś dodatkowego. Np na zimowe Tatry wystarczają mi tylko same spodnie.

      RELACJA Z KAZBEKA

      Jeżeli szukasz jednak bardziej uniwersalnych spodni, to Simond Alpinism Light będą lepsze, bo oblecisz w nich cały rok, dostosowując ciepłotę dzięki bieliźnie termoaktywnej.

      Spodnie Huwa - są bez ocieplenia. Ja generalnie nie marznę tak w nogi (gorzej jednak sprawa się ma ze stopami u mnie) i generalnie nic pod nie nie ubieram.

      Usuń
  4. Cześć,

    jaka jest Twoja opinia nt oddychalności softshella Simond Alpinism Light? Przewijają się takie głosy, że oddychalność jest dość ograniczona i przy nawet niewielkim wysiłku fizycznym softshell nie odprowadza wilgoci i robi się pod nim po prostu mokro.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście nie mam takich problemów. Może te narzekania związane z oddychalnością wynikają, że kurtka użytkowana jest przy wyższych temperaturach albo noszenia słabej jakości bielizny termoaktywnej? Tego softshella używam w okresie jesień-zima lub w wysokogórskich warunkach - powyżej 3500 m n.p.m. Mój partner również nie narzeka na brak oddychalności, a również posiada ten model kurtki.

      Usuń
  5. Cześć,
    świetny artykuł. Bardzo pomógł mi w wyborze odpowiedniej odzieży w góry. Czy mogłabyś coś doradzić również w kwestii obuwia ?
    Pozdrawiam
    Mateusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, cieszę się że artykuł pomógł w wyborze! Pomyślę o podobnym poście związanym z obuwiem górskim. Pozdrawiam! :)

      Usuń
  6. Bardzo ciekawy artykuł napisałaś i super dobrałaś elementy odzieży. My też używamy Brubecka od wielu lat i bielizna jest praktycznie nie zniszczalna. Ważne są też elementy te, które przylegają do ciała (skarpety czy spodenki) muszą być bezszwowe. Spodnie mamy Alpiny. Kurtki puchowe to Marnot, ale to na bardzo zimne czasy. W Tatrach to wystarczyła koszulka i kurtka. Osoby co chcą chodzić po górach i to wysokich powinni poczytać Twój artykuł, dobry sprzęt może kosztuje trochę więcej, ale daje dużą wygodę i nie trzeba dużo dźwigać na plecach. Pozdrawiamy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla "sfiksowanych" na punkcie wagi i objętości :) Rozmiar M - 455 g. W woreczku nawet trochę mniejsza od popularnego polarka MH100 z Deca. Bo takich informacji nie mogłem nigdzie znaleźć przed "zanabyciem" :)
    Dzięki za ten wpis na blogu, bo o odzieży Simonda ciężko cokolwiek znaleźć a cena akceptowalna (tym bardziej na wyprzedaży :) ).

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej a kiedy cos o butach ? I moze tez troche o sprzecie , jak raki i czekan ?

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

SCHRANKOGEL - trzytysięcznik dla początkujących

Trawers Alpspitze 2628 m n.p.m

Grossglockner 3798 m n.p.m

Prisojnik 2547 m n.p.m