Posty

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 2

Obraz
Po tygodniu przerwy melduję się ponownie. Z nowością obuwniczą, o której pisałam w etapie 1 Orłowicza. Mam dobre przeczucia. Nastawienie bojowe i wrażenie jakby siła w nogach była większa, a umysł niepokonany! Zapraszam na etap 2 Głównego Szlaku Sudeckiego wg Skadi :)

Główny Szlak Sudecki im. M. Orłowicza - etap 1

Obraz
Tak oto ruszyła machina. Po kilku tygodniach niepotrzebnych rozważań. Robić GSS'a czy nie robić? W etapach czy jednym ciągiem? Gdzieś podświadomie już decyzja zapadła w jakiej formie przejście tego długodystansowego szlaku uskutecznię. Pozostał tylko skradający się zza pleców co jakiś czas niepokój związany, no właśnie z czym? Sama nie wiem. Ktoś kiedyś powiedział, że najgorzej to zrobić pierwszy krok, a ten pierwszy krok rozpoczyna się od ruszenia tyłka i przekroczenia progu drzwi w domu. Potem już samo się wszystko dzieje. I to jest prawda.

Vodní Brána - via ferrata

Obraz
Od pewnego czasu zaczęły pojawiać się nowe via ferraty u naszych czeskich sąsiadów. Niedaleko granicy z Polską, w miejscowości Semily, u podnóża rzeki Jizera poprowadzono dwie, krótkie via ferraty. Ich długość nie jest powalająca, ale jest to mimo wszystko ciekawa opcja na niezbyt wymagający wypad.

Żubr występuje w Rudawach

Obraz
Z radosnej twórczości Damiana: "Takiej Skadi charakterek, raz Łasiczki raz Żuberek"... A tak na poważnie. W ramach wprowadzonego na ten rok programu doskonalenia "tradowego", w ostatnich tygodniach często pojawiamy się w Rudawach Janowickich. Po przejściu drogi " Łasiczki " na Sukiennicach, nasze apetyty wzrosły na kolejne skałki w rudawskim lesie. Obiecaliśmy sobie, że podczas kolejnej wizyty spróbujemy się zmierzyć z naprawdę spektakularnie wyglądającą Krzywą Turnią. Są na niej dwie drogi o wycenie III, czyli takie których głównie szukamy od początku wiosny. Droga przez Żubra , to tuż obok Łasiczek  jest jak dla mnie punktem obowiązkowym każdego początkującego fana wspinaczki tradowej.

Zimowe "przedszkole" na Głogowskim

Obraz
SKADI: Stoję obok Damiana na peronie autobusowym we Wrocławiu. Myślę, co mnie podkusiło z tym Polskim Busem. Tak to jest jak stały skład choruje, a ja na samą myśl jazdy za kółkiem przez te cholernie drogie bramki na autostradzie w środku nocy zaczynam mieć mdłości. Trzy miesiące odwyku od Tatr. To była nasza jedyna szansa. Zamysł brzmiał nieźle: wsiądziemy, prześpimy, wysiądziemy w polskiej stolicy Tatr - bezboleśnie. Jednak z minuty na minutę zaczynają w mojej głowie kłębić się myśl o przemijaniu. Bosz, ja to chyba już za stara jestem na takie numery. Damian też wygląda na takiego, co już odwykł od takich akcji. Kątem oka spoglądam na niego. Nerwowo unosi brew wyciągając z kieszeni telefon w celu sprawdzenia godziny. Mamy 30 minut spóźnienia. Zaczynam coraz bardziej żałować. Jak nic, po powrocie będzie z tego tytułu jatka. Całodniowe narzekania, że mało miejsca na nogi, fotele deformujące tyłek, grupa Hiszpanów rechocząca na cały autobus w środku nocy, to jakaś  nagrana...

Na izerskim tropie cietrzewia

Obraz
Kilka lat temu wytyczono w Górach Izerskich nową trasę biegową nazwaną na cześć zamieszkującego tam cietrzewia, który obecnie jest zagrożony wyginięciem. Ptaki są bardzo płochliwe, więc trzeba mieć wiele szczęścia by je zobaczyć. Zimą często przesiadują w jamkach wygrzebanych w śniegu. Chociaż wiedziałam, że szanse na spotkanie  tego skrzydlatego osobnika są bliskie zeru, (tym bardziej o takiej porze roku) wpakowałam narty do bagażnika Rekina i ruszyłam w kierunku Jakuszyc. Pomysł zrobienia "cietrzewia" dojrzewał prawie 1,5 roku, ze względu na niski poziom pokrywy śnieżnej w ostatnich sezonach. Mój narciarski niedosyt bardzo mi doskwierał, więc na poszukiwanie jego tropu wybrałam się w pojedynkę. 

Na ślizgach wokół doliny Lwi Dół

Obraz
Z początkiem 2015 roku upodobaliśmy sobie na nowo nasze lokalne góry. Odkryliśmy jak wiele możliwości mają w sobie Karkonosze, w których ostatnio "biegaliśmy" z czekanami (relacja ze Żlebu Wężowego oraz Rynny Skrzatów ). Kolejna wizyta w tym bardzo ciekawym i bliskim dla nas paśmie górskim uskuteczniliśmy jeszcze w innej (także nowej) formie, bowiem na nartach. To był taki mój cel już zeszłej zimy - zdobyć Śnieżkę na ślizgach. Niestety jak dobrze wiemy sezon zimowy 2013/2014 na takie atrakcje nie za bardzo pozwalał. Teraz śniegu mamy z dużym naddatkiem. Wskazywał chociażby na to bardzo długo utrzymujący się 3 stopień zagrożenia lawinowego. Kilka dni po naszych narciarskich zmaganiach zeszły dwie, bardzo pokaźne lawiny. 

Kocioł Małego Stawu w Karkonoszach, Żleb Wężowy

Obraz
Wiatry niczym z Patagonii. Subpolarny klimat jak na Alasce. Warunki surowsze niż w Tatrach (analogicznie co do wysokości). Taką  mieszankę w miniaturze można zastać zimą tylko w Karkonoszach, które na nowo podbijają moje górskie serducho! W życiu bym nie pomyślała, że będę po nich ganiać w rakach, wymachując przy tym jeszcze czekanem. A jednak! Krótkie wspinaczkowe drogi, bliskość cywilizacji  oraz często niekomfortowa aura to idealne warunki do ćwiczeń w ramach przygotowań przed większymi górami. Poza tym możliwość przeżywania takiej radości, nie pokonując jakiś astronomicznych odległości dojazdowych - po prostu jak tu nie kochać Sudetów, które ma się pod nosem? :) Genialna sprawa!

Lodospady nad Zmarzłym Stawem w rejonie Hali Gąsienicowej

Obraz
Jadąc naszą standardową, znaną wręcz na pamięć trasą w kierunku Tatr, nie wiedzieliśmy gdzie nas dokładnie poniesie. Za cel mieliśmy obrany jedynie rejon - Hala Gąsienicowa. Miejsce, w którym zawsze można coś porobić. Mnóstwo pomysłów na różne warunki pogodowe, kondycyjne, sprzętowe... Można tak wymieniać i wymieniać, ale nikt z naszej wyjazdowej czwórki nie obstawiał tego dnia lodospadów. :)  

Watzmann 2713 m n.p.m

Obraz
Mieliście coś takiego, że to góra „wybrała” kolejną górę? Pokazała paluszkiem i szepnęła do ucha – jedź tam i wejdź! Doświadczyłam tego w Wysokich Taurach, kiedy to siedząc już bezpiecznie w jadalni Giessener Hutte po psychicznie obciążającym, lipcowym wejściu na szczyt  Hochalmspitze , chwyciłam jedną z wielu leżących na blacie książek. Damian w tym czasie zajadał się schroniskowymi specjałami, ja natomiast pochłaniałam kolejne strony, które udekorowane pięknymi zdjęciami, opisywały propozycje ciekawych motywów wyjazdowych w Alpy. Mruknęłam w pewnym momencie pod nosem, że na Watzmannie chcę być jeszcze w tym roku. Z nazwą góry już się wcześniej spotkałam - rozpoczynając współpracę z Klubem Wysokogórskim z Lubina, który szykował się na spotkanie z Wackiem ;) w jesiennej aurze. Przy przychylnych wiatrach udało się zebrać klubową ekipę i wyruszyć w kierunku Alp Bawarskich...