14 kwietnia 2018

Skiturowe Tatry - odcinek 6


Skadi Na Grani & Pomysł na wycieczkę – po raz kolejny wspólnie w górach. Co ciekawe w wydaniu skiturowym! Marcin oraz Magda postanowili w tym sezonie spróbować swoich sił w wycieczkowaniu na nartach. Udało się zgrać z terminem i oto ruszyliśmy na narciarską wyrypkę! Naszym celem był Trzydniowiański Wierch w Tatrach Zachodnich. Naszą uwagę przykuł dzięki obejrzanym wcześniej filmikom portalu Skitourowe Zakopane.



niedziela, 4 marca 2018


Spotkaliśmy się na parkingu u wylotu Doliny Chochołowskiej. Całe szczęście, że przez kilka ostatnich dni panowały takie siarczyste mrozy - warstwa śniegu nie miała prawa zmaleć nawet o milimetr! Pamiętam jak w zeszłym roku, będąc w tym miejscu tachaliśmy kilka dobrych kilometrów narty na plecach, by w końcu spotkać jakiś śnieg! Cóż, zima zimie nierówna. Teraz narty mogliśmy założyć już przy samochodzie i od razu ruszyć z foki. Tak to ja mogę skiturować! ☺

Startujemy! Kierunek - Trzydniowiański Wierch!

Około 6 km odcinek minął nam na wymianie wrażeń jak i podzieleniu się subiektywnymi opiniami o miejscówkach skiturowych, które odwiedziliśmy. Przy Polanie Trzydniówka uciekliśmy na czerwony szlak, który naznaczony był w większości narciarskimi śladami. Nadszedł etap efektywnego zdobywania wysokości. Początkowo foczyło się w miarę sprawnie, ale im teren stawał się bardziej stromy, tym trzeba było być czujniejszym. Od kilku dni nie było świeżego opadu śniegu i po prostu Krowi Żleb (wariant podejściowy dla skiturowców) był trochę wyślizgany. Foka co jakiś czas puszczała. Jako jedyna niosłam w plecaku harszle (raki do nart). Stwierdziłam, że nadszedł w końcu czas na użycie tajnej broni. Gdy harszle znajdą się już na moich nartach będę tak pewna stawianych kroków, że całą trójkę pozostawię daleko w tyle! Moja wizja podchodzenia na nartach z prędkością jaką osiągają zawodnicy na Pierra Mencie szybko legła w gruzach, gdy Damian poinformował mnie, że na jednym wiązaniu mam ułamany plastikowy element, w który wsuwa się harszle. To był początek problemów z tym pechowym wiązaniem. Kilka dni później stało się coś znacznie gorszego (link). By tak całkiem nie marnował się sprzęt w plecaku, oddałam harszle Magdzie, coby miała możliwość wypróbowania ich w terenie i wyrobienia sobie opinii czy warto je mieć na wyposażeniu.

Wychodzimy z Krowiego Żlebu. W końcu pojawiają się pierwsze widoki. Od razu przybywa energii:)

Najgorszy etap wycieczki (żmudne zdobywanie wysokości) mieliśmy już za sobą. Na Grzbiecie Kulawiec głowa sama uciekała na prawo i lewo. Wreszcie pojawiły się wyczekiwane widoki. Z jednej strony pięknie prezentowała się Dolina Starobociańska oraz Masyw Ornaku, z drugiej zaś strony cała Zachodniotatrzańska Trójca: Grześ -Rakoń-Wołowiec, a nawet kolejne szczyty, które były bardzo dobrze widoczne. Na aurę nie mogliśmy narzekać.

Trochę obawialiśmy się późnej pory. Już dawno powinniśmy zjeżdżać, ale nie byliśmy jedyną grupą dnia która dopiero foczyła w stronę szczytu.

Jesteśmy na  Grzbiecie Kulawiec. Teraz zdobywanie przewyższenia będzie mniej męczące.

Po lewej prezentował się nam w całej okazałości Masyw Ornaku.

Dolina Chochołowska za naszymi plecami.

Starorobociański Wierch - hmmm, kolejny cel skiturowej wycieczki? :)

Widać już nasz szczyt!

Zdobytym szczytem nie byliśmy w stanie nacieszyć się długo, ponieważ silnie wiejący wiatr tak nas wychodził, że jedynie po szybkim łyku herbaty i przegryzieniu batonika od razu rozpoczęliśmy się "przełączać" na tryb do zjazdu. 

Trzydniowiański Wierch zdobyty na nartach!

Zdjęcie z tabliczką musi być!  ;)

Pierwszy ruszył Damian, po nim ja, następnie Magda, a naszą grupę zamykał Marcin. Zjazd do łatwych nie należał. Słońce zdążyło już zmienić strukturę śniegu. Będąc tu dwie godziny wcześniej wszystko mogło wyglądać zupełnie inaczej. Niestety nie było opcji na rozpoczęcie wycieczki o wczesnej porze, więc musieliśmy walczyć z tym co zastaliśmy. 


Końcówkę zjazdu w terenie poprowadziliśmy trochę inaczej niż proponuje to wspomniany na początku relacji portal Skitourowe Zakopane. Dzięki temu wdarł się pierwiastek narciarskiej przygody☺Mimo tej drobnej zmiany, bardzo trafnie udało się nam wyjechać w Dolinie Jarząbczej na przebieg szlaku pieszego, którym w bardzo szybkim tempie znaleźliśmy się na Siwej Polanie skąd rano wystartowaliśmy. 

Pomysł na wycieczkę - dzięki za wspólne skiturowanie i oby do następnego! ☺





Brak komentarzy :

Prześlij komentarz