Lubisz długie wędrówki od schroniska do schroniska? Masz już za sobą przejście najważniejszych szlaków długodystansowych w Polsce, takich jak Główny Szlak Beskidzki czy Główny Szlak Sudecki i szukasz nowego wyzwania? To jest dobry moment, by spojrzeć w stronę wyższych gór. Mam coś dla Ciebie! Austria, a dokładniej Tyrol (region) oferuje fajny pomysł na aktywny urlop w Alpach dla wszystkich fanów trekkingu.
Adlerweg (pl. Szlak Orła, ang. Eagle Walk) to szlak długodystansowy, mający ponad 400 km. Jest bardzo dobrze oznakowany w terenie. Poprowadzony przez kilka pasm górskich gwarantuje różnorodność krajobrazową. Świetnie opracowany na oficjalnej stronie Tyrolu nie wymaga czasochłonnych przygotowań logistycznych. Przebieg szlaku Adlerweg jest tak skonstruowany, że w łatwy sposób można podzielić jego przejście na kilka odcinków zestawionych z poszczególnych etapów. Szlak w Tyrolu Północnym ciągnie się równolegle do doliny rzeki Inn, którą biegnie główna linia kolejowa. W dogodny sposób z końca niemal każdego etapu, można wrócić do punktu wyjścia. Jest to istotne, bo pomimo iż szlak nie tworzy zamkniętej pętli, nie będziemy mieli problemu np z powrotem do pozostawionego na parkingu auta.
Daj się uskrzydlić w Tyrolu!
Poniżej znajdują się wszystkie posty związane z Adlerwegiem, jakie zostały opublikowane na blogu. Kliknij w podpis pod zdjęciem, aby przejść do relacji z opisu przejścia szlaku Adlerweg. Posty zostały pogrupowane według pasm górskich. Zachęcam również zajrzeć do wpisu " ADLERWEG - INFORMACJE PRAKTYCZNE". Jest tam wiele cennych wskazówek oraz omówiony bardziej szczegółowo sam szlak.
Po ostatnim wykładzie z " Pryszczologii Stosowanej " postanawiam trochę powagarować i zrobić sobie przerwę od nauki tego jakże ważnego przedmiotu. W programie górskiego nauczania warto czasem korzystać z dodatkowych fakultetów, a że okazji nie można pozwolić uciec ponownie zjawiam się w holu głównego dworca kolejowego w Poznaniu. Tym razem obierając zupełnie inny kierunek niż ostatnio. Stojąc w przydługawej kolejce do kasy biletowej, co jakiś czas z niepokojem spoglądam na szklane drzwi, za którymi przelotny deszcz z minuty na minute zamieniał się w potężną ulewę, do takiego stopnia ze jej skutki szybko mogłam zobaczyć wcale nie wychodząc z budynku. Po otrzymaniu swoich 2 minut przy okienku, obezwładniona szczęściem udaje się w ki...
Razem z przyjaciółką na początku maja spędziłam tydzień nad włoskim Jeziorem Iseo (wł. Lago d'Iseo). Poniższy post opisuje w jaki sposób zorganizowałyśmy sobie wyjazd oraz przedstawia propozycje i pomysły na ciekawe spędzenie tam czasu - taki swego rodzaju "gotowiec urlopowy" dla wszystkich spragnionych: ekspozycji witaminy D przed lub po sezonie widoków na jedno z ciekawszych połączeń krajobrazowych - jeziora i gór solistów/solistek, par, rodzin, paczek przyjaciół - chcących zmienić trochę klimat i otoczenie górskich trekkingów fanów via ferrat smaku włoskiej pizzy oraz Aperola Spritza zwiedzenia popularnych włoskich miast rowerzystów i fanów rekreacyjnych sportów wodnych "człowieków-jaszczurek" lubiących leżeć plackiem na plaży w pełnym słońcu
Czy zdobycie alpejskiego trzytysięcznika dla osoby mieszkającej w Polsce, może być równie proste logistycznie, co wejście na Rysy? Czy przekroczenie magicznej „trójki z przodu” musi wiązać się ze żmudnymi przygotowaniami kondycyjnymi, braniem tygodniowego urlopu, zakupem dodatkowego sprzętu? Czy musi się to wszystko ocierać o wycieczkę mającą w sobie co nieco z wyprawy? Otóż nie! I nie musi to być zaraz „naciągany”, najmniejszy trzytysięcznik, lecz „z krwi i kości” pięknie prezentująca się góra! W dodatku jeszcze nietknięta dobrami cywilizacyjnymi takimi jak wyciągi z całym swoim zapleczem zaburzającymi naturalny krajobraz.
Jak to się stało, że dopiero po prawie 10-letniej aktywności górskiej ląduję w końcu w Wielkiej Fatrze? Ok, proces poznawania słowackich gór idzie mi średnio. Czasem odnoszę wrażenie, że góry państw alpejskich znacznie lepiej prezentują się w moich statystykach względem tych słowackich. Nie jest to wymarzone tempo, ale jakoś powoli pojawiają się kolejne pierwsze razy, o np. w Małej Fatrze czy Niżnych Tatrach . Z Wielką Fatrą miałam wciąż permanentny problem. I nie chodzi nawet, że los nie sprzyjał, bo generalnie nigdy nawet nie było potencjalnie ugadanych planów wyjazdowych. Przeszkody były fundamentalne, takie jak trudność w zaplanowaniu trasy czy ogarnięcie logistyki! Podsumowując: nie wiedziałam jak te góry ugryźć!
Uuuu, ale pięknie! Jak ja podziwiam te Twoje długie dystanse.
OdpowiedzUsuńW głowie już kolejne! :)
UsuńDzięki za ten poradnik, też bardzo lubie takie klimaty i wycieczki
OdpowiedzUsuń