22 lipca 2010

Wysoka (Wysokie Skałki) 1050m n.p.m - 18.07.2010

Pochmurny i deszczowy dzień wita nas podczas siódmej doby trwania obozu. Po tygodniowym upale, następuje załamanie pogody. "Dobre" informacje z samego rana, ponieważ w planach mamy płynięcie Przełomem Dunajca :( . Dzień wcześniej decyduję się również wyprać dwie koszulki. Okazuje się to bardzo złą decyzją, gdyż rano zastaję je oczywiście wciąż mokre. Nie pozostaje mi nic innego jak spakować je do plecaka. Czynność bardzo boląca. Taka mokra koszulka swoje waży, a ja już miałam dosyć kilogramów noszonych na własnych plecach. Udajemy się asfaltówką do przystani, skąd popłyniemy około 3h do Szczawnicy Zdrój.

W połowie drogi łapie nas deszcz.

Płyniemy...

Dwa czarne labradory siedzące nieruchomo (!) przy brzegu Dunajca.

Trzy Korony.

Bocian Czarny.

Na szczęście podczas "rejsu" po Dunajcu nie padał deszcz. W Szczawnicy robimy zakupy oraz szlakiem żółtym idziemy na Palenicę. Dla niektórych osób jadących wyciągiem krzesełkowym jesteśmy nie lada atrakcją. Naszym celem na najbliższe 3 godziny jest wejście na Wysoką- najwyższy szczyt Pienin oraz dojście do Bazy Namiotowej (drugiej podczas trwania obozu).

Beskidy.

Metalowe schody prowadzące na Wysoką.

Widoki z Wysokiej.


Ostatnie 20 minut drogi do Bazy Namiotowej.

Po 20 dochodzimy do Bazy Namiotowej, robiąc zamieszanie wśród chrześcijańskiej kolonii. Opiekunowi dość licznej grupy (czyt. ksiądz) od pierwszego wejrzenia nie przypadliśmy do gustu. Nazwał nas ćpunami i niekulturalnymi ludźmi ;( Z rozpaczy, po kolacji od razu poszliśmy spać. Trudno było jednak zasnąć, gdyż owa kolonia nie przestrzegała ciszy nocnej, a księdzu widocznie dali jakieś prochy nasenne bądź na ten czas opuścił bazę.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz